Jak to dawniej bywało… Kąpiele i obmywania

W poszukiwaniu natchnienia na kolejne artykuły do „Magazynu Instalatora” zaszyłam się w bibliotece i wygrzebałam książeczkę, która warta jest oddzielnej opowieści. Dziełko ukazało się w 1887 roku. Nosi tytuł Hygiena publiczna. Jest to popełniony przez Henryka Łuczkiewicza przekład pracy jego niemieckiego kolegi, prof. Oesterlena, noszącej tytuł Handbuch der Hygiene, der privaten und öffentlichen. Mamy do czynienia z kąskiem jeszcze bardziej smakowitym niż praca cytowanego tu niedawno inżyniera Fąferki. Zainspirowana swoim znaleziskiem zatrzymam się na chwilę nad ową Hygieną, mając nadzieję, że Czytelnik uzna to za miłe uzupełnienie poruszanych dotąd zagadnień.

Pierwszy rozdział omawianego tu dziełka zaczyna się następującą definicją: Hygiena jest nauką zachowania i polepszania zdrowia tak osób pojedyńczych (Hyg. prywatna v. osobista) jakoteż (proszę zwrócić uwagę na dawną pisownię) całéj ludności (Hyg. publiczna v. społeczna). Dalej czytamy: …jako nauka rozbiera Hygiena warunki i prawidła zdrowia, rozpatruje potrzeby człowieka, niemniéj wpływy świata zewnętrznego, jakoteż wpływy czynności i spraw życiowych na zdrowie i prawa, wedle których czynniki owe i warunki wewnętrzne działają. Jako sztuka wskazuje ona środki i sposoby, przy pomocy których zdrowie jednostki lub ludności utrzymane i zachowane być może.

To nie wszystko… Hygiena tym sposobem jest nauką umiejętnego stosowania wiadomości, zwłaszcza przyrodniczych, na korzyść zdrowia i życia, utrzymania i przedłużenia tegoż, wybierając np. z fizyki, chemii, fizyologii, antropologii, nawet nauk prawnych to, co zamiarom powyższego odpowiadać może (w tym miejscu Czytelnik powinien się poczuć nie tylko profesjonalistą, ale i humanistą całą gębą). Do Hygieny jako nauki należy również wykazanie prawideł, jakimi człowiek pojedyńczy i ludność cała ulegają pod względem sanitarnym i biotycznym, niemniej wpojenie przekonania, że w sprawie téj przypadek ani los nie mają znaczenia, ale tylko przestrzeganie owych prawideł albo zaniedbywanie ich.

Wywód staje się coraz bardziej intrygujący… Czytajmy więc dalej: Znajomość tych prawideł własności i natury wpływów na nas działających podaje zarazem środki korzystania z czynników pomyślnych i unikania szkodliwych. Publiczna znowu Hygiena zwraca pieczołowitość swą na całą ludność i zarządzać ma stosunki ogólne, służące do zabezpieczenia i polepszenia zdrowia ogólnego; jest ona przeto względem Hygieny prywatnéj tem czem jest staranie zarządu miasta lub prowincji dla ustrzeżenia od powodzi lub pożaru, względem takiegoż dla pojedynczego domu albo posiadłości.

Jeśli przekład Łuczkiewicza jest wierny, prof. Oesterlen okazuje się prawdziwym mistrzem pióra…

Spis treści uroczej książeczki cieszy bogactwem poruszanych tematów. Oesterlen prawi nam ustami Łuczkiewicza zarówno o… człowieku i zmienności stanu życia tudzież jego potrzeb, jak i o sprawach tak przyziemnych jak dbanie o skórę i odzież. Nas jednak interesuje rozdział poświęcony kąpielom, obmywaniom i oblewaniom. Czytamy w nim: Zaniedbanie przestrogi hygienicznej, nieczystość, musi stać się źródłem wielu chorób i dolegliwości, zwłaszcza w klasie biedniejszej i nieoświeconéj, u ludności wiejskiej (tu autor daje przypis następującej treści: Jak ważną jest czystość dla zdrowia widzimy ztego, że zwierzęta zniewalane są do tego instynktowo i że najczystsze z nich są zarazem najlepsze i najweselsze. Mamy zatem kolejny dowód niepośledniej elokwencji szacownego Oesterlena).

Jeśli Czytelnika nie znudziły jeszcze wnioski niemieckiego profesora, podąży za mną tropem jego wywodu: Nie trudno także zrozumieć, że nie chodzi tu bynajmniéj o czystość i piękność powierzchownych części ciała, jak: twarzy, rąk, zębów i włosów, których zresztą pielęgnowanie może komuś czasem wcale nie być obojętném; zadaniem głównym powinno być raczéj utrzymywanie skóry z przydatkami jej w całości w odpowiedniéj czystości i to nie dlatego, aby ta skóra właśnie, włosy etc., były same przez się zdrowe i piękne ale na to, aby dobre utrzymanie ich przyczynić się mogło do zdrowia całego ciała.

Tu profesor przechodzi do konkretów: Staranie nasze pod tym względem powinno zatem skierowane być do bardzo troskliwéj czystości skóry, do czego służy najlepiéj woda, która roztwarza i zabiera wszelki brudy z ubioru i ciała. Należałoby więc, aby każdy człowiek codziennie oczyszczał całe ciało od stóp do głowy wodą, czyto w formie obmywania, oblewania czy téż kąpieli, i to chłodną lub zimną, bądź czystą bądź to z dodatkiem odpowiednim (zachwyćmy się raz jeszcze językiem Łuczkiewicza); w zimie tylko albo przy niezwykłych okolicznościach możnaby posługiwać się wodą letnią lub ciepłą (co Czytelnik myśli o takiej propozycji?…).

Dochodzimy do tyleż uroczystej, co optymistycznej konkluzji: Takie jedynie postępowanie może zachować nasz organizm w zdrowiu, sile i piękności, obok czego wszelkie inne środki upiększające, tualetowe nie mają żadnego znaczenia albo podrzędne tylko.

Jeśli Państwo pozwolą, w kolejnym artykule powrócimy do rewelacji niezrównanego Oesterlena…
Aleksandra Trzeciecka

Zobacz artykuł w wersji pdf pdf 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij