Mam wątpliwości, czyli kto jest na gazie (łupkowym)? Aby nas nie złupili!

Zobacz artykuł w wersji pdf pdfpdf pdf

 Moim zdaniem chodzi tu o pieniądze i to duże, a duże pieniądze oszałamiają i sprawiają, że ludzie zaczynają myśleć: „po nas choćby potop” lub „jakoś to będzie”. Hasła typu „będziemy drugim Kuwejtem” są na porządku dziennym, a tak naprawdę uzyskamy pieniądze najwyżej z koncesji, czyli około 1%, bo tak tanio rozdali je nasi decydenci. W innych krajach, według mojej wiedzy, opłaty sięgają 25%. Jednakże w tej chwili jest to dzielenie skóry na niedźwiedziu. Amerykanie uzyskali pierwsze poważne zyski po 20 latach (pierwszy odwiert około 1983 r., poważne zyski to lata 2000-2003 – informacja z TVP2, 14.12.2011 r.). Tak naprawdę to w momencie, kiedy wydamy koncesję, gaz ten przestaje być nasz – nasz jest ten 1%. Wydobywający gaz może z nim zrobić, co zechce, sprzedać, komu zechce i po dowolnej cenie. Gaz stanowi własność firmy, która go wydobywa, co jest oczywiste, ale o czym zapominamy lub nie chcemy wiedzieć.

Podejdźmy więc do sprawy gazu łupkowego pragmatycznie, próbując okiełznać, na ile to możliwe, emocje. Firma, również ta zajmująca się wydobyciem gazu łupkowego, z samej definicji dąży do zysku. Mając to na względzie, należy mieć na uwadze własny interes, korzystając z jej usług. To, że firma chce osiągnąć zysk, jest naturalne, konstruktywne i stanowi siłę napędową gospodarki, ale druga strona też musi zadbać o swoje interesy, żeby odnieść zysk, a nie ponieść strat.

My mamy gaz, inni technologie. Pamiętajmy, że oferowana nam dziś technologia z czasem stanie się powszechna, doskonalsza (jak każda technologia). Należy dobrze przemyśleć, czy nie warto odczekać! Technologie rozwijają się dziś bardzo szybko i jeszcze szybciej tanieją. Firmy, jako pierwsze wprowadzające nową technologię na rynek, chcą odnieść tzw. zysk nadzwyczajny, wynikający między innymi z małej lub chwilowo żadnej konkurencji. Ten zysk zapewniają im niecierpliwi, lubiący gadżety klienci. Jeżeli nie dostaniemy należytych informacji o proponowanej technologii dotyczącej wydobycia gazu łupkowego, to, wg mnie, złoża gazu mogą poczekać do czasu, aż istotne dla bezpieczeństwa szczegóły nie będą ukrywane przez firmy. W chwili obecnej mamy zamówioną i potwierdzoną umowami do 2022 r. nadwyżkę gazu. Jak go nie odbierzemy i tak zapłacimy. Ponadto w 2014 r. ruszy gazoport (5 mln. m3 gazu rocznie). Nadciąga też kryzys energetyczny i jeżeli nie będzie jakiejś rewolucji w uzyskiwaniu energii, to zgodnie z zasadą podaży i popytu, gaz zdrożeje, a my go będziemy mieli (o ile nie sprzedamy go za 1% wartości) i to my podyktujemy ceny. Ograniczenie wydobycia z wykonanych odwiertów to nie jest proste zakręcenie kurka. Jest to skomplikowana operacja, czasem niemożliwa, a nikt nie chce wypuszczać gazu w powietrze. Ten czas pozwoli na zbadanie proponowanej technologii i całego problemu. Prosta implikacja gaz = dobrobyt to przedszkolny sposób pojmowania techniki, polityki i ekonomii, które wymagają jednak rozumowania „w przestrzeniach n-wymiarowych”. Mamy znakomitych geologów, fizyków, chemików, instytuty, jest PZH i temu podobne instytucje. Nie chodzi o to, „by wiercili”, ale żeby zapoznali się z technologią. Ponieważ technologa wydobycia gazu łupkowego jest stosunkowo nowa, trudno powiedzieć, czy obecne przepisy techniczne, jak i z zakresu ochrony środowiska, zapewniają dostateczny poziom bezpieczeństwa. Ewentualne zaś skażenie wód podziemnych byłoby prawdopodobnie nieodwracalne. Mówiąc to wszystko, chciałbym przypomnieć, iż precyzja badań geologicznych jest mocno ograniczona, sporo wyników się interpoluje. Oglądałem niedawno program (co prawda popularno-naukowy) o budowie centrum dowodzenia obrony przeciwlotniczej w pewnym mocarstwie. Fascynująca technika. A jednak dopiero w trakcie budowy okazało się, że górotwór, który miał wytrzymać bezpośrednie uderzenie nuklearne, jest spękany i koszty budowy poszły w górę (w tym przypadku tylko koszty). Przecież na pewno geolodzy prowadzili badania przed rozpoczęciem inwestycji, a lokalizacja była długo wybierana. Jaką więc mamy pewność, że w naszym przypadku jakaś firma, skąd by nie była, wtłaczając wodę i chemikalia pod ciśnieniem 600 at, nie wyrządzi szkód? Czy woda z chemiczną domieszką nie znajdzie spękań, szczelin, słabych punktów do warstw wody pitnej czy nawet wód powierzchniowych? 600 at to 6000 m H20! Mówiąc żartem – taka woda zbełtana z czymś, o czym tak naprawdę nic nie wiemy, może wtrysnąć do chmur (woda jest „mądra” i konsekwentna, znajdzie każdy błąd czy niedopatrzenie). A korek betonowy? Jaka jest gwarancja, że 600 at nie podniesie płyty żelbetowej? Takie ciśnienie podniesie płytę żelbetową o grubości 2,5 km, a jak doliczyć ciśnienie statyczne w odwiercie – 3,5 km. Wystarczy lokalne mniejsze zagęszczenie warstwy nad nim i „pojedzie” w górę albo ciśnienie to „znajdzie” szczelinę w górotworze. Jak ważny jest opór przeciw ciśnieniu, wie każdy, kto widział wypchnięte plastikowe szambo. A to tylko wypór małego plastikowego szamba – ciśnienie na dno to ok. 0,2 at i przy braku odpowiedniego zakotwienia podniesie samochód na nim zaparkowany – widziałem taką sytuację. Liczby powyższe podaję nie jako konkretne obliczenia, ale jako przykład dla zobrazowania problemu, z jakimi siłami mamy do czynienia. Jednak, tak naprawdę, bardziej obawiam się przebicia przez spękanie górotworu. Wykonanie korków betonowych i uszczelnianie odwiertów to technologia ponoć dobrze opanowana. Chociaż opanowana jest również technika odwiertów i wydobycia ropy z pokładów pod dnem morskim, a mimo to Zatoka Meksykańska została „zalana” ropą. Woda służąca do wydobycia gazu z łupków będzie zawierała nie tylko to, co doda firma, ale również to, co sama wypłucze z warstw skały łupkowej. Są to różnego rodzaju sole metali ciężkich i związki radioaktywne (np. radon), a około 20% wody technologicznej nie jest zawracane do złoża. Jakie są ubytki do innych warstw, nie udało mi się znaleźć informacji. Ponadto pamiętać należy, że rozerwanie łupków na zawsze zamieni je w „paćkę” bez nośności. Rozluźnieniu ulegną potężne powierzchniowo obszary ogromnej miąższości – takie podziemne jeziora „szlamu”. Co zrobić, jeżeli na skutek tąpnięcia na tych głębokościach nastąpi przerwanie warstw nieprzepuszczalnych między pokładami wodonośnymi a szlamem? Może dziś sądzimy, że to prawie niemożliwe, ale „prawie” robi wielką różnicę. Trudno dotrzeć do szczegółów stosowanych technologii z powodu braku rzetelnej, pozbawionej wątków reklamowych, informacji. Jednak z tego, co można się dowiedzieć między wierszami, wynika, iż na razie gaz ten jest wydobywany pod niezamieszkałymi i nieprzewidywanymi do zamieszkania ogromnymi terenami. Trudno będzie posprzątać 4 km pod ziemią.

Dlaczego tak ważne są wody podziemne i głębinowe? Z tych pierwszych korzysta wiele obszarów wiejskich i małych miejscowości. Nawet jeżeli mają wodociąg, to na ogół ujęcie jest podziemne ze względu nie tylko na brak cieku powierzchniowego, ale przede wszystkim na łatwość uzdatniania i stabilność chemiczną wód głębinowych. Póki co wody te są zanieczyszczone tylko manganem i żelazem oraz czasem są „twarde”. Wody z głębszych warstw stanowią naszą rezerwę. Nie można zapominać, że dodatkowo przy wydobyciu gazu łupkowego do atmosfery przedostaje się ogromna ilość gazów cieplarnianych. Według mnie technologia stosowana do wydobycia gazu łupkowego to noworodek, z którego nie wiadomo, co wyrośnie. Co zrobimy, gdy „nasz reaktor puści skażonego bąka”? Skąd weźmiemy wodę na skażonym terenie? Jak do bezpieczeństwa naszego środowiska podejdzie firma, której powierzymy wydobycie gazu? Jak sądzę, tylko na tyle solidnie, na ile to wymusimy ciągłą kontrolą. Nie jestem za monopolem państwa „od żłobka do nagrobka”, w tej kwestii musimy mieć zapewnione bezpieczeństwo! Ale dostęp do czystej wody to kwestia na poziomie bezpieczeństwa naszego kraju. Proszę pomyśleć o gazie łupkowym np. tak: przychodzi do Was człowiek, ubrany zgodnie z prawidłami marketingowymi tak, żeby wzbudzić zaufanie (stroje mogą być od smokingu po watówkę – już Was wyczuł, wie, co lubicie). Ten człowiek jest powszechnie uważany za mądrego (powszechność poglądu nie jest dowodem na jego słuszność) i mówi: „Masz drogi gaz! Ja wywiercę dziurę na twojej działce obok studni, bardzo głęboką dziurę i zatłoczę tam chemikalia. Jakie? To moja tajemnica, ale mówię Ci – nieszkodliwe i będziesz miał tańszy gaz”. A Wy macie wodę do picia z tej studni i znikąd indziej. Czy nie obawialibyście się, że, owszem, gaz będzie tańszy, ale Wasze dzieci będą importowały wodę i wtedy za wodę zapłacą tyle, ile ktoś za nią zażąda? Tak naprawdę nie trzeba doświadczenia! Każdy rolnik wie, że nie wylewa się gnojówki obok studni. Warto pamiętać, że „środowiska naturalnego nie odzieczyliśmy po naszych przodkach, wypożyczyliśmy je od naszych dzieci”.

Nie ma co „bić piany”. Zdecydują politycy, czyli… osoby najmniej kompetentne. To prawda, że dostaną raporty, ale to na ogół humaniści. Co im powie np. pojęcie gradientu funkcji? Na ogół przeczytają tylko konkluzje lub gorzej – ulegną jakiemuś lobby! W najlepszym razie zadadzą pytanie: „No to jak, kolego profesorze? Wchodzimy w te łupki?”. Tak naprawdę rozumiem ich trudności. Nie rozumiem, gdy wygłaszają opinie na tematy techniczne ex cathedra. To nie politycy i firmy ponoszą np. koszty usuwania azbestu (kiedyś zapłaciłeś za eternit, dziś zapłacisz za jego usunięcie – i interes się kręci; instytuty badające niegdyś eternit jako nieszkodliwy, dziś zarobią majątek na jego szkodliwości). Nie chcę już wspominać o DDT, talidomidzie czy innych „zbawiennych dla ludzkości technologiach”.

Można ten artykuł potraktować jako „głos wołającego na puszczy”. Mam jednak wrażenie, że wielu naszych obywateli, szczególnie polityków, jest jakby trochę „na gazie”. Osobiście obawiam się, że kiedy „wstrzykną” nam tę „niewiadomą” do wody głębinowej, pojawi się szum medialny i wszyscy nawzajem obciążą się winą. Powiedzą nam jak w Fukushimie: „nasze działania były oparte na rzetelnych badaniach”. I co z tego, jeśli okazały się nie dość rzetelne? Powiem jeszcze raz. Teraz technologia jest nowa i owiana „tajemnicami firmy”. Moim zdaniem ryzykujemy my, nie firmy czy koncerny. A raczej ryzykują politycy naszym kosztem. Jaka jest odpowiedzialność firm prowadzących wiercenia i eksploatujących w przyszłości złoża? Czy jest przewidziane odszkodowanie w razie np. zanieczyszczenia warstw wodonośnych? Ile warte są wody pitne, zwłaszcza, że ich zasoby się kurczą? Według mnie nie ma takich pieniędzy i odszkodowań, które zrekompensowałyby brak dostępu do czystej wody i środowiska. Teraz czekam na zarzuty, na czyim jestem pasku i że artykuł to manipulacja. Czekam, bo takie zarzuty najczęściej zastępują argumenty w dyskusji o „zbawiennym gazie, nadziei narodu”. A tym czasem, z tego co wiem, nikt jeszcze nie opracował kompleksowej analizy dotyczącej gazu łupkowego. Nie zrobiły tego nawet państwa, gdzie wydobycie idzie pełną parą. Słyszymy, że nie ma dowodów na szkodliwość dla środowiska, jeśli chodzi o jego wydobycie. To odwracanie kota ogonem! Powinny być dowody na nieszkodliwość. Tak zawsze robi się, wprowadzając nowy produkt na rynek. Gazem łupkowym rządzą marzenia o pieniądzach i polityczne strachy zamiast racjonalizmu i pragmatyki. Wielki fizyk Richard Feynman powiedział „Aby technologia była udana, rzeczywistość musi mieć pierwszeństwo przed kształtowaniem opinii publicznej”. Myślę, że tej prostej dla każdego człowieka z wykształceniem technicznym prawdy nie chcą przyjąć politycy, bo jest niewygodna.

Na razie odwierty (choć nieliczne) nie potwierdzają prognoz co do zasobów, bo tak to jest, że geologia jest mało precyzyjna, a szczególnie dotyczące jej prognozy.

PS

Wysyłam ten tekst do redakcji 10.01.2012 r. Moje podejrzenia, że „woda do wydobycia łupków jest mętna i dobrze w niej łowi się ryby”, są uzasadnione ogólną teorią, ekonomią i filozofią, ale zaczynają znajdować potwierdzenie empiryczne. W dniu, kiedy wysyłam ten tekst do druku, Pan prokurator Prokuratury Apelacyjnej Waldemar Tyl poinformował opinię publiczną o zatrzymaniu siedmiu osób w związku z korupcją przy udzielaniu koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego. Są wśród nich trzy osoby z firm ubiegających się o koncesje, trzech pracowników Ministerstwa  Środowiska i (co mnie najbardziej martwi) pracownik PIG. Trwają czynności z ich udziałem. Pieniądze łączą ludzi ponad podziałami!

Maciej Ryskalczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij