Jak funkcjonuje rynek polskich kolektorów słonecznych? Schody do solarów

artykuł w wersji pdf pdfpdfpdf 

Kształtowanie rynku poprzez porównywanie oferowanych wyrobów, pokazywanie nowych rozwiązań technicznych i coraz to skuteczniejszych oraz bardziej sprawnych instalacji jest cechą bardzo pozytywną na każdych targach czy wystawach. Próbując, jako klient, zapoznać się z ofertą zakupu dostępnych kolektorów, jako potencjalny Kowalski, mam do dyspozycji następujące źródła informacji:

* internet,

* wystawy i targi,

* oferty handlowe w pismach,

* oferty w książkach telefonicznych,

* przekaz sąsiedzki,

* inne.

Należy wszakże zaznaczyć, że rozbieżności w zakresie zbierania danych są tak różne, że raczej trzeba posługiwać się wybiórczym osądem i bardzo wyważoną analizą ogólną rynku, uwzględniając szereg czynników dodatkowych, takich jak:

* lokalne trendy, np. akcja propagandowa wójta w gminie,

* dofinansowania i ich dostępność, np. NFOŚiGW,

* atrakcyjne oferty kredytowe i ich powszechna reklama,

* aktualne ceny nośników energii i ich podwyżki, np. energii elektrycznej.

Jak jednak rynek krajowych producentów reaguje na popyt? Podstawowym zmartwieniem jest i było znalezienie płaszczyzny porównywalnego startu. Podstawą takiej oceny był zawsze oferowany tzw. „standardowy zestaw solarny” złożony z 2 paneli o pow. łącznej ok. 4 m2, zasobnika (min. 250 dm3) oraz układu pompowego, układu sterowania, zespołu bezpieczeństwa, małego układu hydraulicznego i czynnika roboczego.

Ceny w dół Cena pierwszego zestawu, oferowana w 1998 r., wynosiła dla jednej z firm niemieckich ok. 26 tys. zł. Co ważne, wystawiona na targach zimowych (luty 1998 r.) oferta bez żadnej reklamy pozwoliła tej firmie sprzedać do początku czerwca 130 kompletnych instalacji. Był to wówczas niesamowity sukces, który świadczył o chłonności naszego rynku. Jednakże już w czerwcu, po dokonaniu wspólnej prezentacji, cena oferowanego produktu spadła z kwoty 26 tys. zł do poziomu ca. 14 tys. zł + VAT + koszty dodatkowe. Warto zaznaczyć, że duże niemieckie firmy od początku stosowały VAT 7% i utrzymywały go do samego końca obowiązywania tej stawki. Polskie firmy musiały jednak płacić 22%, czyli różnica na samym starcie była dość pokaźna i wynosiła 15%.

Od roku 1998 r. następowała bardzo powolna stabilizacja rynku, gdzie ceny za standardowy zestaw  spadały do poziomu:

* 1998 – 24-26 000 zł,

* 1999 – 18-22 000 zł,

* 2000 – 16-21 000 zł,

* 2001 – 14-19 000 zł,

* 2002 – 12-18 000 zł,

* 2003 – 10-17 000 zł,

* 2004 – 8-16 000 zł,

* 2005 – 7-15 000 zł,

* 2006 – 6-14 000 zł,

* 2007 – 5-13 000 zł,

* 2008 – 5-11 000 zł,

* 2009 – 5-10 000 zł,

* 2010 – 4-9000 zł,

* 2011 – 4-8000 zł.

Należy wyraźnie w tym miejscu podkreślić, że szczegóły przy zakupie są bardzo istotne w montażu instalacji słonecznych. Do takich detali należy np.

* koszt dostawy 200-400 zł,

* koszt montażu 800-2500 zł,

* wielkość standardowego układu hydraulicznego i rzeczywistego układu 1500 zł,

* rodzaj i typ pompy cyrkulacyjnej 200-800 zł,

* rodzaj i typ sterowania 150-800 zł,

* rodzaj izolacji 200-450 zł,

* utrudnienia 100-3000 zł,

* prace dodatkowe 100-2500 zł.

Tak wyżej wymienione czynniki wpływają na rzeczywiste koszty instalacji i konkurencyjność pomiędzy oferowanymi wyrobami.

Polski rynek dostawców kolektorów słonecznych jest zmienny i nie ma ugruntowanej wieloletniej tradycji, a działające firmy są stosunkowo nowe, poza nielicznymi wyjątkami. To, co jednak powinno bardzo wszystkich cieszyć, to rosnąca jakość i wysoka klasa oferowanych wyrobów. Widać bardzo wyraźny postęp technologiczny i zaawansowane zastosowanie nowych materiałów, znacznie wydłużających żywotność instalacji. Z drugiej strony nasuwa się jednak pytanie o uczciwość oferty handlowej. W tym miejscu chciałbym wrócić do tematu wyrobów wystawianych na rynku detalicznym. Przypominam sobie słynną sprzedaż kolektorów firmy X (nazwy nie wymieniam), która oferowała w Warszawskiej Arkadii zestaw standardowy 2 płaskich kolektorów z zasobnikiem 300 dm3 za kwotę 4999 zł. Mało tego, w ofercie zagwarantowany był kolektor z absorberem Tinox – objęty ochroną patentową. Po interwencji u wystawcy i w Departamencie Materiałów Budowlanych Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego natychmiast pojawiła się sprostowana oferta i wyeliminowano nieprawdziwe informacje. Ilu jednak klientów udało się wprowadzić w błąd, tego nikt nie liczył. Czy sytuacja ta może powtórzyć się z „kolektorami rurowymi”? W moim odczuciu na pewno tak. Jednakże należy wprowadzić dość istotną uwagę – demokratyczny rynek handlowy pozwala na sprzedaż kolektorów wykonanych we własnym garażu i wyklepanych tylko młotkiem – pod jednym warunkiem – z właściwym opisem jego wykonania i spełnienia wymogów bezpieczeństwa oraz obowiązujących norm.

Dopuszczenia i certyfikaty Jeśli chodzi o normy, to (przypominam na marginesie własny wkład i opracowanie pierwszej normy w tym zakresie od 1997 r. z udziałem i aktywną pomocą p. Schaizera, dyrektora Zespołu Elektryki Polskiego Komitetu Normalizacji, a obecnie wiceprezesa) od 2004 r. wszystkie stosowane na terenie Unii Europejskiej są obligatoryjne także w Polsce. Mało kto jednak pamięta o generalnej zasadzie postępowania i obowiązującej ustawie o normalizacji z 1993 r., która tak naprawdę zrobiła w tym temacie totalną rewolucję. Jest to jednak zagadnienie samo w sobie i wymaga oddzielnej analizy.

Wracając jednak do meritum, należy się odnieść do obowiązujących wymogów krajowych stosownych przez np. Bank Ochrony Środowiska lub Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Wymóg ten jest wyraźny i wskazuje na konieczność posiadania:

* certyfikatu Solar Keymark,

* gwarancji na wyrób 5 lat – niepogorszone warunki eksploatacyjne.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie drobne porównanie:

* kolektor polski – rurowy lub płaski,

* kolektor chiński – rurowy.

Dla kolektora chińskiego nie mamy na dzień dzisiejszy żadnych odnośników do rzeczywistych badań eksploatacyjnych. Warto dodać, że badania stanowiskowe były i są nadal prowadzone w Pracowni Słonecznej Polskiej Akademii Nauk w Instytucie Techniki Cieplnej przez dr. Ryszarda Wnuka. Jego ocena i porównanie wyników są bardzo dokładne, ale odnoszą się do badań laboratoryjnych, a nie stanowiskowych. Unia Europejska, szczególnie za sprawą Laboratorium Democritos w Grecji, wskazała na konieczność prowadzenia równoległych badań laboratoryjnych i stanowiskowych. Badania te wykazały, że sprawność i żywotność kolektorów określona w takich warunkach jest bardzo wiarygodna.

Jak zatem potencjalni klienci mają dokonywać wyboru kolektorów słonecznych? Czy kierować się ceną, czy jedynie jakością i gwarancją właściwej pracy i wskazywanych zysków energetycznych? Uważam, że w tym miejscu najlepiej przyjrzeć się temu, jak funkcjonuje rynek niemiecki. Jak to jest możliwe, że Niemcy poradziły sobie z tym problemem (w bardzo prosty sposób)? Dopuściły na swoim rynku wyroby z różnych krajów, wszakże pod jednym warunkiem – posiadania certyfikatu z terytorium własnego kraju, np. Laboratorium z Freiburga. Rzeczą oczywistą jest, że badania w laboratorium na terenie Grecji będą inne niż w laboratorium na Florydzie, ale też w minimalnym stopniu będą się różniły od badań w laboratorium w Austrii lub Danii. Taka postawa rządu niemieckiego wprowadziła właściwą postawę banków i jednostek kontrolujących rynek. Każdy wyrób, który pojawi się na rynku niemieckim, musi być odpowiednio przebadany.

Mając na uwadze nie bariery tworzone przez państwową biurokrację, ale tworzone formy ochrony rodzimej produkcji oraz uczciwość i konkurencyjność wyrobów firm zachodnich, uważam za konieczne wprowadzenie takiego oznaczenia i wymogu przez GINB.

Kolejną kwestią jest dawanie gwarancji na wyroby, która w przypadku dotacji 45% musi wynosić 5 lat. Zastanawiam się jednak nad faktem, jak banki udzielające kredytów na dofinansowanie na zakup kolektorów słonecznych, a szczególnie WFOŚiGW, przeoczyły istotny zapis z Kodeksu cywilnego Dz. U. nr 16 poz. 93 z 1964 r. z późn. zm. (zmiany w terminie gwarancji zmienione ustawą z 23.08.1996 r. Dz. U. nr 114 poz. 542), wskazujący na to, iż w polskim prawodawstwie obowiązuje jedynie gwarancja 12 miesięcy, a następnie okres tzw. rękojmi 3 lata. Nie ma zatem prawnej możliwości wprowadzania pojęcia, które jest sprzeczne z obowiązującym prawem. Żaden z producentów nie może sobie tworzyć własnego prawa i podawać własnych regulacji prawnych. W moim odczuciu gwarancja musi wynosić 12 miesięcy, a rękojmia zaś może być wydłużana na dowolny okres, ponieważ ustawodawca wprowadził minimalny okres 3 lat, ale nie wprowadził ograniczeń górnych. Wprowadzanie zatem na wyrobach chińskich napisu „gwarancja 10 lat” – przez firmę handlową, która funkcjonuje dopiero rok na rynku – jest co najmniej kuriozalne. Mówienie również o „gwarancji 10 lat*” i stosowanie odpowiedniej gwiazdki powoduje, że gwarancja odnosi się np. do wytrzymałości połączeń miedzianych w środku kolektora albo do wytrzymałości mechanicznej obudowy jednolitej kolektora. Stwierdzenia te są o tyle dobre, że uściślają wyraźnie oznaczenie i elementy podlegające ścisłej kontroli, ale nie mogą one być sprzeczne z obowiązującym prawem i wprowadzające klienta w błąd. Taki właśnie system najlepiej, wg mojej oceny, funkcjonuje w USA. Tam nie mówi się gwarancji wieloletniej, ale jedynie o miesięcznej, a co najwyżej rocznej. Jeżeli wyrób prawidłowo działa po zamontowaniu, to będzie działał przez najbliższe lata. Takie jest twierdzenie większości osób. Jednakże system tzw. Solar-Service jest nieporównywalny z żadnym innym.

Gwarancja i rękojmia Osoba albo firma, u której zamawiany jest kolektor, powinna być już „dozgonnym przyjacielem technicznym”. To z tą firmą lub z tą konkretną osobą prowadzone są zawsze rozmowy i to ona wszystko wykonuje i załatwia. W Polsce sytuacja jest zgoła dziwna. Kupuje się kolektory w firmie „X”, zamawia się wykonanie firmie „Y”, a osprzęt instalacyjny dostarcza firma „Z”. Na domiar złego, całą instalację składa się jako zestaw kilku producentów. Jak zatem można udzielić jednolitej gwarancji? W takim wypadku najlepiej właśnie funkcjonuje polskie prawodawstwo, które wyraźnie wskazuje na gwarancję producenta wynoszącą 12 miesięcy, np. na zbiornik i 3-letni okres rękojmi. Czy np. połączenie do zbiornika, z którego po 2 latach zaczyna kapać płyn, podlega takiej gwarancji? W moim odczuciu niestety nie. Gwarancja wynosiła 12 miesięcy. Rękojmia zaś odnosi się do całej instalacji i jak najbardziej taka instalacja jest nią objęta.

Jak odnieść te zagadnienia do ilości prognozowanych i sprzedanych kolektorów na naszym rynku? Prognozy wskazują, że obecnie na krajowym rynku może znaleźć zbyt ok. 120 tys. m2 kolektorów w skali roku 2011 (przyjmując, że sprzedano i zamontowano ok. 85 tys. kolektorów w roku 2010). Należy podkreślić, że cały program pomocowy na lata 2010-2013 pozwoli wdrożyć ok. 150 tys. m2 kolektorów słonecznych. Porównując inne kraje europejskie, nie jest to za wiele, ale mając na uwadze brak jakiejkolwiek pomocy (do roku 2010) ze strony UE, jest to krok milowy dla naszego kraju, a przede wszystkim dla świadomości Polaków w dążeniu do niezależności.

Bałagan w oznaczeniach Ostatnim problemem, jaki muszę poruszyć, jest brak w polskich przepisach wydzielonej grupy wyrobów obejmującej instalacje słoneczne w Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług (PKWiU) oraz oznaczeń Głównego Urzędu Statystycznego. Bałagan w tego typu oznaczeniach doprowadził do upadku wielu firm, które nie tylko nie mogły konkurować z zachodnimi wyrobami, ale przede wszystkim miały VAT 15% wyższy. Do tego należało doliczyć trudności prawne i specjalistyczną logistykę oraz zaplecze profesjonalnych prawników po stronie dużych koncernów. Te działania, dopóki nie zostaną ujednolicone, nie rokują poprawy naszego rynku i ochrony przede wszystkim polskiego konsumenta i inwestora (tak naprawdę zdanego na siebie, swoją wiedzę, którą może wspomagać właśnie poprzez studiowanie takiej literatury jak chociażby „Magazyn Instalatora”). Można mieć jednak nadzieję, że skoro pokonaliśmy tyle problemów do dnia dzisiejszego, to 3 problemy odnoszące się do:

* gwarancji,

* badań laboratoryjnych i certyfikacji,

* oznaczeń PKWiU – grupy wyrobów „instalacje słoneczne”,

zostaną pokonane w najbliższym czasie.

dr inż. Zbigniew Grzegorzewski

Kobiecie nie wolno pluć w twarz!!!  No chyba, że jej się wąsy palą.
Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij