Czym grzać? Oto jest pytanie… Nośniki ciepła. Polemiki i repliki…

Szanowna Redakcjo!

Bardzo dużo domów ogrzewanych jest paliwem stałym. Można stwierdzić, że swego rodzaju modą stało się opalanie tzw. ekogroszkiem. Nazwa ewidentnie wskazuje na ekologiczne paliwo, które z pewnością przyczynia do zmniejszenia zanieczyszczenia atmosfery.
Niestety, okazuje się, że „ekogroszek” to po prostu węgiel kamienny sprzedawany w postaci granulek.

Na rynku konkurują ze sobą trzy podstawowe paliwa:  gaz (ziemny lub płynny), olej opałowy i węgiel. Niewątpliwie najbardziej wygodnym paliwem będzie takie, które może być wykorzystywane przez kocioł bez udziału użytkownika, czyli bezobsługowo. Warunek bezobsługowości zawsze spełni gaz ziemny.

Prawidłowo dobrany kocioł (najbardziej ekonomiczny będzie nowoczesny kocioł kondensacyjny) po ustawieniu wszystkich parametrów pracy będzie wymagał jedynie uiszczania opłat za zużyty gaz ziemny. Oczywiście, podobnie jak przy każdego rodzaju urządzeniu grzewczym, użytkownik musi pamiętać o corocznych przeglądach kotła, a także całej instalacji grzewczej. Poza tym obsługa kotłowni ograniczy się tylko do ewentualnych korekt temperatury w pomieszczeniu bezpośrednio na regulatorze kotła lub poprzez moduł zdalnego sterowania, umieszczony np. w salonie. W mniej komfortowej sytuacji będą osoby, których dom znajduje się na terenach pozbawionych sieci gazowniczej, ale i tu jest możliwe w miarę bezobsługowe rozwiązanie: opalanie gazem płynnym lub olejem opałowym. Jedno i drugie paliwo wymaga zbiornika do magazynowania.

Firmy dystrybuujące gaz płynny oferują montowane na zewnątrz zbiorniki gazu płynnego różnych wielkości, natomiast olej opałowy zwykle magazynowany jest w zbiornikach montowanych wewnątrz budynku. W porównaniu do obsługi instalacji zasilanej gazem ziemnym użytkownik dodatkowo będzie musiał pamiętać o uzupełnianiu zapasów paliwa – w zależności od wielkości zbiornika i zużycia gazu lub opału. „Reszta” procesu ogrzewania budynku i podgrzewu ciepłej wody użytkowej odbędzie się automatycznie.

Rys. 1. Emisja produktów spalania paliw powstała po uzyskaniu 1 kWh energii cieplnej (z uwzględnieniem sprawności kotła).

 

Analiza czynności

Mimo że większość z nas lubi wygodę, w praktyce natrafiamy na bardzo dużo domów ogrzewanych paliwem stałym. Można stwierdzić, że swego rodzaju modą stało się opalanie tzw. ekogroszkiem. Nazwa ewidentnie wskazuje na ekologiczne paliwo, które z pewnością przyczynia do zmniejszenia zanieczyszczenia atmosfery. Niestety, okazuje się, że „ekogroszek” to po prostu węgiel kamienny sprzedawany w postaci granulek. Producenci i sprzedawcy kotłów na ekogroszek twierdzą, że są to urządzenia prawie bezobsługowe.

Rys. 2. Emisja produktów spalania paliw powstała po spaleniu jednostki paliwa.

Przeanalizujmy, jakie czynności musimy wykonywać, mając taki kocioł. Mimo iż kotły na ekogroszek wyposażone są w zasobnik paliwa i automatyczny podajnik, użytkownik musi magazynować ekogroszek, który jest oferowany w workach po 25 kg lub 30 kg sprzedawanych na sztuki lub w paletach. Konieczne jest więc pomieszczenie magazynowe. Kotły posiadają palnik nadmuchowy, który może modulować moc urządzenia lub wygasić kocioł, jeśli spadnie zapotrzebowanie, ale zapalenie ekogroszku musi być dokonane ręcznie przez użytkownika. Na forach internetowych można przeczytać setki opinii niezadowolonych użytkowników kotłów na ekogroszek, którzy opisują swoje problemy z zapłonem.

Rys. 3. Emisja produktów spalania paliw powstała przy podgrzaniu 100 litrów wody o 40oC (np. z 10oC do 50oC).

Sposoby zapalania są różne: najczęściej użycie podpałki, ale w skrajnych sytuacjach uciekano się nawet do palnika gazowego. Istotną, z punktu widzenia obsługi, jest potrzeba przynajmniej cotygodniowego wygaszania kotła i oczyszczania retortu i komory spalania z zanieczyszczeń i konieczność opróżniania kotła z popiołu, który musimy utylizować. Czynności te są zawsze źródłem kurzu i pyłu, który przenosi się na całe pomieszczenie z kotłem. Oczyszczenie komory spalania z sadzy nie należy do łatwych, a tym bardziej przyjemnych czynności. Niestety, jako posiadacze kotła na ekogroszek, musimy zajmować się tym najlepiej raz w tygodniu, w przeciwnym razie spalanie będzie nieefektywne. Po wyczyszczeniu kotła popiół musi być oddawany do utylizacji. Wysypywanie popiołu do ogrodu lub na ścieżkę nie jest dobrym pomysłem, gdyż popiół powoduje zakwaszanie gleby, a chodząc po nim, wnosimy go na butach z powrotem do domu.

Problematyczne może być także przygotowywanie ciepłej wody latem – każdorazowo będziemy musieli ręcznie rozpalać kocioł. Wielu użytkowników decyduje się więc na elektryczny podgrzew ciepłej wody użytkowej latem, co na pewno jest rozwiązaniem najkosztowniejszym, ale i najwygodniejszym. Mając kocioł gazowy czy olejowy, unikamy takiego kłopotu, gdyż załączanie kotła następuje automatycznie zawsze, jeśli jest zapotrzebowanie na energię cieplną.

Czystość spalin

Nie bez znaczenia dla mieszkańców osiedli, gdzie dominują kotły węglowe, jest czystość powietrza w okolicy. Teoretycznie produktami spalania paliw powinny być dwutlenek węgla (CO2) i woda. Okazuje się, że oprócz typowych produktów spalania, w zależności od rodzaju paliwa, powstają także szkodliwe dla środowiska naturalnego produkty uboczne, takie jak sadza, dwutlenek siarki (SO2), tlenek węgla (CO), czyli czad i tlenki azotu (NOx). Im mniej tych dodatkowych substancji emituje kocioł, tym bardziej ekologiczna jest jego eksploatacja. Przykładowo podgrzanie kotłem gazowym 100 litrów wody o 40oC (np. z 10 do 50oC) wiąże się z powstaniem ok. 847 g CO2, 0,77 g NOx i ok. 0,08g CO. Otrzymanie tej samej ilości energii (ok. 4,66 kWh) kotłem olejowym to emisja do atmosfery ok. 1221 g CO2, 2,12 g NOx i ok. 0,16 g CO, a także 11,4 g SO2 i 0,29 g sadzy. Tymczasem spalając węgiel (ekogroszek), zanieczyścimy środowisko naturalne 2460 g CO2, 6,26 g NOx, 3,24 g CO, 22,37 g SO2 i 1,45 g sadzy, czyli ponad 2 razy więcej CO2 i związków siarki, 3 razy więcej związków azotu, 5 razy więcej sadzy i ponad 20 razy więcej tlenku węgla niż z kotła olejowego.

Natomiast kocioł gazowy w ogóle nie emituje sadzy i związków siarki. Przedstawione ilości substancji mogą wydawać się niewielkie, ale pamiętajmy, że są to wartości podane dla wytworzenia niecałych 5 kWh energii cieplnej (podgrzew 100 l wody o 40°C). W skali roku typowy dom o standardowym ociepleniu będzie potrzebował ok. 120 kWh/m2. Jeśli więc ogrzewamy dom o powierzchni 180 m2, potrzebujemy 21 600 kWh energii cieplnej, czyli z kotła węglowego wyemitujemy ponad 11 ton CO2, 29 kg NOx, 15 kg CO, 103 kg SO2 i 7 kg sadzy. Czytelnikom pozostawmy do rozważenia, czy warto aż tak zanieczyszczać środowisko, w którym żyjemy, dodatkowo męcząc się przy obsłudze kotła na ekogroszek? Być może ktoś zauważy, że ekogroszek jest tańszym nośnikiem energii od gazu czy też oleju opałowego. To prawda, ale alternatywnym i tańszym źródłem energii są z kolei pompy ciepła, a nowoczesny gazowy kocioł kondensacyjny będzie wytwarzał jednostkę ciepła około 25% drożej niż kotły na ekogroszek. Czy jest to kwota warta do zapłacenia w zamian za absolutnie bezobsługową pracę i ochronę środowiska?

Czy tylko teoria?

Na zakończenie chciałbym zaprezentować kilka wykresów porównujących emisję zanieczyszczeń z gazu, oleju i węgla. Na wykresie 1 przedstawiono, ile gramów substancji emituje kocioł, generując 1 kWh energii cieplnej. Kolejny wykres 2 przedstawia, ile szkodliwych substancji powstaje w procesie spalenia jednostki  paliwa. Dla gazu jest to 1 m3, dla oleju opałowego 1 litr, a dla węgla 1 kg. Informacje zawarte na powyższych wykresach mogą wydawać się danymi czysto teoretycznymi. Aby bardziej zobrazować emisję zanieczyszczeń powstających przy spalaniu paliw, przeliczono, ile zanieczyszczeń powstanie podczas ogrzewania 100 litrów wody o 40oC, czyli np. z temperatury 10 do 50oC. Przyjęto przy tym te same sprawności kotłów jak w poprzednich obliczeniach. Rezultat prezentuje wykres 3. Zauważmy, że emisja CO2 dla kotła kondensacyjnego gazowego jest 3-krotnie niższa w porównaniu do kotła węglowego. Chcąc przeliczyć ilość emisji produktów spalania paliw powstających przy podgrzewie większej ilości wody, należy pomnożyć szukaną wartość z wykresu przez współczynnik zwiększenia ilości wody. Np. dla 500 litrów wartość CO2 mnożymy przez 5 (500/100 = 5). Dla kotła węglowego otrzymamy wynik 2460 g * 5 = 12 300 g, czyli podgrzewając 500 litrów wody za pomocą kotła węglowego, emitujemy do atmosfery ponad 12 kg CO2.

Tę samą ilość wody (100 litrów) możemy podgrzać za pomocą kolektora słonecznego. Do podgrzewu 100 litrów wody o 40oC potrzebujemy ok. 4,66 kWh energii cieplnej. Przykładowo z pola 2 kolektorów płaskich możemy uzyskać do 3 kW energii cieplnej. Oznacza to, że podgrzew 100 litrów wody o 40oC może zająć około 1,5 godziny, a przy tym, w porównaniu do kotła węglowego, nie wyemitujemy prawie 2,5 kg CO2, 22 g sadzy i ponad 10 g innych zanieczyszczeń.

dr inż. Paweł Kowalski

 

Szanowna Redakcjo!

Chciałabym odnieść się do tez zawartych w artykule pt. „Nośniki ciepła” zamieszczonym w „Magazynie Instalatora” 1/2012. Według mnie pytanie zawarte w nadtytule wspomnianego artykułu należałoby sformułować następująco:
Jakie źródło ciepła w indywidualnym gospodarstwie domowym wybrać, by oszczędzać środowisko i pieniądze?

W każdym gospodarstwie domowym

Autor artykułu pt. „Nośniki ciepła” podkreślił, że aktualnie na rynku źródeł ciepła konkurują trzy podstawowe paliwa: gaz (ziemny lub płynny), olej opałowy i węgiel. Wspomina także o dostępności instalacji grzewczych wykorzystujących odnawialne źródła energii – pompy ciepła, kolektory słoneczne. W swojej analizie zagadnienia nie ustrzegł się tendencyjności, podkreślając szczególne zalety gazu ziemnego. Wprawdzie gaz ziemny jest najczystszym paliwem spośród trzech wyżej wymienionych paliw, ale jest paliwem kopalnym i niestety nie wszędzie dostępnym. Natura obdarzyła nasz kraj zasobami paliw stałych – węgla oraz biomasy – jako stałego paliwa odnawialnego. Coraz liczniejsze doniesienia o poszukiwaniach gazu łupkowego w Polsce dają nam również nadzieję na większą dostępność paliwa gazowego przy wszystkich wątpliwościach natury ekologicznej.

Mając na uwadze zrównoważony rozwój gospodarczy, w tym także energetyki rozproszonej, oraz bezpieczeństwo paliwowe, podstawą wyboru źródła ciepła dla indywidualnego gospodarstwa domowego powinna być dostępność źródła energii (paliwa) w aktualnej sytuacji i w najbliższej przyszłości oraz rachunek ekonomiczny uwzględniający okres zwrotu poniesionych kosztów inwestycyjnych, koszty eksploatacyjne, a także uciążliwość dla środowiska wybranej metody pozyskiwania użytecznego ciepła dla ogrzewania powierzchni mieszkalnych oraz przygotowania ciepłej wody użytkowej.

Analiza kosztów wytwarzania ciepła w indywidualnych gospodarstwach domowych, z rozróżnieniem kosztów inwestycyjnych i kosztów eksploatacyjnych, przedstawiona została na rysunku. Jak widać, najniższe koszty wytworzenia jednostki ciepła oferowane są przez urządzenia grzewcze opalane tzw. kwalifikowanym sortymentem węgla – groszkiem. Zbliżone niskie koszty są również charakterystyczne dla pompy ciepła. Urządzenie to, jednoznacznie uznawane za ekologiczne, jest zasilane energią elektryczną, która, jak wiadomo, jest w naszym kraju w przeważającej części produkowana z węgla. Jest to tylko jeden z przykładów, jak szerokim zagadnieniem jest porównywanie poszczególnych źródeł energii. Innym jest kwestia uwzględnienia logistyki paliw stałych, w tym biomasy, w ogólnym bilansie zanieczyszczeń czy procesów technologicznych składających się na cykl produkcyjny poszczególnych urządzeń. Jak widać, rzetelna analiza tego tematu nie może być uproszczona do wyliczenia ilości emitowanych zanieczyszczeń przy podgrzewie określonej ilości wody użytkowej.

Obserwowany dynamiczny rozwój segmentu rynku zautomatyzowanych kotłów grzewczych opalanych kwalifikowanym sortymentem węgla (groszkiem, ale też i peletami) wynika głównie ze względów ekonomicznych – znacznie niższe koszty eksploatacyjne w porównaniu do gazu i oleju. Nie bez znaczenia dla zainteresowania właścicieli jednorodzinnych domów mieszkalnych jest ich automatyzacja obsługi. Dostępność kwalifikowanego sortymentu węgla dla kotłów zautomatyzowanych i peletów drzewnych w formie workowanej oraz mała ilość popiołu po spalaniu redukują znacząco czas na obsługę tych instalacji grzewczych.

Odnosząc się teraz bardziej szczegółowo do uwag poczynionych w artykule „Nośniki ciepła”, należy zauważyć, że Autor przytacza niezbyt „odkrywcze” stwierdzenia, wskazując albo na brak dostatecznego rozpoznania uwarunkowań powszechnego stosowania węgla do celów grzewczych w naszym kraju, albo na tendencyjne i nieuprawnione upraszczanie obrazu istniejącego stanu rzeczy. Dla wszystkich oczywistym jest, że paliwo pod nazwą „eko-groszek” to węgiel kamienny. Szczególne właściwości tego paliwa, sugerowane w nazwie handlowej, wynikają z gwarantowanej jego jakości (wielkość uziarnienia, zawartość popiołu, siarki i wilgoci oraz wartość opałowa, podatność na spiekanie i żużlowanie), która zapewnia uzyskanie podczas spalania w automatycznych paleniskach retortowych znacznie niższych wartości emisji, aniżeli w standardowych paleniskach komorowych, obsługiwanych ręcznie.

W podanych przez Autora, dla celów porównawczych, wielkościach emisji nie określono ich źródła pochodzenia, więc trudno się do nich ustosunkować i traktować jako obiektywną i autorytatywną wykładnię dla oceny ekologicznej efektywności spalania różnych paliw. Ocenę taką można przeprowadzić w oparciu o tabelę 1, w której podano standaryzowane wskaźniki emisji oparte o wyniki wieloletnich badań laboratoryjnych.

Nieuzasadnione jest porównywanie emisji z jednostkowej ilości tak różnych paliw (kg) jak gaz (m3), olej (litr) i węgiel (kg), jak przedstawione zostało przez Autora na rysunku 2 we wspomnianym artykule. Prawidłowe i uzasadnione jest natomiast porównanie emisji dla różnych paliw, ale w odniesieniu do jednostki energii zawartej w paliwie, jak Autor przedstawił na rysunku 1 w ww. artykule. Nie podano tu jednak wielkości sprawności analizowanych kotłów, co uniemożliwia traktowania przedstawionej analizy jako miarodajnej.

Reasumując, dyskusja o wyborze efektywnego energetycznie, ekologicznie i ekonomicznie sposobu ogrzewania naszych mieszkań powinna być oparta na rzetelnej analizie, która uwzględnia następujące aspekty:

  • dostępność źródła energii (paliwa), również w odniesieniu do aktualnej i prognozowanej sytuacji społeczno-ekonomicznej (innymi słowy – zasobności portfela przeciętnego mieszkańca),
  • racjonalne wykorzystanie wszystkich dostępnych zasobów, zgodne z zasadami zrównoważonego rozwoju,
  • stosowanie rozwiązań konstrukcyjnych, spełniających wymagania najlepszych dostępnych na rynku rozwiązań techniczno-technologicznych (ang. BAT) dla danego paliwa; każde paliwo stałe, ciekłe, ale i też gazowe źle spalane będzie powodować duże obciążenie dla środowiska poprzez zwiększoną emisję pyłu (w tym sadzy), tlenku węgla, lotnych związków organicznych (OGC), benzo(a)pirenu i innych kancerogennych, toksycznych zanieczyszczeń,
  • koszty inwestycyjne z uwzględnieniem okresu zwrotu poniesionych nakładów finansowych oraz koszty eksploatacyjne.

Powyższe rozważania, jak i analiza przedstawiona przez autora przywoływanego artykułu, nie są pierwszymi głosami w tej dyskusji. Rynek urządzeń grzewczych małej mocy i odnośnych paliw jest stale monitorowany. Znane są działania zmierzające do ograniczenia emisji powodowanej przez tego typu urządzenia zainstalowane w sektorze ogrzewnictwa indywidualnego, w tym projekty unijne [Mudgal S., Turunen L., Roy N., Stewart R., Woodfield M., Kubica K., Kubica R.; Preparatory Studies for Eco-design Requirements of EuPs (II) Lot 15 Solid Fuel Small Combustion Installations]. Wskutek tych prac najbliższe lata z pewnością przyniosą nowe regulacje prawne, określające dopuszczalne wartości emisji z instalacji spalania w sektorze mieszkalnictwa. Nie oznacza to jednak, że paliwo, jakim jest węgiel, w tym tzw. eko-groszek, zostanie wyeliminowane. Przy spełnieniu wszystkich wymogów paliwo to będzie z pewnością traktowane równorzędnie, co wynika z konieczności realizowania zasad zrównoważonego rozwoju.

Na koniec warto zadać sobie kilka pytań – z pewnością dla większości Czytelników są to pytania retoryczne. Czy na pewno wdrażanie zasad szeroko rozumianej ekologii ma polegać przede wszystkim na spektakularnym blokowaniu budowy autostrad i obwodnic drogowych aglomeracji miejskich, czy, jak delikatnie sugeruje Autor, wykluczaniu użytkowania zasobów wybranych, konwencjonalnych nośników energii? Czy działania proekologiczne mogą być prowadzone w oderwaniu od zasad zrównoważonego rozwoju i kwestii społeczno-ekonomicznych?

dr inż. Krystyna Kubica
Instytut Techniki Cieplnej Politechniki Śląskiej w Gliwicach

* FEWE, Katowice 2010.

Rys. Względne koszty ogrzewania brutto z wykorzystaniem różnych źródeł energii, odniesione do gazu (opracowano na podstawie danych: https://leszek.derlukiewicz.pl/page/show/10).

 

Szanowna Redakcjo!

Szanowna Pani, Bardzo cieszę się z Pani uwag, świadczy to, że mój artykuł nie pozostał bez echa i spowodował reakcję zwolenników ekogroszku. Zalicza mnie Pani do sympatyków gazu ziemnego. Ma Pani rację, uważam, że wśród tradycyjnych źródeł ciepła najlepszym wyborem będą te zasilane gazem ziemnym lub płynnym. Ma Pani rację, iż nie wszędzie gaz jest dostępny. Uważam jednak, że o ile doprowadzenie do posesji gazu ziemnego nie zawsze jest możliwe, to posadowienie zbiornika na gaz płynny będzie znacznie łatwiejsze. Oczywiście musimy przy tym spełnić wymogi bezpieczeństwa. Artykuł „Nośniki ciepła” miał charakter poradnikowy, przedstawiający czytelnikowi poszczególne rozwiązania ze wskazaniem na te wygodne i bezobsługowe. Przywołane problemy eksploatacyjne kotłów na „ekogroszek” zostały przytoczone na podstawie opinii z for internetowych i doświadczeń serwisantów, z którymi rozmawiałem przy okazji prowadzonych przeze mnie szkoleń. W literaturze i folderach reklamowych kotłów na „ekogroszek” próżno szukać tego typu uwag. Dopiero rzeczywista eksploatacja obnaża wady kotłów na paliwa stałe.

 

Przedstawiony przez Panią wykres kosztów ogrzewania dotyczy danych z kwietnia roku 2009 (link z podanego źródła: https://leszek.derlukiewicz.pl/page/show/10). Myślę, że zgodzi się Pani, iż dane te są stanowczo zbyt stare, aby stanowiły obecnie podstawę do oceny kosztów ogrzewania. Wspomniane pompy ciepła to urządzenia, które z roku na rok są coraz bardziej udoskonalane. Najnowsze modele pracują z COP bliższym wartości 5,0 niż podanej w źródle wartości COP = 4,0, poza tym zastosowanie dwutaryfowego sposobu zasilania energią elektryczną i optymalizacja systemu grzewczego również pozwalają na zmniejszenie kosztów kWh ciepła otrzymywanego z pompy ciepła. Pozwolę sobie na zakończenie przedstawić analizę kosztów ogrzewania wg cen z sierpnia 2011 roku. Jak widać, obecnie cena 1 kWh energii cieplnej z kotła węglowego to kwota ok. 18-19 groszy. Tymczasem z gazowego kotła kondensacyjnego będzie to kwota ok. 22 grosze. Czy warto rezygnować z niewątpliwej wygody eksploatacji kotła gazowego na rzecz oszczędności ok. 15%? W skali roku, w przypadku domów jednorodzinnych, będą to kwoty około 1000 zł/rocznie. Czy to wysoka cena za bezobsługowość i czystsze powietrze? Opalanie węglem zostawmy zakładom energetycznym i ciepłowniczym, które posiadają zamontowane filtry ograniczające emisję zanieczyszczeń.

dr inż. Paweł Kowalski

 

Szanowna Redakcjo!

Szanowny Panie, Odpowiadając na Pański artykuł zamieszczony w „Magazynie Instalatora” 3/2012 na s. 46, zwróciłam uwagę na konieczność rzetelnej i przede wszystkim obiektywnej oceny problemu produkcji ciepła użytecznego na potrzeby gospodarstw domowych, z uwzględnieniem „kosztów środowiskowych” (oddziaływania na środowisko – emisji zanieczyszczeń) oraz kosztów wytwarzania energii użytecznej. Z przykrością stwierdzam, że w dalszym ciągu Pańskie, jak Pan to nazywa, poradnikowe materiały nie spełniają wspomnianych przeze mnie kryteriów. Zacznę w kolejności od zaliczenia mnie do grupy zwolenników „ekogroszku”, co jest zdecydowanie nadużyciem. Pozwoli Pan, że jeszcze raz podkreślę, iż jestem zdecydowanym zwolennikiem zrównoważonego rozwoju i racjonalnej gospodarki zasobami, w tym nośnikami energii paliw kopalnych i odnawialnych OŹE.

Deklaruje Pan również zamiłowanie do gazu ziemnego – ma Pan, oczywiście, do tego prawo tak długo, jak długo nie ociera się Pan o stronniczość. Do takich wniosków może prowadzić zawartość Pańskiego artykułu i późniejszej odpowiedzi na moje uwagi. Otóż kolejny raz podaje Pan dane dotyczące kosztów ogrzewania dla założonego przypadku, o których można powiedzieć, że są bardziej aktualne od prezentowanych przeze mnie. Jednak również Pańskie dane stracą swą ważność 1 kwietnia br., kiedy to wprowadzona zostanie podwyżka cen gazu ziemnego dla odbiorców indywidualnych, wynegocjowana przez dostawcę gazu, PGNiG z Urzędem Regulacji Energetyki.

Moim zdaniem, jedynym uprawnionym wnioskiem jest stwierdzenie, że ceny nośników podlegają nieustannym zmianom, co jednak ważne – pewne ogólne relacje pomiędzy nimi niezmiennie wskazują na najniższe koszty ogrzewania przy użyciu węgla, co również wynika z Pańskich obliczeń, choć komentuje Pan ten fakt, bagatelizując roczne oszczędności dla gospodarstwa domowego na poziomie 1000 złotych. Nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić. Co więcej, Pańska aktualna wersja danych, o dziwo, zawiera wyliczenia kosztów na podstawie założeń, takich jak 60% sprawność urządzeń grzewczych zasilanych „ekogroszkiem”. Pragnę Pana poinformować, że nowoczesne zautomatyzowane kotły retortowe osiągają sprawność nawet na poziomie 87-89% (BAT).

Nawet jeśliby rozpatrywać pewien udział w rynku urządzeń o niższej sprawności, z pewnością nie można przyjąć założenia, że średnia sprawność całej populacji automatycznych kotłów węglowych wynosi 60%. Do obliczeń należy przyjąć znacząco wyższą wartość. Spowoduje to wprost proporcjonalne obniżenie wyliczonych przez Pana kosztów ogrzewania. Co więcej, wydaje mi się, że pomimo moich komentarzy do pierwszego opracowania w dalszym ciągu pomijane są w dyskusji koszty inwestycyjne. Mają one kluczowe znaczenie w przypadku rozwiązań typu pompy ciepła czy instalacje, np. LPG, które wymagają dodatkowych, kosztownych elementów, takich jak zasobniki paliwa.

Jak wcześniej wspomniałam, jest to zagadnienie bardziej złożone, niż wynikałoby to z poradnikowej analizy prezentowanej przez Pana. Oczywiście nie bez znaczenia, szczególnie dla klientów o zasobniejszym portfelu, jest aspekt komfortowej, bezobsługowej eksploatacji instalacji grzewczej. Myślę jednak, że decyzja powinna należeć do samych użytkowników, a naszą rolą jest dostarczenie, podkreślam jeszcze raz, rzetelnych i bezstronnych informacji pozwalających na racjonalny wybór źródła ogrzewania. Do takich informacji zaliczyć należy wskazanie konieczności zmniejszenia energochłonności budynków – zmniejszenia zapotrzebowania na ciepło. Takie działanie jest najskuteczniejszym sposobem zmniejszenia kosztów ogrzewania i pośrednio wprost proporcjonalnego, i znaczącego zmniejszenia wielkości ładunku substancji emitowanych do atmosfery  z tytułu tzw. emisji unikniętej.

dr inż. Krystyna Kubica

P.S. Osobiście jestem użytkownikiem instalacji grzewczej, wyposażonej w kondensacyjny kocioł gazowy, bo aktualnie stać mnie na komfort i ekologię, co nie jest powszechną sytuacją w naszym kraju.

 

Szanowna Redakcjo!

Szanowni Państwo, Odnosząc się do polemiki Pani K. Kubicy pt. „Ekonomia źródeł ciepła”, zawartej w numerze „Magazynu Instalatora” z marca 2012 r., nawiązującej do artykułu ze stycznia 2012 r. pt. „Nośniki ciepła”, nasuwa mi się tylko jeden wniosek – każdy z autorów „swoje” chwali, nie podając tak naprawdę dobrego rozwiązania, które zapewniłoby komfort wszystkich czynników ważnych przy wykonaniu i użytkowaniu systemów grzejnych, o których autorzy piszą.

Są to niskie koszty inwestycji, użytkowania, dostęp do nośnika energii, ekologia, a oprócz tego należy dodać bezpieczeństwo, łatwość obsługi, estetykę. Najważniejszy jednak był i będzie dla użytkownika walor ekonomiczny w postaci kosztów inwestycyjnych i późniejszej eksploatacji systemu grzejnego, który jest obsługiwany bez nakładu pracy. Nikt też z autorów nie bierze pod uwagę jeszcze jednego bardzo ważnego czynnika ekonomicznego, a mianowicie policzenia, po jakim czasie zainwestowane w system grzejny pieniądze nam się zwrócą i czy w ogóle nam się zwrócą w czasie żywotności głównych urządzeń dających potrzebne ciepło (kotłów, pieców, pomp), ocenianych średnio na czas 20 lat. Tylko robiąc dokładny rachunek ekonomiczny (bo on jest najważniejszy dla przyszłego użytkownika) wszystkich wymienionych przeze mnie czynników, możemy mieć pełen obraz systemu grzejnego, który jest najkorzystniejszy.

Co się rzuca w oczy, patrząc na zamieszczone w artykułach słupki zużycia poszczególnych nośników energii? Że energia elektryczna jest „be”, ponieważ jest w eksploatacji najdroższa i to aż 4-krotnie w stosunku do palenia ekogroszkiem. Podane tam jednak dane są z początku 2009 roku, czyli sprzed 3 lat (koszty nośników energii znacznie się zmieniły w stosunku do obecnej sytuacji), a poza tym nie uwzględniają one tak ważnych czynników jak koszty przeglądów technicznych, amortyzacji, koszty dostaw nośników energii. Jak można podawać dane eksploatacyjne sprzed 3 lat?! Taki artykuł staje się dla mnie od razu nierzetelny.

Pokazane na rysunku słupki ewidentnie promują ten nośnik energii -ekogroszek, który subiektywnie autorka uważa za najlepszy. Poza tym w tekście artykułu jest opis, że rysunek dotyczy rozróżnienia kosztów inwestycyjnych i eksploatacyjnych, czego nie widać na wymienionym rysunku, podpisanym: „Względne koszty ogrzewania brutto z wykorzystaniem różnych źródeł energii, odniesione do gazu”. Gdzie tu jest porównanie kosztów eksploatacji i inwestycji, które są istotnym czynnikiem w doborze przez klienta systemu ogrzewania w domach jednorodzinnych? Na szczęście Pan Paweł Kowalski sprostował te dane, podając informacje z 2011 roku, lecz ograniczył się tylko do kosztów eksploatacyjnych przy określonych sprawnościach działania wymienionych przez niego systemów ogrzewania. Uważam jednak, że podane przez niego dane dotyczące kosztów eksploatacyjnych są znacznie zawyżone dla podanych tam parametrów domu.

W tych dwóch artykułach brak mi jednego nośnika energii, który nie był pominięty, lecz też nie został uwzględniony w sposób rzetelny. W polemice zapomniano o możliwości zastosowania akumulacyjnych grzejników elektrycznych pracujących wyłącznie na II nocną taryfę elektryczną, dzięki czemu koszty eksploatacji są ponad 2-krotnie mniejsze od kosztów z wykorzystaniem I dziennej taryfy elektrycznej. Na tzw. słupkach, podanych przez Pana Pawła Kowalskiego, jest informacja o wykorzystaniu energii elektrycznej przez tradycyjne grzejniki elektryczne – konwektory – w stosunku 50/50%, czyli zużywają one 50% energii elektrycznej w taryfie dziennej i 50% w taryfie nocnej.

Są to jednak tylko założenia teoretyczne i w rzeczywistości, w układzie wykorzystania konwektorów elektrycznych do ogrzewania domu, zużyją one więcej energii z taryfy dziennej, która jest ponad 2-krotnie droższa, a poza tym twierdzę, że nie ma sensu wykorzystywanie podwójnej taryfy przy tym układzie ogrzewania, ponieważ musimy pamiętać, że gdy mamy zamontowany w budynku licznik 2-taryfowy, to płacąc za taryfę nocną ponad 2 razy mniej (co jest bardzo korzystne), taryfa dzienna jest o 3-4 grosze droższa, niż gdybyśmy korzystali wyłącznie z układu 1-taryfowego. Nasuwa się tutaj wniosek, że warto mieć taryfę nocną, lecz tylko i wyłącznie wtedy, gdy wykorzystujemy ją w 100% do ogrzewania, bo koszt ogrzewania każdego budynku stanowi, póki co, najwyższy koszt eksploatacyjny.

Słupek w układzie 50/50%, podany przez Pana Pawła Kowalskiego dla grzejników elektrycznych o wielkości ok. 9900 zł, spadnie przy wykorzystaniu taryfy nocnej w 100% do wielkości ok. 5600 zł i, jak widać, znajdziemy się na poziomie kosztów ogrzewania za pomocą gazu. Nie chcę tutaj wdawać się w polemikę na temat podanych przez Pana Pawła Kowalskiego szacunkowych obliczeń dotyczących kosztów ogrzewania dla domu 160 m2 i zapotrzebowania 65 W/m2 z 2011 roku, lecz wydają mi się one znacznie przesadzone, czyli zbyt wysokie. Wracając do tematu, pamiętajmy jednak, że koszty inwestycyjne dla ogrzewania elektrycznego, nawet przy piecach akumulacyjnych, są znacznie niższe niż przy instalacjach gazowych, olejowych, nie mówiąc już o pompach ciepła, gdzie inwestycja dla podanego domku będzie wyższa od ogrzewania akumulacyjnego, elektrycznego co najmniej 3-krotnie. Kiedy te koszty się zwrócą? Może nigdy, gdyż żywotność pompy, jak każdego urządzenia, ma swój kres po ok. 20 latach i wtedy nie trzeba, oczywiście, wymieniać całego systemu grzejnego, lecz te najważniejsze – serce w postaci kotła, pieca, pompy (a jest to koszt niemały).

W dobie, gdy świadomie wprowadziliśmy od roku 2009 certyfikaty energetyczne śmiem twierdzić, że nasza przyszłość leży nie w dobieraniu kotłów na różne paliwa, czy też bardzo drogich pomp ciepła, lecz wykorzystaniu tylko i wyłącznie energii elektrycznej jako czynnika ogólnie dostępnego, ekologicznego (filtry stosowane przez zakłady energetyczne i ciepłownicze ograniczają znacząco emisję spalin jak zauważył Pan Paweł Kowalski). Poza tym przy tak małym (jak zakładają nowe regulacje prawne) zużyciu energii nie będzie się opłacało wydawać znacznych pieniędzy na budowanie systemu kotłów i pomp ciepła nawet, gdy w przyszłości koszt energii elektrycznej znacznie wzrośnie. Na dzień dzisiejszy przy domu pasywnym o powierzchni 150 m2 zapłacilibyśmy, przy wykorzystaniu taryfy nocnej (cena zależnie od regionu Polski – średnio ok. 30 gorszy za 1 kWh) tylko 675 zł rocznie! Polak nie buduje domu na jedno pokolenie.
Już teraz trzeba sobie zadać pytanie – czy pieniędzy, które mielibyśmy zainwestować w systemy grzejne, nie warto przeznaczyć na dobrą izolację termiczną domu i system wentylacji z odzyskiem ciepła?

Nawet jeśli nie stworzymy domu pasywnego (dzięki czemu jego koszt inwestycyjny będzie znacznie niższy), lecz mimo to z dobrą izolacją termiczną i wentylacją, a nasze koszty eksploatacyjne będą nawet dwukrotnie większe niż w domu pasywnym, to i tak koszt eksploatacyjny wyniesie nas tylko ok. 1300 zł/rok dla podanego domu o powierzchni 150 m2. Przy tym mamy pełen komfort mieszkania w domu z dobrze wentylowanym powietrzem, a wszystko to sterowane automatycznie i korzystamy wyłącznie z energii elektrycznej ogólnie dostępnej. Do tego nie marnujemy powierzchni domu i to co miało być kotłownią może być z powodzeniem pokoikiem do pracy lub mieć inne użyteczne przeznaczenie. Dzięki temu mamy więcej pomieszczeń użytecznych, lub obniżamy koszt budowy naszego domu, zmniejszając go o powierzchnię niepotrzebnej kotłowni. Czy nie warto o tym pomyśleć?

Z poważaniem,
Jacek Karpiesiuk, rzeczoznawca budowlany

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij