O instalacjach ratujących życie… Hydrant odcięty

zobacz artykuł w wersji pdf pdf

W związku z publikacją w „Magazynie Instalatora” 12/2012 fotografii mojego autorstwa, przedstawiającego „zabijający” hydrant, padło ze strony Czytelników pytanie: jak powinna być wykonana taka instalacja przeciwpożarowa? Odpowiedź dla inżyniera jest prosta – ma być bezpiecznie! Można w tym miejscu zapytać: a co na to przepisy?

No tak. Tylko czy słyszeliście Państwo, by kiedykolwiek odpowiadał ten, co wydał przepis, czyli w przypadku ustawy – parlament i podpisujący ją prezydent lub, w przypadku rozporządzenia, minister. Ja nie słyszałem. Kiedy zawaliła się hala na Śląsku (28 stycznia 2006 r.), do odpowiedzialności pociągnięto projektanta i zarządcę. Zaczęto się na siłę doszukiwać przepisu o odśnieżaniu dachów (pamiętam jeszcze zimę stulecia – nikt wtedy nie odśnieżał dachów). Wyszukano więc przepis wprowadzony ustawą Prawo budowlane z 1994 r. o utrzymaniu budynków w należytym stanie technicznym, ale jednocześnie parlament, który chwalił to prawo, coś chyba miał „za uszami” i szybko art. 62 rozbudowano o dodatkowe punkty, a wśród nich m.in. ten: „2) zapewnić, dochowując należytej staranności (pod to można podciągnąć wszystko – przyp. aut.), bezpieczeństwo użytkowania obiektu w razie czynników zewnętrznych oddziałujących na ten obiekt, w związku z działaniem człowieka lub sił natury, takich jak: wyładowania atmosferyczne, wstrząsy sejsmiczne, silne wiatry, intensywne opady atmosferyczne…” ustawa o zmianie ustawy – Prawo budowlane oraz niektórych innych ustaw z dnia 10 maja 2007 r.). Vacatio legis wynosiło tylko 14 dni. Proszę sprawdzić, jak ogólnikowy był to punkt przed katastrofą. Moim zdaniem to cenna zmiana.

Mniejsza o odpowiedzialność i przepisy – ludzie zginęli i nikt im życia nie przywróci. Zasłanianie się przepisami stało się jednak normą. Nie wiem, jaki przepis każe montować wykonawcy pokazane na fotografii zawory. Nie wiem, czy w ogóle taki istnieje. Projektanci, których znam, nie uwzględniają ich w projektach (projekty są uzgadniane), a wykonawcy ich nie montują, bo są potencjalnie niebezpieczne! Jaka z nich korzyść? Tylko hipotetyczna, bo kiedy byłby potrzebne? Jedynie, chyba, przy wymianie zaworu hydrantowego. Pozwalałyby na wygodny demontaż, gdyż nie trzeba byłoby zamykać całej instalacji ppoż. Z doświadczenia wiem, że w trakcie zamknięcia takiej instalacji budynek przez 10 min ma nieczynne hydranty. Jak już bardzo chcemy, aby przez ten czas była zapewniona ochrona ppoż. lub np. budynek jest produkcyjny, na ten czas można poprosić straż pożarną o nadzór. Jak często w praktyce zdarza się wymiana takiego zaworu? Prawie nigdy!

Zawory hydrantowe są, z powodu swojego wykonania i sposobu eksploatacji, najmniej zawodnym elementem instalacji ppoż. Należy skalkulować korzyści i niebezpieczeństwo wynikające ze stosowania tego zaworu. Osobiście pierwszy raz zawory te zobaczyłem w instalacjach budynków, których projekty, jak sadzę, „przyszły” do Polski z innych krajów, a tu tylko zostały „przestemplowane”. Wystarczy, by to przestemplowanie nie naruszało prawa, jeżeli nie ma zakazu. Ale ja dostaję „białej gorączki”, kiedy przy wykonywaniu instalacji ppoż. słyszę „z tego nikt nie będzie strzelał” lub „kiedy będzie się palił”. W instalacjach tego typu chodzi o to, że muszą być tak wykonane, jakby miało się palić za chwilę lub za sto lat. Szanujmy życie naszych kolegów strażaków i pamiętajmy: ministrowie mogą wydawać lub nie przepisy, że 2 + 2 = 5, ale dla inżyniera 2 + 2 to zawsze 4. Budowa i eksploatacja obiektów nieustannie niosą ze sobą ryzyko. Nie można stworzyć budowli niezniszczalnych.
Nawet bunkry buduje się z ograniczoną odpornością. Chodzi jedynie o to, jakie ryzyko określamy za dopuszczalne, jakie przyjmiemy współczynniki bezpieczeństwa (zwane też współczynnikami strachu). Moim zdaniem ten zawór to tak zwane „przedobrzenie”. Zamiast zmniejszać ryzyko, podnosi je. Strażak lub niewyszkolony pracownik obiektu, gdy nie uzyskają wody z hydrantu, nie będą szukać za szafkami czy gdzieś wysoko (często pracuje przecież w strefie zadymienia!) zamkniętego zaworu. To oczywiście moja opinia. Każdy może mieć własną. Jeżeli ktoś zna przepis zwalniający z myślenia, chętnie poznam.

PS
Moim zdaniem nie jest to przypadek, kiedy działa zasada: „co nie jest zakazane, jest dozwolone”.

Maciej Ryskalczyk

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij