Uwaga! Jesteś w ukrytej kamerze, czyli kwiatki instalacyjne. „Cuda” w c.o.

Zdjęcia 1 i 2 zostały wykonane w „modernizowanym”   

Zobacz artykuł w wersji pdf

za pieniądze unijne pensjonacie, a konkretnie w toalecie ogólnodostępnej.
Grzejnik zawieszono prawdopodobnie nowy (choć widać rdzę przy podłączeniu z rurociągiem powrotnym, ale może jest to efekt nieszczelnego połączenia, co spowodowało wyciek zanieczyszczeń z istniejącej instalacji), nie kłopocząc się specjalnie wymianą rurociągów zasilających. Zajęto się też częściowo podejściem, które to należało dostosować do nowego odbiornika ciepła. Użyto w tym celu rury tworzywowe łączone mechanicznie. Z pełnym zaangażowaniem, choć bez krzty wyobraźni, zmontowano śliczny kompenstor typu „U” na gałązce powrotnej. Pozostała część instalacji wykonana jest z rur stalowych spawanych. Względy estetyczne są, co prawda, kwestią gustu, ale całość po prostu razi i dla mnie osobiście jest nie do przyjęcia. Uważam, że wszelkiego rodzaju instalacje, nie tylko sanitarne, winny przede wszystkim działać prawidłowo, powinny być jak najmniej widoczne i nie straszyć! Ciężko jest zrozumieć celowość takiego podłączenia grzejnika.
Czyżby zabrakło złączki przejściowej z gwintem prostym, a w zasięgu ręki były tylko kolana z gwintem? A może był to po prostu „szczwany plan” połączenia wszystkiego do „kupki”? A może zamierzony efekt artystyczny? Przecież wystarczyło poświęcić parę minut na pracę szarych komórek i wykonać podłączenie grzejnika, używając tych samych kształtek w innej kolejności, by podejście wyglądało bardziej cywilizowanie i „czysto”, np. poprzez montaż zaworu odcinającego zaraz za grzejnikiem. Pozostałe kształtki można by wykorzystać na zasileniu grzejnika, bo kolanko ocynkowane, nawet pomalowane, nadal jest kolankiem ocynkowanym i w instalacji ogrzewczej nie ma racji bytu w ogóle.

Kolejne dwa zdjęcia, 3 i 4, pochodzą z dwóch innych różnych pensjonatów, choć technika montażu wskazuje na jednego autora (coś na kształt ukrytej sygnatury na obrazie, widocznej tylko dla wtajemniczonych). Oba obiekty zostały  wykonywane od podstaw. Widać tu grzejniki aluminiowe członowe z pięknie zamocowanymi na sztorc głowicami. Nie widać jednak, że pod warstwą farby „ukrywają” się rurociągi miedziane, czyli ulubiony zestaw „fachowców” – całkiem dobrze pracujące ogniwo (tylko czy użytkownikowi o taki rodzaj pracy chodziło?), bo raczej o wkładce izolującej obydwa materiały (miedź i aluminium) „artysta” nie słyszał. Niestety jest to „standardowy” zestaw od czasu zaistnienia na rynku instalatorskim instalacji miedzianych – bezmyślne bezpośrednie łączenie aluminiowych grzejników z rurociągami miedzianymi. Problem poruszany był już przeze mnie wielokrotnie w „Magazynie Instalatora”. Powtórzę: „brak znajomości praw fizyki, ulubiony zestaw domorosłych hydraulików: miedziana rurka + aluminiowy grzejnik = akumulator”. Szkoda tylko, że przez kilkanaście ostatnich lat nikt na to nie zwraca uwagi, także jeśli chodzi o osoby odbierające takie prace, a przecież jedno z pytań na egzaminie na uprawnienia budowlane, w specjalności instalacji i sieci sanitarnych, brzmi: „czy można łączyć bezpośrednio miedź z aluminium?”. Tak więc osoby posiadające odpowiednie uprawnienia winny ten problem znać, ale jak widać po efektach na licznych budowach „jednym uchem wchodzi, drugim wręcz wylatuje”. Instalatorzy wciąż powielają złe wzorce. Oprócz zestawu materiałowego ciekawy jest również montaż zaworów i głowic termostatycznych – „na baczność”, głowicami termostatycznymi do góry. Jest to też często powielany błąd wykonawców – „nieczytanie instrukcji montażu” i brak zastanowienia się, jak urządzenia takie jak zawory termostatyczne i głowice pracują, o elementarnej znajomości fizyki nie wspominając. O estetyce wykonania lepiej nie mówić – nowe i „po wierzchu” nie powinno iść w parze.

Zdjęcia 5, 6 i 7 przedstawiają efekt modernizacji instalacji ogrzewczych w budynkach użyteczności publicznej, wykonanych, oczywiście, pod czujnym okiem, a może i dwoma, inspektora nadzoru inwestorskiego. Zdjęcie 5 wykonano w obiekcie, gdzie wymieniane miały być grzejniki wraz z podejściami. Co inwestor otrzymał – widać. Są to podejścia w rodzaju akrobacji połączonej z ekwilibrystyką bez zabezpieczeń, w technologii gwintowano-lutowanej, stalowo-miedzianej z „ocynkiem”. Inwestor zyskał za to na liczbie urządzeń i materiału poprzez liczną reprezentację kolanek. Jest także na czym „oko zawiesić” – potencjalny użytkownik nie będzie się nudził, a osoby sprzątające będą miały ciekawsze, bo mniej nużące, zajęcie. Myślę, że żaden projektant nie potrafiłby sobie nawet wyobrazić takiego połączenia, a taki instalator, proszę, wykonał coś takiego bez problemu. Należy jeszcze zwrócić uwagę na armaturę: otrzymała wielką szansę, by żyć i przyciągać wzrok swoją rozmaitością.

Zdjęcia 6 i 7 to dalszy ciąg akrobacji kolankowo-podejściowej (kolanka jak zawsze przyciągają wzrok). Na zdjęciu nr 6 z dodatkiem pikanterii, czyli zwisającym do dołu trzpieniem zaworu termostatycznego. Szkoda, że brakło głowicy – byłoby może nie lepiej, ale na pewno ciekawiej.

Reasumując dzisiejszy materiał, może „organy” rozdzielające środki finansowe winny się raz na jakiś czas przyjrzeć, na co tak naprawdę przeznaczane są „nasze” pieniądze, kto powyższe „arcydzieła” odbiera i dopuszcza do użytkowania, bo w rzeczywistości my wszyscy (podatnicy) za takie „zabawy” płacimy.

Maciej Sławuta

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij