zobacz artykuł w wersji pdf pdf pdf pdf pdf

Przy okazji rozmawiano o tworzonym nowym rynku pracy. Pierwszą ustawę o odnawialnych źródłach energii miałem okazję przytoczyć na spotkaniu w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN, który był i jest kuźnią wybitnych uczonych. Inspiracją do tego tematu były problemy wskazywane przez prof. Wojciecha Dzieniszewskiego, który jako przewodniczący Polskiego Towarzystwa Energetyki Słonecznej – ISES potwierdził konieczność unormowania tworzącego się nowego rynku pracy. Był to rok 1996 i nikt nie wspierał żadnego instalatora, nazywanego wówczas „hydraulikiem”.

W dniu 4.12.2012 r. ministrowie resortów energetyki krajów członkowskich spotkali się w Brukseli, aby podjąć temat odnawialnych źródeł energii, nie tylko jako antidotum na brakującą i drogą ropę, ale jako źródło taniej i niezależnej energii. Przy okazji rozmawiano o tworzonym nowym rynku pracy. Energia odnawialna, a tak naprawdę w większości energia słoneczna, miała być tematem nie tylko obrad i prezentowanych ciekawostek, ale rzeczywistym udostępnieniem nowych technologii i wykorzystania potencjału istniejących zakładów instalacyjnych.

Instalator OZE
Od 2011 r. formalnie funkcjonuje zawód technika instalacji odnawialnych źródeł energii. Grupę pierwszych instalatorów miałem okazję szkolić w 1998 r., kiedy jeszcze nie mówiono o rozwoju rynku instalacji słonecznych. Zwracałem wówczas uwagę na fakt, że instalatorzy muszą nie tylko dobrze znać swój fach, ale przede wszystkim nauczyć się trudnych zagadnień związanych z takimi sprawami jak:
* bezpieczeństwo pracy wraz z zastosowaniem odpowiednich zabezpieczeń;
* umiejętność wykonywania zawodu w warunkach ekstremalnych, tj. na wysokości i przy skrajnych temperaturach od -30 do +40oC;
* przewidywanie zdarzeń losowych takich jak; gwałtowne podmuchy wiatru, duże oblodzenie itp.;
* właściwy dobór narzędzi, szczególnie w pracach na wysokości;
* zapewnienie bezpieczeństwa eksploatacji dla użytkowników i osób trzecich;
* odpowiedzialność prawna i finansowa instalatorów;
* dokumentacja projektowa i budowlana, a także instrukcje obsługi;
* i inne.

Takie zagadnienia pojawiły się przy okazji powstawania coraz to większej liczby instalacji, montowanych na terenie całego kraju. Warunki klimatyczne są, niestety, tak rożne, że specyfika położenia obiektu i ukształtowanie terenu, na którym są instalowane urządzenia wykorzystujące odnawialne źródła energii, musi wiązać się z doborem właściwych rozwiązań technicznych. Wiedzę na ten temat muszą właśnie posiadać instalatorzy OZE.

Wsparcie dla ustawy
W czasie prac nad ustawą o odnawialnych źródłach energii widać było wsparcie i zaangażowanie najwyższych władz. Taką pomoc udzielił osobiści prof. Jerzy Buzek, stojący przez pewien czas na szczytach władzy Unii Europejskiej, ale też polski rząd. Zainicjowane działania w rządzie Jarosława Kaczyńskiego przyczyniły się do utworzenia specjalnego resortu, gdzie powołano Pełnomocnika do wykorzystania Odnawialnych Źródeł Energii przy Ministerstwie Ochrony Środowiska. Pierwszym Ministrem powołanym do tego zagadnienia był pan Krzysztof Zaręba. Nie sposób jednak wspomnieć o jego poprzedniku, nieżyjącym już Władysławie Łagodźcu, który stworzył podwaliny pod wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, zaczynając od 1994 r. Kolejni następcy, Radosław Gawlik, Zbigniew Kamiński, zgodzili się również z moim określeniem, że sektor energii odnawialnej musi być przypisany do sektora energetyki w Ministerstwie Gospodarki, ponieważ jest zbyt ważną dziedziną tworzącego się rynku pracy. W Unii Europejskiej i USA, a także Kanadzie i Japonii taki system był stosowany od lat. Jednakże zmiany na szczeblu UE doprowadziły do tego, że z biegiem lat zaczęto traktować OZE jako czynnik oddziaływania związanego głównie z transportem. Z takim poglądem trudno było się zgodzić, ale tak się, niestety, stało. Dopiero radykalne oddziaływania gospodarki niemieckiej na rynek europejski wskazały na konieczność wydzielania z sektora OZE prawdziwej lokomotywy napędowej dla gospodarki nie tylko europejskiej, ale też amerykańskiej.

Tak też się stało i w marcu 2012 roku utworzono Departament Energii Odnawialnej, na czele którego stoi Pan Janusz Politowski. Osobą prowadzącą na bieżąco te zagadnienia jest zespół kilkuosobowy, który koordynuje sprawę kilku sektorów tematycznych. Nie sposób jednak nie wykazać, że są to działania w powijakach, gdyż nie ma jeszcze wypracowanej grupy specjalistów, zaś zagadnienia poszczególnych sektorów, np. energetyki słonecznej – kolektorów słonecznych, są rozbieżne w odniesieniu do sektora biomasy lub siłowni wiatrowych.

Każdy z sektorów ma swoje cele, a także doświadczenie w zakresie ukazywania największych problemów w rozwoju poszczególnych gałęzi Odnawialnych Źródeł Energii. Te doświadczenie szeregu specjalistów i znawców tematu, jako empiryków, musi być zauważone i przyjęte przez Departament OZE.

Na tym etapie, po dokonaniu zmian na szczeblu V-ce Prezesa Rady Ministrów i Ministra Gospodarki, gdzie nastąpiła zamiana stanowiska pomiędzy ustępującym Panem Waldemarem Pawlakiem a wstępującym Panem Januszem Piechocińskim, uważam to za dobry znak i lepszą perspektywę bardziej rzeczowych działań.

Spóźnione pomysły

Co ma do tych zagadnień planistycznych i populistycznych rynek instalacyjny? Okazuje się, że przy okazji utworzonego w sposób naturalny, oddolny, rynku instalacji energii odnawialnej, pojawiła się chęć „ręcznego sterowania”. Z biegiem lat zamiast tworzyć warunki pomocy dla instalatorów, od 2000 r. widzimy 5-letnią pustkę, zaś obecnie coraz więcej pojawia się ograniczeń i problemów.

Jedną z najbardziej porażających dla mnie informacji jest kwestia wprowadzenia certyfikatów dla instalatorów, którzy mają budować instalacje słoneczne.

Jest to w moim odczuciu poważne nieporozumienie i zgubienie najważniejszego wątku albo nawet „ducha” ustawy o OZE. Ustawa ta miała być pomocą, a nie ograniczeniem dla instalatorów.

Na chwilę obecną wskazuje się na konieczność przeprowadzenia kilku tysięcy szkoleń. Jest to pomysł spóźniony o kilkanaście lat. Taka potrzeba istniała, ale pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Spoglądając na listę tzw. szkoleń zawodowych, organizowaną przez różnych producentów, można spokojnie stwierdzić, że rynek sam sobie daje radę.

Jeżeli jednak pojawi się taki zapis prawny, gdzie młodzi instalatorzy albo ich starsi koledzy będą musieli wyasygnować 3-4 tys. zł na szkolenie, które tak naprawdę nic im nie da poza przysłowiowym „papierkiem”, to jestem zdania, że animatorzy ostatniej wersji ustawy pomylili pewne cele.

Najważniejszą kwestią w nowej ustawie jest oddzielenie zagadnień przemysłowych od instalacji przydomowych. Instalacje przydomowe są zwyczajowo małymi rozwiązaniami technicznymi, aczkolwiek o zróżnicowanym stopniu skomplikowania. Instalacje te mają nieocenione znaczenie. Na lokalnym rynku są wizytówką i przykładem do naśladowania. Rozwój sektora energetyki słonecznej możemy zawdzięczać właśnie małym instalacjom, a zasługa spływa właśnie na lokalnych instalatorów, hydraulików, którzy sami podejmowali czasami bardzo trudne wyzwania. Takim osobom należy się największe podziękowanie, ponieważ ich pracy nie można indywidualnie nagrodzić i trudno z imienia i nazwiska lub nazwy firmy pochwalić. Rzesza instalatorów – w moim odczuciu – właśnie na początku nowego roku 2013 zasługuje na szczególne uznanie. Z tego też powodu nie mogłem zgodzić się z pomysłem nałożenia obowiązku swoistego karania tych ludzi dodatkowymi kosztami (całkiem niemałymi). Uważam, że tym ludziom należy się dofinansowanie chociażby na zasadzie przekazywania nieodpłatnego specjalistycznych narzędzi, a nie odwrotnie.

Powód jest bardzo prosty. Posłużę się przykładem wspierania instalatorów w Stanach Zjednoczonych. Tam lokalny rynek wykreował producentów, którzy sami prowadzą szkolenia instalatorów, dają im odpowiednią wiedzę, wyposażają w specjalistyczne narzędzia, samochody i sprzęt. Instalatorzy zdobywają najwyższe kwalifikacje w odniesieniu do zastosowania konkretnych wyrobów. Szkolenie tych ludzi w zakresie podniesienia kwalifikacji jest w takim wypadku, mówiąc delikatnie, śmieszne. To raczej instalatorzy mogliby szkolić prelegentów, jak właściwie budować instalacje i na co należy zwrócić uwagę. Warto jednak dodać, że rynek w USA jest tak silny, że nie można sobie pozwolić na jakiekolwiek wpadki, np. źle wykonaną instalację lub źle działające urządzenia. Gwarancja w USA wynosi 30 dni. Dla porównania w Polsce obligatoryjnie 12 miesięcy, a rękojmia 3 lata. Jednak w USA nikt nie musi jeździć do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, ponieważ prestiż firmy uzależniony jest od jakości wykonania i zadowolenia klienta. W tym miejscu trzeba dodać, że zasady te ukształtowały się na przestrzeni 120 lat funkcjonowania rynku instalacji słonecznych. Szkoda, że o takim fakcie zapomniano w przypadku Polski.

Zamysły twórców nowej wersji ustawy są takie, że utworzy się nowe etaty pracy, których koszt wyniesie 3102 zł, a ich liczba wyniesie 26 na jedną gminę, co wskazuje na koszt miesięczny 967 824 zł. Jest to założenie błędne i niemające pokrycia w rzeczywistych warunkach Polski. Działania te są raczej pewnego rodzaju życzeniem niż możliwością osiągnięcia zwykłych realiów.

Za podstawę działania uważam przede wszystkim ochronę i wparcie rodzimego sektora instalatorów, którym więcej trzeba dać, niż od nich odbierać. Przy okazji takiego działania skorzysta nie tylko instalator, ale też jego firma, a to przeniesie się na zysk gminy i całego państwa. W moim odczuciu szkolenia zaplanowane przez Państwo w zakresie wypełniania zobowiązań wypływających bezpośrednio z Dyrektywy UE 2009/28/WE są jednoznaczne – konieczność wspierania sektora energii odnawialnych, a nie drenowanie kieszeni instalatorów.

Zaprzeczeniem jest z drugiej strony stwierdzenie, które można przeczytać w pismach rządowych: „Projekt ustawy o OZE nie podlega uzgodnieniu i notyfikacji ze strony Komisji Europejskiej zgodnie z trybem przewidzianym i podanym w przepisach Rady Ministrów z dnia 23.12.2002 r. w sprawie funkcjonowania krajowego systemu notyfikacji norm i aktów prawnych Dz. U. nr. 239 poz. 20392. Zakłada się wejście w życie ustawy z dniem 1.01.2015 r.”. Takie określenie jest stanowcze, ale w działaniach tych zapomniano o formie tłumaczenia zapisów z języka angielskiego na język polski. Gramatyczne formy wskazujące w naszym wydaniu zastąpiono formami orzekającymi, co jest elementarnym błędem. Takie postępowanie w przyszłości może doprowadzić do tzw. wylania dziecka z kąpielą.

Obecnie przypomina się o fakcie wprowadzenia konsultacji społecznych. Jaki wpływ na nie mają instalatorzy z Podlasia lub Podkarpacia? Żaden. Dlatego uważam, że brakuje odniesienia do rzeczywistej dyskusji o potrzebach uwalniania ograniczeń, a nie ich nakładania, co stało się swoistym przykładem w ostatnich latach na terenie naszego kraju i w odniesieniu do wielu sfer życia publicznego.

Wprowadzanie certyfikatów jest, owszem, potrzebne, ale do podnoszenia kwalifikacji, a nie do ograniczenia wykonywania zawodu i świadczenia usług. Jakie ma znaczenie, czy instalator w Sokołowie lub Miechowie ma „certyfikat”, czy też go nie ma? Jeżeli instalatorzy z takich małych miejscowości zachowają zasady sztuki budowlanej, wykonają poprawnie układ instalacyjny, a urządzenia będą poprawne pracować, to jaki wpływ na taki układ instalacyjny ma „certyfikat”? Według moje wiedzy żaden. Co najwyżej bardziej wyspecjalizowani instalatorzy będą mieli prawo do podnoszenia kosztów za swoją usługę, co w przełożeniu na rynek krajowy spowolni jego rozwój w zakresie OZE.

Z dużą starannością trzeba odnieść się do instalacji przemysłowych, tzw. instalacji dużych, gdzie dla kolektorów słonecznych są to urządzenia o powierzchni absorpcyjnej powyżej 50 m2 (instalacje średnie od 10-50 m2). Dla takich instalacji faktycznie nie tylko trzeba posiadać stosowne umiejętności zawodowe, ale też mieć wiedzę na temat funkcjonującego obiektu i układu technologicznego. W tym wypadku ustawa ma większe odniesienie, ale nie można zapominać, że tak duże układy grzewcze jak np. Ciepłownia Miejska w Wołominie, gdzie istnieje instalacja kolektorów słonecznych o powierzchni ok. 440 m2, miała swój zespół projektowy i najlepsze grono fachowców z Politechniki Warszawskiej. Zatem nie widzę obaw do ukierunkowanego rozwoju w taki sposób, aby utworzony nowy Departament Odnawialnych Źródeł Energii w Ministerstwie Gospodarki był faktyczną jednostką pomocową, a wprowadzona ustawa pomagała, a nie szkodziła w zakresie wykorzystania energii słonecznej wraz z rozwojem budownictwa energooszczędnego.

Trochę optymizmu
Tym samym jestem przekonany, że wskazując na pewne wady projektu ustawy, wywołuję publiczną dyskusję w tym zakresie, a jej uwagi i wnioski dotrą do grona decydentów, w tym do parlamentarzystów. Ma to szczególne znaczenie po zmianie na szczeblu v-ce Premiera Rządu RP. Osobiście mogę jedynie żałować, że nie ma kontynuacji w osobie Pana Krzysztofa Zaremby. W moim odczuciu, popartym osobistą znajomością i wiedzą o zaangażowaniu nowego v-ce Premiera i Ministra Gospodarki w sektor OZE, mamy powody do dużego optymizmu. Niemniej jednak własne uwagi i spostrzeżenia powinni również przekazać „instalatorzy”.

Pewien optymizm pojawił się w zakresie wprowadzenia tzw. „okresu przejściowego” dla instalatorów, którzy będą musieli wykazać się swoimi kwalifikacjami. Ten stan na pewno nie będzie pozytywnie odebrany, a perspektywa dodatkowych opłat za „posiadaną wiedzę” jest bardzo kontrowersyjna.

Jednoznacznie wskazuje na konieczność kładzenia bardzo dużego nacisku na funkcjonowanie niezależnych sektorów OZE, gdzie każda branżowa grupa będzie musiała wręcz bronić swoich interesów. Odsyłam do zapisów Dyrektywy UE 2009/28/WE w brzmieniu oryginalnym, tj. angielskim, gdzie w zestawieniu z obecnym poglądem Ministerstwa Gospodarki wprowadzono szereg niepotrzebnych i utrudniających życie ustaleń, które nie przynoszą nam, jako całemu społeczeństwu, wymiernych korzyści.

Podkreślam wyraźnie, że ustawa jest mocno spóźniona o kilkanaście lat, a nadrabianie straconego czasu i robienie „zapisów na siłę” spowoduje odwrotny skutek od założonego.
Jako dowód przytoczę ustawę „Prawo wekslowe” – ustawa z 28.04.1936 r. Dz. U. RP z 11.04.1936 r. nr 37 poz. 282, które jest jednym z najlepszych przepisów na świecie i obowiązuje do dnia dzisiejszego w Polsce w niezmienionej formie.

Nie widzę zatem powodu do wprowadzania przepisów uszczegółowiających, które będą nie tylko kontrowersyjne, ale spowodują zamazanie idei powołania ustawy do życia. Jej celem jest udzielenie pomocy i wsparcia, a przede wszystkim wzrost liczby instalacji i wytwarzania energii odnawialnej ze źródeł niezależnych.

dr inż. Zbigniew Tomasz Grzegorzewski

__________________________ Moim zdaniem ____________________________

Wszystko, co chroni interes inwestora, ma jak największy sens. I właśnie to mieli ustawodawcy na myśli, wprowadzając pojęcie certyfikacji instalatorów OZE. Do dzisiaj nie wiadomo jednak, jaki ma być zakres i program szkoleń dla instalatorów. Czy uchroni on od budowy kiepskich instalacji z materiałów niskiej jakości? Z całą stanowczością twierdzę, że nie. W wielu przypadkach dalej instalator będzie patrzał na inwestora jak na obiekt do łatwego zarobku. A to dlatego, że certyfikacja nie wprowadza osobistej odpowiedzialności za budowaną instalację, a umowy między inwestorem a instalatorem posiadają dowolnie pisaną treść, gdzie instalator nie określa podstawowych założeń pracy instalacji (zwykle jest to formułowane w formie ustnej). Sądzę, że powinien być opracowany jednolity tekst takiej umowy, gdzie parametry pracy powinny być jednoznacznie określone i za te parametry instalator powinien kategorycznie odpowiadać. Co prawda Prezes UDT może cofnąć certyfikat, jeżeli zostanie udokumentowane, że instalacja została wykonana niezgodnie z przepisami, ale inwestor na ogół nie będzie o tym wiedział bez zagłębiania się w zawiłości ustawy.

Witold Jabłoński, Bachus

Wprowadzając system certyfikacji dla instalatorów OZE, należy wziąć pod uwagę nie tylko korzyści dla klienta indywidualnego, ale także dla samego zainteresowanego – instalatora. Tymczasem projekt budzi wiele kontrowersji, gdyż zagraża nadmiernym ograniczeniem dostępu do zawodu nowym adeptom branży. Dostrzega to także ustawodawca (a przynajmniej to deklaruje) i można mieć nadzieję, że wprowadzenie obowiązku certyfikacji z racji członkostwa Polski w UE odbędzie się w sposób racjonalny.

Można też spotkać się z zarzutem, że na fali rozwojowego rynku urządzeń OZE system certyfikacji ma zapewnić przede wszystkim profity finansowe organizatorom kursów i egzaminów, a to nie powinno być, rzecz jasna, celem wdrożenia projektu.

Należy z pewnością zwrócić uwagę na możliwości bazy dydaktycznej organizatora kursu, aby podobnie jak w przypadku wcześniejszej reformy szkolnictwa zawodowego egzaminy praktyczne nie odbywały się, jak w niektórych zawodach, na drodze tylko pisemnej.

Ireneusz Jeleń, Hewalex

Nowa ustawa (ma wejść na początku 2014 r.) wprowadza system certyfikowania wykonawców instalacji OŹE. Na każde źródło OŹE instalatorzy będą potrzebowali osobnego certyfikatu (ważny na 5 lat), który będą mogli uzyskać, tylko zdając egzamin komisyjny. Po upłynięciu 5 lat będziemy zmuszeni ponownie stanąć przed komisją. Koszt jednego egzaminu na certyfikat to 25% średniej krajowej pensji (przelana na rzecz UDT). Firmy szkoleniowe również będą musiały mieć pozwolenie UDT. Wszystko to wprowadza problemy, generuje koszty i stratę czasu. Instalatorzy będą zmuszeni poszerzyć swoją wiedzę oraz przygotować się do egzaminów i „wysiedzieć swoje” na szkoleniach i w komisjach. Z drugiej strony montażem będą zajmować się osoby, których wiedza została w tym temacie zweryfikowana. KE, wprowadzając tę dyrektywę, miała w zamyśle podniesienie jakości wykonywanych usług. Jednakże polski rynek instalacji OŹE w sposób naturalny zweryfikował jakość firm w zakresie montażu. Wyspecjalizowane firmy montują pompy ciepła, inne instalacje na biomasę, a inne systemy solarne. Dlatego uważam, że propozycja zapisu w nowej ustawie o OŹE nie podniesie jakości oferowanych usług świadczonych przez te firmy. Firmom, które będą chciały się zająć tym rynkiem, utrudni zaś do niego dostęp.

Marcin Kopeć, Herz


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij