Wewnętrzne instalacje kanalizacyjne. Syfon w stylu retro

Zamknięcia wodne, tzw. syfony wykonywano z kamionki, porcelany, żeliwa, żeliwa polewanego, ołowiu i mosiądzu poniklowanego. Montowane były tuż za przyborem sanitarnym i miały kształt litery S lub U. W zlewach i zmywakach (rzadziej) oraz wannach (najczęściej) odpływ wody do syfonu odbywał się przez kratkę o otworach 5 mm lub mniejszych. Miało to na celu zabezpieczenie syfonu przed zanieczyszczeniem oraz powodowało rozbicie strumienia wypływającej wody zwalniając jednocześnie jej wypływ z syfonu. Nie tworzył się w związku z tym słup wody, który spadając mógł się stać przyczyną wyssania wody z syfonu. Teoria taka może była i słuszna jak na owe czasy, jednak z jej realizacją było znacznie gorzej. Tego typu rozwiązania konstrukcyjne są do dziś dnia zmorą wielu mieszkań w tzw. starym budownictwie z lat 50., 60., i 70.

Jak to wyglądało w praktyce? Kilkadziesiąt lat temu większość produkowanych wanien wykonywanych było z żeliwa. Były to konstrukcje potwornie ciężkie i mało stabilne. Blaszane nogi mocowane były na stalowe kliny wbijane w wystające gniazdo w podstawie wanny. Jedynym sposobem wypoziomowania i stabilizacji konstrukcji były podkładki z blachy lub z drewna. Wanna taka najczęściej obudowywana była cegłami lub gazobetonem. W pobliżu jej odpływu kafelkarz często pozostawiał otwór rewizyjny, aby umożliwić dostęp do wpustu podłogowego. Takie rozwiązanie umożliwiało dostęp do zamknięcia wodnego usytuowanego w stropie, a po zdjęciu kratki żeliwnej można było wprowadzić spiralę hydrauliczną do podejścia kanalizacyjnego. Przelew wykonany był najczęściej z tworzywa sztucznego, które z biegiem lat żółkło. Do przelewu podłączony był waż z igielitu odprowadzający nadmiar wody z wanny do zaworu spustowego zamykanego gumowym korkiem. Zawór spustowy wykonany był z tworzywa sztucznego lub stopu cynku i aluminium. Wlot zaworu posiadał gęstą siatkę, która miała na celu wyłapanie większych zanieczyszczeń. Po kilkuletniej eksploatacji wylot z zaworu spustowego nad podłogą wyglądał prawie zawsze jak stalaktyty w jaskiniach. Oblepiony brudem, włosami, tłuszczem, pajęczynami i wszystkim tym, co zdołało się przedostać z pomieszczenia przez otwór rewizyjny. Warto również wspomnieć, że miejsce pod wanną było często doskonałym schowkiem do przechowywania różnych niepotrzebnych rzeczy z łazienki. Przedmioty te doskonale tarasowały odpływ wody przez kratkę żeliwną. Rozpryskująca i rozlewająca się woda pod wanną tworzyła cuchnącą kałużę. W przypadku nieprawidłowego uszczelnienia wpustu w stropie lub występowania pęknięć w posadzce pod wanną ścieki przedostawały się do sąsiada piętro niżej. Typowym i bardzo charakterystycznym objawem tego zjawiska był „piękny” naciek na suficie w pobliżu wpustu podłogowego. Takie rozwiązania odpływu wody z wanny znajdują się nadal w bardzo wielu mieszkaniach. Pewną nowością w latach 70. stał się żeliwny syfon nadstropowy z korkami rewizyjnymi. Konia z rzędem temu, kto był w stanie po kilkuletniej eksploatacji odkręcić taki korek przez otwór rewizyjny pod wanną. Kiedyś próbowałem i nie udało mi się. Odpływ z tego syfonu zazwyczaj wykonywano z rur stalowych Ø2” oraz przy użyciu gwintowanych kolan ze staliwa o kącie 90o. Całość odpływu wprowadzana była do pionu przy użyciu jedynego słusznego uszczelnienia jakim był w owym czasie „uniwersalny” kit miniowy lub ewentualnie przy wykorzystaniu sznura czarnego i białego oraz kitu. Starsi wiekiem instalatorzy (do których i ja się zaliczam) niejednokrotnie zmagali się z tego typu rozwiązaniami w celu ich udrożnienia. Tak skonstruowany odpływ praktycznie był nie do przepchania przy użyciu spirali, między innymi przez zbyt małe otwory w zaworze spustowym. Bardzo dużo tych rozwiązań znajduje się na osiedlach, z tzw. wielkiej płyty, budowanych w latach 70.

Zmywaki kuchenne i zlewozmywaki Zlewy wykonywane były najczęściej z żeliwa lub z blachy stalowej wewnątrz emaliowanej lub fajansu. W laboratoriach najczęściej instalowane były zlewy kamionkowe. Zlewy powinny były mieć w dnie sitka do zatrzymywania części stałych. Połączenie tych konstrukcji do podejścia kanalizacyjnego odbywało się przy pomocy syfonów zlewowych w kształcie litery U lub S wykonanych z żeliwa (fot. 1). Do podłączenia zlewów najczęściej wykorzystywano syfony wyposażone w kielichy. Produkowane również były syfony zlewowe bezkielichowe żeliwne o średnicy 50 mm w oparciu o wycofaną już normę PN-57/H75210. Połączenia przewodów żeliwnych z tymi przyborami uszczelniało się sznurem smołowanym (bardzo toksycznym) na głębokość połowy kielicha. Następnie upychało się cienką warstwę izolującą sznura białego, a całość zakrywało się zaprawą cementową lub folia aluminiową. Opracowano nawet tabelę normowego zużycia szczeliwa na jedno złącze kielichowe rur żeliwnych. I tak na przykład na złączu Ø50 mm ilość przypadającego sznura czarnego wynosiła 0,027 kg, sznura białego 0,013 kg, a cementu 0,16 kg. Uszczelnienie takiego syfonu było nie lada wyczynem. Aby wykonać tę czynność każdy instalator musiał najpierw wykonać samemu na kuźni specjalny ubijak do „ształowania” sznura w kształcie litery S (mam taki do dzisiaj). Tego narzędzia nie można było kupić. Należało je sobie samemu wykuć. Tam, gdzie było swobodne dojście wokół kielicha instalator nie miał problemu z uszczelnieniem. Problem zaczynał się w kielichach usytuowanych w narożnikach ścian oraz pod samą komorą zlewu lub zlewozmywaka żeliwnego. Uszczelnienie musiało być wykonane solidnie, aby zapewnić dużą sztywność podejścia, które to najczęściej nie było ohakowane. W pierwszych latach eksploatacji takiego syfonu korek rewizyjny dawał się odkręcić. Z upływem lat ulegał korozji i przy próbie odkręcenia ukręcał się przy okazji niszcząc gwint w syfonie. Rozwiązaniem alternatywnym był wówczas koreczek wystrugany z drewna i wbity przez szmatkę w otwór rewizyjny. Drewno po zalaniu syfonu pęczniało i tym sposobem zapewniało szczelność.

Syfony do umywalek fajansowych Zamknięcie hydrauliczne stosowane było zwykle w formie syfonu butelkowego. Korpus syfonu wykonany był ze stopu cynkowo-aluminiowego, a osadnik w kształcie kubka z kruchego ebonitu (fot. 2). Zawór spustowy nie posiadał rusztu wyłapującego większe zanieczyszczenia, przez co syfon często się zapychał. Rozkręcenie tej konstrukcji w celu jej udrożnienia wymagało klucza nastawnego o bardzo dużym rozstawie. Często podczas demontażu dochodziło do uszkodzenia ebonitowego osadnika.

Zapytacie Państwo po co to piszę? Przecież tego się już nie stosuje. To prawda. Jednak tego typu rozwiązania są nadal bardzo często spotykane w budynkach. Młodym instalatorom są mało znane, a starsi fachowcy mogą trochę powspominać, jak to kiedyś trzeba było się napracować, aby podłączyć przybory sanitarne. To były ciężkie czasy dla instalatorów, nieprawdaż?

Andrzej Świerszcz
Zobacz artykuł w wersji pdf pdf pdf

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij