„Spiro” – (bez) szczelna rura spalinowa. Czadu z tym czadem

Zobacz artykuł w wersji pdf pdf pdf

Od wielu lat przepisy prawne w Polsce zabraniają stosowania wentylacyjnych rur, zwijanych z taśm aluminiowych, tzw. rur „spiro”, do odprowadzania spalin z gazowych i innych urządzeń grzewczych. Mimo to, powszechnie są one stosowane jako rury spalinowe, najczęściej w roli czopuchów, tj. rur łączących urządzenie grzewcze z kanałami spalinowymi. Zachętą do ich kupowania może być informacja producenta, że rury mogą pracować do temperatury 200oC, a także ich niska cena w porównaniu do sztywnych i elastycznych rur spalinowych ze stali kwasoodpornej. Przez to lekceważony jest jednocześnie fakt, że są to rury wentylacyjne. Nie bez znaczenia pozostaje też powszechnie znana praktyka kominiarzy, nawet mistrzów kominiarskich, którzy tolerują ten rodzaj rur zastosowanych jako spalinowe.

Perforacja z metra Rury „spiro” kupuje się w postaci krótkiego, ściśniętego odcinka o długości ok. 1 metra, a następnie przed montażem rozciąga do wymaganej długości, nawet do 3 metrów. Te rury nie nadają się jako rury spalinowe ze względu na ich znikomą trwałość. Grubość ścianki takiej rury wynosi 0,10 mm (jak podają producenci), a wg pomiarów własnych 0,07 mm! Dla porównania: grubość kartki papieru maszynowego wynosi 0,10 mm. Ponadto podczas rozciągania tych rur następują w każdym karbie obwodowe odkształcenia plastyczne aż do utworzenia się szczelin. Mogą być więc one nieszczelne na spaliny już w chwili montażu (fot. 1).

Najdalej po kilku miesiącach eksploatacji rury „spiro” ulegają perforacji na całej długości na skutek korozyjnego działania kondensatu, wykraplającego się ze spalin gazowych. Ze względu na „strategiczne” ich położenie (wewnątrz pomieszczeń mieszkalnych) umożliwiają wydostawanie się spalin bezpośrednio w otoczeniu mieszkańców. Jest to prawdopodobnie druga najczęstsza przyczyna zaczadzeń od urządzeń gazowych po zaklejonych kratkach nawiewnych w pomieszczeniach ze szczelnymi oknami i drzwiami. Warto pod tym względem prześledzić „Czarny Raport”, jaki na stronie internetowej zamieszcza Stowarzyszenie „Kominy Polskie” i oszacować, w ilu przypadkach ten powód okazał się tragiczny w skutkach.

Dziurawy czopuch, w tym przypadku jak sito – czego na zewnętrznej, błyszczącej powierzchni nie widać (fot. 2 i fot. 3), będzie nie tylko powodować permanentny wypływ spalin do pomieszczenia, ale co gorsza powoduje nieskuteczność zabezpieczenia przed brakiem ciągu kominowego.

Czujnik ciągu Każde urządzenie gazowe z otwartą komorą spalania jest wyposażone, zgodnie z obowiązującymi przepisami, w czujnik ciągu kominowego, który w przypadku braku ciągu w kominie i wypływu spalin do pomieszczenia, wyłączy palnik przez zamknięcie zaworu gazowego w urządzeniu grzewczym. Podstawowym warunkiem zadziałania tego zabezpieczenia jest wypływ spalin przez kanały wewnątrz kotła czy podgrzewacza wody, przewidziane przez producenta, a nie przez rurę spalinową, znajdującą się poza urządzeniem grzewczym.  Jeśli mamy nieszczelny czopuch i dodatkowo brak ciągu kominowego, rzadko udaje się uniknąć zaczadzenia mieszkańców, łącznie ze śmiertelnym zakończeniem. W takim przypadku nawet najbardziej nowoczesne urządzenia grzewcze nie zapewnią bezpieczeństwa.

Problem „spiro” Z dużym zaskoczeniem obserwuje się, że Korporacja Kominiarzy Polskich (KKP) od lat nie dostrzega tego problemu i nic nie robi, by usunąć „spiro”, stosowane jako przewody spalinowe. Ten problem o żywotnym znaczeniu wymaga pilnego rozwiązania w naszym kraju. Powinno to być priorytetowe zadanie dla KKP. Ta organizacja, w świetle obowiązującego prawa w Polsce, ponosi odpowiedzialność za wszystkie wypadki zatruć i śmiertelnych zejść z powodu stosowania tych rur jako rur spalinowych, a mistrzowie kominiarscy, nad którymi czuwa KKP, przechodzą obok nich obojętnie. Dziurawy czopuch to znacznie poważniejszy problem niż dziury w asfalcie i zniszczone zawieszenia samochodów.

Stowarzyszenie „Kominy Polskie” zrzesza producentów rur „spiro”. Ma tym samym obowiązek prawny pilnowania, by nie stosowano ich jako rur spalinowych. Być może obie te organizacje (KKP i S „KP”) czekają na pozwy sądowe osób poszkodowanych i ich bliskich, zanim zechcą podjąć odpowiednie, skuteczne działania.

Na każdej takiej rurze, od których uginają się półki w rewirze wyrobów kominowych w dużych marketach budowlanych, powinno widnieć ostrzeżenie, wypisane na etykietach wielkimi literami: „ZABRONIONE JEST STOSOWANIE TYCH RUR DO ODPROWADZANIA SPALIN POD GROŹBĄ ŚMIERTELNEGO ZACZADZENIA”, na wzór podobnych ostrzeżeń umieszczanych np. na opakowaniach papierosów. Spaliny z aluminiowych rur „spiro” są zdolne zabić znacznie skuteczniej niż spaliny z papierosów. Jak dotąd najbardziej wyeksponowanym napisem na etykietach rur „spiro” jest nazwa producenta.

4 listopada 2010 roku we Wrocławiu odbyła się jednodniowa konferencja poświęcona bezpiecznym technikom wentylacji, odprowadzaniu spalin i skutecznej ochronie przeciwpożarowej w budownictwie mieszkaniowym, którą zorganizowało Stowarzyszenie „Kominy Polskie”. Jak powiedział rzecznik S „KP” Paweł Sikora: „Odnotowywane w nim (raporcie – przyp. aut.) liczby nieszczęść powinny wszystkich motywować do coraz bardziej intensywnych działań, ponieważ w Polsce co roku dochodzi do kilkuset śmiertelnych przypadków zaczadzeń, a te wymagające hospitalizacji są niemal codziennością. Trzeba więc mieć nadzieję, że konferencje, seminaria, doradztwo i szkolenia pozwolą zredukować to fatalne zjawisko”.

Można by uznać, że jest to wspaniałe działanie na rzecz bezpieczeństwa obywateli RP i pogratulować inicjatyw Stowarzyszeniu „Kominy Polskie” i rzecznikowi tego stowarzyszenia, gdyby nie... gdyby nie to, że… kto z użytkowników kominów, a jest ich w Polsce ponad 38 milionów, bierze udział w konferencjach i seminariach, korzysta z doradztwa lub zapisuje się na szkolenia? Do kogo, spośród tych 38 milionów obywateli, docierają wzniosłe postulaty wygłaszane na tych imprezach? Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że nawoływania konferencyjne są dalej przenoszone przez czasopisma techniczne (nieliczne), to i tak jest to marny efekt informacyjny. Ilu bowiem ludzi czyta te czasopisma? Dla ogromnej większości te „naukowo-techniczne” działania nie mają żadnego znaczenia. Wystarczy zapytać kilka przypadkowych osób na ulicy, czy w ciągu ostatnich lat słyszeli coś o szczególnych inicjatywach Stowarzyszenia „Kominy Polskie” lub Korporacji Kominiarzy Polskich w sprawie zaczadzenia spalinami.

Pytam o to instalatorów gazowych kotłów centralnego ogrzewania i podgrzewaczy ciepłej wody użytkowej, a więc osoby z branży grzewczej (w domyśle również kominowej). Słyszę ciągle tę samą odpowiedź – „nie mam zielonego pojęcia…” – wzmocnioną miną z grymasem zaskoczenia. Wiele osób nie wie nawet, że takie organizacje istnieją w naszym kraju.

Jeśli więc nie dociera się skutecznie do ludzi z branży, nie można mieć nawet cienia nadziei, że wiadomości dochodzą do szerszych mas i odnoszą pozytywny skutek informacyjny i profilaktyczny. Potwierdzeniem tego stanu rzeczy są statystyki zatruć tlenkiem węgla, które zmieniają się w Polsce, niestety, na niekorzyść.

Nie ma też czego gratulować ww. organizacjom. Można jednak w tym miejscu wyrazić postulat, aby organizacje te, które przecież mogą zrobić wiele dla bezpieczeństwa obywateli i są też za to bezpieczeństwo odpowiedzialne, podjęły bardziej skuteczne metody realizacji celów, a nie ograniczały się do działań zmierzających do samozadowolenia pozornym działaniem i demonstrowania swojej bezskutecznej aktywności w wąskim gronie uczestników.

Jeden z pomysłów, wypisany dużymi literami, podałem wyżej. Inne rozwiązania na razie zachowam, by nie odbierać szansy kreatywnego działania ww. organizacjom. Oczywiście wszelkie prawa autorskie niezastrzeżone. Pozostaję jednak w nadziei, że wkrótce dowiem się o wielu trafnych i skutecznych pomysłach autorstwa KKP i S „KP”, poprawiających bezpieczeństwo użytkowania urządzeń grzewczych w kraju. Jednocześnie mam nadzieję, że nie spotka mnie rozczarowanie ze strony tych organizacji w postaci kolejnego niewydarzonego pomysłu, skierowanego przeciw nowoczesnym i bezpiecznym rozwiązaniom w technice kominowej.

dr inż. Jan Siedlaczek

Fot. 1. Aluminiowa wentylacyjna rura „spiro” w roli czopucha – po montażu (źródło: www.kominiarze.pl).
Fot. 2. Aluminiowa rura „spiro” po 1 roku eksploatacji, widok od zewnątrz.
Fot. 3. Aluminiowa rura „spiro” po 1 roku eksploatacji, widok od wewnątrz w powiększeniu. Jasne punkty to dziury.

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij