Uwaga! Jesteś w ukrytej kamerze, czyli kwiatki instalacyjne. „Rodzynki” w kotłowni

administrowany przez firmę państwową. Zdjęcia ukazują w całej krasie „instalację gazową” zasilającą kuchenkę gazową. Mamy tu takie ciekawostki jak: rurociąg rozwijany z „węża ogrodowego”, „eleganckie” ukrycie rurociągu pod tynkiem, „sztywne” przejście przez przegrodę (ścianę), brak jakiejkolwiek możliwości wentylacji (nawet okna), „montaż” butli w pomieszczeniu piwnicznym poniżej terenu, czyli tykającą i odbezpieczoną bombę z opóźnionym zapłonem. Wyjaśnienie dla osób, którym rozwiązanie tego rodzaju ewentualnie mogłoby przypaść do gustu – mamy tu sto procent „niespełnienia” przepisów, mijanie się ze zdrowym rozsądkiem przy montażu oraz co, niestety, jest ostatnio coraz bardziej nagminne, brakiem pozwolenia na budowę lub choćby zgłoszenia, nie mówiąc już o projekcie budowlanym/wykonawczym. Materiał rurociągu, który zastosowano – niedopuszczalny, przejście przez przegrodę wykonane jako „sztywne” bez tulei z elastycznym wypełnieniem – niedopuszczalne, odległości pomiędzy rurociągami z różnymi mediami. (gaz, woda, c.o. etc.) – niedopuszczalne, prowadzenie instalacji gazowej jako kryte bez dodatkowej wentylacji – niedopuszczalne, brak wentylacji pomieszczenia składowania butli – niedopuszczalne, montaż poniżej terenu – niedopuszczalny, niezgłoszenie zamiaru wykonywania tego rodzaju instalacji oraz rozpoczęcia jego użytkowania – niedopuszczalne… dodam na koniec opisu: wyżej wymieniona „instalacja” nie została wykonana „sto lat” temu, tylko zaledwie kilka…

I znów obiekt użyteczności publicznej, jak najbardziej państwowy. Fotografie 3 i 4 przedstawiają fragment kotłowni, a ściślej, rozdzielacze instalacji wewnętrznej dla instalacji ogrzewczej budynku. Zdjęcia zostały wykonane kilka miesięcy po wykonaniu modernizacji kotłowni, oczywiście, roboty zostały odebrane przez inspektora i, oczywiście, nijak się mają do projektu. Autor tegoż nic nie wie o radosnej twórczości spółki inwestor-wykonawca, bo i po co? W końcu żyjemy w kraju, gdzie projekt to tylko papier na niezbędne pieczątki (taka dygresja do poziomu znajomości i przestrzegania prawa nie tylko budowlanego, ale choćby ustawy o prawach autorskich). Ale przejdźmy do krótkiej charakterystyki. Już na pierwszy rzut oka widać, że do wykonania instalacji wykonawca użył różnych materiałów. Polietylen, stal ocynkowaną na przemian z czarną, polipropylen, miedź, jakby sprzątał jakiś magazyn lub odwiedził sklep „wszystko za złotówkę”. Całość wygląda na nieplanowaną katastrofę lub na planowany efekt jakichś mrocznych fantazji. Na fotografii 3, patrząc od lewej strony, widzimy dwa obiegi ogrzewcze wykonane z polietylenu stabilizowanego, tj. z wkładką metalową – materiału, którego dopuszczalna maksymalna temperatura pracy kształtuje się na poziomie 70-95°C, w zależności od producenta i przeznaczenia, a w kotłowni na paliwo stałe temperatury powyższe możemy z łatwością przekroczyć, bo, co jest „oczywiste”, nie przewidziano żadnego zabezpieczenia przed przekroczeniem 90°C (obligatoryjność!), a projektowany wymiennik ciepła pomiędzy układem kotłowym a instalacją c.o. wyrzucono na etapie wykonawstwa (w projekcie był). Rurociągi zostały zmontowane bez jakichkolwiek zawiesi i podpór, najbliższy stały punkt to „sztywne” przejście przez strop (patrz opis do fot. 1 i 2). Również znajomość kształtek nie jest najmocniejszą stroną wykonawcy, izolacja to „twór” wykonawcy nieznany – jest jej po prostu brak i dotyczy do praktycznie całej instalacji (nowej instalacji!). Inne „rodzynki” to montaż na drugim od lewej obiegu zaworu odcinającego grzejniki (cóż za ułańska fantazja). Analizując pozostałe obiegi wychodzące z rozdzielacza, mamy jeszcze do dyspozycji rurociąg stalowy i rurociąg miedziany (posiadający fragmenty izolacji, ale zamontowanej niewłaściwie i przeznaczonej nie do tego rodzaju instalacji). Na fotografii 3 należy jeszcze zwrócić uwagę na fantazyjnie prowadzony rurociąg po ścianie (widoczny w tle). Na koniec mogę tylko dodać, że inwestor jest bardzo z powyższych prac zadowolony, cieszy się również z poczynionych oszczędności – niskiej ceny na wykonawstwo („słynne” przetargi, gdzie wygrywa się wyłącznie niską ceną), wyrzuceniem zbędnych materiałów i urządzeń (np. wymiennik).

Fotografie 5 i 6 przedstawiają „instalację solarną” wykonaną w budynku użyteczności publicznej (przedszkole), zdjęcia wykonano podczas przeglądu okresowego. Instalacja wykonana przez, a jakże, miejscowego „fachowca”, a zaprojektowana również przez „fachowca” – w sklepie (co również staje się w Polsce standardem – „ma sklep, więc wie najlepiej”). Na fotografii 5 widzimy baterię trzech kolektorów słonecznych, z których jeden ma potłuczoną „szybę”, widać, iż nie jest to uszkodzenie powstałe od jakiegoś uderzenia, raczej szyba pękła pod wpływem naprężeń (wątpliwa jakość dostarczonych, ale na pewno tanich, wyłącznie dla wykonawcy oczywiście, urządzeń). Wystarczy wgłębić się bliżej w sposób podejścia do szczelności kolektorów (na zdjęciu może być to mało widoczne, ale zapewniam, że tak jest), po obwodzie szyby każdego z kolektorów został nałożony silikon w ilości około 5 cm grubości (!!!), uformowany prawdopodobnie „palcami” (nie będę podawał producenta kolektorów, bo nie o to tutaj chodzi, ale zapewniam, że nie jest to żadna „samoróbka” wykonawcy, lecz produkt sprzedawany w sklepie, czy ma dopuszczenia zgodne z ustawą o wyrobach budowlanych – nie wiem, na pewno nie przeprowadzono na tej partii materiału żadnych badań jakościowych czy odporności na uszkodzenia mechaniczne). Na fotografii 6 widzimy część wewnętrzną powyższej instalacji solarnej, tzn. podgrzewacz/zasobnik wody zamontowany w pomieszczeniu kuchni przedszkola (bezpośrednio z lewej strony zasobnika znajduje się okienko podawcze stołówki), naczynie przeponowe z płynem solarnym i zaworem bezpieczeństwa zainstalowane nad zlewem (w przypadku otwarcia zaworu osoba korzystająca ze zlewu zostanie poparzona, proszę również o zwrócenie uwagi na brak naczynia do zbierania wyrzucanego przez zawór płynu solarnego) oraz zabezpieczenia elektryczne zamontowane nad zlewem (IP!!!). Reasumując – ręce opadają! Projektu na pewno nie było (a powinien być – zmiana obciążenia konstrukcji połaci dachowej – wymagane pozwolenie na budowę), doboru dokonał sklepikarz bądź jakiś nieszczęsny przedstawiciel handlowy, brak znajomości jakichkolwiek przepisów budowlanych, sanitarnych czy bhp. Oczywiście, inwestor (państwowy) jest bardzo zadowolony..

Na koniec fotografia 7, przedstawiająca sposób prowadzenia rurociągów solarnych, „na skróty”, przez kanał wentylacyjny (podobny sposób prowadzenia przewodów był już opisywany przeze mnie w jednym z poprzednich artykułów „Magazynu Instalatora”, wtedy dotyczył instalacji ogrzewczej). I znów muszę przypomnieć, że prowadzenie jakichkolwiek przewodów (rurociągów, kanałów, kabli elektrycznych etc.) w kanałach wentylacyjnych (przeznaczonych do wentylacji, niebędących szachtami instalacyjnymi) jest niedopuszczalne. Powyższe zdjęcie zostało również wykonane podczas kontroli budynku (podczas kontroli 39 budynków z zamontowanymi instalacjami solarnymi taka nieprawidłowość wystąpiła w 26 budynkach, a w pozostałych 13 wykonawcy chyba zabrakło w pobliżu kanału wentylacyjnego). Efektem powyższego było, oczywiście, polecenie demontażu instalacji, naprawa kanałów wentylacyjnych, które w wielu przypadkach były dodatkowo poprzekuwane, oraz wykonanie instalacji od nowa.

Podsumowując:

* mamy bardzo nagminne nieliczenie się z projektem budowlanym / wykonawczym, nawet wykonanym źle, ale przez konkretne osoby, które mogą braki w swych opracowaniach usunąć jeszcze na papierze,

* notoryczny brak nadzoru autorskiego (szkoda pieniędzy! – dotyczy to zarówno obiektów „państwowych” i prywatnych),

* częsty brak wiedzy technicznej u inspektorów nadzoru (znajomy nie miał pracy, trzeba mu pomóc, więc ma nadzór), lub ich zwyczajne niebywanie na budowie (ma takich budów tuzin),

* częste wykonywanie zmian przez inspektorów nadzoru w stosunku do projektu bez zgody autorów, na życzenie inwestora, albo co gorsza, wykonawców,

* samowolne zmiany materiałowe, ponieważ wykonawca nie rozróżnia podstawowych materiałów i ich własności fizykotechnicznych, a co za tym idzie, różny sposób montażu, nieodpowiadające sobie wprost średnice etc. (PE-X i PP często jest traktowany jako tożsamy, nie mówiąc już o takim materiale jak PB) lub zna tylko takie, od takich ma odpowiednie upusty i rabaty (albo szwagier ma sklep),

* rozmycie odpowiedzialności; wszyscy zapominają, iż w przypadku obiektów tzw. państwowych wszyscy jako podatnicy za niedoróbki i wady płacimy, a w przypadku obiektów prywatnych, gdy coś się stanie (np. „niekontrolowany” wybuch kotła, z powodu wadliwych zabezpieczeń, poparzenia z powodu zbyt wysokiej temperatury w rurociągach etc.) płacimy również, choćby poprzez składkę na ZUS.

Maciej Sławuta
Zobacz artykuł w wersji pdf pdf pdf pdf

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij