Uwaga! Jesteś w ukrytej kamerze, czyli kwiatki instalacyjne. Higieniczny „łapacz kurzu”.

Grzejnik w wykonaniu higienicznym to prawdziwy szok technologiczny w tym rejonie kraju, zważywszy, że jak mało gdzie, nie obowiązują tu żadne prawa, normy czy rozporządzenia. Dotyczy to nie tylko obiektów służby zdrowia, lecz również większości budowanych/remontowanych budynków, inwestycji liniowych, drogowych i innych. Można by powiedzieć, że jest to raj dla „prawdziwych” instalatorów. Patrząc na powyższe zdjęcia, widzimy grzejnik w wykonaniu higienicznym, zamontowany jak najbardziej „niehigienicznie”. Inspektor odbierający (jeśli w ogóle takowy był powołany i jeśli miał pojęcie o instalacjach sanitarnych), ograniczył się do sprawdzenia głównego elementu, czyli grzejnika, o „rurkach” i armaturze zapomniał. A może grzejnik higieniczny to wypadek przy pracy? Po prostu, przypadkowo wykonawca lub miejscowy sklepikarz mieli takie na składzie? Gałązka powrotna wyprowadzona ze ściany pod kątem innym od prostego, fantazyjnie wygięta do wymaganego rozstawu dla grzejnika, rozeta bez najmniejszych szans (nawet na ulubiony przez wykonawców „silikon”) na osiągnięcie celu, do którego została zastosowana, czyli maskowania podejścia. Złączka przejściowa prawdopodobnie długo nie wytrzyma przy naprężeniach, jakie powstały przy takim wykonaniu. Gałązka zasilająca „prawie” wychodzi ze ściany. Ciekawe skąd miała wyjść?

Z części ściany za grzejnikiem czy pozostałej części ściany? Montaż rozetki w tym przypadku był już, niestety, niemożliwy. Musiałaby być kątowa i to pod wyjątkowo nietypowym kątem. Z samą gałązką też coś poszło nie tak. Instalator musiał zamontować trójnik z odpowietrznikiem, którego połączenie, jak widać, przecieka. Może tak miał w dokumentacji? (oczywiście chodzi o odpowietrznik, nie przeciek). Ciekawy jest sam zawór termostatyczny bez głowicy, co jest w obiektach publicznych bardzo częste, może z obawy, by któryś z lekarzy czy pacjentów jej nie „pożyczył”, lub nie próbował kręcić albo popsuć? A może głowice zostały zafakturowane i zapłacone, a cieszą oko kogoś innego? Oczywiście, istnieje też możliwość, że projektant, wykonawca czy sprzedawca nie słyszeli o głowicy termostatycznej w wykonaniu przeciwwandalowym, z zabezpieczeniem antykradzieżowym? A może cena się nie kalkulowała? Interesujące jest odpowietrzenie. Zawór stopowy nie jest wkręcony bezpośrednio do trójnika, lecz poprzedzony „mini” pionem w postaci przedłużki. Gdyby ktoś miał choć minimalną wiedzę o istniejących na rynku materiałach lub nie kierował się wyłącznie ceną, (co może być zwodnicze, w końcu wykonanie pomysłowych przejść i złączek też kosztuje), zastosowałby zawory kątowe – termostatyczny, powrotny oraz odpowietrzający + głowicę wzmocnioną z blokadą antykradzieżową. Zastosowany zamiast głowicy kapturek może kiedyś zniknąć, pęknąć, odpaść, a pozostawiony tak zawór stanowić zagrożenie np. dla dzieci. Uwagę przykuwają połączenia, ściślej, materiał uszczelniający w postaci pakuł. Nie grzeszą estetyką, a wraz rurociągami stanowią doskonały „łapacz kurzu”. Miejscowy „sanepid” również nie zauważył, iż odbierając takie instalacje, przyczynia się do łamania prawa, a zwłaszcza punktu mówiącego o możliwości czyszczenia i zachowania w czystości zastosowanych materiałów i urządzeń. Po co grzejnik z możliwością czyszczenia, jeśli osprzęt jest nie do umycia? Problem ten dotyczy oczywiście całego obiektu/obiektów, a nie tylko pojedynczego grzejnika. W przypadku omawianego powyżej obiektu, ciekawa jest także instalacja kanalizacyjna, (nie przekazuję do publikacji zdjęć gdyż obiekt zostałby zidentyfikowany błyskawicznie), wykonana częściowo na elewacji budynku, jak w krajach południowych, o temperaturze zewnętrznej nie spadającej poniżej zera. Jestem ciekaw jak sprawdziła się podczas ostatniej zimy, gdy temperatura spadała nawet do –30oC.
A może celem był łatwy dostęp do czyszczenia? Przecież w obiektach służby zdrowia instalacje winny być wykonywane jako kryte (z wyjątkiem gazowych i technologicznych). Zdjęcia 3 i 4 pokazują instalację zgłoszoną do odbioru (i odebraną w tymże stanie). Wg wykonawcy pozostało tylko malowanie ściany. Estetyka pozostawia dużo do życzenia, chyba że chodziło o efektowny, miejscowy „baranek”? Lub wyeksponowanie drogi podłączenia gałązki w ścianie, by w przypadku ewentualnej awarii można było bez problemu zidentyfikować trasę rurociągu? Interesująca jest także warstwa konserwująca grzejnik w postaci tynku. Pod taką warstwą nie ma szans, by grzejnik został zarysowany. Na zdjęciu nr 4 można dostrzec ubytki oryginalnych warstw, ale to już inna historia – grzejniki były transportowane w obiekcie przez pojedynczego pracownika, bez różnicy czy grzejnik miał pół metra czy półtora, czy ważył pięć kilo czy dwadzieścia pięć, zdjęcie folii i kartonów ochronnych następowało już w magazynie, później następowało „ciągniecie” za sobą, po podłodze ku miejscu ostatecznego montażu.

Efekt – widać. Zdjęcie nr 5 przedstawia przygotowanie podejścia i montaż grzejnika. Tu mały wstęp. Roboty odbywały się w dwóch etapach: pierwszy dotyczył termomodernizacji budynku z wymianą stolarki okiennej i drzwiowej, wraz z wymianą parapetów na nowe, z konglomeratu; drugim etapem była wymiana instalacji ogrzewczej wraz z węzłem cieplnym, stąd zdjęcia. Nowe parapety miały uwzględnić montaż nowych grzejników, tj. zostać zlicowane ze ścianą. Niestety, w ramach „oszczędności” poczynionych przez wykonawcę, parapety pozostały takie, jak były, czyli byle jakie, z lastryko, uzupełnione o plastikową nakładkę imitującą nie wiadomo co (marmur?), z częścią wystającą poza lico ściany tak, że projektowany grzejnik jest częściowo odsłonięty, a częściowo „wciśnięty” we wnękę, co umożliwia zastosowana na parapet elastyczna nakładka. Nie trzeba chyba wyjaśniać, dlaczego wykonawca nie zastosował nowych parapetów z konglomeratu – zysk jest łatwo policzalny – okien w obiekcie było około 400 szt. Zresztą parametry samych okien również odbiegają od zaprojektowanych przez architekta, oczywiście na niekorzyść inwestora. Wynikiem tej sytuacji było „rozliczanie” pierwszego etapu inwestycji przez… prokuratora. Szkoda tylko, że nie zainteresował się również drugim etapem inwestycji.
Maciej Sławuta
Zobacz artykuł w wersji pdf pdf pdf

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij