O tym, jak kolektor dostał z liścia… Zagrożenie na dachu

zobacz artykuł w formie pdf zobacz pdfa   zobacz pdfa      

 Już wówczas popełniamy pierwszy kardynalny błąd, bowiem jeżeli masa ogólna osoby wchodzącej na dach wynosi 80-100 kg (brutto, ubranie, obuwie, narzędzia itp.), to wypadkowa działająca na krawędź dachu wynosi ok. 20 kg (w zależności od kąta, pod jakim przystawimy drabinę i jaki będzie nacisk jednostkowy). Wyliczenie wynika z układu wektorowego. Wizualnie wygląda to w ten sposób, że krawędź dachu – jaką jest rynna z pasem podrynnowym – ulega odkształceniu. Odkształcenie to może być plastyczne, odwracalne lub trwałe, pozostawiające pewne wgniecenie. Idąc dalej po dachu w kierunku zainstalowanych kolektorów, naciskamy butami w sposób jednostkowy na poszycie dachu. Warto zatem przeanalizować przekrój dachu, zanim na niego wejdziemy. Z doświadczenia wiem, że największe zniszczenia są spowodowane właśnie przez „fachowców”, którzy, owszem, znali się na instalacjach hydraulicznych, ale nie zwracali uwagi na zagadnienia budowlane.
Każde poszycie jest wykonane w innej technologii, ale najważniejszą kwestią jest znajomość przekroju i maksymalnego nacisku jednostkowego. W przypadku wątpliwości albo poważnych obaw przed uszkodzeniem możemy zabezpieczyć się w ten sposób, że na powierzchni dachu rozłożymy aluminiową drabinę 1-stopniową, której dolne listwy nośne owiniemy cienką folią poliuretanową lub jakimś innym miękkim materiałem. Jednakże powinniśmy pamiętać o konieczności stosowania zaczepów w górnej części, które pozwolą nam zachować pełne bezpieczeństwo!
Obecnie poszycia są wykonane w technologii pocienionej z blachodachówki, pod którą jest tzw. ruszt i folia wiatrochronna, a następnie izolacja termiczna. Coraz rzadziej spotyka się tzw. deskowanie (lub poszycie z płyty wiórowej), które jest twardym podłożem. Dochodząc do samych kolektorów, możemy dokonać niemałych zniszczeń, nie widząc ich (zniszczeń) z płaszczyzny podłoża przed budynkiem. Kiedy dotrzemy do kolektorów, możemy, właśnie w okresie jesieni, zaobserwować liście na poszyciu kolektora albo w zagłębieniach pomiędzy nimi, które osadzając się (nawet latami), tworzą swoistą zwartą masę, która ulega procesowi gnilnemu. To nie jest jednak najgorszy problem. Największe niebezpieczeństwo grozi nam wówczas, kiedy zgromadzone liście będą powodowały zatrzymywanie śniegu w czasie opadów, a w okresach roztopów mogą spowodować gromadzenie się lodu, który będzie zalegał między kolektorami lub pod obudową kolektorów. Taka sytuacja jest bardzo groźna i stwarza zagrożenie dla zdrowia i życia ludzkiego. Usuwać takie odpadki możemy za  pomocą  cienkiego węża ogrodowego, wsuwając go pod kolektor. Warto wtedy przepłukać miejsce po zgniłej warstwie zalegających odpadków.

Wypiętrzanie lodu
Zagrożenie dla kolektorów słonecznych  powstaje najczęściej między styczniem a marcem. Wynika to z faktu zmienności temperatur oraz dużej różnicy w natężeniu promieniowania – poniżej granicy zamarzania wody. Śnieg, który zatrzymał się na powierzchni kolektora, topnieje, a rozpuszczona woda zaczyna penetrować przestrzeń między panelami lub między rurami szklanymi. Może się zdarzyć, że wówczas tworzy się, właśnie na powierzchni chropowatej, podłoże do zalegania topniejącego śniegu w układzie warstwowym. Wypiętrzające się warstwy zamarzającego lodu bez większego problemu są w stanie dokonać swoistego wyrwania, porównywalnego do „wysadzenia” kolektora z zaczepów mocujących. Konsekwencją takiego działania jest upadek z dachu instalacji słonecznej, która w najlepszym wypadku spowoduje straty finansowe, ale w najgorszym scenariuszu grozi śmiercią dla osoby, na którą spadnie kolektor. Takie zdarzenia, niestety, miały już miejsce. Na terenie Polski odnotowano kilka przypadków, ale na szczęście zdarzenia te zakończyły się jedynie stratami finansowymi.

Przyciągająca wilgoć
Powracając do samych liści, warto odnotować, że liście są nanoszone przez wiatr. Kiedy w powietrzu jest duża wilgoć albo są minimalne opady deszczu, tzw. mżawka, wówczas liście idealnie przyklejają się do każdego nasączonego podłoża. Aby uniknąć efektu „przyciągania” – wynikającego z menisku wklęsłego, charakterystycznego dla wody, można powierzchnię szklaną kolektora (płaskiego lub rurowego) przeczyścić płynem do czyszczenia szkła. Wówczas usuwamy mikrokurz i nalot osadowy na podłożu, co w efekcie utrudnia osadzanie się kropel wody. Takie zachowanie powierzchni w dalszym efekcie jest podłożem trudnym do przylegania liści. Nawet jeżeli się osadzą, to po pewnym czasie spływają z powierzchni dachu. Wówczas musimy zwrócić uwagę na inny problem, jakim jest zaleganie liści w rynnie i rurze spustowej.
Liście, które są zawiewane, tworzą w miejscach oparcia, np. przy gontach albo przy miejscach mocowania kolektorów, pola zalegania liści. Jeżeli zdarzą się niekorzystne warunki atmosferyczne, a na czas nie uprzątniemy we właściwy sposób dachu, możemy spodziewać się w czasie zimy problemów.
Zaległe liście bardzo łatwo gromadzą kolejne warstwy spadającego śniegu. Każda zamarzająca warstwa jest idealną powłoką do gromadzenia się warstwy narastającego lodu. Zwyczajowo pierwsze miesiące z opadami śniegu nie są groźne. Jednak narastanie „czapy śniegu” na dachu musi wzbudzić zainteresowanie właściciela. Śnieg czasami przesypuje się z górnej krawędzi i dalej zsuwa się po kolektorze. Jednym ze sposobów zabezpieczenia jest mocowanie kolektorów przy górnej części kalenicy, gdyż wówczas wiatr w najwyższym punkcie dachu powoduje naturalne wywianie większości liści (i nawet małych gałązek). Najbardziej niebezpiecznym zjawiskiem jest długoletnie pozostawienie dachu bez doglądania.
Jeżeli nie ma dogodnego dojścia czy też drabinki dachowej, pomostu lub innej formy bezpiecznego dojścia, możemy posłużyć się ręcznym wysięgnikiem, dzięki któremu nawet na pewną odległość możemy „przepchać” zalegające liście. Należy jednak pamiętać, że takie metody nie powinny być regułą, a jedynie sposobem radzenia sobie w wyjątkowych okolicznościach. Nie wolno pozostawić zalegających liści, zbitych w twarde kłęby. Często bywa tak, że kolektory są mocowane w okolicach komina, a ściana kominowa jest od strony nawietrznej, która wręcz „zbiera” wiejące liście, gałązki i drobne elementy. W miejscu styku dachu z poszyciem zalega wówczas bardzo duża warstwa liści, która często, zsuwając się pasem spustowym, zapycha koszt spustowy, dalej rynnę i rurę spustową.
W zależności od rodzaju dachu czynności sprzątania dachu z liści i innych odpadów zalegających we fragmentach poszycia i stelażu kolektorów słonecznych są niezbędnym elementem wizytowania domu od góry co najmniej raz w roku. Osobiście zalecam wizytę dwa razy w roku:
* na wiosnę (okolice marca) po ostatnich opadach śniegu,
* na jesieni (okolice końca października, połowa listopada), kiedy spadną liście.
Należy zwrócić uwagę na specyfikę naszego budownictwa i sztuki dekarskiej, która wprowadza coraz bardziej wyszukane metody montażu. Z drugiej strony, warto przyjrzeć się konstrukcji dachów w USA lub Kanadzie albo Szwecji czy Norwegii. Proste dachy, jedno- lub dwuspadowe, stanowią większość rozwiązań architektonicznych. Wynika to nie tylko z prostoty konstrukcji, ale też oszczędności w budowie i utrzymaniu właściwej konstrukcji dachu przez długie lata.
Jednym z lepszych sposobów zabezpieczenia kolektorów przed zanieczyszczeniem od spodu są tzw. listwy osłonowe. Większość specjalistycznych firm, produkujących kolektory słoneczne, oferuje w swojej sprzedaży właśnie komplety osłonowe nie tylko do pojedynczych kolektorów, ale do całych zestawów paneli słonecznych. Montując listwy osłonowe, należy jednak zwrócić uwagę na możliwość swobodnego przepływu wody opadowej pod kolektorami, na poszyciu dachu. Nie wolno uszczelniać takich osłon, ponieważ można doprowadzić w pewnym miejscu do gromadzenia się wody, która w wyniku zamarzania wypchnęłaby kolektor od podłoża, doprowadzając do zniszczenia instalacji i stworzenia zagrożenia.
Zanim zatem wykonamy banalną czynność, jaką będzie usunięcie liści z dachu, powinniśmy pamiętać o właściwym doborze dojścia do miejsca, w którym mamy posadowione kolektory słoneczne albo też usytuowany komin i urządzenia rekuperacyjne. Proponuję korzystać nie tylko z rozkładanych drabin, ale też aluminiowych pomostów roboczych albo też zestawów, np. rusztowań roboczych, w przypadku większego remontu. Wykonując najprostsze prace, powinniśmy pamiętać o bezpieczeństwie naszym i osób towarzyszących. Przy wykonywaniu każdej pracy musimy brać pod uwagę zabezpieczenia asekuracyjne, uwzględniając tzw. prace na wysokości, gdyż wchodzenie na wysokość powyżej 4 m traktuje się właśnie jako prace wysokościowe.
dr inż. Zbigniew. T. Grzegorzewski

Bibliografia: Neosol, Cibet, Pruszyński, Krause.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij