Jak to dawniej bywało… Łokieć na ławę

zobacz artykuł w formie pdf zobacz pdfa   

Choć od publikacji mojego poprzedniego artykułu upłynęło już trochę czasu, mam nadzieję, że poruszona tematyka pozostała Czytelnikowi w pamięci.

Na początek przypomnę Czytelnikom, że w poprzednich artykułach z tej serii („Magazyn Instalatora” 8/2012, 9/2012, 2/2013, 5/2013 – przyp. red.) pisałam o historii systemów miar i wag, poczynając od starożytności i zatrzymując się nad tym zagadnieniem w szczególności odnośnie dawnej Polski. Przewodnikiem w tej dziedzinie będzie Edward Stamm, którego sylwetkę przedstawiłam ostatnio. Wspomnę więc jedynie, że w dziedzinie staropolskich miar i wag był prawdziwym autorytetem, którego dzieło przerwała przedwczesna śmierć. Podążając tropem jego wywodów, zacznijmy od genezy interesującego nas zagadnienia. W tym celu raz jeszcze cofnijmy się w odległą przeszłość.

Jak podkreśla E. Stamm, dokładne mierzenie długości wymaga znajomości pojęcia liczby. Trzeba pamiętać, że pojęcie takie w postaci bardziej abstrakcyjnej człowiekowi na najniższym stopniu rozwoju było obce. Dlatego mierzenie długości było na tym etapie rozwojowym ocenianiem. Długość mierzono więc przede wszystkim czasem, potrzebnym do jej przebycia. Warto zauważyć, że echa tego pozostały do dzisiaj – mówimy na przykład „godzina drogi”.

Czynność mierzenia znana była ludzkości już w najdawniejszych czasach, na co wskazuje wspólny rdzeń w językach różnych ludów w słowach odnoszących się do tej czynności – w greckim metreim, łacińskie metiri, włoskie misurare, francuskie mesurer, hiszpańskie i portugalskie medir, angielskie to mete, niemieckie messen i w końcu polskie ‘mieczyć’. Nietrudno zauważyć, że rdzeniem jest tu indoeuropejskie me.

Jednostki długości, co oczywiste, musiały być łatwo powielane, więc człowiek pierwotny szukał pierwowzorów w przedmiotach znanych mu i łatwo dostępnych – stąd nic dziwnego, że były to głównie odniesienia do ciała ludzkiego. Jak już poprzednich tekstach wspomnieliśmy – wskazują na to dobitnie archaiczne formy spotykane w starożytnym Rzymie: digidus (palec), palma (dłoń), pes (stopa), cubitus (łokieć), z także polska stopa, łokieć etc.

Ten system pociągał za sobą – czego nietrudno się domyślić – niedokładności poszczególnych miar długości. Jednak w czasach, o których mówimy, spełniał swoją funkcję: osiągalna dziś zdolność niezwykle dokładnego pomiaru była, mówiąc po prostu, niepotrzebna dla celów praktycznych. Każde państwo miało zresztą (podobnie nawet jak większe miasta) własne miary długości. W samej Polsce mamy miary zwane lubelskimi, lwowskimi, podlaskimi, toruńskimi, płockimi, piotrowskimi, sochaczewskimi, łęczyckimi, gdańskimi etc. Niech ta, niepełna zresztą, lista będzie dowodem, jak różniły się miary w ważniejszych ośrodkach w Polsce.

Łokcie i inne miary długości zmieniały się czasem wraz z upływem czasu. Warto tu przytoczyć przypadek łokcia chełmińskiego, który został zmniejszony przez Krzyżaków w celu zwiększenia wpływów z podatków. To zarządzenie było nawet przyczyną rokoszu przeciwko Zakonowi. Do zmiany długości miar przyczyniły się również rozporządzenia państwowe, które wprowadzono, aby ujednolicić jednostki.

Różne towary mierzono różnymi łokciami. Świadczy o tym choćby artykuł prawny z 1565 r. „O składziech”, odnoszący się do Krakowa.  Ponieważ sprawa ta wymaga dłuższego komentarza, powrócę do niej w następnym artykule.

Aleksandra Trzeciecka

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij