Odwadnianie dachów płaskich. Sześć i pół wiadra na sekundę

zobacz artykuł w wersji pdf  pdf  pdf

Znowu leje. Ostatnio susza obniżyła poziom wody w naturalnych zbiornikach tak, że nie ma gdzie jechać na ryby. Bolesne, bo lubię łowić ryby (nie mylić ze złowić). Za to jak już chluśnie, to nie tylko wędkarze, ale i Noe by się ucieszył. Tyle że w domu trzeba dyżurować, sprawdzać, czy piwnicy nie zalało albo rynny nie oberwało. Dobrze, że dach mam spadzisty. Nie wszyscy takie mają. Wspominam jedną z nowych inwestycji, w których miałem przyjemność uczestniczyć „z ramienia wykonawcy”. Dom nowoczesny, pasywny. Dach płaski z podmurówką jak basen, bo na nim będzie piękny zielony ogród. Nadmiar wody spłynie do odpływów liniowych i dalej normalnie rurami spustowymi do zbiornika deszczówki. Grawitacja ciągle u nas działa bez względu na politykę kredytową banków. Jak będzie susza, to ekologicznie się ogród podleje z tego zbiornika. Też mam podobne, samoistne niejako, rozwiązanie. Kiedy rura spustowa rynny nie daje rady odprowadzać więcej wody, ta przelewa się z rynny, spływa do garażu i zbiera się w kanale (mam taki, kiedyś się samemu naprawiało samochody). Taras mam duży, nad nim wielka połać dachu, woda leje się, że hej! W opisanym powyżej pasywnym budynku wykonano tak zwane przepusty awaryjne, czyli otwory w podwyższonej obmurówce tarasu, przez które przeleje się to, czego nie przepuszczą rury spustowe. Dosyć typowe rozwiązanie, szczególnie przy rozległych połaciach dachowych o małym spadku. Przecież większość rozwiązań konstrukcyjnych opiera się na wartościach średnich lub typowych, przyjmując wartości ekstremalne tylko jako awaryjne. Lepiej żeby zalało awaryjnie elewację, niż zarwało dach. Strasznie się rozpisałem, a gdzie jest te sześć i pół wiadra? Już nawiązuję. Po ostatniej ulewie właśnie tyle wybrałem wody z mojego mimowolnego zbiornika na nadmiarową deszczówkę. Wybierając mozolnie tę wodę (pompę nabyłem kiedyś, ale nie wiem gdzie jest – awarii nie przewidujemy), doznałem olśnienia. Olśnienie to wiąże się z ostatnio przyswojoną wiedzą z zakresu podciśnieniowych odwodnień dachów. Zagadnienie jest w zasadzie swojej banalne. Taka instalacja hydrauliczna wykorzystuje prosty efekt: jeśli rura spustowa jest w pełni wypełniona wodą, to pracuje zupełnie odmiennie niż klasyczna rura spustowa. Po pierwsze – nie hałasuje, bo nie ma w niej powietrza, które ordynarnie bulgocze i przeszkadza wodzie płynąć, a ludziom spać. Może być to istotne, jeśli rura przebiega za oknem sypialni czy sali szpitalnej lub wewnątrz budynku. Po drugie –  woda niebulgocząca płynie w sposób laminarny, czyli jak osobowe samochody na wielopasmowej autostradzie z zakazem wyprzedzania. Warstwa wody ślizga się po sąsiedniej warstwie, najszybciej więc „jadą” te w środku. To najszybszy sposób, w jaki woda potrafi płynąć. Po trzecie, pojawia się tak zwany efekt syfonowy. Jak przy zlewaniu wina rurką z balonu. Jak już zassie, to ciągnie z dachu samo, działając podobnie jak odkurzacz.  Bo w rurze wytwarza się podciśnienie. I, co ciekawe, jak w instalacji centralnego odkurzacza rury takiej instalacji można układać bez spadku. Podciśnienie pociągnie! Są pewne reguły montażu takich instalacji, ale mają one na celu eliminację osadzania zanieczyszczeń i gromadzenia się powietrza w zagięciach rurociągów. Duża prędkość płynącej wody gwarantuje dodatkowo samooczyszczanie się instalacji.

Duże i małe… 
Największy ze znanych mi wpustów dachowych tego typu instalacji (duży, o średnicy obudowy prawie 27 cm) odprowadza maksymalnie 65 litrów wody. Na sekundę! Tu mamy właśnie to sześć i pół wiadra. Na sekundę. Oczywiście są też mniejsze wpusty (12 cm) o wydajności do 14 litrów na sekundę. Maluszki. I rurociągi od takich wpustów nie muszą absolutnie odchodzić pionowo do dołu. Mogą być schowane w kilkunastocentymetrowej konstrukcji stropu (głębokość odprowadzenia rzędu 10 cm jak na rysunku). Wygodne. Takie instalacje posiadają oczywiście różne dodatki – jak kosze zapobiegające dostawaniu się do spustów liści czy przewody grzewcze rozmrażające wpusty wiosną. Ale najważniejsze dla koncepcji działania takiego podciśnieniowego systemu odprowadzania deszczówki jest prędkie uzyskanie pełnego wypełnienia rury spustowej.

Pełne wypełnienie 
Nie dzieje się to natychmiast. W początkowej fazie opadu system działa jak tradycyjne rozwiązanie i bulgocze. Wystarczy minimalny wzrost opadu i zaczyna działać konstrukcja wpustu zawierająca specjalny talerzyk wyglądający, jakby przymykał odpływ. On to właśnie likwiduje efekt powstawania wiru wsysającego powietrze do instalacji – to, które bulgocze i zaburza. Jak ten TIR, który wyprzedza na A2. Konstrukcja niby nieskomplikowana, ale oparta na solidnych obliczeniach mechaniki płynów. I opatentowana. Bo takie niby proste, ale aż kipi od myśli technicznej. I działa bezbłędnie. Trochę więcej wody i instalacja robi się cichutka. Ssie laminarnie wodę z dachu. Sześć i pół wiadra na sekundę. Mój dach się nie nadaje, bo spadzisty mocno. Taras już prędzej, a jeszcze lepiej dach przykrywający obiekt wielkokubaturowy. Mało rur, bo duże prędkości przepływu, czyli taniej, szybszy montaż, kolektory poziome bez spadku łatwe do ukrycia wewnątrz konstrukcji i niekolidujące z innymi instalacjami. Za oknem leje coraz bardziej. Pójdę poszukać tej pompy. Klasyczna do brudnej wody, wyleje około 2 litrów na sekundę. Musi podnieść tę wodę ciut do góry. Ale i tak marna wydajność, chociaż nie jest to tania pompa. Jedyna pociecha, że na ryby może jeszcze da się wyskoczyć.

Maciej Domagała

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij