Energetyka słoneczna a likwidacja gminnych i powiatowych funduszy ochrony środowiska. Parcie na wsparcie.

Dokument ten w swoim zamyśle ma z jednej strony zmobilizować i uwypuklić wartości środowiskowe, a z drugiej strony pozbawia możliwości właśnie tych, którzy są odpowiedzialni za taką politykę. Do końca 2009 r. mieliśmy okazję zaobserwować wręcz fantastyczne zachowania niektórych gmin, preferujące zastosowanie urządzeń do przetwarzania energii odnawialnej, a które to gminy właśnie postawiły na indywidualnych odbiorców. W okresie przedwyborczym nie ma lepszych możliwości niż wzajemne wspieranie swoich inicjatyw, a przy okazji pomaganie własnym mieszkańcom.
Za wzór można postawić takie gminy jak Miechów, czy Sokoły, które nie mając zbyt dużych możliwości, pokazały, że jeśli się chce, można zrobić bardzo wiele. W 2010 roku Ministerstwo Gospodarki (Departament Energetyki) dokona wdrożenia ustawy o wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii. Redagowana ostatecznie forma tekstu i konsultacji społecznych oraz wypływających wniosków, przedstawiona również na łamach „Magazynu Instalatora”, trafi do właściwego resortu. W wystąpieniach ogólnych chodzi wnioskodawcom o zwrócenie uwagi na konieczność stworzenia instrumentów prawnych, ale też wskazania właściwej pomocy w zakresie wspierania i zastosowania OZE. Nie mogą same przepisy odnosić się do ograniczeń zastosowania coraz to liczniejszej grupy urządzeń, prowadzenia statystyki, ograniczania procesów coraz to większych inwestycji OZE, ale właśnie muszą wskazywać na upowszechnienie pomocy technicznej, prawnej i finansowej zainteresowanym. Funkcję wiodącą przejmuje Ministerstwo Gospodarki wraz z Departamentem Energetyki, czyli tak jak jest na niemal całym świecie, zaś Ministerstwo Środowiska ma pełnić funkcję pomocniczą i edukacyjną w sferze promowania walorów naturalnego otoczenia i jego ochrony. Zgodnie z nową dyrektywą unijną, uchwaloną w połowie minionego roku, zachodzi konieczność odniesienia się do budownictwa ekologicznego.
Osobiście uważam, że należy promować system, który określam mianem: zintegrowany system budownictwa ekologicznego (Integration Ecological Building System). W tym miejscu spieszę wyjaśnić, że Komisja Europejska bardzo liberalnie podeszła do zagadnień przepisów budowlanych i stworzyła bardzo poważną zachętę do rozwoju budownictwa ekologicznego. Niestety, jest ona w bardzo poważnym konflikcie z obecnymi przepisami.
Najprostszym przykładem jest np. odniesienie do planu zagospodarowania. Jeżeli chcemy wyeksponować nasz budynek na stronę południową i zastosować dach najbardziej korzystny do zainstalowania kolektorów – to dyrektywa unijna wręcz nam to nakazuje, ale urzędnik analizujący projekt „wnosi protest z uwagi na niezgodność projektu z miejscowym planem”. Działania te są naruszeniem art. 87 ustawy zasadniczej (Dz. U. nr 102 poz.643 z 1.08.1997 r.). Ale czy każdy inwestor musi wchodzić w spór z urzędnikiem, który nie zna przepisów? Mało tego, to po stronie inwestora leży nie tylko wykazanie poprawności projektu, ale właśnie na podstawie „decyzji budowlanej”, a nie „projektu budowlanego”, uzyskuje się dotacje. Działania takie są wypaczeniem idei budownictwa ekologicznego i muszą być szybko zweryfikowane przez resort budownictwa – Ministerstwo Infrastruktury. Warto w tym miejscu jednak pamiętać, że w październikowym sprawozdaniu z zastosowania OZE Polska będzie bazowała jedynie na raportach jednostek samorządowych. W zasadniczej kwestii powraca znaczący temat tzw. pomocy państwa dla zainteresowanych. Poza hasłami propagandowymi, niestety, dla zwykłych użytkowników nie widać zbyt wiele. Jeżeli do działań inwestycyjnych poza zwykłym kredytem i ewentualną dopłatą do odsetek dla kredytów z Wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – WFOŚiGW. Stan tego typu dopłat się nie zmienił. Jednakże skomplikowana procedura zatwierdzania wniosku, a także istniejące problemy na etapie realizacji dopłat po rozpoczęciu inwestycji powodują pewnego rodzaju niechęć do wykorzystania tego typu pomocy. Społeczeństwo, inwestorzy, zwykli gospodarze czekają na proste, może nawet niezbyt wygórowane, ale szybkie dopłaty do inwestycji związanych z OZE. Jest dla mnie sprawą absolutnie niezrozumiałą, dlaczego w krajach Europy zachodniej uzyskiwano już kilkanaście lat temu dopłaty na poziomie 463 DM/m2 (w zakresie Programu: „!000 słonecznych dachów” – rok 1996).
Dlaczego po blisko 15 latach nie możemy wspierać zwykłych inwestorów taką samą formą pomocy, jaka dawniej istniała w Niemczech czy Austrii? Czy w okresie, kiedy modyfikujemy Prawo ochrony środowiska, nie zapominamy o konieczności wspierania właśnie przedsięwzięć budowlanych, powiązanych z OZE? O jakiej formie pomocy możemy mówić w czasach, kiedy brakuje środków finansowych, a gminne kasy świecą pustkami, szczególnie po wydatkach na usuwanie skutków zimowych anomalii pogodowych. Może warto zatem zwrócić uwagę naszym decydentom na fakt, że budownictwo, a w tym i przemysł instalacyjny, przyczyniają się do znacznego wzrostu gospodarczego. Jeden budynek jednorodzinny zapewnia przecież pracę dla ok. 100 osób o różnych profesjach, zaczynając od projektantów, poprzez nadzór, wykonawców, ekipy budowlane i instalacyjne oraz pracowników robót wykończeniowych. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – NFOŚiGW wskazuje na możliwość realizacji dużych projektów, których minimalny budżet zamyka się kwotą minimum 10 mln złotych. Jednakże warto zauważyć, że właśnie tego typu działania powodują coraz większe zainteresowanie tzw. projektami związków gmin. Jeżeli nie można pozyskać małych funduszy, czy zatem właśnie nie warto realizować przedsięwzięć na większą skalę, z obszarem działania rozciągniętym na dużej przestrzeni?

Ceny w dół! W zakresie poszukiwania funduszy wsparcia nie możemy tylko mówić o samych instalacjach słonecznych albo wyłącznie kolektorach lub jedynie o pompach ciepła. Obecna oferta handlowa jest bardzo bogata i obejmuje szereg urządzeń, które dostępne są niemal w każdym miejscu Polski. Cena jednostkowa tez jest coraz bardziej atrakcyjna. Przypomnijmy, że jeszcze w roku 1999 cena zestawu kolektorów słonecznych (w tzw. pakiecie handlowym) wynosiła ok. 16-26 tys. zł, w zależności od wyboru producenta. Tak duża cena była wynikiem niekorzystnego kursu złotego do dolara czy euro.

Obecnie mamy do swojej dyspozycji urządzenia w cenie:
* płaski kolektor słoneczny (za panel ca 2 m2): 970-2900 zł,
* zestaw solarny (2 panele + zasobnik 250 dm3 + osprzęt): 6100-8700 zł,
* ogniwo fotowoltaiczne- krzemowe 100 W: 2100-4200 zł,
* siłownia wiatrowa 500 W: 2800-4500 zł, }
* kocioł na biomasę 20 kW z zasobnikiem: 3450-7200 zł,
* kominek z płaszczem wodnym 14 kW : 2800-5400 zł, * pompa ciepła powietrze-powietrze 3,5 kW: 820-2800 zł,
* pompa ciepła woda-woda 25 kW- zestaw: 22 000-48 000 zł.
Odnosząc się jedynie do jednej instalacji słonecznej (na przykładzie sprzedaży w dużym supermarkecie budowlanym), podaję aktualne ceny:
* zestaw 2 paneli kol. rurowych (Chiny) + zasobnik 250 dm3: 7496 zł
* zestaw 3 paneli kol. rurowych (Chiny) + zasobnik 300 dm3: 9478 zł
* zestaw 2 paneli kol. płaskich + zasobnik 250 dm3: 6986 zł
* zestaw 3 paneli kol. płaskich + zasobnik 300 dm3: 8588 zł
Dokonując analizy jednostkowej, przestrzegam przed obliczeniami na skróty, ponieważ mogą z tego wyjść zupełnie odwrotne wnioski. Jeżeli do instalacji słonecznej będziemy używali przelicznika [kWh] z uwzględnieniem np. realnej dawki napromieniowania, to uzyskamy ca 1000 kWh/m2 (nie mylić z energią przetworzoną ze słońca ok. 550-750 kWh/m2*a), który następnie przeliczony na energię elektryczną wskaże zysk na poziomie 352 zł – w przeliczeniu na energię elektryczną. Taki sposób rozumowania i obliczania jest całkowicie błędny, ponieważ nie uwzględnia się rzeczywistej energii i rzeczywistego ciepła uzyskanego w instalacjach. Również odniesienie do paliwa porównywalnego, np. oleju opałowego jest również błędne (olej opałowy ma najwyższą stawkę jednostkową). Przyjmowanie założenia, że „każdy” system solarny pokryje nam zapotrzebowanie na 55%, jest również niewłaściwe. Kolektory słoneczne rurowe w skali roku przetwarzają maksymalnie do 54% promieniowania z nasłonecznienia całkowitego. Jednak straty, a raczej suma strat (przesyłu, izolacji, stratyfikacji ciepła, odbioru itd.) wynosi: Ση = ηp + ηizol + ηst.c.+ ηodb Realnie za pośrednictwem płaskich kolektorów możemy uzyskać w domku jednorodzinnym do 69% pokrycia zapotrzebowania na c.w.u.* (z uwzględnieniem odbioru przez zmywarkę i pralkę), zaś przy zainstalowaniu kolektorów próżniowych do 79% w skali roku.
O analizie zysków i kosztów cenowych w innych zestawach nie wspominam, ponieważ wymagają one indywidualnego projektu i indywidualnej wyceny. Należy zaznaczyć, że jeszcze dwa lata temu dla instalacji złożonej z ponad 50 m2 kolektorów (ok. 30 paneli) można było uzyskać 50% tzw. środków kwalifikowanych z Ekofunduszu. Niestety, tego typu inwestycje szybko tracą wsparcie, ale nie oznacza to zanikania programów, które mają promować ten kierunek. Wręcz odwrotnie. Im bliżej okres składania raportu do Unii Europejskiej, tym więcej ciekawych projektów pojawi się na rynku. Do takich projektów należy zaliczyć: wspieranie inwestycji w programach celowych powyżej 0,5 i poniżej 10 mln zł.
Niestety, nie są to programy dla każdego, ale są to programy w zasięgu każdej gminy.

Ogniwa PV Powinniśmy spoglądać na perspektywę i możliwości użytkowe pokazywane przez naszych sąsiadów w zakresie możliwości chociażby wykorzystania ogniw fotowoltaicznych. Na marginesie warto dodać, że produkcja krzemu fotowoltaicznego oparta jest na polskiej technologii, ale w wykonaniu producentów zagranicznych. Z analiz przeprowadzanych dla rynku paneli fotowoltaicznych wynika, że m.in. Polska będzie wprowadzać coraz to większe ilości ogniw PV. Na bardzo duży wzrost zainteresowania wykorzystania OZE wpływ miała nie tylko stale obniżająca się cena, która doszła wręcz do bardzo minimalnej stawki (8-10 zł za lampę ogrodową PV), ale również kampania telewizyjna jednej z firm handlowych, które reklamowały lampy PV w swojej ofercie. Cena obniżyła się z poziomu 300 zł do poziomu 30 zł zaledwie w ciągu trzech miesięcy. Takie właśnie działania są oczekiwane i takie działania przynoszą najlepszy rezultat.
Czekać na pomoc Czy warto zatem czekać na pomoc ze źródeł gminnych lub powiatowych? Uważam, że taka pomoc powinna nadejść, a wprowadzenie poszczególnych programów pomocowych jest tylko formą doboru odpowiednich narzędzi, ale inicjatywa zależy od nas samych. Trzeba domagać się pomocy wspierającej działania inwestycyjne, ale licząc na własne siły. Zdecydowanie jestem za promowaniem rozliczenia wsparcia producenckiego, gdzie sprzedający mógłby udzielać tzw. kredytu kupieckiego ze wsparciem dofinansowania od strony wybranego banku, np. Banku Ochrony Środowiska – BOŚ. Klient w takim wypadku musiałby posiadać 10-20%, czyli ok. minimum 1000 zł, co jest kwotą realną dla niemal każdej przeciętnej rodziny. Jeżeli firma uzyskałaby dofinansowanie na poziomie 45% (jak to jest planowane), to każdy klient zyskałby pokaźną sumę wsparcia. Czy jednak ten program zaistnieje? Odpowiedź uzyskamy już jesienią bieżącego roku.

dr inż. Zbigniew Tomasz Grzegorzewski
Zobacz artykuł w wersji pdf pdf pdf

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij