Poczta „Magazynu Instalatora”. Sposób na sadzę (w kominie)

   artykuł w wersji pdf pdfpdfpdf

i tworząc stosunkowo twardą warstwę odporną na ścieranie.
Eksperci twierdzą, że aby nie dopuścić do tworzenia się tej sadzy,należy stosować do opalania drewno z drzew liściastych, o małej wilgotności, wysezonowane 2-3 lata. Jest to prawda, jednak w praktyce wiele osób kupuje drewno na składach opałowych, gdzie jego sezonowanie nie przekracza jednego roku. Wilgotność tego drewna jest daleka od wzorcowej i przekracza znacznie normę. Stwierdziłem, że wyczyszczenie komina z tego typu sadzy na dzień dzisiejszy odbywa się poprzez wypalanie etapami. Jest to metoda stosowana przez kominiarzy, ponieważ nie ma innych skutecznych metod. Próby wypalania są podejmowane niechętnie i na ryzyko użytkownika, gdyż wiążą się z możliwością zniszczenia komina lub naruszenia jego konstrukcji. Jest to związane z wysoką temperaturą występującą podczas tego procesu (1200oC), a co za tym idzie – możliwością rozwarstwienia komina. Przeprowadziłem wywiad z wieloma znajomymi, którzy posiadają różne źródła ciepła opalane paliwami stałymi, na temat sadzy w ich kominach i jak sobie z tym radzą. Doszedłem do następujących wniosków:

1. Niebezpieczny rodzaj sadzy tworzy się w kominach odprowadzających spaliny z urządzeń opalanych drewnem, do których zaliczam między innymi kominki.

2. W praktyce stosowanie drewna wysezonowanego oddala omawiany problem, ale go nie eliminuje. Wcześniej czy później nas dopadnie. Ten problem dotknął również mnie, ponieważ po 3 latach od uruchomienia kominka komin całkowicie się zatkał takim właśnie typem sadzy. Komin posiada wymiary wewnętrzne 14 cm x 30 cm. Analiza przypadku komina w moim domu pozwala mi wysnuć następujące wnioski:

1. Szczególnie podatne na osadzanie sadzy są kominy mało ocieplone (zimne).

2. Strefą w kominie podatną na osadzanie się sadzy i tworzenie zatorów jest odcinek między częścią ocieploną (kondygnacja zamieszkała) a strychem (część zimna komina), rys. 1.

Aby złagodzić to zjawisko, należy komin ocieplić na strychu. Sadzę tę można opisać jako mieszaninę sadzy pylistej i lepiszcza o konsystencji od mazi do formy zestalonej w postaci brył znacznej twardości, wymiarów dochodzących do 10 cm, fot. 1. Proces zatykania komina zaczyna się od oblepiania ścianek mazią, która po dłuższym czasie użytkowania tworzy narosty, szczególnie w miejscach zmian temperatur komina z cieplejszego na zimny. Następnie po pewnym czasie narosty odrywają się od ścianek i w postaci brył spadają do wyczystki na dnie komina. Jeśli bryły są duże i na swojej drodze napotkają zwężenie otworu kominowego, spowodowane obrastaniem przez sadzę, może nastąpić całkowite zatkanie komina. W przypadku mojego komina nastąpiło to zjawisko, czego skutkiem było cofanie się spalin do pomieszczenia. Praktycznie rozpoznanie etapu poprzedzającego całkowitą niedrożność komina polega na wyczuciu zapachu w pomieszczeniu, gdzie znajduje się kominek. Kiedy wyczuwamy swąd spalenizny pomieszany z zapachem palącej się smoły, to znaczy, że należy komin bezwzględnie wyczyścić. Teraz przejdę do opisu metody, którą zastosowałem, aby pozbyć się nieproszonego intruza w postaci sadzy. Pragnę zaznaczyć, że metodę zastosowałem do komina wykonanego w sposób tradycyjny, to znaczy z cegły pełnej, łączonej zaprawą wapienno-cementową, i wyrapowanego od wewnątrz. Komin liczy sobie 90 lat. Moim zdaniem metodę można stosować do innych typów kominów. Po pierwsze z zatorem w kominie poradziłem sobie bezproblemowo, rozbijając go uderzeniami żerdzi wsuniętej od góry komina. Żerdź wykonałem z odcinków rury o długości 150 do 200 cm i średnicy 3/4 cala. Średnica rury została dobrana nieprzypadkowo, ponieważ rura o mniejszej średnicy, np. 1/2 cala, była zbyt wiotka przy tej długości (6 m), a rura o średnicy 1 cala – zbyt ciężka. Odcinki rur były zakończone gwintem calowym rurowym i połączone ze sobą złączkami gwintowanymi (mufa). Żerdź została specjalnie podzielona na krótkie odcinki, aby łatwiej było nią manewrować na dachu. Przy znacznej wysokości komina postawienie odcinka rury o długości przekraczającej 5 m w pozycji pionowej, a następnie wsunięcie do otworu kominowego, mogłoby nastręczać wiele trudności. Pozostał problem oczyszczenia ścianek przewodu kominowego z grubej warstwy sadzy. Wykluczyłem metodę wypalania ze względu na znaczny wiek komina, a co za tym idzie obawę przed zniszczeniem. Próba zeskrobania sadzy poprzez wpuszczenie kuli ze szczotką i parokrotne przeciąganie wewnątrz komina nie dała zadowalającego efektu. Po pierwsze sadza okazała się tak twarda, że szczotka ślizgała się po niej, a po drugie nie była w stanie wymieść naroży otworu z uwagi na kołowy kształt. Zdawałem sobie sprawę, że pozostawienie komina w takim stanie może w przyszłości skutkować niekontrolowanym zapłonem sadzy. Jeśli jest problem, należy go rozwiązać. Opracowałem narzędzia do usunięcia sadzy. Nie jestem pewien, czy ta metoda jest już stosowana przez profesjonalistów, ponieważ nie prowadziłem na ten temat badań. Gdyby nawet była znana, to i tak osoby, które przeczytają artykuł, a będą miały podobny problem, może zechcą skorzystać z moich doświadczeń. Stwierdziłem, że skoro wypalanie jest niebezpieczne, a metoda tradycyjna nieskuteczna, należy zeskrobać sadzę mechanicznie. Zaprojektowałem i wykonałem głowice czyszczące mocowane do wcześniej wykonanej żerdzi. Głowice zaopatrzyłem w skrobaki nastawne, dopasowane do kształtu ścianek otworu kominowego. Doszedłem do wniosku, że nie mogę wyczyścić za jednym przesunięciem głowicy wszystkich ścianek komina z uwagi na mogące wystąpić po drodze występy i nierówności. Dlatego wykonałem dwie głowice, jedną do dłuższych boków (fot. 2), a drugą do krótszych (fot. 3). Zachowując koncepcję konstrukcyjną głowic można wykonać skrobaki przystosowane do przewodów kominowych o przekroju kołowym. Podczas praktycznej próby zeskrobania sadzy założenie okazało się w pełni uzasadnione. Próba powiodła się znakomicie. Głowice, ku mojemu zaskoczeniu, poradziły sobie z uciążliwą sadzą. W ciągu 15 minut komin o długości czynnej 5 m (odległość pomiędzy wejściem czopucha do komina a czapką komina) został wyczyszczony. Aby być pewnym, że w kominie nie ma sadzy, ponownie wsunąłem głowice, zwiększając rozstaw między skrobakami. Podczas przesuwania po ściankach głowicy słychać było odgłos ocierania się skrobaków o tynk. To świadczyło o braku sadzy w kominie. Efektem tego doświadczenia było wydobycie sadzy w ilości 4 metalowych wiader. Można zadać pytanie. Co z sadzą, która pozostała w uskokach i większych nierównościach? Myślę, że tak małe ilości nie stanowią zagrożenia, ponieważ nawet w momencie zapalenia nie są w stanie wytworzyć wysokiej temperatury, jak również oddzielone czystymi powierzchniami nie mogą przenieść zapłonu.

Korzystając z gościnności, na łamach „Magazynu Instalatora”, chciałbym poruszyć temat pośrednio związany z omawianym problemem, a mianowicie wpływ tego rodzaju sadzy na nasady kominowe, urządzenia coraz częściej stosowane przez świadomych użytkowników. Zachęcam do stosowania nasad kominowych, popularnie zwanych „kogutami”. Mają one duży wpływ na poprawę ciągu kominowego, poprzez zjawisko eżekcji, oraz zabezpieczają komin przed wdmuchiwaniem powietrza do wewnątrz, a także chronią przed opadami atmosferycznymi. Firmy produkujące nasady do przewodów spalinowych i dymowych dopuszczają stosowanie nasad tylko na łożyskach ślizgowych nieosłoniętych. I w tym jest problem, ponieważ w trakcie użytkowania wcześniej omówiona sadza oblepia łożyska, powodując unieruchomienie nasady, co w konsekwencji prowadzi nawet do wstecznego ciągu przy zmianie kierunku wiatru. To zjawisko dotknęło również mój komin zaopatrzony w nasadę. Co dwa miesiące trzykrotnie zmuszony byłem wychodzić na dach, by poruszyć nasadę kominową zablokowaną przez sadzę. Ale i na to mam dobrą i sprawdzoną radę. Należy dość obficie posmarować łożyska smarem odpornym na wyższe temperatury, a następnie osłonić zespół łożysk kasetą wykonaną z blachy ocynkowanej lub nierdzewnej. Modernizacja była testowana w ciągu 2 lat przy intensywnym użytkowaniu kominka (ogrzewanie domu przez cały sezon) z powodzeniem. Mam nadzieję, że moje porady przydadzą się użytkownikom mającym podobne problemy związane z eksploatacją urządzeń grzewczych.

January Daniłoś


Ad Vocem… W odpowiedzi na pytanie postawione przez Autora można stwierdzić, że poruszany problem kominów na paliwa stałe jest problemem bardzo poważnym i w związku z tym Ustawodawca w Rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 07.06.2010 r. „W sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów” (Dz. U. z 2010 r., nr 109, poz. 719) w rozdziale 7 § 34.1., dotyczącym usuwania zanieczyszczeń przewodów dymowych (przewodów odprowadzających spaliny z urządzeń opalanych paliwami stałymi – drewno), w p. 2 nakłada obowiązek na okresowe czyszczenie tych przewodów co najmniej raz na 3 miesiące w okresie eksploatacji. Czynności czyszczenia, zgodnie z § 34.3, powinna wykonywać „osoba posiadająca kwalifikacje kominiarskie”. Niemniej jednak, jak pokazuje życie, prawo to nie jest przestrzegane w stosunku do urządzeń grzewczych na paliwa stałe. Jest to powodem wielu nieszczęśliwych wypadków, w tym bardzo często pożarów odkominowych lub zaczadzeń. Na zdjęciu pokazano skutek braku przeglądów i czyszczeń kominów. Problem, z jakim spotkał się Autor, był skutkiem tego, że jak sam pisze – przez 3 lata nie były dokonywane wymagane ww. rozporządzeniem przeglądy i czyszczenia komina. Innym zagadnieniem jest problem ocieplenia komina na całej jego długości. Na rysunku przedstawionym przez Autora widać, że komin na nieogrzewanym poddaszu nie był odpowiednio ocieplony (zaizolowany termicznie).

Zbigniew A. Tałach, Stowarzyszenie Naukowo-Techniczne Inżynierów i Techników Przemysłu Naftowego i Gazowniczego


Sadza w kominie to odwieczny problem użytkowników używających różnych urządzeń grzewczych zasilanych różnymi rodzajami paliw. Sadza powstaje jako produkt uboczny spalania i najogólniej można określić dwa rodzaje sadzy: sadza pylista (w zależności od ilości węgla w swoim składzie – o barwie od szarej aż do czarnej) oraz sadza smolista (w zależności od ilości płynnych składników mająca konsystencję od mazi aż do twardej szklistej smoły). Pan J. Daniłoś przeprowadził „stańczykowskie” badanie, które doprowadziło go do wniosku, że przyczyną powstawania sadzy smolistej jest używanie jako opału mokrego drewna i odprowadzanie spalin nieocieplonym kominem. Niestety nie jest to do końca prawdą. W celu przybliżenia tematu konieczne są pewne uproszczenia i tak, bez szczegółowego omawiania procesu spalania, należy stwierdzić, że im lepsze spalanie, tym mniejsze ilości sadzy osiadające na ściankach komina. Wpływ na jakość spalania mają przede wszystkim: rodzaj paleniska, dobór czopucha i komina odpowiedniego do paleniska, kształt i wielkość przekroju poprzecznego komina, jego wysokość, doprowadzenie odpowiedniej ilości powietrza do spalania, regularne czyszczenie komina, łącznika z kominem i paleniska, a dopiero jako jedna z ostatnich przyczyn – nieocieplone (za cienkie) ścianki komina. Tak więc zanim podejmie się działania w celu zainstalowania (skonstruowania) systemu grzewczego, dobrze jest zasięgnąć opinii kominiarza. Między bajki należy włożyć stwierdzenie, że sadza smolista powstaje w wyniku używania jako opału mokrego drewna. Gdyby to było prawdą, to rodzi się pytanie, skąd bierze się sadza smolista w kominach od urządzeń opalanych tylko węglem? Dym z urządzeń grzewczych opalanych paliwem stałym przesuwa się od paleniska do wylotu komina ruchem spiralnym, zatem najlepszym przekrojem poprzecznym komina jest przekrój kołowy, później przekrój kwadratowy, natomiast przekrój prostokątny jest przekrojem najgorszym. Ograniczenie pola przekroju komina (sadza) powoduje zmniejszenie ciągu i tym samym gorsze spalanie – warstwa sadzy o grubości 1 cm zmniejsza np. pole przekroju o typowych wymiarach 0,14 x 0,14 m2 aż o ok. 30%. Zbyt mała ilość tlenu dostarczona do spalania powoduje powstanie w palenisku procesu pirolizy i tu za Wikipedią zacytuję: „Piroliza (inaczej sucha destylacja lub destylacja rozkładowa) to rozkład biomasy lub też innego paliwa stałego, w tym i drewna, pod wpływem dostarczonego ciepła przy znacznym niedomiarze powietrza (tlenu). Piroliza zachodzi w temperaturze 200-600°C przy bardzo małym dostępie tlenu, w jej trakcie następuje wyodrębnienie z paliwa lotnych składników (drewno zawiera ich nawet 80%). W trakcie pirolizy z drewna powstaje węgiel drzewny, palny gaz oraz smoła”. Kończąc powierzchowną z konieczności informację, przechodzę do konkluzji: lepiej jest zapobiegać (usuwać przyczynę) niż usuwać skutki niewłaściwego doboru i niewłaściwej eksploatacji urządzeń grzewczych. Na koniec skomplementuję narzędzie skonstruowane przez pana Daniłosia – jest to kompilacja skrobaków do usuwania smoły, znanych kominiarzom od pokoleń i jeszcze dzisiaj używanych, nie tylko w Polsce (na kanale Discovery w listopadzie 2011 r. prezentowany był film o amerykańskich kominiarzach posługujących się zestawem skrobaków i drążków skręcanych przy usuwaniu smoły z komina). Inną metodą usuwania smoły jest wypalanie od góry z pomocą specjalnych palników opuszczanych na łańcuchu, a najnowocześniejszym sposobem jest frezowanie kominów za pomocą specjalistycznych narzędzi – dzisiaj w Polsce już kilkanaście zakładów kominiarskich dysponuje maszynami do frezowania kominów. Frezowanie jest metodą najlepszą, ponieważ nie tylko, że usuwa warstwę smoły, ale również nadaje przekrojowi komina optymalny kształt kołowy.

Jan Budzynowski, Korporacja Kominiarzy Polskich

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij