O samodzielnych funkcjach technicznych w budownictwie. Uprawnione kierowanie.

Trzeba się od razu zastrzec, że wbrew obiegowym opiniom uprawnienia do projektowania nie mają charakteru uprawnień „wyższych” w stosunku do uprawnień do kierowania. O uprawnieniach „niższych” można było mówić w odniesieniu do uprawnień nadawanych w przedsiębiorstwie (te uległy likwidacji z mocy ustawy) oraz uprawnieniach nadawanych z tytułu rozporządzenia Prezesa Centralnego Urzędu Gospodarki Wodnej. Mówiąc o uprawnieniach, należy podkreślić zasadę zachowania praw nabytych, co zresztą niekoniecznie jest korzystne. Interpretacja posiadanych uprawnień pozostaje w gestii Okręgowych Izb Inżynierów Budownictwa. Sam fakt istnienia w Polsce uprawnień budowlanych wzbudza w środowisku szereg kontrowersji. Trzeba jednak pamiętać, że różne formy licencjonujące działalność w budownictwie występują w różnych krajach, a uwzględniając również wymóg posiadania referencji, można twierdzić, że są one powszechne. Ograniczeniem może być obligatoryjność przynależności do określonego elitarnego stowarzyszenia, gdzie wstąpienie wiąże się ze spełnieniem szeregu dodatkowych warunków. Interesujące jest funkcjonowanie w USA uprawnień na poziomach stanowych i federalnym. W Polsce uprawnienia pojawiły się jeszcze w okresie międzywojennym (1928 r.), przy czym (m.in. na skutek ograniczonej dostępności kadr inżynierskich) wprowadzono uprawnienia dla techników. Te ostatnie jednak od zawsze były udzielane w ograniczonym zakresie. Rozporządzenie z dnia 16.02.1928 r. uzupełnione (1947 r.) rozporządzeniem Ministra Odbudowy obowiązywało do 1961 r. Uprawnienia były nadawane przez Komitet Budownictwa Urbanistyki i Architektury, zapisy zawarte w decyzjach były nieskomplikowane i czytelne. Formalny zakres uprawnień jest dość szeroki i niekiedy ich interpretacja wzbudza wątpliwości. Wejście w życie ustawy Prawo budowlane z 1961 r. wprowadziło obligatoryjność posiadania uprawnień i ich podział na uprawnienia do kierowania i uprawnienia do projektowania. Same uprawnienia były nadawane przez Prezydia Wojewódzkich Rad Narodowych, Wydziały Urbanistyki i Architektury w trybie egzaminacyjnym. Według ówczesnych zapisów uprawnienia do kierowania upoważniały do zajmowania następujących stanowisk: kierownika budowy, kierownika robót, majstra budowlanego i inspektora nadzoru inwestorskiego. Wprowadzono jednoznaczną identyfikację branż, zdefiniowano „skomplikowane instalacje i urządzenia sanitarne”, co wbrew poszczególnym opiniom pozwala na jednoznaczną identyfikację zakresu. Problemy wiążą się natomiast z uprawnieniami w zakresie sieci wodociągowych, kanalizacyjnych i gazowych. Według ówczesnych kryteriów były to roboty proste i pragmatyka ich nie obejmowała. Wprowadzono natomiast pojęcie budownictwa specjalnego i odmienny tryb nadawania uprawnień, z których wynika szereg nadal aktualnych problemów. Branża sanitarna wiąże się tu z rozporządzeniem Prezesa Centralnego Urzędu Gospodarki Wodnej i Ministrów Żeglugi oraz Rolnictwa, gdzie uprawnienia nadawane są często w trybie bez egzaminu. Mają one jednak niezmiernie ograniczony zakres. W najlepszym przypadku dopuszcza się działanie tych osób w zakresie wodociągów i kanalizacji wiejskich. W zakresie instalacji jest to istotnie mniej niż uprawnienia ograniczone przyznawane np. technikowi z tytułu rozporządzenia Przewodniczącego Komitetu Budownictwa Urbanistyki i Architektury. Nowa ustawa Prawo budowlane z 1974 r. wprowadziła zasadę nadawania uprawnień w trybie bezegzaminacyjnym przez wojewodę, np. za posiadany dorobek doświadczeń. Efektem jest zróżnicowany zakres uprawnień poszczególnych osób, czego jednak nie można traktować jako „ograniczenie” wynikające z braku wyższego wykształcenia, względnie legitymowania się wykształceniem „pokrewnym”. W branży sanitarnej pojawiają się „sieci” wodociągowe i kanalizacyjne, później (1988 r.) również „gazowe”. Równocześnie doprecyzowano pojęcie „instalacji”. Problem braku obecności „gazu” we wpisach sprzed 1988 r. jest dość dwuznaczny, ale w tym terminie dla „gazu” wystarczały nadal uprawnienia niższego rzędu. Ponieważ nie nałożono na osoby posiadające wcześniejsze normalne uprawnienia obowiązku ich uzupełnienia (osoby posiadające uprawnienia wydane przez zakład pracy zostały zobowiązane do uzyskania tych uprawnień) jednoznaczne wydaje się być uznanie ich jako uprawnionych do prac na sieciach gazowych. Praktyka wykazała, że bardzo istotnym problemem okazało się mylenie ze sobą w poszczególnych urzędach wojewódzkich pojęć „sieci” i „instalacji”, co skutkowało wydawaniem szeregu błędnych decyzji. Bardzo istotne zmiany wprowadzono po wejściu w życie nowego Prawa budowlanego w 1994 r., nb. chyba najczęściej modyfikowanej ustawy w Polsce (czy ktoś jest w stanie wyliczyć, ile to było korekt?). Przywrócono tryb egzaminacyjny uzyskiwania uprawnień – początkowo w urzędach wojewódzkich, później w organach samorządowych. W miarę upływu czasu doprecyzowano różne pojęcia, w szczególności w zakresie wykształcenia „odpowiedniego” i „pokrewnego”, jednoznacznie określono zakres działań dla osób z uprawnieniami w ograniczonym zakresie. Szczególnie istotne zmiany wprowadza ustawa z dnia 28 lipca 2005 r. o zmianie ustawy Prawo budowlane, przede wszystkim:
* do uzyskania uprawnień bez ograniczeń uprawnione są osoby z wykształceniem odpowiednim wyższym magisterskim,
* do uzyskania uprawnień w ograniczonym zakresie wystarcza wykształcenie wyższe inżynierskie „odpowiednie” lub wyższe magisterskie na kierunku „pokrewnym”.
Po wcześniejszym pozbawieniu majstrów możliwości ubiegania się o uprawnienia wyeliminowano z tej grupy techników. Równocześnie (ponieważ ustawa weszła w życie z dniem 1 stycznia 2006 r.) osoby, które przed dniem 1 stycznia 2006 r. spełniły równocześnie dwa warunki:
* uzyskały odpowiedni dyplom,
* rozpoczęły praktyką zawodową, mogą ubiegać się o nadanie uprawnień na wcześniejszych zasadach (art. 5). Zapisy ustawy z 2005 r. są mocno kontrowersyjne, w szczególności:
* daleko idące ograniczenie uprawnień osób z tytułem zawodowym inżyniera, wielokrotnie apelowano, aby podnieść dla nich kubaturę obiektu z obecnego 1000 do 5000 m3, względnie wprowadzić „kierowanie” bez ograniczeń i „projektowanie” z ograniczeniami;
* pozbawienia techników możliwości kierowania mniejszymi budowami; szczególnie ciężka sytuacja ma miejsce w przypadku specjalistów w zakresie melioracji, gdzie w ogóle zaprzestano kształcenia na rzecz słabo przygotowanych techników inżynierii środowiska. Biorąc pod uwagę postawę Krajowej Izby Inżynierów Budownictwa, trudno jednak wierzyć, aby wielokrotnie składane obietnice się urzeczywistniły. Zagadnienie „odgrzewa się” w charakterze „kiełbasy wyborczej” bez praktycznych konsekwencji. W ogóle problem „melioracji” staje się szczególnie nabrzmiały w sytuacji, gdy w Polsce jeszcze od lat 70. sprowadza się go do działań w zakresie melioracji rolnych. Zagadnienie o szczególnym znaczeniu (w dającej się przewidzieć przyszłości wręcz strategiczny dla normalnego funkcjonowania gospodarki) związane z kompleksem melioracji miejskich w ogóle zniknęło z polskiego Prawa wodnego. Dotychczasowe próby powrotu do jakiejś normalności napotykają na opór, np. ze strony Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie. prof. dr hab. inż. Ziemowit Suligowski

Pełne otwarcie niemieckiego rynku pracy (nastąpiło ono w maju 2011 r.) może być poważnym zagrożeniem dla polskiej gospodarki. Już teraz brakuje nam specjalistów, a nasz system emerytalny jest poważanie obciążony przez małą liczbę osób pracujących. Prof. Krystyna Iglicka, demograf i ekspert w dziedzinie migracji ostrzega, że niekorzystna w tej fali emigracji będzie jej cykliczność oraz umieszczanie naszych rodaków w zamkniętych enklawach. Jak ocenia prof. Iglickia, trudno dokładnie oszacować, ile osób wyjedzie po całkowitym otwarciu niemieckiego rynku pracy w maju 2011r., ale z pewnością będzie to miało wpływ na naszą gospodarkę, która już teraz cierpi na niedobór specjalistów w wielu branżach. Nie mówiąc już o konsekwencjach dla naszego systemu emerytalnego. Niemieccy eksperci, m.in. z Fundacji Friedricha Eberta, spodziewają się, że przyjedzie do nich około 400 tys. Polaków. Przed otwarciem rynku pracy w Wielkiej Brytanii i Irlandii szacowano, że z Polski wyjedzie 40 tys. osób. Wyjechało około 1,7 mln. Rynek budowlany w Polsce ma także potrzeby w zakresie nadzoru budowlanego. Ten problem można rozwiązać liczy się tylko wola wszystkich zainteresowanych stron. Jednym z takich ważniejszych priorytetów jakie powinny być niezwłocznie „załatwione” przez Sejm RP to przywrócenie zapisów ustawy „prawo budowlane”, które dopuszczałyby do kierowania robotami budowlanymi (w ograniczonym zakresie) absolwentom „technikum budowlanego” po zdobyciu uprawnień budowlanych. Dotyczy to projektu zmian zapisów ustawy „prawo budowlane” który był przesłany do Sejmu w lutym 2007 roku przez Konfederację Budownictwa i Nieruchomości (zamieszczony poniżej). Uważam, że jest to przysłowiowy „węzeł gordyjski” który do dnia dzisiejszego jest nierozwiązany. Ponowienie próby wprowadzenia stosownych zmian w prawie budowlanym jest potrzebą chwili, potrzebą rynku budowlanego, które jak wiemy jest kołem zamachowym gospodarki, a zmiany te nie niosą żadnych finansowych skutków regulacji. Projekt zmian w ustawie: „Ustawa (…) o zmianie ustawy – prawo budowlane oraz niektórych innych ustawach Art. 1. W ustawie z dnia 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane (Dz. U. z 2003 r. nr 207, poz. 2016, z późn. zm.) wprowadza się następujące zmiany: w art. 14 ust.3 dodaje się pkt 4 a) o treści: 4a) do kierowania robotami budowlanymi w ograniczonym zakresie: a) posiadania średniego wykształcenia odpowiedniego dla danej specjalności i dyplomu technika, b) odbycia pięcioletniej praktyki na budowie. w art. 14 ust.3 dodaje się pkt 5 ) o treści: 5) do wykonywania pracy na budowie na stanowisku majstra budowlanego i kierowania w powierzonym zakresie robotami budowlanymi – posiadania co najmniej wykształcenie średnie i dyplomu mistrza w odpowiednim zawodzie budowlanym”. Jakie jest uzasadnienie proponowanych zmian? Na europejskim rynku budowlanym w ok. 75% kierownikami budowy są technicy budowlani z uprawnieniami budowlanymi. Natomiast od dnia 1 stycznia 2006 r. osoby legitymujące się tylko średnim wykształceniem technicznym i dyplomem technika o profilu budowlanym nie mogą ubiegać się o uprawnienia budowlane, nawet w ograniczonym zakresie. Powoduje to, że osoby z fachową wiedzą i długoletnim doświadczeniem zawodowym, które mogłyby samodzielnie kierować robotami budowlanymi, nie uzyskują, potwierdzenia swoich kwalifikacji. Tymczasem na rynku budowlanym brakuje wykwalifikowanych wykonawców prac budowlanych. Z jednej strony to efekt wyjazdu pracowników wykwalifikowanych posiadających średnie wykształcenie w zawodach budowlanych za granicę, a z drugiej ożywienia na polskim rynku budowlanym. Innym, też niemniej ważnym powodem braku kwalifikowanych w budownictwie, jest deprecjacja zawodu budowlańca oraz naturalne starzenie się dotychczasowej kadry. Promocja kształcenia o profilu ogólnym doprowadziła do tego, że dziś szkolnictwo zawodowe postrzegane jest jako ta gorsza część oświaty. W ostatnich latach zlikwidowano wiele szkół prowadzących kształcenie w zawodach budowlanych. Nabór do istniejących jest niewielki. Nie ma dostatecznych motywacji do podejmowania nauki w zawodach budowlanych, m.in. przyjęte w okresie minionym rozwiązania w ustawie Prawo Budowlane w zakresie pełnienia w ograniczonym zakresie samodzielnych funkcji w wykonawstwie budowlanym przez osoby ze średnim wykształceniem w specjalnościach budowlanych. Należy też dodać, że budownictwo jest sektorem bardzo wrażliwym na „szarą strefę”. Stawianie zbyt wysokich wymagań w kwestii wykształcenia czy uprawnień budowlanych przekształca działalność legalną w półlegalną lub powoduje wręcz ucieczkę w „szarą strefę” usługowych firm budowlanych. Niewielka liczba osób z uprawnieniami budowlanymi ogranicza dostęp do rynku pracy podwyższając tym samym koszt pracy. Przekazanie spraw związanych z nadawaniem uprawnień budowlanych prywatnym organom samorządu zawodowego spowodowało eliminację młodych inżynierów, a wcześniej i techników z rynku budowlanego, odsetek zdających znacznie się obniżył.
Proponowane zmiany zapisów w ustawie „prawo budowlane” a raczej powrót do zapisów z przed roku 2004 nie obciążą budżetu Państwa, będą natomiast miały pozytywny wpływy na:
* konkurencyjność zawodu, przeciwdziałanie monopolizacji rynku przez jedną grupę zawodową co uwidacznia się przy zawyżaniu cen za usługi,
* wzrastający popyt na usługi budowlane w kontekście wykorzystywania inwestycyjnych środków z UE,
* wejście na budowlany rynek pracy średniej kadry nadzoru budowlanego (w ograniczonym zakresie),
* ograniczenie wydatków na kształcenie kadr w cyklu studiów wyższych,
* wzrost przychodów do budżetu państwa z podatków od osób fizycznych i prawnych,
* spadek stopy bezrobocia wśród absolwentów szkół ponadgimnazjalnych,
* ograniczenie migracji zarobkowej,
* inne.

Wprowadzenie tych zmian będzie wiązało się także z atrakcyjnością i popularnością tego zawodu, co w konsekwencji zwiększy nabór do klas w zawodzie „technik budownictwa” – 311[04]. Dodatkowym argumentem będzie mobilizacja absolwentów tego zawodu do przystąpienia do egzaminu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe a w przyszłości do egzaminu potwierdzającego kwalifikacje wyodrębnione w tym zawodzie. Poniżej podano liczbę naboru uczniów do klas pierwszych szkół kształcących w zawodzie „technik budownictwa” – 311[04] w poszczególnych latach (dane SIO z października 2010 r.): * 2007/2008 – 14 469, * 2008/2009 – 18 424, * 2009/2010 – 13 508, * 2010/2011 – 18 424. Wojciech Szczepański, ekspert Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” ds. kształcenia zawodowego i ustawicznego, ekspert Departamentu Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego MEN, Pełnomocnik Zarządu „Pracodawcy Pomorza” ds. kształcenia zawodowego i ustawicznego 7 lipca 1994 roku ustawodawca po długotrwałych pracach gruntownie zreformował Prawo budowlane i określił w nim m.in. uprawnienia budowlane, których bardziej poprawna nazwa brzmi: samodzielne funkcje techniczne w budownictwie (dla przypomnienia obejmują one specjalności: architektoniczną, konstrukcyjno-budowlaną, instalacyjną sanitarną, instalacyjną elektryczną, drogową, mostową, wyburzeniową, kolejową, telekomunikacyjną). O uprawnienia budowlane bez ograniczeń mogły się ubiegać osoby, które posiadały wykształcenie wyższe (magisterskie lub inżynierskie) i odpowiedni staż pracy na budowie (2 lata) do kierowania i nadzorowania robót lub 2 lata w biurze projektowym i rok na budowie uprawnienia do projektowania bez ograniczeń. W ograniczonym zakresie o uprawnienia budowlane mogli ubiegać się technicy z wykształceniem kierunkowym, po odbyciu 5-letniego stażu pracy na budowie lub w pracowni projektowej, ubiegający się o uprawnienia projektowe w ograniczonym zakresie. Zwykle zakres ten wiązał się z kubaturą budynku (do 1000 m3). W ówczesnym prawie budowlanym była jeszcze jedna grupa uczestników procesu budowlanego posiadająca uprawnienia „majstra budowlanego” i do kierowania robotami budowlanymi w powierzonym zakresie. Jeżeli uprawnienia inżynierskie nie budziły żadnych wątpliwości, bo to rozwiązanie było logiczne i wynikało z tradycji, zastrzeżenia budził raczej zakres uprawnień, czyli jak wiele można robić po zaledwie 2-letniej praktyce w biurze projektowym lub na budowie. Wielu doświadczonych projektantów krytykowało uprawnienia do wszystkiego, np. projektowanie gazu i wentylacji jest z sobą powiązane i da się pogodzić, ale projektowanie sieci gazowniczej i wentylacji już trudniej, a połączenie tego z sieciami cieplnymi, kanalizacyjnymi wraz z instalacjami nie wydaje się możliwe do wykonania przez jednego projektanta. Również wykonawcy od lat specjalizowali się i nadal specjalizują w instalacjach czy sieciach. Obecność na budowie, w zależności od wielkości budowy, majstra budowlanego czy technika, który p uzyskaniu uprawnień budowlanych w ograniczonym zakresie pełnił często funkcję kierownika robót, rzadziej kierownika budowy, w pełni zaspakajało zapotrzebowanie na osoby posiadające kwalifikacje techniczne. Inspektorami nadzoru inwestorskiego bywali zwykle inżynierowie. Od roku 1995 rosło zainteresowanie uprawnieniami budowlanymi i to zarówno ze strony inżynierów, techników, jak i mistrzów, którzy swoje doświadczenie zawodowe dokumentowali poprzez dyplomy mistrzowskie (w branży sanitarnej są 3 zawody i 3 tytuły mistrza). Z kolei technicy byli zobligowani do odbycia 5-letniego stażu pracy na budowie lub w biurze projektowym, co dawało duże doświadczenie, które później przekładało się na dobre prowadzenie robót lub budowy. Zastój gospodarczy w latach 90., a w związku z tym niewielka liczba dużych i nowoczesnych inwestycji, nie wpływał na rozwój budownictwa. Reforma szkolnictwa, w tym szkolnictwa zawodowego, spychała go na boczne tory z braku środków finansowych na nowoczesne pracownie i kształcenie w nowych technologiach. Narzędzia, materiały i technologie przychodziły do nas z zewnątrz. Nie było rodzimych producentów, nie było własnego rozwiniętego przemysłu. Nieudane reformy szkolnictwa zawodowego, obniżanie się poziomu nauczania w polskich szkołach, coraz mniejsze zainteresowanie młodych ludzi zawodami technicznymi obniżyło „podaż” najzdolniejszych na kierunki techniczne, a do tego doszła łatwość studiowania na prywatnych uczelniach. Okoliczności te tworzyły sprzyjającą atmosferę do powstania korporacji zawodowej pod nazwą „Izba Inżynierów i Techników Budownictwa”, której zadaniem miało być przywrócenie rangi i poziomu wiedzy oraz umiejętności w budownictwie.
Najpierw powstała Izba wraz z technikami i mistrzami, ale po kilku latach działania Izby pozbawiono techników możliwości ubiegania się o uprawnienia budowlane, a uprawnienia majstra budowlanego całkowicie zlikwidowano, wyrzucając za burtę procesu budowlanego, choć do Izby nadal mogą należeć. Po co? Aby zasilać finanse PIIB. Ile osób w ten sposób potraktowano? Ilu majstrów, którzy w dobrej wierze zabiegali o uzyskanie tytułu mistrza w 1, 2 lub 3 zawodach, a później tak jak inżynierowie musieli się przygotować i zdać ten niewątpliwie trudny egzamin przed komisją wojewody albo komisją Izby? A co mają obecnie? Co to za prawo, które poprzez jedną nierozważną zmianę pozbawia ludzi uprawnień uzyskanych podczas wieloletnich starań? Rezultaty takich reform są zatrważające. Magister lub inżynier budowlany, będąc kierownikiem budowy lub robót, wykonuje pracę na poziomie montera, bo kto sprawdza wszelkie trudniejsze zadania na budowie? Kto sprawdza i protokółuje, czy spłuczka dobrze działa, a instalacja kanalizacyjna jest szczelna? Tak, uczciwy tak to robi, a nieuczciwy „wierzy” instalatorowi i za opłatą sankcjonuje swoją pieczęcią. Dlaczego jest tak, że protokół majstra (znanego przecież z imienia i nazwiska projektantowi, kierownikowi budowy, inspektorowi nadzoru) z wykonanych robót musi potwierdzać ktoś, kto nie był na budowie, ktoś kto się na tym nie zna (ma np. uprawnienia elektryczne, a sygnuje pieczęcią roboty sanitarne)? Mój głos jest początkiem w dyskusji, jaka powinna się rozpocząć nad naprawą Prawa budowlanego w Polsce. Budowlańcy – mistrzowie w swoich zawodach – też macie prawo do udziału w tworzeniu nowoczesnego budownictwa, macie prawo do wyrażania opinii, macie prawo do uprawnień, które już mieliście! Nie jesteście obywatelami drugiej kategorii! To Wy budujecie nasze piękne domy! Józef Wszołek, prezes Centrum Szkoleniowego Zawodowego w Wieliczce Uprawnienia budowlane posiadam już 20 lat i przeszedłem w tym czasie wiele zmian w ich umocowaniu w prawie i stosowaniu w praktyce budowlanej. Kiedyś każdy z nas, wykonawców, wiedział, że niezależnie co jest w projekcie, to my odpowiadamy za błędy, których nie wykryliśmy. Kiedy weszło nowe prawo budowlane, wielu z nas przyjęło postawę, która wyraża się doskonale w następującym dialogu: „- Panie wykonawco, przecież to nie działa!”, „-Wiem, bo to jest źle zrobione, ale tak było w projekcie i za to odpowiada projektant”. Gdybym tak powiedział jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych, to zrównano by mnie z ziemią. To kierownicy i inspektorowie mieli ostateczną odpowiedzialność za właściwe wykonanie projektu i wykrycie pomyłek. Dzisiaj wykonawca beztrosko przerzuca odpowiedzialność na projektanta, pomimo iż pomyłka w projekcie jest wyraźna. Drugą dziwną rzeczą było powierzenie przeglądów gazowych jedynie osobom posiadającym uprawnienia energetyczne. O zmianę tego przepisu upominałem się 16 lat! Nie żeby zarabiać na tym, ale żeby poprawić bezpieczeństwo.
Uległo to zmianie w ubiegłym roku. Nadal jednak wzajemne położenie uprawnień budowlanych i energetycznych jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Na przykład możemy wykonać projekt instalacji gazowej, poddać próbie, dokonywać jej przeglądów, a nie możemy prowadzić jej eksploatacji i przyłączyć do czynnej instalacji, np. kuchenki. To samo dotyczy jeszcze wielu innych instalacji wymienionych w rozporządzeniu Ministra GiPS z dnia 28 kwietnia 2008 roku w sprawie zasad stwierdzania posiadania kwalifikacji przez osoby zajmujące się eksploatacją urządzeń, instalacji i sieci. Nad uprawnieniami energetycznymi „pastwiłem się” w artykule pt. „Uprawniony do energii” („Magazyn Instalatora” 3/2011 r.), więc zainteresowanych odsyłam do niego. Chciałbym powiedzieć, że kiedy powstawały Izby Inżynierów, ja oraz wielu moich kolegów byliśmy źle do nich nastawieni. Uważaliśmy, że to „jeszcze jeden element administracyjny”. Nawet gdy wracałem zmęczony i zły z roboty, myślałem: „darmozjady”. Teraz chciałbym przeprosić Izby Inżynierów, bowiem sprawdziły się dobrze. Tylko trzeba umieć z nimi współpracować, a nie jedynie płacić składkę. Jeszcze uwaga dotycząca szkolenia młodych inżynierów. Kiedy rozmawiam z moimi młodszymi kolegami, którzy rozpoczynają „drogę po wykonawstwie”, często z pełną życzliwością pytam ich, co najpierw zrobią, gdy będzie wypadek na budowie? Najczęściej wiedzą o „papierach”, a w przypadku katastrofy o Nadzorze Budowlanym. Ale nigdy nikt im nie powiedział: „zorganizujcie pomoc dla poszkodowanych”. Dziś w tym pojęciu mieści się zapewnienie bezpieczeństwa ratownikowi i ratowanemu oraz wyprowadzenie ludzi ze strefy zagrożenia. Z ręką na sercu – kto z nas na budowie ma w apteczce więcej niż plaster, jodynę i bandaż (o ile w ogóle ma apteczkę)? I tu mój wniosek: wprowadzić należałoby praktyczny egzamin z pierwszej pomocy dla osób zdających egzamin na uprawnienia budowlane. Wiem, że porządne szkolenie BHP w pracy zawiera w sobie pierwszą pomoc i niech tak zostanie. Jednak gdy w skład tak ważnego, podsumowującego nasze kształcenie, egzaminu w izbie wejdzie również to, a wszyscy będą wiedzieli, że egzamin poprowadzi np. lekarz z ratownictwa medycznego czy praktyk z pogotowia, to na pewno bardziej się do niego przyłożą. Szkolenia BHP pozwolą potem na prawidłowe działanie. W sytuacjach stresujących jest to ogromnie ważne, gdyż pierwsze minuty po wypadku decydują o życiu poszkodowanych. I niech nadzór budowlany zostanie uprawniony do sprawdzania zabezpieczania medycznego budowy. Zawartość tego zabezpieczenia powinna przedstawiać coś więcej niż przysłowiowy bandaż i jodyna czy kiepska maseczka do sztucznego oddychania. Przy pewnych pracach w apteczce powinien się znaleźć na przykład kołnierz szanca. Być może jestem przeczulony na punkcie bezpieczeństwa, ale uprawiałem wiele sportów potencjalnie wypadkowych, miedzy innymi żeglarstwo, a tam nieudzielenie pomocy potrzebującemu w „moich czasach” wykluczało ze środowiska. Na budowach, mimo szkoleń i coraz lepszego sprzętu BHP, nie zawsze jest bezpiecznie i higienicznie. Mimo najlepszego planu organizacji robót zawsze wypadek może się zdarzyć, nawet z niczyjej winny.
Taka jest technika, która zawsze niesie ze sobą ryzyko. Poza tym zapewniam Państwa, iż nie ma większej satysfakcji, jak powiedzieć sobie w trakcie wypadku: zachowałem zimną krew i pomogłem poszkodowanemu. Nie od rzeczy byłyby w ramach studiów wykłady z etyki zawodowej. Zawód inżyniera budownictwa jest zawodem zaufania publicznego. Uważam także za celowe nauczenie młodych inżynierów, jak współpracować z służbami miejskimi, jak z nich i kiedy korzystać. Ogólnie mówiąc, widzę, iż sprawy dotyczące uprawnień budowlanych idą w dobrą stronę, aczkolwiek powoli. Choć tak naprawdę jest jedna rzecz, która mnie niepokoi: odebrano możliwość uzyskiwania uprawnień technikom. To często znakomici fachowcy, więc powinniśmy dać im takie możliwości. Z powodu mniejszej wiedzy teoretycznej czy krótszego okresu kształcenia mogliby uzyskiwać uprawnienia w rozsądnie ograniczonym zakresie. Piszę o rozsądnym zakresie, bo kiedyś „urzędnicy-poeci” tak ograniczali zakres uprawnień, iż dziś trudno to zinterpretować, a i wtedy było to niejednoznaczne. Poza tym zmieniając prawo, ustawodawcy (ci na górze) wbili klin między nas (tych na dole). Wyraźnie widać, że niektórzy technicy poczuli się źle (i słusznie!). Nie mając dostępu do ustawodawcy, mają podskórne pretensje do nas inżynierów. A przecież to nie my zmieniliśmy prawo, krzywdząc ludzi, z którymi jemy śniadanie i marźniemy w jednym baraku.

PS Słowo do inżynierów, którzy właśnie po studiach trafili na budowę. Nie jest łatwo? Nic nie szkodzi! Będą was nabierali, żebyście odesłali kamionkowe rury do nagwintowania albo posłali kogoś po kubełek fazy, bo nie ma. Tak to jest – „kot” ma zawsze ciężko. Póki to są żarty jest OK. Ale pamiętajcie, że wy też macie potężną broń – aktualną wiedzę teoretyczną! Pamiętacie, ile imprez musieliście opuścić, bo szykowało się kolokwium z mechaniki płynów? Ile razy nie mieliście czasu dla swojej dziewczyny lub chłopaka, bo „wytrzymałość materiałów”. Ponieśliście „koszty” zdobycia tej wiedzy, wiec ją teraz właściwie wykorzystujcie. Regulujecie węzeł, źle pracuje wentylacja – nie wpadajcie w panikę. To tylko zadanie z mechaniki płynów lub fizyki. Weźcie książkę, wszystko wam się przypomni. Jeżeli macie trochę wyobraźni, „zobaczycie” wzory na zaworach i rurach. Jak trzeba, piszcie kredą po ścianie – budowlańcy potem to zamalują. Wielu z was zapewne „myśli”, iż te rury na budowie są jakieś inne, bardziej tajemnicze niż te w laboratorium na polibudzie. Zapewniam – na budowie rządzi fizyka i nie da jej się nagiąć do nieuzasadnionych życzeń żadnego inwestora. Wybitny i niepokorny fizyk Richard Feynman powiedział: „aby technologia była udana, rzeczywistość musi mieć pierwszeństwo przed kształtowaniem opinii publicznej (w naszym przypadku życzeń inwestora – przyp. autora), gdyż natury nie da się oszukać”. I jeszcze coś, w co pewnie trudno wam uwierzyć. Uczcie się prawa. To takie samo narzędzie na budowie jak wiertnica czy młotek i przecinak. Ale o tym musicie przekonać się sami. Powodzenia! Oczekujemy na wasze członkowstwo w Izbie. A do kolegów inżynierów: nie zostawiajcie tych młodych ludzi samych. Niezależnie, jak są przemądrzali czy przeciwnie, niepewni, nie pozwólcie im się „schować za komputer”. Niech łażą w gumiakach po piętrach. Poświęćcie im trochę czasu, bierzcie ich na narady i do hurtowni, bo potem jak dostaną uprawnienia (choć na egzaminie inżyniera wyłącznie „z komputera” może być trudno) będziecie musieli współpracować z ludźmi, którzy mogą nie wiedzieć do czego służy dobijak. I to was „dobije”. Podpisuję uprawnieniami, bo sprawę kształcenia naszych następców uważam za bardzo ważną i honorową dla każdego z nas.
mgr. inż. Maciej Ryskalczyk Wa-512/94
Zobacz artykuł w wersji pdf pdf pdf pdf pdf

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij