Piece kaflowe. Palić każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej…

Pamiętam swoje stare, gdańskie mieszkanie w centrum Wrzeszcza. Miałem tam piec kaflowy i kuchenny. Zawsze zimą, aż do roku 1981, paliłem w piecu kaflowym. Codziennie musiałem narąbać drewna, przynieść z piwnicy węgiel, wybrać popiół z popielnika i napalić węglem. Nikt mnie tego nie uczył – to było tak naturalne, jak dziś włączenie telewizora.

Wszyscy zapewne pamiętamy siarczyste mrozy z przełomu 2009 i 2010 roku, dochodzące do -20ºC, a lokalnie nawet do -25ºC. Jednym ze skutków tak niskich temperatur były częste awarie sieci energetycznych. W niektórych rejonach na południu Polski braki w dostawie energii elektrycznej trwały nawet kilka tygodni. W tym czasie masowo zaczęto kupować agregaty prądotwórcze. Czas oczekiwania na te urządzenia wydłużył się do ponad dwóch miesięcy.

Bez prądu nie było wody, nie działały pompy w układach ogrzewczych, piecyki i kuchenki elektryczne, piece akumulacyjne, podajniki opału do kotłów, wentylacja mechaniczna itp. W mieszkaniach brakowało wody, ta która została w misce ustępowej zamarzała, a na jej powierzchni tworzyła się warstwa niespłukanych odchodów. Woda w rurach i grzejnikach w instalacji ogrzewczej również zamarzała.

Do łask wróciły więc niegdyś popularne na wsi „kozy” do ogrzewania pomieszczeń i gotowania, kominki, „Westfalki”, trzony kuchenne, tzw. cegiełki zamurowane w piecach kuchennych do podgrzewania wody, no i oczywiście piece kaflowe. W tak trudnej sytuacji te „przeżytki minionej epoki” okazały się niezawodne i tanie w eksploatacji. Działały bez prądu i tak długo, dopóki mieszkańcy mieli czym palić.

Pamiętam swoje stare, gdańskie mieszkanie w centrum Wrzeszcza, gdzie miałem piec kaflowy i kuchenny. Zawsze zimą, aż do roku 1981, paliłem w tych piecach. Codziennie musiałem narąbać drewna, wybrać popiół z popielnika, przynieść z piwnicy węgiel i nim napalić. Dwa razy zdarzyło mi się za wcześnie zamknąć drzwiczki do paleniska, przez co spowodowałem wybuch górnej części pieca. Prawidłowe, ekonomicznie i bezpieczne napalenie w piecu było nie lada sztuką.

Do dziś w wielu regionach kraju (szczególnie na wsi) jest bardzo dużo mieszkań, w których znajdują się piece kaflowe lub cegiełki w trzonie kuchennym służące do ogrzewania mieszkań (ogrzewanie grawitacyjne). W mieszkaniach z większym metrażem znajdują się nawet dwa lub trzy piece.

Dochówka – co to takiego? W moim mieszkaniu, w kuchni była również kuchenka węglowa z żeliwnymi fajerkami i dochówką. Piec węglowy, który stał w pokoju, też posiadał dochówkę zamykaną ozdobnymi drzwiczkami z odlewu żeliwnego. Była ona nieco mniejsza i usytuowana w połowie wysokości pieca. Wieczorami znajdował się w niej duży, aluminiowy czajnik wypełniony wodą.

Kiedy późnym wieczorem wracałem do domu z nagrzanej dochówki dobiegał szum gotującej się wody lub zapach podgrzewanego obiadu. Wypełniony wodą czajnik spełniał również rolę nawilżacza powietrza. Dzięki uchylonym drzwiczkom dochówki para z dzióbka czajnika wydostawała się do pomieszczenia, utrzymując właściwą wilgotność w pomieszczeniu.

To było najzdrowsze ogrzewanie. Jeśli dołączymy do tego zapach żywicznych szczap drewna włożonych pomiędzy piec a ścianę pokoju (w celu wysuszenia), to dochodzę do wniosku, że było w owym czasie coś niepowtarzalnego i, mimo upływu lat, do dziś to pamiętam.

Ale są też i wady… Piec miał też jednak swoje wady. Wyjmowanie popiołu z popielnika (tylko do metalowego wiaderka, bo resztki żaru mogły przepalić dno) powodowało wydzielanie się dużej ilości pyłu, który brudził ściany i podłogę. Przyniesienie z piwnicy węgla i drewna nie należało do przyjemności. Zakup i zniesienie tony węgla po schodach do piwnicy to również był nie lada wysiłek.

Piec mógł wywołać poważne zagrożenia związane z tlenkiem węgla lub pożarem. Co roku media donoszą o wielu wypadkach śmiertelnych spowodowanych niesprawną instalacją kominową, niedziałającą wentylacją lub zaprószeniem ognia. Coraz więcej osób instaluje sobie w mieszkaniu i na działkach rekreacyjnych kominki lub „kozy”. Są regiony w Polsce, gdzie nie ma sieci gazowych. Dotyczy to przede wszystkim tzw. ściany wschodniej kraju. Powoli reaktywują się producenci kafli piecowych. Niestety zawód zduna jest na wymarciu.

Jak powinien być prawidłowo zbudowany i eksploatowany piec kaflowy i kuchenny? Jakie są sposoby zaoszczędzenia opału podczas palenia? Odpowiedzi na te pytania oraz wiele innych bardzo ciekawych informacji praktycznych, związanych z prawidłowymi i bezpiecznymi zasadami palenia i budowy pieca, chciałbym przedstawić Czytelnikom w następnych wydaniach „Magazynu Instalatora”.

Tak interesujących informacji nie przeczytacie drodzy Czytelnicy w żadnej obecnie wydawanej książce technicznej czy prasie fachowej (oprócz „Magazynu Instalatora”). W mojej biblioteczce znajdują się dwie unikatowe książki:

* K. Łubkowski, Sposoby zaoszczędzania opału w piecach mieszkaniowych i kuchennych, Warszawa 1914.

* Biblioteka popularna nauk przyrodzonych – podług niemieckiego oryginału A. Bernsteina „O praktycznym opalaniu”, przełożył Stanisław Löwenhard, nr 6, Warszawa: nakładem Karola Bernsteina, księgarza przy ul. Miodowej, 1860.

Wszystkich zainteresowanych tematem proszę o kontakt z redakcją. Jeśli będzie zapotrzebowanie na kontynuację tego tematu, to postaram się opublikować najciekawsze fragmenty tych bardzo rzadkich książek.

Andrzej Świerszcz

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij