Mission impossible inżynier Zenony (z happy endem!). Rura do wymiany.

zobacz artykuł w wersji pdf pdf  pdf

Pani inżynier Zenona K. była doświadczoną projektantką z wieloletnim stażem, w biurze cieszyła się zasłużonym poważaniem. Niektórzy złośliwi (i młodsi) koledzy twierdzili, że swoje projekty liczy jeszcze na obrotowym arytmometrze, lecz to oczywiście było nieprawdą. Owszem, kiedyś sprawnie posługiwała się suwakiem logarytmicznym, ale gdy już pracowała w Centralnym Zjednoczeniu Instalacji Przemysłowych i Komunalnych (w skrócie CZIPIK) do obliczeń używała kalkulatorów z neonowymi wówczas wyświetlaczami. Później, w nowej rzeczywistości gospodarczej, gdy CZIPIK przekształcił się w CIUPOL (Centrum Informacyjno-Usługowe Projektowania Ogólnego Sp. z o.o.), przemianowane wkrótce na POLCIUP (Polskie Centrum Instalacji i Usług Projektowych), do biura zaczęły wkraczać komputery wyposażone w pierwsze programy obliczeniowe. Gdy wreszcie nastał CIPIUR, na każdym biurku stał już komputer, a kreślarzy zastąpiły bezduszne plotery. Choć pani Zenona nie mogła się równać w biegłości obsługi programów z młodymi wilkami projektowania „komputerowego”, to pod względem doświadczenia i kreatywności nie było jej równych, nie było też dla niej zadań nie do wykonania – aż do dnia, gdy kierownik pracowni rzucił na jej biurko zapisaną kartkę i dziwnie szybko, bez słowa się oddalił.

– Oho – dobrze znała swojego przełożonego – pewnie znowu jakiś pasztet. Zaczęła czytać dokument i po chwili jej twarz zasnuła gradowa chmura. Były to założenia do projektu modernizacji instalacji centralnego ogrzewania w największym i najwyższym w mieście „mrówkowcu” mieszkalnym zwanym „Pekinem”. Wynikało z nich, że nowa modernizowana instalacja ma wytrzymać co najmniej 50 lat, musi być niepalna, odporna na osiedlowych wandali, nie może się odkształcać pod wpływem temperatury i do tego ma mieć estetyczny wygląd! W założeniach określony był też czas na wykonanie prac oraz maksymalna kwota, jaką inwestor może przeznaczyć na przeprowadzenie remontu – już na pierwszy rzut oka wydała się niepokojąco niska.

– Mission impossible – szepnęła. Mimo że była doświadczoną projektantką, czuła, że to zadanie ją przerasta. Tak wyśrubowane warunki techniczne i ekonomiczne były nie do pogodzenia, nawet z jej rozległą wiedzą i bogatym przecież doświadczeniem zawodowym.

Przez kilka następnych dni pani K. chodziła po biurze jak struta, z głową w czarnych chmurach, do której nie przychodził żaden pomysł. Aż nagle… Właśnie zrezygnowana przeglądała najnowszy numer „Magazynu Instalatora”, gdy jej ponury wzrok zatrzymał się przypadkiem na tytule: „Jak szybko i tanio zmodernizować instalację centralnego ogrzewania”. Zaciekawiona czytała dalej: „Doświadczeni instalatorzy wiedzą, że wymiana instalacji wewnętrznych często jest operacją bardziej skomplikowaną niż montaż w nowym budynku. Z reguły trudniejszy jest dostęp do tras rur (co wiąże się z uciążliwymi pracami budowlanymi), dochodzi też konieczność szybkiego, etapowego i terminowego wykonywania prac oraz zachowania bezpieczeństwa pożarowego. Osobna sprawa to specyficzne, wysokie wymagania stawiane materiałom stosowanym w remontach instalacji. W przypadku wymian instalacji grzewczych warunki te doskonale spełnia system rur i kształtek stalowych, łączący walory tradycyjnych rozwiązań z nowoczesnym sposobem montażu”.

Przez chwilę skupiła wzrok na charakterystycznym zdjęciu, by po chwili pośpiesznie czytać dalej: „Tradycyjny materiał – nowoczesna technika…, koszt modernizacji porównywalny…”.

Eureka! – krzyknęła pani Zenona, aż młody asystent przy sąsiednim biurku niemal udławił się kanapką z serem – to jest to, jesteśmy uratowani! Franuś, wygugluj namiary do najbliższego doradcy tej firmy. Zadzwoń i sprowadź mi go tu jak najszybciej.

Inżynier Franuś wypełnił zadanie błyskawicznie, bo od dawna miał kontakt z miejscowym przedstawicielem firmy i znał już te „pusze” i „pressy”, a nawet ogrzewanie podłogowe!

Następnego dnia w pracowni pojawił się punktualnie, w czystych butach i pod krawatem, przedstawiciel firmy, taszcząc ciężką, metalową walizkę.

Pani Zenona, jak przystało na rasową przedstawicielkę nauk technicznych, od razu przystąpiła do rzeczy.

– Proszę, bez zbędnych marketingowych wstępów, zaprezentować ofertę i przekonać nas (zebrała się cała pracownia instalacyjna) do tego waszego cudownego systemu ze stali.

Trochę skonfundowany szorstkimi słowami pani inżynier, doradca uruchomił swój komputer i rzutnik multimedialny, powyciągał srebrzyste kawałki rurek i złączek, a na koniec wydobył z żółtej walizy dość poważnie wyglądające podłużne narzędzie zakończone kablem z wtyczką.

I już po chwili, po naprawdę krótkim wstępie, nieco jeszcze spięty, przystąpił do prezentowania tajemniczych rur i złączek.

Okazało się, że wykonane są ze stali węglowej – tej samej, z której produkowane były rury spawane. Zapewnił jednak, że jest to stal najwyższej jakości (tu podał numery odpowiednich norm), a same rury na etapie produkcji spawane są laserowo. Rury te, tak jak i złączki, swój srebrzysty kolor zawdzięczają gładkiej powłoce z cynku, stanowiącej zabezpieczenie antykorozyjne.

– Te rurki, jak na żelazo, są dziwnie lekkie – przerwała nieco obcesowo pani Zenona.

– A tak, bo to są rury precyzyjne i grubość ich ścianek nie przekracza 2 milimetrów, podczas gdy grubość ścianek zwykłych rur jest znacznie większa. Dzięki temu, a także dzięki wysokiej gładkości wewnątrz, rury mają zdecydowanie lepsze właściwości przepływu… – i tu zagłębił się w wywody hydrauliczne dotyczące rur i kształtek, miał przecież do czynienia z fachowcami.

– No dobrze – biurowa nestorka projektowania była nieugięta – a jak jest z trwałością tego wynalazku? Bo wie pan, właśnie mamy projektować wymianę starej instalacji z rur spawanych stalowych, które padły po niespełna 30 latach.

– Gdy instalacja jest całkowicie hermetyczna, czyli będzie pracowała w układzie zamkniętym, wytrzyma 50 lat – doradca miał już gotową odpowiedź.

Młody asystent Franuś też chciał zabłysnąć, więc zadał podchwytliwe pytanie: A co z ciśnieniem i temperaturą pracy takich instalacji?

– Standardowo 16 barów i 110 stopni Celsjusza – liczby te na słuchaczach zrobiły wrażenie, a żeby je wzmocnić, dodał jeszcze, że przy specjalnych uszczelkach może być nawet 180 stopni!

– No właśnie, uszczelki – kontynuował. – We wszystkich złączkach znajdują się specjalne pierścieniowe uszczelnienia wykonane z kauczuku EPDM i to one decydują o szczelności każdego połączenia – na wyświetlanych obrazach przedstawiciel prezentował rodzaje złączek i owe niezwykłe pierścienie, które nazywał o-ringami.

Na koniec teoretycznej części swego wystąpienia doradca, całkowicie już wyluzowany, kilka minut poświęcił na zaprezentowanie bliźniaczego systemu składającego się z cienkościennych rur i kształtek produkowanych ze stali nierdzewnej. Nie omieszkał też wspomnieć w paru zdaniach o najnowszym dziecku ze stalowej rodziny dla przeciwpożarowych instalacji tryskaczowych.

Ambitny asystent z zapałem notował każde niemalże słowo przedstawiciela firmy, pani Zenona tylko słuchała, lecz było widać, że na jej chmurnym czole zaczęły pojawiać się promyki słońca. Doradca chyba je dostrzegł, bo kontynuując swoje wystąpienie, powiedział:

– Widzę, że zaprezentowane walory tego systemu przypadły Państwu do gustu, więc aby wzmocnić ten pozytywny odbiór, zademonstruję teraz łatwość, z jaką wykonuje się połączenia w tym systemie.

Mocno chwycił odcinek rury i dość dziwacznym przyrządem, ruchem obrotowym zaczął wygładzać krawędzie czoła rury. Następnie tak przygotowaną rurkę bez żadnego wysiłku włożył w mufę kolanka, grubym flamastrem obrysował dookoła rurę tuż przy krawędzi złączki i… z miną sztukmistrza zademonstrował, jak rura swobodnie obraca się w względem kształtki.

Żółty przyrząd, zwany zaciskarką, wyglądający jak połączenie karabinu maszynowego z wiertarką, podłączył do kontaktu i wprawnymi dłońmi uzbroił go w metalowe szczęki przypominające nieco szczypce potwornego kraba. Rozchylił je, nałożył na kształtkę i trzymając narzędzie jak Rambo, prawie niewidocznym ruchem pociągnął za cyngiel przyrządu…

Zamiast wystrzału rozległ się trudny do opisania jękliwy nieco dźwięk, szczęki (niczym mechaniczne szpony) nieuchronnie zacisnęły się na złączce i po chwili nastąpiła przejmująca cisza. Z kamienną twarzą przedstawiciel ponownie rozchylił złowieszcze szczęki i triumfalnie podniósł w górę trwale połączone z rurą kolanko. Wszystko to trwało dosłownie sekundy, tak że zgromadzeni nie zdążyli nawet zarejestrować w pamięci poszczególnych etapów łączenia. Dla utrwalenia przedstawiciel jeszcze raz powtórzył wszystkie czynności.

– Wygląda to podobnie jak w systemie dla rur wielowarstwowych – przytomnie zauważył młody inżynier Franuś, dumny, że znów mógł się wykazać przed całą pracownią swoją wiedzą techniczną.

– Oczywiście – potwierdził doradca. – Należy pamiętać jednak, że w obydwu przypadkach występują odmienne rodzaje szczęk zaciskowych. Taka szybkość wykonania połączeń przekłada się na koszt robocizny, która w dużej mierze decyduje o kosztach wykonania całej instalacji. I prezentując odpowiednie tabele, zaczął się rozwodzić nad efektownymi ekonomicznymi efektami takiej właśnie metody montażu.

Inżynier Zenona, mimo że oszołomiona nieco przebiegiem prezentacji, była już pewna, że zadanie pozornie niewykonalne zostanie odrobione. Rozsypane w jej głowie puzzle podrzuconej przez kierownika układanki instalacyjnej zaczęły przybierać formę projektu modernizacji instalacji.

Wkrótce, po otrzymaniu od inżynier K. wyczerpujących i jasnych wytycznych, asystent Franuś ochoczo wykonał całą czarną robotę, czyli na komputerze przeprowadził obliczenia oraz wykreślił odpowiednie rysunki. I jeszcze w tym samym roku, przed nastaniem mrozów, mieszkańcy „Pekinu” mogli się cieszyć nową, sprawną i ładną instalacją grzewczą, a inżynier Zenona K. całkiem niezłą premią.

Piotr Bertram

Słowniczek terminów

* Mission impossible (ang.) – zadanie nie do wykonania (lecz nie dla inżynier Zenony K.!).

* Steel (ang.) – stal. Jeszcze niedawno rury wykonane ze stali były skutecznie wypierane przez nowe materiały. W nowym wcieleniu rury te, ku zaskoczeniu wielu, z powodzeniem znów znajdują miejsce w nowoczesnej technice instalacyjnej.

* Arytmometr – nazwa mechanicznej maszyny liczącej na korbkę, poprzedniczki kalkulatora. Dziś zastąpiona komputerem, którego używanie, niestety, nadal nie zwalnia z myślenia.

* Eureka! (z greki) – znalazłem! – okrzyk wydawany zwykle przy niespodziewanym wpadnięciu na jakiś pomysł, pierwszy raz użyty przez Archimedesa. Inżynier Zenona K. dobrze znała to słowo i użyła je we właściwym momencie. Mimo że miała wykształcenie wyższe techniczne, to nauki na poziomie podstawowym i wyższym pobierała jeszcze przed reformą szkolnictwa.

* Bar – miła dla ucha nazwa jednostki ciśnienia, chętnie używana w praktyce instalacyjnej, w przeciwieństwie do obco i niesympatycznie brzmiącej jednostki o nazwie paskal.

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij