Realia procesu inwestycyjnego w branży wod.-kan. Symbioza w sieci

Zobacz artykuł w wersji pdf pdf pdf  

Osoby odpowiedzialne za realizację każdego zadania inwestycyjnego, projektanci opiniujący i uzgadniający projekt – na etapie przygotowania inwestycji, kierownicy budowy i inspektorzy nadzoru – na etapie realizacji, powinny wykazać się odpowiednią wiedzą, doświadczeniem, a przede wszystkim umiejętnością przewidywania i analizowania wszelkich zdarzeń mogących mieć wpływ na przebieg procesu inwestycyjnego oraz późniejszą eksploatację.
Pierwszym i podstawowym czynnikiem, mającym szczególny wpływ na przyszłe poprawne funkcjonowanie sieci i obiektów wodociągowych oraz kanalizacyjnych, jest odpowiedzialne zachowanie projektanta, który w opracowywanej dokumentacji projektowej musi przeanalizować i uwzględnić wszelkie okoliczności oraz czynniki mogące mieć wpływ na przyszłą realizację inwestycji, a po zakończeniu etapu budowy – na bezproblemową eksploatację.
Należy zawsze pamiętać, że każda sieć wodociągowa oraz kanalizacyjna, każdy obiekt, przepompownia czy też komora zasuw muszą być rozwiązaniami indywidualnymi dla danego przypadku.
Z niepokojem obserwuję, iż nagminne staje się ostatnimi czasy podejście projektantów, którzy idąc „na łatwiznę”, korzystają z tzw. gotowców. Najczęstszym i chyba najbardziej wyrazistym przykładem takiego podejścia może być zamieszczanie w projekcie obliczeń, doborów pomp, a nawet rysunków katalogowych przepompowni, dostarczanych projektantowi przez dostawcę urządzeń, a nie dobieranych przez niego samego.
W tym miejscu należałoby zadać sobie pytanie: kto później ponosi odpowiedzialność ze ew. niepoprawne funkcjonowanie obiektu – projektant, który podpisał się pod dokumentacją, czy przedstawiciel handlowy, dla którego najważniejsze jest sprzedanie produktu? Przykładów takiej nieodpowiedzialności można by mnożyć wiele, jednak na jeden chciałbym zwrócić szczególną uwagę, a mianowicie – robienie projektów „na odległość”, gdy projektant nie dokonał nawet wizji lokalnej w terenie, a obszar, na którym projektuje, zna tylko z mapy. Jest to, wg mnie, karygodne i niedopuszczalne.
Kolejnym bardzo ważnym czynnikiem jest przygotowanie inwestycji do jej realizacji, które to zadanie spoczywa na zamawiającym (urzędzie, przedsiębiorstwie wodociągowym, itp.). Z pozoru jest to czynność bardzo prosta – ogłosić przetarg, wybrać wykonawcę, odebrać robotę i zapłacić. Jednak, przyglądając się temu bliżej, nie jest to wcale takie oczywiste. Zamawiający już na etapie opracowywania specyfikacji istotnych warunków zamówienia, mimo dużej liberalizacji i uproszczenia prawa zamówień publicznych, musi określić swoje oczekiwania, tworząc kryteria, jakie musi spełnić wykonawca startujący w przetargu.
Jeszcze kilka lat temu kryterium wyboru wykonawcy była oferowana cena (70-80% punktów) oraz doświadczenie wykonawcy przy realizacji podobnych zadań (20-30%). Obecnie jednak, w zdecydowanej większości wypadków, jedynym kryterium jest cena (100%). Doskonale rozumiem postawę zamawiającego, który wybiera takie rozwiązanie, nie chcąc narażać się na ew. artykuły prasowe, zarzucające mu niegospodarność, bo dokonał wyboru droższego, choć doświadczonego wykonawcy. Jednak czy jest to słuszna droga? Czy lepiej dużą inwestycję powierzyć firmie, która wcześniej na podobną skalę nic nie realizowała i dopiero na tej inwestycji będzie zbierać doświadczenia, czy może firmie z doświadczeniami, w przypadku której mamy pewność, że inwestycja zostanie wykonana fachowo i solidnie?
Przypomnijmy, iż po bumie inwestycyjnym, związanym z pozyskaniem przez Polskę dużych dotacji ze środków unijnych (lata: 2007-2015) na rozbudowę infrastruktury podziemnej oraz ochronę środowiska, jak „grzyby po deszczu” powstawały coraz to nowe firmy wykonawcze. Środki te jednak powoli się kończą, liczba inwestycji spada, a firmy te na rynku pozostają i zaczynają walczyć o „przetrwanie”. Ponadto wspominana już wcześniej liberalizacja prawa zamówień publicznych spowodowała, iż na skutek umożliwienia użyczenia doświadczenia zawodowego praktycznie większość firm może startować w większości przetargów.
Biorąc powyższe pod uwagę, w rezultacie otrzymujemy zjawisko, iż na przetargach, na których jeszcze niedawno pojawiało się kilka firm wykonawczych, obecnie pojawia się ich kilkanaście (a nawet i więcej), a oferowane ceny spadają do poziomu nawet 50% wartości kosztorysu inwestorskiego. Z jednej strony możemy być zadowoleni z oszczędności, jednak z drugiej zastanówmy się, czy tak niska cena zagwarantuje nam, że roboty zostaną wykonane poprawnie, z zakładaną technologią oraz starannością i sztuką budowlaną, a czy użyte materiały są zgodne z dokumentacją, posiadają wymaganą jakość, atesty, certyfikaty i parametry, oraz czy zapewniają w przyszłości długą i bezproblemową eksploatację.

Ponadto na zamawiającym spoczywa również obowiązek zapewniania odpowiedniego nadzoru nad inwestycją. W tym celu powołuje on inspektora nadzoru (w przypadku dokumentacji projektowej osobę opiniującą projekt) lub inżyniera kontraktu, którego obowiązkiem jest reprezentowanie zamawiającego oraz dbanie o poprawną realizację inwestycji i zgodność z dokumentacją projektową. Osoba ta musi posiadać odpowiednią wiedzę oraz doświadczenie w prowadzeniu tego typu inwestycji. Musi umieć zmierzyć się merytorycznie z wykonawcą i wyegzekwować poprawność realizacji oraz zastosowanie odpowiednich materiałów. Jednym słowem musi to być fachowiec, który będzie dbał o interesy zamawiającego.
W obu powyższych przypadkach zamawiający musi odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest dla niego ważniejsze – cena czy jakość?
Ostatnim i chyba najważniejszym czynnikiem procesu inwestycyjnego jest wykonawca robót. Niezależnie od tego, czy jest to firma budowlana, czy biuro projektów, najważniejszą i priorytetową zasadą dla wszystkich stron procesu powinno być poprawne wykonanie powierzonego zadania.
Powyżej przedstawiliśmy krótką analizę obecnej sytuacji na rynku budowlanym i mechanizm pozyskiwania zleceń, z których jasno wynika, iż wykonawca, chcąc zaistnieć na rynku, musi posiadać najniższą cenę za swoje usługi. Zamawiający ze swojej strony chce wykonawcy jak najtańszego. I mimo iż z pozoru są to rzeczy oczywiste, to jednak pamiętajmy o jednym – wszystkim stronom procesu inwestycyjnego powinno zależeć na wspólnym sukcesie, a tanio nie zawsze oznacza dobrze.
Zamawiający musi wiedzieć, czego oczekuje i, określając warunki udziału w postępowaniu przetargowym, musi stworzyć je adekwatne do przedmiotu zamówienia i nie może kierować się zasadą „byle taniej”. Wykonawca natomiast musi czuć komfort pracy, a nie zmagać się w trakcie całej budowy z ciągłym redukowaniem kosztów, które wymusiło pozyskanie zlecenia za bardzo niską cenę.
Panujące obecnie realia rynkowe doprowadziły do sytuacji wręcz kuriozalnej, w której wykonawca, przystępując do przetargu i przygotowując ofertę, nie skupia się na ew. oszczędnościach wynikających z jego kosztów ogólnych lub technologii i harmonogramu prowadzenia robót, gdyż te koszty zredukował już do minimum. Na pierwszy plan wysuwają się natomiast rozważania w kierunku zamiany materiałów wykorzystanych w projekcie i szukania jak najtańszych zamienników, których parametry techniczne i wytrzymałościowe niejednokrotnie znacznie odbiegają od założeń projektowych.

Reasumując, chciałbym jeszcze raz podkreślić – wszystkie elementy i czynniki procesu inwestycyjnego, począwszy od projektanta, poprzez zamawiającego i inspektora nadzoru, a na wykonawcy kończąc, muszą funkcjonować ze sobą w symbiozie. Jest to konieczne, by przeprowadzić inwestycję poprawnie. Ale żeby tak się stało, należy kłaść szczególny nacisk na to, aby w procesie tym brały udział osoby i firmy będące fachowcami w danej dziedzinie, posiadające odpowiednio wysoki poziom wiedzy technicznej oraz doświadczenia zawodowego. Spełnienie tych kryteriów gwarantuje sukces, a tak realizowane inwestycje zapewnią wieloletnie i poprawne funkcjonowanie sieci oraz obiektów wodociągowych i kanalizacyjnych.
Dlaczego podjęliśmy ten temat? Chcemy wykreślić z obiegu stwierdzenie, że „partactwo to jest drugie imię polskich budowniczych”. Należy natychmiast odejść od obecnie funkcjonującego stereotypu, że osoby dociekliwe, gotowe na merytoryczną dyskusję oraz osoby broniące swoich myśli będą nazywane konfliktowymi i wyeliminuje je to zawodowo. W życiu zawodowym spotykamy osoby pełniące funkcje inspektora nadzoru, projektanta, sprawdzającego lub opiniującego dokumentacją, które są bardzo miłe, niekonfliktowe, ale tak naprawdę mają znikome pojęcie o technologii, hydraulice, konstrukcji, itd. Przeważnie są to osoby, które w swoim życiu zawodowym nie mają się czym wykazać.
Popatrzmy wokół siebie, a zauważymy, że coraz częściej zaprojektowane i wykonywane obiekty nie spełniają wymagań technologicznych lub konstrukcyjnych czy hydraulicznych. Przykłady: autostrady, oczyszczalnie ścieków, stacje uzdatniania wody, sieci wodociągowe i kanalizacyjne, przepompownie ścieków itd. Pytamy więc:

  • czy zawsze naszym motto będzie byle taniej, byle szybciej i byle jak?
  • czy i kiedy wydający bezsensowne warunki techniczne, zgodnie z którymi zostanie zaprojektowany obiekt, narzucający w uzgodnieniach bezsensowne wymagania, czy urzędnik, projektant, inspektor nadzoru, kierownik budowy itp. poniosą kiedyś konsekwencje wynikające ze swoich działań?

Obowiązująca powszechnie zasada, że opinia lub ocena projektu powinny być w miarę pozytywne i tuszować ewentualne błędy, musi zostać natychmiast zapomniana.
Życie uczy nas, że im nauczyciel w szkole i profesor na uczelni są bardziej wymagający oraz sprawdzający dokumentację jest bardziej dociekliwy, wnikliwie przeglądający i analizujący przejęte w projekcie rozwiązania, tym uzyskana przez nas wiedza jest pełniejsza, a wybudowany oraz wprowadzony do eksploatacji obiekt nie stwarza problemu w swoim funkcjonowaniu.
Należy stwierdzić, że pomyłki i popełnione błędy są bardzo kosztowne i dopóki nie będą bolesne (oj, bardzo bolesne!) dla ww., obiekty będziemy projektowali i budowali jak powyżej opisano.
Dookoła zauważamy, że jest źle. Zadajmy więc sobie pytanie, dlaczego? Pytamy niekiedy kolegów i samych siebie, czym to jest spowodowane. Czy wynika to z lęku przed wychyleniem i narażaniem się? Wiemy, że każdy z nas ma coś do stracenia, a zostanie nazwanym konfliktowym może zakończyć karierę zawodową.
Roman Ćwiertnia
Tomasz Ćwiertnia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij