Jak to dawniej bywało… Chwalebny postęp

Zobacz artykuł w wersji pdf pdf

I dalej: Służba dworska w Cieleśnicy używa łaźni jak najchętniej; otrzymuje ją bezpłatnie. Okoliczni wieśniacy płacą po 3 kopiejki. Dalej autor dziełka opowiada, jak owi klienci łaźni korzystają z kąpieli. Czytamy więc: W piątek kąpią się kobiety, w sobotę zaś przygotowują łaźnię dla  mężczyzn. Mydła kąpiący się nie używają wcale lub jeden na 50-ciu, a pragnieniem właściciela jest wprowadzić użycie mydła szarego oraz stosowanie częstsze maszynki do strzyżenia włosów. Podziwiać więc należy dbałość właściciela wioski, pana Henryka Różyczki von Rozenverth, o higienę mieszkańców swego majątku. Dalsze wywody Fonferki sugerują jednak, że jego sukces był w najlepszym razie połowiczny: Ręczników używają rzadko, obcierają się najczęściej koszulą. A jednak nauka nie poszła w las: Dziś już niektórzy mają ścierki i brzozowe miotełki z liśćmi (…). Zgadzamy się chyba, że to chwalebny postęp.
Dalej Fonferko pisze: Do polewania się używają szkopków drewnianych około 1% garnca objętości. Kąpią się od kwadransa do godziny, a są tacy, którzy nie wchodzą do parnicy; dłużej kąpią się mężczyźni. Kobiety po umyciu się wchodzą do wanny po trzy naraz i jedna drugą myje; dzieci przyprowadzają z sobą. Mężczyźni wanien nie używają wcale, tylko parnicy. Kąpać się może na raz od 8-12-tu osób. Teraz przychodzi czas na budujące exemplum z życia wzięte: Kąpią się chętnie od chwili, kiedy łaźnia zaczęła wywierać pewne skutki lecznicze. Stangret dworski miał stale ból w boku i nic jeść nie mógł; jak zaczął chodzić do łaźni, wyzdrowiał, cera poprawiła się i „zmocniał”. Wielu innych doznało podobnych skutków, dlatego służba boi się opuszczać Cieleśnicy, aby nie być pozbawioną użytku łaźni. Ludzie z drugiego folwarku, Klonownicy, dopominają się stale o łaźnię; daleko im, więc narzekają, uważając się za upośledzonych: „my temu panu służymy, dlaczego dla nas łaźni nie budują?”. Przychodzą więc o 12 wiorst, przynajmniej raz na miesiąc.
Ale to nie wszystko: Sława cieleśnickiego przybytku czystości dotarła też do bardziej oświeconych: Z Janowa przyjeżdża ksiądz i urzędnicy. No i wreszcie ukoronowanie wywodu, zdolne zamknąć usta ewentualnym przeciwnikom niesienia zasad higieny pod strzechy: (…) jeden ze służby, który nie kąpał się lat 28 (!!!), to jest od urodzenia, teraz jest najgorliwszym zwolennikiem łaźni. Przywołajmy teraz opinię tych, których pan Różyczka został okrzyknięty dobroczyńcą: Chcąc usłyszeć zdania ludu, obecnych starszych włościan, po lat 40 do 50-ciu, oraz chłopców po lat 10 do 12 mających: wszyscy jednogłośnie nie mogli się łaźni dość nachwalić. Co więcej: Nareszcie użyliśmy sami z p. Domanieckim (członkiem Towarzystwa Higienicznego, którego członkowie, jak pamiętamy, wizytowali wraz z Fonferką sławioną przez niego łaźnię ludową) kąpieli w łaźni cieleśnickiej, znajdując, że jest wyborną, orzeźwiającą i czystą. Ponieważ to nasza ostatnia wizyta w Cieleśnicy, jak również koniec spotkań z elokwentnym inżynierem Fonferką, apeluję do drogich Czytelników o zachowanie ich obu we wdzięcznej pamięci. W następnym artykule przeniesiemy się do dawnego Krakowa… ale o tym w następnym odcinku.
Aleksandra Trzeciecka


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij