Poczta „Magazynu Instalatora”. Grzejnik nie taki straszny jak go malują.

Szczególnie „troumfuo mie” (przepraszam, za ten mój rodzinny śląski regionalizm), co napisał mój dobry kolega, Włodzimierz Guzik, którego przy okazji serdecznie pozdrawiam, bo nie widzieliśmy się ze sto lat chyba: najlepszego Włodku! Koleżeństwo koleżeństwem, ale swoje jednak powiem. Przed wnikliwszym przeczytaniem wszystkich tekstów zerkałem pobieżnie na „pytania do…” i kiedy dostrzegłem: „czy inny producent grzejników posiada w ofercie własny uchwyt w kolorze białym pozwalający stabilnie zamocować najdłuższy panel w odległości 10 cm od ściany?”, to poczułem się w obowiązku odpowiedzieć: „a po kiego mu taki uchwyt?”. Zanim się jednak wytłumaczę z „pytania na pytanie”, będę trochę przekorny. Przeczytałem niezwłocznie cały tekst (wszystkie pozostałe również) i zacznę od krotochwili… Autor pisze na wstępie: „…Wieloletni staż produkcyjny daje firmie Kermi niewątpliwie przewagę na rynku…” Nad kim i jaką to przewagę? Czy „młodsi” producenci produkują gorzej? Chyba, że chodzi o prawo do wcześniejszej emerytury…
A w następnym zdaniu: „…Czy inni producenci podobnych wyrobów mogą poszczycić się zbliżonym wiekiem?” A i owszem, a nawet nieco bardziej „sędziwym”: grzejniki Radson rozpoczęto produkować 1 maja 1966 roku i, żeby nie było innych skojarzeń, to dzień Świętego Józefa Robotnika, a miejscowy biskup poświęcił linię produkcyjną w tym dniu. Ale do rzeczy: pominę dyskusyjne opinie dotyczące kontrowersyjnego grzejnika X2, bo to temat szerszy i na dłuższą wypowiedź, którą może przygotuję i wraz ze stosowną dokumentacją prześlę. Ponieważ, jak być może niektórzy Czytelnicy również, pominąłem fragmenty o rzeczonym grzejniku, szybko dotarłem do „…Przepisy PZH nakazują wieszać grzejniki higieniczne 10 cm od ściany…”, a „uśmiech zjadliwy wypełzł mi był na twarz mą” – taka ludzka „Schadenfreunde” (żadna tajemnica, że pracuję w firmie konkurencyjej) – kiedy jednak pomyślałem chwilę (i spodobało mi się więc pomyślałem jeszcze raz), szybko mina mi zrzedła… Teraz, kiedy już wiem skąd niektórzy inspektorzy nadzoru czerpią wiedzę, nie chcąc słyszeć nawet o obowiązujących przepisach i „kto za tym stoi” – doszedłem do wniosku, że to musi być spisek! Nie chce się bowiem wierzyć, że mogłaby istnieć inna przyczyna, iż szacowna (i z tradycjami jak wyżej czytaliśmy) firma rozpowszechnia tak „wiarygodne” informacje. Trzeba wreszcie publicznie (sam czynię to już zresztą od dłuższego czasu na wszelkich szkoleniach dla projektantów czy instalatorów) w polskiej prasie fachowej powiedzieć: Nie istnieje w Polsce obowiązek posiadania atestu higienicznego na grzejniki (odsyłam do strony internetowej PZH, a dokładnie Zakładu Higieny Komunalnej, gdzie instytucja sama podaje, które produkty budowlane obligatoryjnie zobowiązane są posiadać atest higieniczny. Zapewniam, że na ma na tej liście grzejników). Nie istnieje również żaden przepis, który uzależnia montaż grzejników od posiadania takiego atestu w jakimkolwiek, nazwijmy go „obiekcie służby zdrowia”, i żaden obowiązujący obecnie przepis nie nakazuje montażu grzejników w określonej odległości od ściany (czy to 6, czy 10 cm) – odsyłam do najnowszego (co mówię najnowszego: obowiązujące od ponad 2 lat) rozporządzenia Ministra Zdrowia.
Rzecz jasna i oczywista, że posiadanie takiego (PZH) atestu można (jeżeli ktoś obecnie koniecznie chce!) traktować jako dodatkowy atut, ale dopiero wówczas będzie to poważne, gdy rzeczona Instytucja zacznie właściwie traktować producentów grzejników i do wydania atestu oraz umieszczania w nim ewentualnych ograniczeń zastosuje uzasadnione kryteria, a przestanie uzależniać od „rozmiarów” ramienia osób zatrudnionych w laboratorium – i tu cytuję telefoniczną wypowiedź sprzed kilku lat jednego z pracowników PZH, który po blisko godzinnej dyskusji ze mną o kryteriach „badania” grzejnika w „ichnim” laboratorium, wyznał z rozbrajającą szczerością: „…na koniec między nami mówiąc, w placówce służby zdrowia największym zagrożeniem mikrobiologicznym jest i tak człowiek…” (innych „poważnych” interpretacji” Czytelnikom oszczędzę). Posiadanie tego atestu jest dobrowolne i może, ale zdarzy się to raczej w nieokreślonej przyszłości, stanowić będzie prestiż i argument marketingowy, tyle że na powyższych warunkach. Podzielić chciałbym niezwykle trafne spostrzeżenia p. Mariana Lewka o „chłycie majketingowym”, czyli tzw. grzejnikach energooszczędnych – grzejniki zużywają energię, a nie oszczędzają – cały (kompletny!) układ może jedynie zużyć do ogrzania budynku mniej energii niż inny, złożony z innych komponentów (dziękuję za pozdrowienia Panie Marianie – doczytałem). W innym artykule mówi się o „normie RAL”. Wydaje się, że raczej trudno jednoznacznie nazwać normą oznaczenie koloru wg RAL. Dlatego być może zainteresuje Czytelników garść informacji o RAL, czyli w rzeczywistości skrócie nazwy bardzo starego, obchodzącego w tym roku 85-lecie istnienia, niemieckiego komitetu Reichs-Ausschuß für Lieferbedingungen (obecnie RAL Deutsches Institut für Gütesicherung und Kennzeichnung e.V.), co przy tym jubileuszu, niedocenianej chyba obecnie (przynajmniej w części dot. grzejników), a wielce zasłużonej instytucji upoważnia mnie do tej wypowiedzi. RAL powstał przy agendzie rządowej Reichskuratorium für Wirtschaftlichkeit in Industrie und Handwerk (obecnie RKW Rationalisierungs-und Innovationszentrum der Deutschen Wirtschaft e.V.) przez wspólne (i zgodne, co niezwykle istotne!) działanie demokratycznego (tak, tak!) rządu Republiki Weimarskiej i prywatnych, reprezentowanych przez liczne stowarzyszenia, przedsiębiorców niemieckich. Przyświecał im szczytny cel pilnego stworzenia katalogu niezbędnych przedsięwzięć prowadzących do racjonalizacji gospodarki niemieckiej. W 1925 roku, po paśmie kryzysów i hiperinflacjii, „budząca się do życia”, w relatywnie demokratycznym wówczas kraju, gospodarka niemiecka potrzebowała takiej instytucji dla, by odciążyć struktury państwowe, samodzielnego (oddolnego, powiedzielibyśmy dzisiaj) tworzenia przez stowarzyszenia przedsiębiorców regulacji prawnych koniecznych jak powietrze. Oj, przydałaby się zapewne teraz u nas taka instytucja, przydała.
Dziś „symbol” RAL używany jest przez RAL Deutsches Institut für Gütesicherung und Kennzeichnung e.V. do definiowania i umownego oznaczania kolorów (to najbardziej znane, w Polsce przynajmniej „zastosowanie”). Oddział „Umwelt” (środowisko) zajmuje się tzw. Błękitnym Aniołem („kotlarze” dobrze wiedzą w czym rzecz), a co bardzo istotne dla producentów grzejników: oddział GÜTE przyznaje (ale co interesujące również odbiera, o czym dalej) cały szereg znaków jakości w przeróżnych dziedzinach, np. niezwykle cenny dla producentów grzejników znak jakości RAL Gützeichen Heizkörper aus Stahl (znak jakości grzejników stalowych). To niezwykle prestiżowe uznanie dla producentów grzejników których w tym zaszczytnym gronie jest bodaj, że szesnastu. Wszyscy inni chyba na rynku europejskim są w posiadaniu znaku CE, co jest obowiązkowe, ale, jak widać w porównaniu pokazanym w tabeli, niewiele mówi o producencie i jakości grzejników. Znakowanie grzejników „CE” oznacza tylko spełnienie normatywnego „minimum minimorum”, a nie narzuca żadnych wymagań jakościowych, w przeciwieństwie do „RAL”, gdzie można być pewnym, że grzejnik tak oznaczony zapewnia najwyższą zbadaną jakość, czyli bezpieczeństwo i długą żywotność.
To prawda, że „kto daje i odbiera ten…”, ale zachęcam do przenikliwości: na stronach internetowych RAL Gützeichen Heizkörper aus Stahl można znaleźć informację, że odebrano ten znak pewnemu producentowi znad Bosforu. Jestem przekonany, że jakość grzejników oraz jasne i logicznie uzasadnione kryteria „wyglądu”, np. etykiet czy dokumentacji towarzyszącej, a także prawidłowa interpretacja obowiązujących przepisów (szczególnie temat tzw. Atestu PZH), to temat osobnej, szerokiej i rzetelnej dyskusji (poruszającej też, wierzę, temat wiarygodnego, profesjonalnego marketingu, nazwijmy go „technicznego”, przekazującego rzeczywistą wiedzę i, co za tym idzie i jest chyba najistotniejsze, fakty), którą, mam nadzieję, ten tekst wywoła. Sama dyskusja, poza wyładowaniem emocji, nie przyniesie pewnie zbyt wiele, ale stanie się może przyczynkiem do skutecznych działań, powołanych w tym m.in. celu, organizacji zrzeszających zainteresowanych. Janusz Frąckowiak Kontynuując podjęty temat ringowy o grzejnikach odniosę się do kilku stwierdzeń mojego kolegi Janusza Frąckowiaka (witam Ciebie serdecznie). Doświadczenie na rynku jest niewątpliwą zaletą, a tym bardziej, jeżeli producent się rozwija i stale pracuje nad udoskonaleniem swoich produktów. Pytając o „wiek” producenta liczyłem właśnie na pojawienie się dat. Maj 1966 w przypadku firmy Radson to faktycznie kawał historii, mój pracodawca rozpoczął produkcję w 1967 roku grzejnikiem Kermi Therm. Co do grzejników higienicznych i instytucji PZH podzielam Twoje zdanie. Nie ma obowiązku posiadania atestu wydanego przez PZH. Moim zdaniem panuje w tym temacie uznaniowość wspomnianej instytucji, bo nie ma jasnych zasad oceny, co to znaczy higieniczny. Czy ilość czasu potrzebna do potarcia ścierką powierzchni grzejnika to właściwe kryterium? Niewątpliwie produkt specjalnie wykonany i zamocowany jest potrzebny służbie zdrowia. Oczyszczenie zwykłego grzejnika wciśniętego pod parapet 2,5 cm od ściany nie jest możliwe. Co do grzejnika Therm X2 to rozwiązania wykorzystane w jego budowie nie zmieniają mocy nominalnej w stosunku do wcześniej produkowanych grzejników. Poprawę pracy osiągamy w sytuacji obciążenia częściowego. Wyniki pomiarów znajdują się w informacjach technicznych dostępnych na stronach internetowych. Jeszcze raz wszystkiego dobrego i do zobaczenia! Włodzimierz Guzik
Zobacz artykuł w wersji pdf pdf pdf

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij