Poczta „Magazynu Instalatora”. Głosy w sprawie „spiro”

artykuł w wersji pdf pdfpdf

Wreszcie ktoś jeszcze, oprócz kominiarzy, zauważył, że czopuch łączący urządzenie grzewcze z kominem jest częścią instalacji kominowej. 
Do tej pory wielu próbowało nas przekonywać, że odprowadzenie spalin jest częścią urządzenia grzewczego, 
niektórzy szli jeszcze dalej i mówili, że jest częścią instalacji gazowej. Tekst dr inż. Jana Siedlaczka pokazuje, że jest jednak inaczej, jak sądzę w oparciu o normę PN EN 1443:2005. Zgodni jesteśmy co do tego, że czopuch (łącznik) jest elementem komina. A zatem jako element komina zgodny z obowiązującymi przepisami i normami powinien być wykonany, między innymi, z materiału niepalnego, być drożny, szczelny na połączeniach i na całej długości, posiadać odpowiednią wytrzymałość itp. Tak więc zgadzam się z Panem dr. Siedlaczkiem, że rury spiro wykonane z folii aluminiowej o grubości 0,07 mm są nieodpowiednim materiałem na wykonywanie odprowadzenia spalin z urządzenia grzewczego do komina. Pewne zaniepokojenie wzbudziło we mnie sformułowanie użyte w tekście przez autora, że „od wielu lat przepisy prawne w Polsce zabraniają stosowania wentylacyjnych rur, zwijanych z taśm aluminiowych, tzw. rur „spiro”. Pomimo usilnych poszukiwań nie udało mi się znaleźć takowego przepisu, później zaś przyszła refleksja – to zapewne licentia poetica Autora, wszak obowiązujące przepisy precyzują, jak powinien wyglądać komin (lub jego fragment) oraz z jakiego materiału winien być on wykonany. Prawdę pisze Pan Siedlaczek, że drugą najczęstszą przyczyną zaczadzeń od urządzeń gazowych, po niesprawnej wentylacji w pomieszczeniach ze szczelnymi oknami, jest nieszczelny czopuch. Autor przywołuje na poparcie tej tezy „Czarny Raport” sporządzony przez Stowarzyszenie „Kominy Polskie” wespół z Korporacją Kominiarzy Polskich i zamieszczony na ich stronie internetowej. Zapewne dla podniesienia dramaturgii tekstu Autor zamieszcza fotografie rur „spiro”, wykonane przez kominiarzy – członków Korporacji. Tak więc tu chyba raczej jako pomyłkę Autora, spowodowaną emocjami, należy przyjąć stwierdzenie: „z dużym zaskoczeniem obserwuje się, że Korporacja Kominiarzy Polskich od lat nie dostrzega tego problemu…”. Dobrym obyczajem prasy fachowej jest, że zamieszcza nie tylko teksty fachowe (ściśle techniczne), ale również teksty innej wagi i autoramentu. Ten fakt jednak nie zwalnia ich Autorów z zachowania bodaj pozorów rzetelności, nie znaczy to wcale, że posądzam Pana Siedlaczka o jej brak. Być może to ja nie jestem zbyt aktywnym członkiem Korporacji Kominiarzy Polskich i przez to nie wiem, że zamiast członkostwa w stowarzyszeniu zawodowym jestem członkiem „organizacji, w świetle obowiązującego prawa w Polsce, ponoszącej odpowiedzialność za wszystkie wypadki zatruć i śmiertelnych zejść z powodu stosowania rur „spiro” jako rur spalinowych…”, jak twierdzi w swoim tekście Pan Siedlaczek. Zaniepokojony tym podejrzeniem, rozpytałem wielu moich znajomych kominiarzy, czy zajmują się montażem aluminiowych rur „spiro” jako czopuchów do gazowych urządzeń grzewczych. Jestem uspokojony – otrzymałem 100% odpowiedzi – tym zajmują się instalatorzy tych urządzeń, a nie kominiarze. Tak więc Pan dr inż. Jan Siedlaczek albo został wprowadzony w błąd w trakcie zbierania materiału do artykułu, albo też powodowany emocjami publicysty popełnił już nie tylko licentia poetica, ale najzwyklejszy błąd – bo nadal o brak rzetelności i uczciwości Pana Siedlaczka nie podejrzewam. W pełni zgadzam się z Panem Siedlaczkiem co do tego, żeby na każdej dostępnej w handlu aluminiowej rurze „spiro” znalazło się ostrzeżenie wypisane wielkimi i wytłuszczonymi literami „ZABRONIONE JEST STOSOWANIE TYCH RUR DO ODPROWADZANIA SPALIN POD GROŹBĄ ŚMIERTELNEGO ZACZADZENIA”. Ta moja zgoda nie jest jednak równoznaczna ze zgodą na kolejny błąd popełniony w tekście przez Pana Siedlaczka. Pisze on, że „Stowarzyszenie Kominy Polskie zrzesza producentów rur „spiro”. Ma tym samym obowiązek prawny pilnowania, by nie stosować ich jako rur spalinowych.” Przekonany o tym, że w Polsce nie ma tajnych stowarzyszeń, podjąłem działania w celu ujawnienia członków stowarzyszenia Kominy Polskie. Po wejściu na właściwą stronę internetową, gdzie wymienieni są wszyscy członkowie Stowarzyszenia, upewniłem się, że żaden z członków stowarzyszenia nie produkuje i nie ma w swojej ofercie handlowej aluminiowych rur „spiro” przeznaczonych do odprowadzania spalin z urządzeń gazowych. Jako odwieczny niedowiarek pozwoliłem sobie przepytać na tę okoliczność prezesa Stowarzyszenia i tu uzyskałem informację, że w Stowarzyszeniu dwóch jego członków produkuje aluminiowe rury „spiro” przeznaczone do wentylacji, co zresztą jest wyraźnie zaznaczone na etykiecie produktu. Tak więc spalinowe rury „spiro” wykonane z aluminium są nie tylko niebezpieczne, ale wręcz groźne – tu jestem zgodny całkowicie z Panem dr. inż. Siedlaczkiem. Prawdą jest, że wszelkiego rodzaju konferencje poświęcone bezpiecznym technikom wentylacji, odprowadzeniu spalin i skutecznej ochrony przeciwpożarowej mają niewielki zasięg. Szkoda że ich treść nie trafia do 38 milionów obywateli. Konferencje adresowane są do ludzi z branży – specjalistów i trudno jest winić ich organizatorów za niechęć „specjalistów” do brania w nich udziału. Tu sprawdza się powiedzenie – jaki „specjalista”, taki pęd do wiedzy. Mimo wszystko cieszę się, że Pan dr inż. Jan Siedlaczek zauważa i nazywa problem, dołączając tym samym do grona ludzi zaniepokojonych pogarszaniem się poziomu bezpieczeństwa obywateli, poprzez wprowadzanie, przez instalatorów urządzeń grzewczych, na rynek wyrobów stanowiących zagrożenie w trakcie użytkowania. Na zakończenie chciałbym podkreślić, że pomyłki i błędy zauważone przeze mnie w artykule kładę raczej na karb niedostatecznej wiedzy i doświadczenia Autora niż celowej nierzetelności i nieuczciwości przy jego tworzeniu. Bo gdyby jednak przyjąć, że działanie to było zamierzone, to kierując się logiką Autora, należałoby stwierdzić, że za wszystkie wypadki drogowe spowodowane po pijanemu przez zmotoryzowanych winę ponoszą producenci i sprzedawcy alkoholu.

Jan Budzynowski


Szanowna Redakcjo,

Dziękuję za przesłanie repliki pana Jana Budzynowskiego, jaką był uprzejmy napisać na zamieszczony w „MI” 1/2012 mój artykuł pt. „Spiro” – (bez)szczelna rura spalinowa. To wyjątkowe wydarzenie. Po wielu latach zachęty z mojej strony Pan Jan Budzynowski, wiceprzewodniczący Korporacji Kominiarzy Polskich, zechciał zabrać głos w sprawie poruszanych nieprawidłowości w dziedzinie kominów spalinowych, z jakimi spotykamy się na co dzień. W takich przypadkach moja babcia mawiała: „trzeba to zapisać czarną kredą w kominie”. Ja jednak wyłożę rzecz czarno na białym.

Miałem okazję czytać już wiele replik Pana Jana Budzynowskiego na artykuły innych autorów. Z przykrością muszę zauważyć, że są one zawsze pisane z poczuciem własnej winy i usilnej, raczej nieudolnej, obrony oraz przy jednoczesnej arogancji i przemożnej chęci poniżenia autora. Niestety tym razem jest podobnie.

Panie Janie, liczyłem na to, że zrozumie Pan przesłanie mojego artykułu i przyjmie Pan pewne ważne argumenty jako korektę kierunków Pana zawodowego działania. Chciałbym, aby Główny Kominiarz RP był osobistością, powszechnie uznawanym Autorytetem. Działa Pan w obszarze publicznym, ważnym dla milionów osób, gdzie obwiązują ustalone zasady prawne i nie wolno Panu popełniać tak karygodnych błędów oraz zaniechań. Obaj wiemy, że niektóre Pana inicjatywy były z gruntu chybione (np. Pana badania „naukowe”), a niektórych ciągle brakuje. Trzeba to naprawić.

Teraz wypadałoby wytknąć Panu wszystkie nieprawidłowości, błędy i nieeleganckie sformułowania, jakie wypisał Pan w replice. Obawiam się jednak, że przyjmie Pan to jako kolejny atak na Pana. Niezależnie od tego, jak Pan odbierze moje uwagi, w interesie Czytelników jestem zobowiązany do merytorycznej odpowiedzi. Jest wiele do sprostowania.

Zauważył Pan, że dołączyłem „do osób troszczących się o bezpieczeństwo gazowych urządzeń grzewczych”. Dlaczego dopiero teraz Pan to zauważył? Od lat zachęcam Pana do „szczerej dyskusji”, którą Pan kilka lat temu proponował i której nie chciał Pan ze mną podjąć. Tu może mógłbym mieć nadzieję, że to Pan dołączył wreszcie do osób troszczących się o bezpieczeństwo użytkowników gazowych urządzeń grzewczych. Przyszłość pokaże.

Czopuch jest częścią instalacji kominowej, jak Pan podkreśla, ale jest również częścią urządzenia grzewczego i częścią instalacji gazowej – co Pan neguje i tę negację próbuje mi Pan wmówić. Proszę zapoznać się bliżej z Rozporządzeniem Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, Dziennik Ustaw nr 75, 2002 r, poz. 690. Tam znajdzie Pan odpowiednie definicje i przepisy.

Podważa Pan moje stwierdzenie, że; „od wielu lat przepisy prawne w Polsce zabraniają stosowania wentylacyjnych rur, zwijanych z taśm aluminiowych, tzw. rur spiro”. Tendencyjnie pominął Pan dalszą część zdania, zmieniając tym samym jego sens. A brzmi ona: „…, do odprowadzania spalin z gazowych i innych urządzeń grzewczych.” Czyni mi Pan zarzut po tym, jak zmanipulował moją wypowiedź. Brnie Pan dalej, próbując podeprzeć się brakiem odnośnych przepisów, „mimo usilnych poszukiwań”, co ma dodatkowo ośmieszyć moją wypowiedź. Nie zbuduje Pan własnego autorytetu manipulacjami, chęcią ośmieszenia innych i wprowadzaniem w błąd Czytelników.

Jeśli uważa Pan, że aluminiowe rury „spiro” nadają się do odprowadzania spalin, a taki wniosek da się wysnuć z Pana wypowiedzi, to proszę spróbować uzyskać na te rury atest dopuszczający je do obrotu handlowego jako rury spalinowe. Przekona się Pan wówczas, bez „usilnych poszukiwań” i obsesyjnych refleksji, że istnieją odpowiednie przepisy, które zabraniają stosowania tych rur jako spalinowych.

W dalszej części rozpisuje się Pan na temat rur „spiro”, przypisując mi i redakcjom różne zarzuty. Gdzieś już wcześniej czytałem Pana podobne filozoficzne myśli. Tym razem nie dopasował Pan obelg dostatecznie precyzyjnie. Zgodnie ze swoim zwyczajem, ponownie próbuje Pan manipulować moim tekstem. Wmawia Pan Czytelnikowi, że obwiniam kominiarzy o montaż rur „spiro”. I oznajmia Pan entuzjastycznie, cyt: „Jestem uspokojony – 100% odpowiedzi – tym zajmują się instalatorzy tych urządzeń, a nie kominiarze.” Przerażające stwierdzenie!

Uważa Pan, że nie ma problemu, ponieważ to nie kominiarz zamontował rurę „spiro” w roli czopucha, a zrobił to kto inny. Przy takim Pana rozumieniu tego problemu trudno będzie oczekiwać zmian na lepsze pod Pana kierownictwem w organizacji Korporacja Kominiarzy Polskich. Jeśli kominiarz odpowiedzialny za bezpieczne funkcjonowanie komina toleruje rury „spiro”, a taka jest powszechna praktyka w naszym kraju i ten problem podnosiłem w artykule, to kto inny ma o to zadbać? Ma Pan rację pisząc, cyt.: „Być może to ja nie jestem zbyt aktywnym członkiem Korporacji Kominiarzy Polskich…”. W dalszej części zdania też ma Pan rację.

Z czystej uprzejmości i życzliwości podpowiem Panu kolejny oczywisty pomysł. Zamiast buntować się i innych przeciwko nowoczesnym systemom powietrzno-spalinowym z tworzyw sztucznych do kotłów kondensacyjnych, dopuszczonych i legalnych w Polsce, powinien Pan, z racji zajmowanego stanowiska w kominiarskiej organizacji, mobilizować kolegów kominiarzy do eliminowania zabronionych i niebezpiecznych aluminiowych rur „spiro”, stosowanych od lat i ciągle jeszcze instalowanych jako rury spalinowe. Proszę tę radę potraktować jako apel do Pana sumienia.

Zachęcałem Pana do rozmowy na temat bezpieczeństwa użytkowania gazowych urządzeń grzewczych, zgodnie z Pana apelem „szczerej rozmowy”, licząc na merytoryczną i rozumną rozmowę. Cała Pana wypowiedź nie spełnia tych warunków, a fragment końcowy stawia Pana w bardzo ponurym świetle. W ostatnim zdaniu, jak i wcześniej, miesza Pan pojęcia. Za pijanego kierowcę nie odpowiada producent i sprzedawca alkoholu, ale za dziurę w asfalcie odpowiada zarząd dróg, podobnie jak i za dziurę w kominie odpowiada kominiarz i zarząd kominiarzy. Dostrzega Pan podstawowe różnice?

Rozumowanie przez analogię jest jednym z prostszych sposobów rozumowania, jednak wymaga pewnego poziomu intelektualnego. Ja dokonuję porównań merytorycznych, Pan próbuje porównywać meritum do skłonności ludzkich. Być może są one Panu bliższe.

Jan Siedlaczek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij