Odprowadzanie spalin z gazowych atmosferycznych urządzeń grzewczych. „Aluspiro” i paragrafy

zobacz artykuł w wersji pdf pdf pdf

Jeśli chodzi o przepisy związane z bezpiecznym użytkowaniem gazowych atmosferycznych urządzeń grzewczych, to chciałbym już na samym początku wyjaśnić, że nie istnieją w Polsce uprawnienia energetyczne „D” i „E” (na takie niektórzy się powołują!). Jest to nazwa potoczna i warto to mocno podkreślić, gdyż powoduje to wiele nieporozumień (takich jak np. wykonywanie w oparciu o ten „papier” nowych instalacji). Prawidłowa ich nazwa brzmi: „kwalifikacje do zajmowania się eksploatacją urządzeń, instalacji i sieci w zakresie… (tu należy podać dokładnie czego, zgodnie z załącznikiem 1 do poniższego rozporządzenia)” zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 28 kwietnia 2003 (Dz. U. nr 89, poz. 828 z późniejszymi zamianami). Rozporządzenie to zostało wydane na podstawie prawa energetycznego. W przypadku kwalifikacji, na które czasami powołują się osoby z branży, są to kwalifikacje z załącznika 1 (grupa 3 punkt 3), czyli do dozoru lub eksploatacji urządzeń i instalacji gazowych o ciśnieniu nie wyższym niż 5 kPa. Jest to bardzo ważne określenie i powinno się go używać zwłaszcza w wypowiedziach publicznych. Używane w formie tzw. skrótu myślowego jest niebezpiecznie mylące!

Teraz spójrzmy na to, czym jest instalacja gazowa. Jest ona zdefiniowana jednoznacznie w Rozporządzeniu Ministra Infrastruktury z dnia 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (Dz. U. z 2002 r. nr 75, poz. 690 z późniejszymi zmianami), i zależy od źródła zasilania. Punkt 2 paragrafu 156 mówi: „instalację gazową zasilaną z sieci gazowej stanowi układ przewodów za kurkiem głównym, prowadzonych na zewnątrz lub wewnątrz budynków, wraz z armaturą, kształtkami i innym wyposażeniem, a także urządzeniami pomiaru zużycia gazu, urządzeniami gazowymi oraz przewodami spalinowymi lub powietrzno-spalinowymi, jeżeli są one elementem wyposażenia urządzeń gazowych”. Zgodnie z powyższym, ostatnim elementem będącym częścią urządzenia grzewczego jest przerywacz ciągu! Z tego co się orientuję, to żaden dostawca urządzeń grzewczych nie dostarcza ich z tymi aluminiowymi rurami spiro.

Z jakiegoś powodu jest inaczej przy instalacjach zasilanych gazem płynnym ze stałych zbiorników lub baterii butli i stałych zbiorników. W paragrafie 156 punkt 3 jasno stoi: „… oraz przewody spalinowe lub powietrzno-spalinowe odprowadzające spaliny bezpośrednio poza budynek lub do przewodów ściennych”. W tym przypadku przyłączeniem może zająć się tylko osoba posiadająca odpowiednie uprawnienia budowlane lub kwalifikacje „D” lub „E” (nie mogą się tym zajmować kominiarze, choć nagminnie się w swojej pracy zawodowej z tym spotykam). W przypadku zaś, gdy jest to indywidualna butla wewnątrz budynku, punkt 4 tego samego paragrafu stanowi: „… wraz z przewodami spalinowymi lub powietrzno-spalinowymi, jeżeli stanowią one element składowy urządzeń gazowych”. W tym przypadku sprawa również jest oczywista – rury „aluspiro” nie są takimi elementami. Dlaczego tak jest, że różnie sklasyfikowano ten element, nie wiem. W związku z tym, że występuje takie zróżnicowane, najlepiej wezwać uprawnionego inżyniera sanitarnego, w momencie gdy kominiarz ma wątpliwości, czy to instalacja gazowa czy kominowa. Inżynierowie sanitarni, zgodnie z ustawą Prawo budowlane i wszystkimi znanymi mi interpretacjami odpowiedniego artykułu, są uprawnieni do przeglądów i gazowych, i kominiarskich.

Jak już kiedyś pisałem na łamach „Magazynu Instalatora”, prawo jest całością i nie należy go czytać fragmentarycznie (a poza tym trzeba znać hierarchię aktów prawnych!). Mnie, w każdym bądź razie, taką rurę około 20 lat temu zainstalował kominiarz (a przynajmniej wyglądał jak kominiarz, miał „regulaminową” czapkę i pas z wielką niklowaną klamrą, wyglądał fachowo i groźnie). Na szczęście miałem wtedy doświadczonego kierownika, który nie rozwodził się nad przepisami, tylko powiedział, że to „chłam”. Dodał jeszcze: „potrzebuję ciebie do roboty całego i zdrowego, masz to zmienić, bo po premii”. To był konkretny człowiek. Nauczył mnie, że żadna „gadka” i przepisy nie zwalniają nas z myślenia. Przepis to minimum, które musimy spełnić. Potrzeba jeszcze logiki. A jak logika i przepis są sprzeczne, to są metody wyjaśnienia: prawne i techniczne. W naszej branży trzeba mieć „ikrę”. Osobiście nie jestem zbyt stanowczy, ale są sytuacje, kiedy nie ma wyjścia i trzeba działać. Kiedyś na terenie „zamkniętym” stwierdziliśmy wyciek gazu. Władający tym obszarem nie chciał, z sobie tylko znanych przyczyn, wpuścić nas na swoje terytorium ponownie (a tam znajdował się zawór główny). Sprawdziliśmy, czy jest zasuwa przy wcince w magistralę.
Nie było. Daliśmy człowiekowi czas na wpuszczenie nas na zagrożony teren. Niestety na próżno. Poinformowaliśmy go, że za chwilę trwale odetniemy gaz.
Daliśmy jeszcze godzinę i… zmiażdżyliśmy zaciskiem przyłącze, przeciekliśmy palnikiem, zaślepiliśmy. Gaz do tych budynków wrócił późną jesienią, tuż po przymrozkach. Było mi przykro i współczułem właścicielowi. Staraliśmy się przywrócić gaz niezwłocznie po kontroli obiektu. Sama budowa nowego przyłącza trwała trzy godziny, jednak na tzw. papiery potrzebne do rozpoczęcia prac czekaliśmy pół roku. Efekt końcowy był taki, że przeglądy były wykonywane regularnie, a właściciel podjął decyzję o wymianie instalacji gazowych na swoim terenie. Cała ta akcja również i mnie trochę kosztowała. Przede wszystkim potwornie się narobiłem przy papierach, ale dyskusji o gazie już nie było. A to było najważniejsze! Metodę na bezpieczne rozwiązanie problemu zawsze można znaleźć. Poza tym istnieje artykuł 70, punkt 2 Prawa Budowlanego (Dz. U. Nr 89, poz. 414 z późniejszymi zmianami), który zawsze załatwia sprawę. Instytucja, do której się on odwołuje, jest sprawna i skuteczna. Kiedyś skorzystałem z jej pomocy w sprawie poważnego zagrożenia. Ta instytucja może zawsze skorzystać z art. 69 punkt 1 ustawy, a do użycia tych samych środków, co w punkcie 1, ustawa upoważnia policję i Państwową Straż Pożarną. Panowie ze PSP na pewno skutecznie namówią do naprawy przyłącza kominowego, którego nieprawidłowość stwarza, poza możliwością zaczadzenia, zagrożenie pożarowe. Chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że za niedopełnienie przez nas artykułu 70 grozi kara. Wybór jest więc prosty. Dbałość o obiekt budowlany określa rozdział 6 ustawy. Tam też są wyszczególnione szerokie kompetencje właściwego organu, tyle że musi być on o wszystkim poinformowany (urzędnicy przecież nie chodzą na przeglądy okresowe!). Poza tym właściciela lub zarządcę obowiązuje znajomość przepisów, a „ignorantia iuris nocet”. Nie pozwólcie Panowie kominiarze, by ceną za ignorancję były zaczadzenie lub pożar. Lepiej nie uczyć się na błędach. Jeżeli chcecie działać łagodniej, działajcie z zarządcą, czyli np. administracją. Na pewno nie można zbyć tego problemu milczeniem – nawet jeżeli nie prowadzimy przeglądu, a tylko widzimy to przypadkiem, koniecznie poinformujmy o niebezpieczeństwie właściciela lub zarządcę.

Jeszcze jedna sprawa, tak na marginesie. Kto zajmuje się przyłączeniem kotła na paliwo stałe do komina sensu stricte? Według mnie – kominiarze. A co jest instalacja kominową? Posłużę się tu matematyką, która jest częścią wiedzy technicznej. Instalacje gazowa i kominowa stanowią zbiór pełny. Tak więc przez dowód nie wprost – co nie jest instalacją gazową jest instalacją kominowa. A co jest instalacją gazową definiują przytoczone w artykule przepisy w randze rozporządzenia, a w przypadku ich sprzeczności z aktami mniejszej rangi rozporządzenie ma pierwszeństwo prawne.

Przepraszam z góry tych, którzy poczuli się urażeni. Zaprezentowałem tylko moją opinię. Sądzę, że lepiej rozmawiać po „męsku” (chociaż panie inżynier, które znam, są czasem „twardsze” od swoich kolegów i nie obrażają się tak szybko) niż głaskać się po głowach i, nie daj Boże, mieć kogoś na sumieniu.

Maciej Ryskalczyk

PS
Ja swoich błędów nie wypieram się, tylko je naprawiam i przepraszam. Poprawiam także pomyłki moich kolegów (za ich zgodą). Jak pewnie wielu z was, Panowie kominiarze. Każdy popełnia błędy. Taka już nasza cecha. Ważne jest, jak sobie z nimi radzimy. Czekam na aferę z „alufolem”, bo jak mi wychodzi z pomiarów, głównie kotłów z palnikiem nadmuchowym, temperatura jest tam wyższa niż w DTR – tej aluminiowej dmuchanki (nie zapominajmy jeszcze o tym, że aluminium nie lubi się z kwasem).

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij