Własna instalacja, czyli „szewc bez butów chodzi”. Pompa ciepła u branżysty

Będzie to raczej kpina z mojego naiwnego przekonania, że swoją instalację „dopieszczę” w najdrobniejszych szczegółach, które towarzyszyło mi przez wiele lat. Szkoląc od lat tysiące wykonawców i projektantów, rozwiązując wiele problemów technicznych – byłem przekonany, że gdy już będę realizował instalację we własnym domu – przemyślę każdy detal. Wszystko dokładnie dobiorę i obliczę, zoptymalizuję itd. Teraz już wiem, że w moich rozważaniach nie uwzględniłem tego, iż spełnienie takiej wizji byłoby możliwe tylko w przypadku budowania domu w jednej z dwóch okoliczności: na emeryturze lub po wygranej w totalizatorze (niestety, do tej pory trafiłem tylko „czwórkę”). Rozumiem już, że wiele nieracjonalnych (jak kiedyś sądziłem) decyzji moich klientów wynikało nie z ich obłędu, a po prostu – braku czasu, ogólnego zmęczenia tematem lub innych czynników, których już nigdy nie będę uważał za bzdurne. Przemyślenia, na które miałem poświęcić tak wiele czasu, sprowadziły się ostatecznie do szybkich decyzji podejmowanych wieczorami po pracy, a wdrażanych w życie przez wykonawcę zapracowanego podobnie, jak ja (któremu jednak jestem wdzięczny za zrozumienie tego, że najczęściej tylko wieczory mogłem poświęcić na omówienie z nim mojej instalacji). Na szczęście, obaj mamy sporo doświadczenia, więc efekt końcowy jest niezły. Do „dopieszczenia” jednak trochę mu brakuje. Dlatego, choć wiele spraw udało mi się prawidłowo przemyśleć, w tym krótkim opracowaniu chcę też wspomnieć i o tym, co nie całkiem mi wyszło.

Koparka na placu Pierwsza kwestia – ogrodzenie działki. Zleciłem jego wykonanie, ponieważ chciałem (zgodnie z prawidłami) ogrodzić plac budowy przed rozpoczęciem jakichkolwiek prac. Nic z tego nie wyszło, bo „wyjątkowa terminowość” tak zwanego generalnego wykonawcy budynku nie pozwoliła mu wykonać frontowej części ogrodzenia, aż do dnia zakończenia budowy. Za to ogrodzenie z trzech pozostałych stron (a szczególnie z jednej) skutecznie ograniczało możliwe manewry koparki przy wykonywaniu dolnego źródła pompy ciepła (poziomego kolektora gruntowego). Nie zachęcam w tym miejscu do zaniechania ogrodzenia terenu budowy, ale warto nieraz zastanowić się, czy jednak ogrodzenie nie powinno być tymczasowe (łatwo rozbieralne).

Kolektor w ziemi Jak już jesteśmy przy wykonywaniu wymiennika gruntowego, warto poruszyć inną kwestię: „wilgotna glina jest idealna do pozyskiwania z niej ciepła”. Słowo „idealna” było przeze mnie nieraz nadużywane w odniesieniu do gliny. Przekonałem się o tym, gdy około miesiąc po wykonaniu kolektora zapadłem się na mojej działce po kolana w ziemi. Wtedy uświadomiłem sobie mój błąd: najpierw trzeba było zdjąć warstwę czarnej ziemi, a później wydobyć glinę. Zasypując kolektor, należało zacząć od gliny, a skończyć na ziemi dobrej jakości. Oczywiste? Teraz już tak. Koszt doprowadzenia działki do stanu sprzed wykonania poziomego kolektora należałoby doliczyć do ceny wykonania dolnego źródła. Rzuciłoby to inne światło na porównania kosztów poziomych kolektorów i pionowych sond. Czy oznacza to, że nie warto wchodzić w temat poziomych kolektorów? Nie. Uważam tylko, że należy uwzględniać wszystkie „za i przeciw”. Co zatem może przemówić za poziomym kolektorem? Co należy doliczyć do kosztu pionowych sond?

Dofinansowanie Jako fachowiec z branży, postawiłem sobie za punkt honoru, by zdobyć to, czego w Polsce ponoć zdobyć się nie da: dofinansowanie. Dzielnie „atakowałem” pracownicę mojego urzędu miasta, która równie dzielnie odpierała te ataki, wspominając coś o dofinansowaniach z gminnego funduszu ochrony środowiska do wymiany eternitu.
Co osiągnąłem? Na przykład to, że wykonawca mojego przyłącza wody, załatwiając jakieś sprawy formalne z tym związane, usłyszał o mnie: „Tak, tego pana to my już znamy!”. Czy coś jeszcze wywalczyłem? Tak, dzielna pani z urzędu okazała się jednak być chętna do udzielania pomocy mieszkańcom. Gdy usłyszała, że starostwo powiatowe ma jakieś pieniądze do wydania na instalacje pomp ciepła i kolektorów słonecznych, poinformowała mnie o tym. Rzeczywiście, dofinansowanie z powiatowych środków dostałem. Po odliczeniu podatku stanowiło ono kwotę, będącą równowartością około dziesięciu procent kosztów typowej instalacji z pompą ciepła w budynku jednorodzinnym. Biorąc pod uwagę czas i nerwy (terminy wyznaczone przez starostwo powiatowe były dość krótkie), zastanawiam się, czy było warto. Dlaczego wspominam o dofinansowaniu przy okazji porównania dwóch rodzajów dolnego źródła ciepła? Otóż, pani ze starostwa, już przy pierwszym spotkaniu, zapytała mnie o rodzaj wymiennika gruntowego. Gdy odpowiedź „poziomy kolektor” zdawała się zamknąć temat, sam zaciekawiony pociągnąłem wątek dalej. Okazało się, że udzielenie odpowiedzi „pionowe sondy” spowodowałoby, że kolejne pytanie postawiłoby mnie przed koniecznością przedstawienia zaakceptowanego projektu geologicznego. Wniosek jest prosty – jeśli kwestia zgodności z przepisami nie jest dla niektórych inwestorów wystarczającym powodem, by pionową sondę robić jak należy (projekt itd.), to może przekona ich to, że w podobnej sytuacji nie tylko nie dostaliby dofinansowania, ale jeszcze sami na siebie donieśli. Na koniec… Opisanie wszystkich spraw związanych z wykonaniem mojej instalacji mogłoby posłużyć do napisania niezłej książki, nie mówiąc już o realizacji całego budynku (to materiał co najmniej na trylogię). Pewnie w swoich opracowaniach jeszcze nieraz sięgnę po te doświadczenia. Choć wcześniej nie znałem pomp ciepła tylko z obrazków (byłem przecież praktykiem), to jednak doświadczenia z perspektywy inwestora (od wbicia przysłowiowej łopaty do momentu codziennej eksploatacji) to coś zupełnie nieocenionego. Mam też nadzieję, że udało mi się przedstawić te kilka spostrzeżeń słowami bardziej użytkownika, mniej – branżowca.
Gabriel Grabowski
Fot. 1. Moja pompa ciepła Dimplex SI 5TE (z lewej) stoi na zasobniku buforowym wody grzewczej. Obok – jej koleżanka do przygotowania ciepłej wody użytkowej, pompa ciepła Dimplex BWP 30HLW. Zdjęcie zostało wykonane jeszcze przed założeniem na elementy instalacji izolacji termicznej. Fot. 2. Wykonywanie poziomego kolektora gruntowego.
Zobacz artykuł w wersji pdf pdf pdf 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij