Uwaga! Jesteś w ukrytej kamerze, czyli kwiatki instalacyjne. Grzejnik z osprzętem.

Lokalizacja grzejnika pozostawia również wiele do życzenia; umieszczony częściowo pod umywalką narażony jest na bezpośrednie działanie wody. Zawór na gałązce zasilającej, prawdopodobnie termostatyczny, posiadł piękną patynę – znów brak znajomości praw fizyki, ulubiony zestaw domorosłych hydraulików: miedziana rurka + aluminiowy grzejnik = akumulator… Na uwagę zasługiwała również wielozadaniowa instalacja centralnego ogrzewania, wielozadaniowa, gdyż rurociągi zasilające, prowadzone pod sufitem (rozdział górny), wzdłuż ściany zewnętrznej, pełniły równocześnie rolę karniszy dla zasłon. Zdjęcie nr 3 to przede wszystkim estetyka wykonania, a raczej jej brak. Obiekt, budynek użyteczności publicznej (służba zdrowia!) wykorzystywany już kilkakrotnie w „Magazynie Instalatora” jako „przykład” instalacji ogrzewczej, stanowi bezdenną skarbnicę wszelkich nieprawidłowości instalacyjnych. Wyjaśniam: na zdjęciu widać zupełnie nowiutki grzejnik stalowy, odpowiednio „spatynowany” przez instalatora, zasilany zupełnie nową instalacją ogrzewczą. Grzejnik został zamontowany na ścianie pokrytej płytkami, niestety, płytki nie przeżyły, a w momencie robienia zdjęcia grzejnik wisiał tylko na gałązkach. Realny przykład niechlujstwa za niemałe pieniądze podatników, czyli nas wszystkich, instalacja odebrana przez inspektora nadzoru.
Zdjęcie nr 4 to kolejny przykład źle pojmowanej oszczędności, a może braku umiejętności montera. W każdym razie, nawet jak rurki grzewcze w czasie swej pracy drgną, grzejnik nadal będzie tkwił w miejscu jak żołnierz na posterunku, chyba że „wsporniki” są montowane do tynku. Należałoby się zastanowić, co chciał zaprezentować instalator? Może chciał zwrócić uwagę producenta, iż oryginalne mocowania są zbyt trudne do zastosowania, a może to jakiś nowatorski, jeszcze nieopatentowany sposób zawieszania? Jedno jest pewne, wykonawca jest z siebie i swojego „wynalazku” dumny. Zdjęcie nr 5 przedstawia modernizowany, a raczej „zmodernizowany” fragment instalacji ogrzewczej w budynku użyteczności publicznej. Modernizacja powyższa miała polegać na uzupełnieniu instalacji o zawory podpionowe oraz zawory grzejnikowe termostatyczne i powrotne. Jak widać na zdjęciu, uzupełniony osprzęt nie jest specjalnie nowoczesny, szczególnie zawór powrotny odbiega od dostępnych w handlu, hurcie etc. Prezentowany zawór termostatyczny wraz z głowicą nigdy nie będzie prawidłowo pracował, jeśli w ogóle zadziała (obrazki w instrukcji były za trudne?), zachodzę w głowę, jak się udał w ogóle montaż w tej pozycji. Zawór powrotny to czysta fantazja i nie jest to zawór stylizowany na stary – on po prostu stary jest, ciekawe, skąd instalator „wytrzasnął” taką armaturę? Może w pobliżu wyprzedawała się jednostka wojskowa?

Nie miałem okazji widzieć zaworów podpionowych, a szkoda, może byłyby równie ciekawe? Oczywiście, instalacja przeszła wszystkie odbiory, wszyscy są zadowoleni, inwestor – posiadł zmodernizowaną instalację ogrzewczą, instalatorowi – udało się wypchnąć złom, a może zabytek? I ostatnie zdjęcie – nr 6 – co prawda, brak na nim grzejnika, ale widnieją za to piękne do niego podejścia. Zamieszczam powyższą fotografię jako ciekawostkę. Mamy tu pion centralnego ogrzewania, montaż sprzed kilku lat (lata 90. ubiegłego wieku), gdy panowała moda na wymianę grzejników „na siłę”, przy okazji „załapały się” rurociągi. Obiekt to, oczywiście, budynek użyteczności publicznej – szkoła.
Wymiana grzejników odbyła się na zasadzie sztuka za sztukę (taki też był projekt techniczny), nie uwzględniając poczynionej wcześniej termomodernizacji, będącej powodem do wymiany grzejników. Instalator nie mógł się zdecydować na rodzaj technologii; montaż w technologii stalowych rur skręcanych (rurociąg zasilający po prawej, wysokość zapłaty wprost proporcjonalna do liczby zamontowanych kształtek?) czy rur stalowych spawanych (rurociąg powrotny po lewej, robocizna o wyraźnie większej wartości). Oczywiście, zamontowane grzejniki to grzejniki stalowe płytowe. Powód? Mniejsza ilość wody – ulubiony i dzisiaj argument przedstawicieli handlowych i sprzedawców. Powód nr 2? Byle jaki, nowy grzejnik płytowy da oszczędność, jakiej nie da solidny grzejnik żeliwny – podobno. Przy „modernizacji” zapomniano, że instalacja pracuje w układzie otwartym ze wspomaganiem pompowym bez jakiegokolwiek uzdatniania, a źródłem ciepła jest kocioł węglowy. Efekt? To, co wytrzymywały przez lata grzejniki żeliwne, płytowe stalowe nie wytrzymają trzech lat. Układy z grzejnikami stalowymi pracującymi w układach otwartych bez uzdatniania wody instalacyjnej to, niestety, standard i to nie tylko w przypadku modernizowanych instalacji, ale także i nowo projektowanych. Nikt, oczywiście, nie informuje inwestora, że tak użyte grzejniki nie otrzymają żadnej gwarancji (pomimo wielkiego napisu „gwarancja 5 lub 10 lat”). Wykonawcy albo nie zawracają sobie głowy takimi szczegółami, albo świadomie wprowadzają inwestora w błąd, projektanci często nie znają produktów, które stosują w swoich projektach, a przedstawiciele producentów nie informują, jak i w jakich warunkach stosować grzejniki, by nie obniżyć sprzedaży. W końcu tyle osób zyskuje, a tylko jedna, inwestor, traci, żyjąc sobie w nieświadomości, ale za to ze zmodernizowaną instalacją z długoletnią producencką, pisemną (opakowanie!), gwarancją.
Maciej Sławuta
Zobacz artykuł w wersji pdf pdf pdf


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij