Zasuwa burzowa potrzebna od zaraz! Horror w kanale.

Nie będę się podpierać normami, chociaż są obligatoryjne, ani skomplikowaną wiedzą z mechaniki płynów. Problem tego nie wymaga. Do sprawy podejdziemy zdroworozsądkowo, a jedyną wiedzą jaka będzie nam potrzebna z teorii to podręcznik od fizyki z gimnazjum. Monterzy, z którymi pracowałem dość często, gdy byli proszeni o poprawki w kanalizacji mówili: „G… nie ślepe, do Wisły drogę znajdzie”. Niestety, czasem „tęskni za właścicielem” i wraca. Taki powrót to najbardziej spektakularna awaria w kanalizacji wewnętrznej. Widziałem dziesiątki budynków, w których następowała cofka. Widok jest „uroczy”. Najpierw w kratkach, toalet i zlewu pojawia się gejzer czarnej mazi, a potem możemy już tylko brodzić w szambie po kolana i czekać, aż spłynie do kanału z powrotem lub rozpaczliwie pompować je na ulicę lub ogród. Spiętrzony kanał, oczywiście, nie odbiera, co może trwać i godzinę, a w przypadku cofnięcia spowodowanego wezbraniem rzeki – nawet i parę dni. Jak duża może być siła wybicia? Bardzo duża. Widziałem, jak wyrywało korki kanalizacyjne.
Widziałem nawet w zagłębionym tunelu podrzucony właz kanałowy – 600-setkę klasy C. A właśnie, tak dla gimnastyki umysłu – jeżeli chcecie Państwo poczuć ten problem, zróbcie małe obliczenie: jak wysoko muszą spiętrzyć się ścieki, aby taki właz „popłynął”? Wynik jest zaskakujący. Tu mała dygresja. W Warszawie są jeszcze gdzieniegdzie włazy Lyndlejowskie, grubo ponad stuletnie, tak skonstruowane, że ich nic nie podrzuci. Wentylują kanał i małe jest prawdopodobieństwo, by jakiś ciekawski je podniósł. Najczęstsze powody wybicia ścieków są nam dobrze znane. Jeden przypomniała nam ostatnia powódź. Kanalizacja może wybić z powodu wezbrania rzeki. Fala powodziowa, przy szczelnych wałach, wpłynie do domów przez kanały. Przeciwdziałają temu systemy jazów, zamknięć kanałowych, pompowni, na ogół dobrze działające, bo pod nadzorem dużych przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych. Jednak w starych miastach są kanały, o których istnieniu czasem nie bardzo wiadomo, a mogą sprawić problem. W budynkach położonych poniżej korony wału warto rozpatrzyć montaż zasuw nie tylko w piwnicach, ale również na wyższych kondygnacjach, które mają rzędne poniżej wału. Dlaczego, skoro znamy przyczyny wybić od początków kanalizacji, ciągle mamy problem z zalewaniem obiektów? Najczęściej przyczyną jest albo zły punkt montażu zasuwy, albo stara niezamknięta zasuwa ręczna. Czasem jedno i drugie. Bywa, że podpiętrzenie nie musiało nastąpić w kanale ulicznym. Mogła utracić drożność kanalizacja wewnętrzna – wtedy nawet prawidłowo wykonana instalacja może nas zalać. Ostatnio zdarza się, że wybijają kanalizacje w budynkach bez piwnic, np. w dużych halach. Przyczyną jest bezkrytyczne przenoszenie projektów takich obiektów z innych stref klimatycznych i pozostawianie niedowymiarowanych, jak na nasze deszcze nawalne, poziomów, w dodatku często połączonych z sanitarką wewnątrz budynku. (Takie rozwiązanie było dopuszczane przez wodociągi w wielu miastach, teraz bezwzględnie należy te poziomy łączyć w studni na zewnątrz lub oddzielnie wprowadzać do kanału ulicznego.) Wtedy woda piętrzy sięw poziomach wewnątrz budynku i wylewa przez kratki w posadzce, a czasem przez wyższe odbiorniki. Jedynym ratunkiem w takiej sytuacji jest montaż kratek zespolonych z zasuwą burzową. Czasem trzeba zabezpieczyć zasuwami także inne odbiorniki położone wyżej, niż na poziomie posadzki, gdyż spiętrzenie może „wejść w piony”. Tragiczny w skutkach bywa błąd polegający na uproszczeniu – połączenie w jeden pion deszczówki i sanitarki (często słyszę następujący komentarz: „przecież w kanale ogólnospławnym i tak to się miesza”).
W pionach deszczowych spiętrzenie jest czymś powszechnym. Można nawet przyjąć, iż przy deszczu nawalnym to stan prawidłowej pracy (choć tak teoretycznie to świadczy o niedowymiarowaniu). Piony powinny być szczelne, podłączamy do nich tylko wpusty dachowe. Przejdźmy teraz do tematu zasuw starego typu, tych żeliwnych. Teoria mówiła: „Zamykać podczas deszczu lub trzymać stale zamkniętą, a otwierać, gdy korzysta się z urządzeń”. No tak, ale kto miałby to robić: dozorca, konserwator? Czuwać cały czas? Przecież to absurdalne. Dziś nie ma już prawdziwych gospodarzy domów, jak Pan Popiołek z serialu „Dom”, a ochronie, przy całym szacunku, nie radzę tego powierzać. Tak więc wodociągi, uzgadniając projekty, w wielu miastach stawiały pieczątkę w stylu: „zasuwę otwierać tylko podczas używania przyborów”, co innymi słowy znaczy: „zasuwa normalnie zamknięta”. Oczywiście zdejmuje to odpowiedzialność z przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjnego przy zalaniu ściekami, ale naraża właściciela budynku na coś równie poważnego, a może i gorszego. Otóż, co dzieje się, gdy pęka instalacja wodociągowa w budynku? Wpusty piwniczne nie odbierają, gdyż są zamknięte zasuwą. Wody leje się „tyle co w mieście” (ekstremalnie może zalać piwnice, aż wyleje się przez okienka piwniczne, ale za to wodociągi nie odpowiadają). Do czasu wprowadzenia zasuw automatycznych nie było dobrego rozwiązania. Pamiętam, jak kolega opowiadał, że inspektor kazał montować zasuwę żeliwną ręczną, bo zasuwa bardzo dobrej firmy nie miała certyfikatu. Było to zaraz po nowelizacji Prawa Budowlanego w 1994 r. i wiele dobrych produktów nie miało „papierów”. Zawsze zastanawiam się, jak reagować na postawę typu „niech się spali, byle zgodnie z przepisami”.

Gdzie montować? Gdzie właściwie powinna być zamontowana zasuwa burzowa? W żadnym budynku zbudowanym przez starych mistrzów nie widziałem błędnie założonej zasuwy. Kiedyś ten powolny awans w cechach od ucznia do majstra dawał dobrą szkołę. Zasuwa ma odcinać jedynie odbiorniki położone w strefie zagrożonej zalaniem i żadne inne. Najczęściej są to te położone poniżej terenu. Jeżeli strefy zagrożone zalaniem są na różnych kondygnacjach, każdą zabezpieczamy oddzielnie (tak jest, na przykład, gdy chcemy zabezpieczyć kondygnacje przed utratą drożności pionu, co jest chyba lekką nadgorliwością, lub mamy kilka kondygnacji podziemnych). Gdy na przykład jedna zasuwa zabezpiecza cały piętrowy dom (na głównym przykanaliku), to kiedy zamknie się z powodu spiętrzenia w sieci, a ktoś skorzysta z toalety na piętrze, wszystko wypłynie w piwnicy, a klient na pewno nie będzie zadowolony. Makabreską będzie sytuacja, kiedy zasuwa taka przetnie drogę deszczówce. Cały deszcz znajdzie się wówczas w domu. Przy prawidłowo zainstalowanej zasuwie deszcz lub ścieki sanitarne trochę spiętrzą się w pionie i pod ciśnieniem statycznym (instalacje grawitacyjne mogą okresowo wytrzymać do 40 kPa), nie mając innej drogi, zostaną wtłoczone do kanału – nawet wezbranego, z którego w najgorszym wypadku rozleją się po terenie. Jeszcze raz podkreślę: klasycznym błędem (opisanym powyżej) jest montaż zasuwy na głównym wyjściu budynku. Budynki, gdzie zdawałoby to egzamin, to tylko takie, które nie mają deszczówki, posiadają jedną kondygnację podziemną i tylko na niej odbiorniki ścieków. Taka drobna, a ważna uwaga: tak samo może wybić deszczówka, sanitarka, czy kanalizacja ogólnospławna. Niezakładanie zasuw na obiektach przyłączonych do sieci sanitarnej jest nieuprawnione. Zawsze może stanąć pompownia, kanał utracić drożność lub może być podłączona nielegalna deszczówka. Jeżeli w strefie zagrożonej zalaniem nie zabezpieczymy choćby jednego odbiornika ścieków, to tak jakbyśmy nie zabezpieczali żadnego. Myślmy więc zasadą naczyń połączonych tak po prostu, jak uczą nasze dzieci nauczyciele fizyki w gimnazjum (chwała im za to). Zły montaż zasuwy może przynieść gorsze skutki niż samo zalanie. Ubezpieczyciel o odpowiedniej wiedzy może to podciągnąć pod rażące zaniedbanie i odmówić wypłaty ubezpieczenia. Dzisiaj zasuwy ręczne umierają śmiercią techniczną. Zasuwy żeliwne stosuje się właściwie tylko przy studzienkach schładzających ze względu na temperaturę i to, że ich pozycja pracy to „normalnie zamknięta”, oraz ze względu na bezpieczeństwo ludzi pracujących w kanałach. Nie chodzi tu tylko o możliwość oparzenia pracujących w kanale czy ochronę materiału, z którego zrobiony jest kanał, ale o to, iż ilość pary, która powstałaby w kanale, mogłaby doprowadzić nawet do uduszenia. Szkoda mi jednak tych żeliwnych, masywnych urządzeń. Radziły sobie one zaskakująco dobrze. Jeżeli więc sytuacja wymaga pozycji zasuwy „normalnie zamknięta”, rozważmy, czy nie dać szansy temu niezniszczalnemu urządzeniu. Nie lekceważmy jednak funkcji ręcznej w zasuwach automatycznych. Jeżeli w takim urządzeniu pojawi się jakieś zanieczyszczenie, a funkcja automatyki z jakiś powodów zawiodła – mamy problem. Jednak kiedy zasuwa posiada funkcję ręczną, parę energicznych ruchów na ogół ten problem pozwala rozwiązać.

Rozwiązań jest wiele Tak jak pisze Pan profesor Ziemowit Suligowski w artykule pt. „Bezpieczne instalacje kanalizacyjne”, zasuw burzowych jest bardzo wiele. Ja lubię te o najprostszej konstrukcji, co najwyżej podwójne. Jestem prawdziwym fanem wpustów piwnicznych, zespolonych z zasuwą zwłaszcza tam, gdzie sercem zamknięcia jest kula. Są one banalne w serwisowaniu. Elektroniczne zasuwy wymagają bardzo starannej konserwacji. Uważam, że nie będą to dwa grzyby w barszczu, kiedy taka zasuwa będzie miała funkcję ręczną i zwykłą klapę zwrotną. Może te dodatki są mniej nowoczesne, ale bardziej „idiotoodporne”. Ważne jest też, aby klapa uchylała się tak, by ścieki awaryjnie mogły popłynąć całym przekrojem. Nie jest to oczywiste, bo są zasuwy uchylające się o 45o, co nie tylko ogranicza przepustowość, ale czyni je podatniejszymi na powstawanie zatoru. I jeszcze jedno – szczury. Widziałem przegryzioną przez nie zasuwę. Szczury, to zwierzęta, które lubią wszystko przegryzać, a zasuwa stoi im na drodze do naszych piwnic, więc lepiej by miała klapkę nie z tworzywa, a ze stali kwasodopornej lub była nią obudowana od strony kanału. Pompownie Zabezpieczenia przed cofką przy zastosowaniu pompowni to inna kwestia.
Osobiście unikam rozwiązań pompowych, używając ich w ostateczności. Są energochłonne i bardziej awaryjne, wymagają staranniejszej konserwacji, z którą to różnie bywa. Jednak są sytuacje, gdy zabezpieczenie przeciwzalewowe w postaci pompowni jest jedynym wyjściem. Chodzi np. o przypadki, kiedy ścieki z zagrożonej strefy muszą być odprowadzane w sposób ciągły, np. z procesów technologicznych. Może też zdarzyć się tak, iż piwnice wkopane są głębiej niż kanał – wtedy nie ma wyjścia. Proszę jednak pamiętać, że jeżeli nie ukształtujemy odpowiednio przewodu tłocznego lub nie założymy na nim zaworu zwrotnego (musi być specjalny do ścieków), a pompa stanie, to ścieki i tak się cofną. Czasami zalanie nie następuje z powodu cofki, choć gdy schodzimy do piwnicy na pierwszy rzut oka tak to wygląda. Woda jest jednak czysta. Na przykład: zjazd do garażu jest tak ukształtowany, że woda z rynsztoku wlewa się nam do wewnątrz.
Czasem zjazd jest na tyle duży, że wystarczą opady deszczu w jego obszarze. Zwykła kratka przed garażem może nie wystarczyć, jeżeli przy deszczu nawalnym zamknie się zasuwa, która ją chroni. Tylko studzienka retencyjna może pomóc, choć tak naprawdę na ogół tylko ogranicza problem. Oczywiście budowlańcy muszą odpowiednio ukształtować zjazd, nie licząc, że wszystko załatwi wpust, który jest przecież zabezpieczony zasuwą zamykającą się właśnie podczas deszczu nawalnego.

Jeszcze o BHP Czasami zdarza się, że ubrudzimy się w ściekach. Szczepmy się wcześniej, a po takich „przygodach” koniecznie złóżmy wizytę w przychodni.
Ścieki są bardzo zakaźne! Jeżeli nasz klient w szoku wszedł w ścieki na bosaka i usuwał je własnymi rękami, koniecznie trzeba mu powiedzieć, aby zgłosił się do lekarza. Często zapominamy, że w budynku są jeszcze inne, oprócz „naszych”, instalacje. I tak zalaniu mogły ulec gniazdka elektryczne, zasilenie pomp czy prowadzone pod posadzką kable. Dlatego od razu wyłączmy prąd! Nie liczmy na zerowanie, uziemienie czy różnicówki. To tylko rozwiązania techniczne i mogą zawieść. Zanim po osuszeniu „uruchomimy” prąd, niech rzuci na to okiem elektryk. Ścieki to jeszcze lepszy przewodnik niż woda. Przejrzyjmy również kotły. Oczyśćmy je. Pomóżmy Klientowi – powiedzmy mu o wszystkim, co zauważymy. To, co dla nas jest oczywiste, dla niego może być „wiedzą tajemną”.

Ważna literatura Zachęcam do lektury normy PN-B01707, a zwłaszcza tych paru linijek dotyczących zabezpieczenia przeciwzalewowego. Mało czytałem tekstów tak nasyconych treścią. Naprawdę warto go spokojnie przeanalizować (mając na uwadze zasadę naczyń połączonych) i trochę sobie naszkicować różnych sytuacji. Lepiej cofkę przeżyć „na papierze” niż w rzeczywistości. Proszę koniecznie przeczytać artykuły dotyczące tego problemu opublikowane w „Magazynie Instalatora” w wydaniach z grudnia 2009 r. („Bezpieczne instalacje kanalizacyjne” s. 24) i czerwca 2010 r. („Cofka nam niestraszna” s. 48-49). Uważam, że te artykuły w całości stanowią dobre omówienie tematu. Szczególnie cenne wydają mi się rysunki Pani Anny Stochaj z czerwcowego wydania „Magazynu Instalatora”, które w prosty i przejrzysty sposób przedstawiają prawidłowy punkt montażu zasuwy w najczęściej spotykanym przypadku.
S. Właśnie, kiedy pisałem ten artykuł, spadł w Warszawie deszcz nawalny. Lało 20 minut. Na osiedlu obok mnie zalało dziesięć domów. Chyba tylko jeden się obronił, reszta nie miała ani „pół zasuwy” – przykro patrzeć. A najgorzej, że zalało mojego kolegę, Grześka. Nie ja wykonywałem instalację u niego, ale i tak nie wiem, czy mi głowy nie urwie. No nic, coś pokombinujemy, żeby jedyny płyn, jaki popłynie w przyszłości w piwnicy, to było piwo za zdrowie Żon i nowej kanalizacji. Artykuł dedykuję właśnie Jemu.
Maciej Ryskalczyk
Zobacz artykuł w wersji pdf pdf pdf pdf

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij