O miedzianym gazie w nowej sytuacji, czyli „kij w mrowisko”. Zacisk z wizualizacją.

– brak corocznych postępów, technicznych nowinek, której zastosowanie przyniosłoby rzeczywiste zmniejszenie nakładów pracy i materiałów. To co w sąsiedniej, bliskiej nam Europie trwa rok, u nas rodzi się całymi latami, a nawet dziesiątkami lat. Pamiętam wprowadzenie w Polsce rur miedzianych do instalacji gazowych – rok 1993. Szefowie wielu Księstw Gazowniczych (czytaj Rejonów) twierdzili, że są niebezpieczne, że je ukradną itp. Zachód już od lat sześćdziesiątych XX wieku budował takie bezpieczne instalacje gazu ziemnego, jak i propanu, wykonywane z rur miedzianych. Nie obyło się i u nich z poprawianiem przepisów odnośnie sposobów łączenia, mocowania czy wymaganych tras przebiegu tych instalacji. Życie uczy, niestety przeważnie na błędach, że nie da się od razu wymyśleć idealnych, doskonałych maszyn czy urządzeń. Ale metodą małych kroków, wyciągając logiczne wnioski z trudnych, a czasem i tragicznych przypadków, zbudowano przepisy i wytyczne, na których mogliśmy się spokojnie wzorować, nie powtarzając błędów wieku dziecięcego każdej technicznej innowacji. Rozumiem, że nasze przyzwyczajenia do działania w trybie Adama Słodowego -pozdrawiam serdecznie – nie zawsze mogły mieć zastosowanie, np. do instalacji gazowych, z uwagi na bezpieczeństwo, dlatego sformalizowane uprawnienia do wykonywania i odbioru takich instalacji musiały być znacznie ostrzejsze niż u sąsiadów. Wtedy powstał słynny zapis w „Warunkach, jakim powinny…” o łączeniu przez lutowanie lutem twardym, o zakazie chowania instalacji pod tynkiem czy zakazie użycia rur miedzianych miękkich. Dopisano też wymóg mocowania instalacji za pomocą pełnometalowych uchwytów z brązu lub mosiądzu (tak jest w wytycznych) osadzanych w ścianie na metalowych kołkach. Naturalnie nikt dzisiaj nie stosuje takich uchwytów, tylko typowe z blachy ocynkowanej, ale (uwaga!) koniecznie z przekładką z EPDM-u dla eliminowania ogniwa miedź-cynk oraz tłumienia drgań. Zalecono unikanie sytuacji prowadzenia instalacji po sufitach pomieszczeń. Ale musieliśmy być oryginalni – u nas instalacja miedziana może być prowadzona wyłącznie wewnątrz budynku, a ściślej – od wewnętrznej strony ściany zewnętrznej, co prowadzi do technicznych absurdów, np. konieczność zawodnego połączenia gwintowanego stal-miedź w piwnicy po drugiej stronie naściennej szafki gazowej. Wymagało to, np. w Gorzowie, lutowania na lut twardy połączenia stali z miedzią, podczas gdy nie istnieje lut legalnie dopuszczony przez INIG do takich połączeń. Luty fosforowe są kruche w kontakcie ze stalą, a luty wysokosrebrowe nie mają dopuszczeń z Krakowa. Zabronione jest prowadzenie instalacji miedzianej (tak interpretuje przepis większość projektantów) przed licznikiem gazowym, po klatce schodowej czy przez garaż. Zapytajmy twórców tych przepisów o ich sens techniczny. Nie ma za to wymogu prawnego nt. stosowania konsoli pod licznik gazowy, który zawieszony na samych miedzianych rurach, miękkich, bo lutowanych na twardo, znacząco je obciąża. Konsola stanowi też bocznik elektryczny uniemożliwiający przeskok iskry, np. z prądów błądzących w wypadku demontażu licznika. Sama konsola musi być mocowana skutecznie do ściany za pomocą kołków metalowych, a fabryczny, dokładny rozstaw króćców przyłączeniowych eliminuje konieczność stosowania słynnych polskich „wahadełek” przy liczniku. Przepisy a zwyczaje Nieraz prowadząc szkolenia, widziałem gazowe instalacje z miedzi, wiszące na ocynkowanych uchwytach bez przekładki z EPDM-u, wkręconych w kolorowe koszulki z plastiku, przechodzące przez przegrody bez jakiejkolwiek osłony, posiadające zawory kulowe bez obustronnych mocowań do ściany, a i kilkakrotnie nawet lutowane lutami miękkimi itd. Zwrócenie uwagi zwykle kończy się pyskówką, że się czepiam, że zawsze tak się robi i jest odbierane. Tak, ale do czasu, gdyż w razie poważniejszej awarii czy wypadku nie będzie tłumaczenia. To nie wszystko. Mało który instalator z „nowego naboru” wie, że do gazu nie mają dopuszczenia rury o pocienionych ściankach, np. 15 x 0,8; 22 x 0,9 czy też 28 x 1. To są rury tylko i wyłącznie do c.o., ale nie wiedzą o tym zarówno sprzedawcy w hurtowniach, jak i w hipermarketach budowlanych. Dlatego na pytanie, do czego jest ta rura, odpowiedź najczęściej brzmi – do wszystkiego. Ma tu też znaczenie cena, gdyż np. rura 28 x 1 jest prawie dwukrotnie tańsza od legalnej 28 x 1,5. Ale co tam –kto mi to zakwestionuje i kto się na tym zna? I tu plus dla rejonu Wałbrzycha, w którym kiedyś montaż gazowych rur miedzianych miał być taki, by napisy identyfikacyjne (co 1 mb) były widoczne bez lusterka od dentysty. Nie jest generalnie przestrzegany wymóg stosowania kształtek z brązu, a nie mosiądzu, z uwagi na trudniejsze lutowania twarde mosiądzu (odparowanie cynku ze stopu).Tu również chodzi o koszt i dostępność kształtek brązowych. Kolejnymi kwiatkami wielu instalacji są filtry gazowe (typ skośny) pod każdym kotłem czy podgrzewaczem, które montowane są nagminnie na pionowym odcinku rury z gazem płynącym do góry i które kompletnie nie spełniają swojego zadania. Zatrzymują ewentualne zanieczyszczenia, ale nie można ich skutecznie wyczyścić, bo jest to możliwe tylko na poziomym odcinku rury, gdy zanieczyszczenia zbierają się w koszyku z siatki. Najnowsze kwiatki z gazowej łączki Od niedawna (marzec 2010 – pierwsza Viega i potem następni) producenci kształtek miedzianych, po ok. 10 latach, uzyskali aprobaty na zastosowanie w Polsce systemu miedzianych kształtek zaprasowywanych do instalacji gazowych. Długotrwale procedury aprobat pozwoliły poprawić pierwotne kształtki o doświadczenia z instalacji wodnych i c.o., w wyniku których wprowadzono systemy sygnalizacji braku zaciśnięcia. Tego zjawiska nie dostrzeżono w momencie wprowadzania systemów zaprasowywanych na rynek i dopiero praktyka paru lat stosowania wymusiła szybkie wykrywanie połączeń zapomnianych – niezaprasowanych. Były one szczelne dla nawet 6 barów w momencie próby, ale podczas eksploatacji rozszczelniały się na skutek ruchów, np. termicznych. Jednym firmom wyszło to lepiej, innym gorzej, ale zapewniają one łatwiejsze rozpoznanie nieszczelności na skutek braku zaprasowania połączenia. Viega zastosowała tzw. SC kontur – przetłoczenie nad o-ringiem w stanie niezaprasowanym, które jest kanałem sygnalizacyjnym i które zamyka się w procesie działania szczęki zaciskarki. Comap wprowadzil wizualną kontrolę zaciśnięcia – każdy kielich posiada zielony pierścień z tworzywa, który w momencie zaprasowywania jest miażdżony i odpada po otwarciu szczęki, co jest momentalnie widoczne. IBP zastosowało o-ring o nierównomiernym przekroju z dwoma przewężeniami i zgrubieniami, które w czasie zaprasowywania przemieszczają się na obwodzie, zamykając kanałki sygnalizacji. Sanha rozszczelniła połączenie poprzez zwiększenie średnicy o-ringa, przez co nie uszczelnia on połączenia na obwodzie w momencie złożenia kielicha i rury, ale powoduje brak sztywności połączenia i spadanie kształtek przed zaciśnięciem. Czas pokaże, który system jest najbardziej skuteczny i wygodny. Kształtki zaprasowywane gazowe mają konstrukcję identyczną jak do wody, z wyjątkiem zastosowanego żółtego o-ringa uszczelniającego wykonanego z tworzywa typu HNBR i odpornego na temperaturę rzędu 450˚C. Sama kształtka ma również żółte oznaczenia na obwodzie swojego kielicha, co fabrycznie oznacza również gazowy o-ring. W sposobie montażu instalacja gazowa z zaprasowywanej miedzi nie różni się od instalacji wodnej. Obowiązuje obustronne (zewnątrz – chroni o-ring i wewnątrz – zmniejsza opory i zawirowania) ogratowanie obciętej rury, włożenie bosego końca do oporu w kielich, zaznaczenie mazakiem końca kielicha na rurze, a następnie zaprasowanie odpowiednią szczęką (odpowiedni dla producenta zarys). Gęstość mocowania pozostaje niezmienna w stosunku do instalacji lutowanej i można ją odczytać z dostępnych tabel w wytycznych do projektowania. Z moich praktycznych uwag do tego systemu instalacji chciałbym dodać istotną rzecz odnośnie odstępów między kształtkami. Wytyczne podają takie odstępy z uwagi na odkształcenia rur i możliwość swobodnego podejścia zaciskarką i to jest ważne ze względu na prawidłowe obkurczenie uszczelki. Jest to minimum. Ale w praktyce warto tak układać instalacje, by odstępy między kształtkami były większe, bo w wypadku błędnego zacisku czy konieczności dostawienia trójnika nie ma miejsca na wstawienie i zaciśniecie kształtki.
Powoduje to konieczność wycięcia całego większego fragmentu instalacji lub lutowania, co też jest bardzo trudne z uwagi na bliskość uszczelek w sąsiednich kształtkach. Zachęcam do jak największego prefabrykowania na sucho odcinków instalacji, szczególnie kotłowni bez zaciskania, ale z montażem na ścianie wraz z urządzeniami, co daje możliwość ew. korekty ułożenia armatury czy wpięcia dodatkowej odnogi. I tutaj powtarzam o konieczności znakowania mazakiem pełnego włożenia bosego końca do kielicha kształtki, gdyż nie ma innego sposobu rozpoznania położenia tych elementów w momencie jakiegokolwiek ruszenia (wysunięcia), co decyduje o bezpiecznym połączeniu. I ostatnia uwaga odnośnie sprzętu do zaciskania – zaciskarek. Z uwagi na potrzebne siły muszą być to zaciskarki elektrohydrauliczne z zasilaniem sieciowym lub jako Aku. Większość dostępnych na rynku wyrobów ma obrotową głowicę, co znacznie ułatwia dostęp do miejsc trudnych. Ostatnimi czasy producenci zdecydowanie zmniejszyli wymiary i ciężar zaciskarek oraz samych szczęk, co bardzo ułatwia pracę instalatora. Dodajmy, że istnieją dwa zasadnicze typy zaciskarek – te tańsze bez kontroli położenia szczęki w momencie zacisku (zmuszają one do optycznej kontroli połączenia, czy pomiędzy szczęki nie dostał się kawałek czegoś obcego, co spowodowało uzyskanie ciśnienia i otwarcie szczęk, ale nie zacisnęło prawidłowo kształtki), a także zdecydowanie droższe, które same kontrolują położenie szczęki i które pozwalają się otworzyć tylko w momencie całkowitego fizycznego zetknięcia swoich końców (sensor – mikrowyłącznik). Mają one zabudowany w szczękach czip, który liczy ilość wykonanych zaciśnięć i po zadanej ich liczbie blokuje dalszą pracę. Kontrola odbywa się poprzez autoryzowany serwis, który po sprawdzeniu konturu i dopuszczalnych odkształceń odblokowuje moduł i dopuszcza do dalszej pracy, dając gwarancję kolejnych prawidłowych zaprasowań.
Gazowe instalacje zaprasowywane z rur miedzianych pozwolą pewnie na trochę szersze rozpowszechnienie tego systemu, ponieważ występuje w nich zdecydowanie mniejsza ilość kształtek, a eliminuje się konieczność użycia trudnego lutowania na twardo. Instalację taką robi się szybciej, wygląda zdecydowanie ładniej, nie ma konieczności użycia otwartego ognia ani chemii, ale za to wymaga wyposażenia w stosunkowo drogie narzędzia. Tutaj jeszcze pytanie do producentów – czy można stosować zamiennie kształtki z droższą, lepszą wersją o-ringów do instalacji ich niewymagających, tj. żółte o-ringi do solarów i wody, a zielone (IBP) czy pomarańczowe (Sanha) do wody czy c.o. O-ringi wyższej klasy powinny spełnić wymogi instalacji o niższych parametrach, co w wypadku braku paru sztuk do skończenia układu, pozwoli uniknąć dodatkowych kosztów i stresów. Och, jeszcze drobiazg – czy cztery firmy – producenci kształtek, nie umieją usiąść przy okrągłym stole i przy „gorącej herbacie” uzgodnić wspólny kolor o-ringów do instalacji solarnych? Oczekuję odpowiedzi merytorycznej, a nie marketingowej typu „nie, bo nie”. I jeszcze jedno – w wypadku innych instalacji, tj. wodnych i c.o., ilość drogich kształtek koniecznych do zastosowania powoduje, że na naszym rynku popularność tych instalacji jest jeszcze niszowa, mimo dużych wysiłków producentów nad ich rozpowszechnieniem. I znowu czas pokaże, kiedy nasz, co tu mówić, niebogaty rynek inwestycyjny kupi lepszą, szybszą, choć droższą technologię. Liczę, że kij wsadzony w zaciskane mrowisko będzie miał drugi koniec, że środowisko miedzianych instalatorów pokaże swoje problemy z tą technologią, a producenci odpowiedzą na te i inne pytania z rynku. Liczę ponadto, że skończą się problemy z odbiorem zaprasowywanych gazowych instalacji. Z instalatorskim pozdrowieniem.
Mirosław Wiktorczyk
Fot. 1. Przekrój rozmaitości. Fot. 2. Temat do herbaty. Fot. 3. Zacisk w przekroju. Fot. 4. Mała gęsta kotłownia. Fot. 5. Historia z ISH 1989. Fot. 6. To nie mogą być zapomniane narzędzia.
Zobacz artykuł w wersji pdf pdfpdf

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij