Uwaga! Jesteś w ukrytej kamerze, czyli kwiatki instalacyjne. Komin na latarni

Zobacz artykuł w wersji pdf pdf pdf

Zdjęcie nr 1 nadesłane zostało przez Czytelnika, dlatego też czuję się upoważniony i zobowiązany do zacytowania opisu autora: „Foto przedstawia przeprowadzenie rur ogrzewania podłogowego pomiędzy łazienką a kuchnią przez widoczne na zdjęciu odpływy z muszli wiszącej i umywalki. O dziwo, instalacja funkcjonowała 4 lata, tylko w domu był okropny fetor i nikt nie wiedział skąd. Po otwarciu ściany ukazała się prawda o pseudo-fachowcu, ta instalacja przebija wszystko, co do tej pory widziałem w świecie instalacji, a pracuję tym zawodzie 36 lat, zakład prowadzę od lat 21″.

Właściwie to ciężko określić, czy cokolwiek na widocznym fragmencie „instalacji sanitarnych” zostało wykonane co najmniej prawidłowo. Należałoby określenie „inżynieria sanitarna” przedefiniować, bo wg Słownika Języka Polskiego (PWN 1989) jest to „dział nauki i techniki zajmujący się budową i unowocześnianiem urządzeń wodociągowych, kanalizacyjnych, itp.”, a nie jestem pewien, czy prezentowany wynalazek jest unowocześnieniem i czy ma coś wspólnego z nauką, bo wykonawca to chyba nie bardzo z nią, tj. nauką, coś wspólnego ma (albo miał). Jeszcze jedna definicja – „sanitarny” – wg Słownika Wyrazów Obcych (PWN 1980) – oznacza „dotyczący spraw związanych z zachowaniem zdrowia, higieny”. W tym przypadku nie bardzo wiem, jak uwieczniona na zdjęciu nr 1 instalacja wpłynie na zachowanie zdrowia i higieny. Możliwe, że w zakresie doświadczeń na ludziach i innych organizmach żywych, a może przeprowadzano lokalne badania nasiąkliwości gruntu lub na odporność chemiczną zewnętrznej powłoki rurociągu PE-X?

Kanalizacja sanitarna – odcinki poziome o różnej średnicy zostały połączone osiowo zamiast mimośrodowo. W ten sposób otrzymano doskonały osadnik na zanieczyszczenia, ale wykonawca, co widać bardzo wyraźnie na zdjęciu, przewidział taką sytuację i zaplanował rewizję w postaci nieosłoniętego otworu, częściowo wypełnionego rurociągami PE-X.

Rurociągi wodne – częściowo izolowane (ciekawe, co spowodowało taki, a nie inny, wybór odcinka do wykonania izolacji i dlaczego kolanko już się nie „załapało”). Można by przyjąć, iż rurociągi instalacji podłogowej nie zostały ochronione termicznie, tak by móc oddawać cenne ciepło do ścieków, które to mogłyby nieopatrznie zmienić swój stan skupienia pod wpływem zbyt niskich temperatur na bardziej stały i osiąść na mieliźnie, czyli grzałce z rurociągów PE-X.

Instalacja elektryczna – elegancko prowadzona w osłonie z peszli, znikająca w warstwach gruntowych. Miejmy nadzieję, że, w przeciwieństwie do rurociągów instalacji podłogowej, nie przenika rurociągu kanalizacyjnego.

Cała widoczna na zdjęciu instalacja została sztywno „wmurowana” w warstwy posadzkowe – przypuszczam, że powyższa przypadłość nie ominęła także innych przegród budowlanych czy przeszkód. Twórca nie przewidział izolacji termicznej praktycznie na żadnym instalowanym rurociągu, prowadząc wszystkie rury w jednej wiązce, nie zachowując wymaganych przez obowiązujące akty prawne odległości pomiędzy nimi. Niedopuszczalne jest prowadzenie jednych rurociągów czy przewodów we wnętrzu innych, a uszkodzenie jednego rurociągu, by móc przeprowadzić przez niego inny świadczy o bezgranicznym braku wyobraźni. Myślę, że wspomniany przez autora zdjęcia przykry zapach nie był tak uciążliwy, jak mógłby być, gdyby łazienka z kuchnią znajdowały się na kondygnacji wyższej, gdzie ścieki nie mogłyby swobodnie wsiąkać w grunt. Będąc na miejscu właściciela, sprawdziłbym inne podejścia i ścianki, za którymi mogłyby się chować podobne wynalazki, możliwy jest bowiem jakiś zagubiony w rurociągu kanalizacyjnym przewód elektryczny.

Analizując powyższe zdjęcie, nasuwa się myśl, dlaczego tak właśnie poprowadzono rurociągi, skoro kilkadziesiąt centymetrów w lewo, patrząc na fotografię, można było je swobodnie ułożyć praktycznie bezkolizyjnie.

Zdjęcie nr 2 przedstawia wg opisu czytelnika „Magazynu Instalatora”: „… nowatorskie podłączenie kotła węglowego – czysta fantazja. Podłączenia wykonał >>stary fachowiec<< z rozmaitymi uprawnieniami, nie dał sobie powiedzieć, że coś jest nie tak. Zdjęcie zrobiłem podczas próby uruchomienia kotła gazowego stojącego obok. Próba się nie powiodła z powodów pokazanych na zdjęciu”.

Widzimy na zdjęciu tyle ciekawostek instalacyjnych, że ciężko zebrać myśli. Może na dobry początek – odpowietrznik kątowy montowany na szczycie. Pytanie: po co? Przypuszczam, że nie jest to najwyższy punkt zasilanej instalacji, a nie sądzę, by spadki zostały jakoś szczególnie dobrze wyprowadzone, to znaczy od odpowietrzenia w kierunku odwodnienia. Drugie pytanie brzmi: czy odpowietrznik kątowy służy do montażu pod każdym dowolnym kątem? Wg wykonawcy – pewnie jak się nazywa kątowy i kąt jakiś ma, to zapewne tak; widocznie fizyki nie zna i nie wie, że woda pod górkę sama z siebie nie płynie, a konstrukcja odpowietrznika nie pozwala na jego zadziałanie w takiej, jak na zdjęciu, pozycji.

Następna rzecz to zastosowane materiały. Mamy tu ulubiony materiał wykonawców, czyli gwintowane rurociąagi ocynkowane. W przypadku kotłów na paliwo stałe, montowanych na ogół bez żadnych zabezpieczeń i ograniczeń temperatury, woda może osiągnąć temperaturę nawet i stu stopni, wtedy to warstwa ocynkowania oddzieli się od wewnętrznych ścianek rurociągów i osiądzie na armaturze, także w następnym ulubionym urządzeniu „fachowców”, czyli zaworze zwrotnym typu „kula”. Od razu mogę stwierdzić, że wspomniany wyżej zawór nigdy nie zadziała – będzie po prostu zapchany (wytrąconą pod wpływem zbyt wysokiej temperatury warstwą ocynku), a przy układzie prezentowanym po prostu nie ma sensu. Rurociągi mają zbyt małe średnice, by grawitacyjne odbiorniki ciepła zasilić, armatura na rozdzielaczu z powodu wysokiego oporu również na to nie pozwoli, o pompie przed rozdzielaczem nie wspominając, bo nic się nie da przez nią grawitacyjnie „przepchać”. Rozumiem, że zawór typu „kula” zainstalowano na życzenie użytkownika (a za radą wykonawcy), by całość zadziałała jako układ grawitacyjny w przypadku zaniku energii elektrycznej. Śmiem przypuszczać, że instalacja ogrzewcza zasilana w powyższy sposób raczej w ogóle niewiele co ogrzewa, nawet w przypadku najwyższego stopnia zasilania w energię.

Oprócz rurociągów ocynkowanych zainstalowano także rurociągi miedziane. Niewielka średnica rurociągów miedzianych wskazuje na zawyżenie prędkości wody (o ile uda się jej w ogóle popłynąć). Duża prędkość wody spowoduje korozję rurociągu w czasie krótszym, niż wskazywałby na to wiek instalacji.

Na zdjęciu widać też rurociągi tworzywowe. Ciekawe, czy wykonawca spojrzał na tajemnicze oznaczenia nadrukowane na zewnętrznej stronie układanych rurociągów i czy umiał je odszyfrować, np. napis „temperatura robocza…”? Chyba mu się ta sztuka nie udała. Raczej nie zamontował rurociągów klasy PE-X (droższych), które mogą pracować przy temperaturach wyższych, ani takich, które można osiągnąć w niesterowalnym praktycznie kotle na paliwo stałe.

Izolacja termiczna układana była „tradycyjnie”, na wybranych wg klucza twórcy odcinkach, raz w płaszczu, raz bez, montowana na spinki, armatura „standardowo” bez izolacji (mostki cieplne? A któż o nich słyszał?). Krótko mówiąc, izolacja nie tylko nie nadaje się do instalacji w temperaturach, które można w prezentowanym układzie osiągnąć, ale też w wykonana w sposób nietrwały i niedopuszczalny przez szanujących się producentów (na spinki montażowe, izolacja bez płaszcza, niezabezpieczona przed czynnikami zewnętrznymi).

Interesująco zamontowano filtr mechaniczny na odgałęzieniu do rozdzielacza. Ciekawe tylko, jak zmusić ewentualne zanieczyszczenia, by płynęły w bok, do osadnika, a nie odcinkiem prostym.

Kratka wentylacyjna – przypuszczam, że wywiewna montowana zbyt nisko (chyba, że jest to nawiewna, wtedy jest zamontowana zbyt wysoko), doskonale zamaskowana przez plątaninę rurociągów. Rozumiem, że twórca dopuszcza jej czyszczenie tylko w przypadku rozbiórki swego arcydzieła.

Przejścia przez przegrody są w postaci otworów o bardzo ostrych krawędziach, kaleczących zewnętrzną powierzchnię rurociągów, niewypełnionych żadną masą – podejrzewam, że od strony kondygnacji wyższej zasklepione są na sztywno.

Strach myśleć, jaką bombę można by zrobić, dołączając do powyższego układu kocioł gazowy. Domyślam się, że nikt instalacji gazowej nie projektował, a tym bardziej nie uzgadniał. Podobnie rzecz się miała w przypadku układu kotłowego (istniejącego i planowanej rozbudowy o kocioł gazowy). Efekt eksploatacyjny: w najlepszym przypadku – brak ogrzewania, w najgorszym – katastrofa budowlana.

Na koniec zdjęcia ku pokrzepieniu serc, czyli jakie cuda czynią za naszą granicą. KameraZdjęcie nr 3 mogłoby stanowić kanwę zagadki, do czego podłączony został komin? Na pierwszy „rzut oka” wygląda, że do jakiegoś bliżej niezidentyfikowanego stalowego rurociągu.

Odpowiedź widnieje na zdjęciu nr 4 – komin został „włączony” do latarni ulicznej, czyli elegancko, praktycznie, Kameraoszczędnie i z rozmachem. Ciekawe, kto dokonuje okresowych przeglądów – zakład energetyczny czy kominiarz, osoba o uprawnieniach wszelakich? A kto wymienia spaloną żarówkę?

Zdjęcia pozostawiam bez komentarza. Nie wykluczam, że autorem powyższego pomysłu racjonalizatorskiego może być nasz rodzimy instalator, zagranicznym inwencji absolutnie nie ujmując.

Pozdrawiam,

Maciej Sławuta

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij