Uwaga! Jesteś w ukrytej kamerze, czyli kwiatki instalacyjne. Bufor aż zamurowało…

Zobacz artykuł w wersji pdf pdfpdf pdf

Ponieważ zdjęcia nie przedstawiają pełnej perspektywy, przybliżę uwieczniony na nich obiekt. Jest to zasobnik, prawdopodobnie podgrzewacz ciepłej wody użytkowej lub bufor, wkomponowany elegancko w ścianę. Całość ze smakiem artystycznym, stabilna, wykonana zapewne w porozumieniu z ekipą murarską lub wnętrzarską, silnie powiązana ze ścianą. Ewentualna rozbiórka może nastąpić wyłącznie na skutek trzęsienia ziemi lub wyburzenia przegrody, czyli ściany. Widzimy, że zasobnik nie posiada żadnej izolacji, co w tym konkretnym przypadku okazuje się przydatne. Zbiornik znajduje się, przynajmniej w większej swej części, w przechowywalni sprzętu narciarskiego, co wpływa na szybsze tego sprzętu wysychanie. Ale coś za coś – podgrzanie zawartości zasobnika, ma przecież wpływ na wysokość (wzrost) ceny usług hotelowych (hotel czterogwiazdkowy). Widowiskowe są również bezpośrednie podejścia do zasobnika wykonane bez żadnej armatury odcinającej lub umożliwiającej odwodnienie. Zapewne uznano, w drodze wieloletnich doświadczeń, że jest ona niepotrzebna. Niepełna izolacja z wełny mineralnej w płaszczu z folii aluminiowej w połączeniu z tynkiem (dodatkowe uszczelnienie kołnierzy) daje ciekawy efekt wizualny. Jako ochrona sprawdza się już o wiele mniej sprawnie. „Zapomniano”, że kołnierze są doskonałym mostkiem cieplnym, ale myślę, że nikt z naszych czytelników nie jest tym akurat zdziwiony. W Polsce, nawet w naprawdę dobrze wykonanych instalacjach, izolacja na armaturze czy kołnierzach jest rzadkością, a powszechne jest zdziwienie inspektora nadzoru i wykonawcy, że ktoś może takiego zabezpieczenia w ogóle wymagać. Częstą odpowiedzią jest: „nikt nigdy nie chciał takich rzeczy” lub „przecież wykonałem takie ładne wykończenia końcówek izolacji”, czyli kolorowe aluminiowe blaszki, „przepisowo” kończące się przed zaworami, kołnierzami, rozdzielaczem czy podejściem do naczynia wzbiorczego. W omawianym przypadku zapomniano o jeszcze jednej ważnej rzeczy – zabezpieczeniu przed przypadkowym poparzeniem. Pomieszczenie, gdzie dokonano montażu zbiornika, jest ogólnodostępne dla gości hotelowych, więc także dla dzieci, lecz nikomu nie przyszło do głowy, by jakoś zabezpieczyć powyższe monstrum. Nie jest również pocieszeniem fakt, że zdjęcia zrobiono poza granicami naszego kraju – u nas jest podobnie albo gorzej.

Zdjęcia nr 4, 5, 6 to kontynuacja tematu z mojego poprzedniego artykułu w „Magazynie Instalatora” – modernizacja instalacji ogrzewczej. Pełna minimalizacja kosztów, ale za to maksymalizacja efektów wizualnych. W „modernizowanym” obiekcie nastąpiła wymiana wyłącznie grzejników oraz „dostosowanie” gałązek do nowego rozstawu podejść w grzejnikach.

Zdjęcie nr 4 ukazuje przeuroczą plątaninę kształtek ocynkowanych gwintowanych i lutowanych miedzianych w barwie złamanej bieli. Fantazyjne podejścia, odejścia, odsadzki, zwężenia i rozszerzenia, kolanka o różnych kątach pobudzają wodze fantazji. Nasuwają się tylko pytania:  po co? W jakim celu? Kto to dopuścił? Kto to odebrał? Może zaistnienie tegoż arcydzieła związane jest z faktem, iż instalacja ma miejsce w przybytku zwanym „domem kultury”, a do realizacji zatrudniono lokalnego artystę?

Na zdjęciach nr 5 i 6 mamy z kolei do czynienia z wielbicielem pięknych, polskich gór, prawdopodobnie Giewontu i mitu o Śpiących Rycerzach. Widać tam łagodne na pozór, w praktyce niebezpieczne, zbocza, elastyczne podejścia dla doświadczonych taterników wykonane częściowo za pomocą odcinków z rur Pe-X, zawór odpowietrzający na szczycie. A na dole łagodnie opadające pagórki z odcinków rur Pe-X oraz wygiętych rur stalowych. To nic, że nastąpiło przewężenie przekroju, ważne, że jest widowiskowo i fantazyjnie. Zapewne w wirze twórczego amoku zapomniano o armaturze czy to odcinającej, czy to regulacyjnej lub odwadniającej. A bardziej prozaiczny powód to, niestety, zmniejszenie kosztów inwestycyjnych przy zachowaniu wysokości sumy przetargowej otrzymanej po „wykonaniu modernizacji” za przyzwoleniem inwestora lub jego przedstawiciela. Nadmienię jeszcze, że zdjęcia nr 5 i 6 wykonano w przedszkolu, gdzie szczególnie winna być zachowana higiena wykonania i eksploatacji, a wszelkie rurki i rureczki oraz grzejniki powinny zostać zabezpieczone, tak by dzieci nie mogły ulec poparzeniu, zadrapaniu czy skaleczeniu. Dzieci nie mogą być także „narażane” na przymusowe „podziwianie” wątpliwej estetyki „arcydzieła”, raczej należałoby je uczyć, jak być powinno, a nie jak „ulepić”. Kto się tym jednak przejmuje?

Sugeruję, by w związku z licznymi „osiągnięciami”, jak na zamieszczonych zdjęciach, zrewidować w słowniku polskim pojęcie modernizacji, bo nijak jego definicja się ma do smutnej, polskiej rzeczywistości.

Maciej Sławuta


Rozwiązanie zagadki z „Magazynu Instalatora” 10/2011.

Według mnie zdjęcie nr 4 przedstawiające podziurawiony garnek, zamieszczone w artykule pt. „Grzewczy Chaos” („Magazyn Instalatora” 10/2011), to „nowoczesny” kosz ssawny. Przynajmniej ja bym go tak wykorzystał. Ze względu na typ węża Dn 52 pompa powinna być w koszu, bo inaczej wąż się zaklęśnie.

Pamiętam czasy, choć nie jestem jeszcze bardzo wiekowy, gdy nie każde przedsiębiorstwo wykonujące sieci wod.-kan. posiadało i wykorzystywało igłofiltry. To, w którym ja pracowałem, nie miało, ale dyrektor ambitnie podjął się (w imieniu załogi) roboty na głębokości 5 m. Dostaliśmy do odwodnienia jedną GS, tzw. górniczą. Na szczęście woda zaczęła się na głębokości 4,5 m, ale zostało jeszcze 0,5 m i w tych warunkach musieliśmy wykonać wcinkę w kanał. Dodatkowo, kiedy dokopaliśmy się do kanału, z warstwy podsypkowej wybił gejzer wody. Okazało się, że drenowała całą okolicę, gdzie warstwa 4-4,5 m składała się z gliny. Jako młody inżynier miałem rozpacz w oczach, bo w podręcznikach nic nie było o odwadnianiu takiego wykopu bez specjalistycznych urządzeń! Od razu pomyślałem, że GS-ka zapcha się mułem i piachem, a tylko taką mieliśmy. Powiedziałem, że nie da się tu nic zrobić i usłyszałem, że „nie da się parasola w d… otworzyć”. Stary majster założył buty kanałowe, a mnie kazał przywieźć beczkę i słomę. Słomiane maty były dostępne, bo kiedyś używało się ich przy zimowym betonowaniu. Kiedy wróciłem, wykop był prawie suchy. Majster wybił po prostu otwór w sklepieniu betonowego kanału w miejscu, gdzie potem robiliśmy wcinkę. Woda spłynęła do kanału czyściuteńka, bo zdekantowana. Potem kilofem narobiliśmy dziur w beczce (świetna zabawa!), która następnie umieszczona została w wykopie, obłożona od zewnątrz słomą, by nie „ssać” piachu, nie zapychać siebie i węża tłocznego, a także nie podkopywać szalunku. Otwór w wierzchu kanału zamaskowaliśmy (jak na „partyzantów” przystało) dechami, żeby nie mieć kłopotu z wodociągami. Dzisiaj nie ma uzasadnienia, by tak rozpaczliwie działać – wszystko jest dostępne i można wygodnie odwodnić każdy wykop, nawet na środku rzeki. Jak włączyliśmy się w kanał ogólnospławny w 3/4 napełniony, nie opowiem, bo nie wiem, czy „moja sprawa” się przedawniła. W każdym bądź razie działa już bez mała 20 lat bezawaryjnie! Byłem w tym obiekcie. Ciągle jest tam sporo ludzi, z którymi znam się z czasów budowy i słyszę: „wasze instalacje działają bez awarii”. To miłe, ale zawsze wtedy mówię, że to zasługa majstra Renka. Używał on fajnych określeń, np. kiedy nie chciała zejść woda z instalacji c.o., powiedział: „pewno dostała próżni i się podwiesiła”. I to było jaśniejsze od fizyki barometru rtęciowego. Rzeczywiście nie otworzyliśmy zaworów pod odpowietrznikami. Brak mi takich majstrów! Gdyby oni mieli taki sprzęt, jaki my mamy dziś, to nie byłoby takich „kwiatków” jak na innych Pańskich zdjęciach. Wypijmy więc piwo za prawdziwych majstrów, dzięki którym wyleźliśmy z niejednego… kanału.

Maciej Ryskalczyk

P.S.

Bardzo lubię oglądać Pana zdjęcia – czuję wtedy, że ktoś robi gorzej ode mnie. Pokazuję je monterom z groźbą, że jak się nie poprawią, to zrobię zdjęcia ich robocie i prześlę do redakcji „Magazynu Instalatora”!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij