Polipropylen, czyli sposób na konserwatywnego konserwatora. Rura temperowana

zobacz artykuł w formie pdf   zobacz pdfa zobacz pdfa

W niewielkiej spółdzielni mieszkaniowej „Przytulne Mieszkanko” pan Polikarp był postacią znaną i poważaną. Stolarz, czasem elektryk, zatrzaśnięte drzwi też potrafił otworzyć. Po prostu złota rączka – pan Konserwator.

Ostatnio pogodnego zazwyczaj majstra Polikarpa zalewała przysłowiowa jasna krew, a tak dosłownie to woda ciurkająca ze skorodowanych osiedlowych rur. Awaria za awarią, cybant na cybancie (trwałość takiej metody naprawy potrafi być zadziwiająco długa), istny horror w instalacjach.
A przecież całkiem niedawno we wszystkich budynkach były wymieniane rury wodociągowe. To właśnie pan Polikarp namówił prezesa na zastosowanie nie jakichś tam plastików, tylko sprawdzonych, produkowanych już w kapitalizmie, dobrej jakości rur stalowych. A tu taka wpadka, nie minęła nawet dekada i znów trzeba je wymieniać. Pytanie tylko – na jakie? Czy znowu na skompromitowane, jak się okazało, rury ocynkowane? A może miedziane, pewnie dobre, lecz, jak słyszał, drogie.
Pozostały jeszcze do wyboru rury z tworzywa, ale… na samą myśl o plastikach Polikarp jeszcze bardziej markotniał. „Czas iść na emeryturę – myślał ponuro – żeby tu, u mnie na osiedlu, jakieś nowoczesne fanaberie wprowadzać!?”
W zakresie instalacji pan Polikarp był zatwardziałym konserwatystą, odpornym na wszelkie nowinki i inne wynalazki, ale na ostatnim zebraniu nawet ci, co kiedyś murem (a właściwie stalą) stali za tradycyjnymi rozwiązaniami, zaczęli przebąkiwać o jakichś lepszych rurach, które wszyscy wokół montują i są zadowoleni.
Ostatecznie ogłoszono konkurs na wymianę przerdzewiałych do cna rur stalowych na tworzywowe. Procedury przebiegały sprawnie, wyłoniono najbardziej korzystną ofertę, w której wykonawca dawał atrakcyjną cenę i najkrótszy czas remontu. Miał w dodatku referencje i autoryzację producenta rur i kształtek z polipropylenu.
– Co za licho te rury PP? – Konserwator trochę wstydził się swojej niewiedzy, postanowił więc zwrócić się o pomoc do swojego wszystkowiedzącego wnuka.
– Dziadek, wygugluje się – Pan Polikarp zrobił okrągłe oczy – zaraz ci wydrukuję informację. Niestety, wiedza z internetu nie za bardzo przemówiła do konserwatywnego konserwatora. Postanowił osobiście przyjrzeć się robocie.
– Polipropyleny, wynalazki jakieś – zżymał się w duchu pan Polikarp – już ja sprawdzę te ich PPR-y!

Ekipa przyjechała dokładnie w dniu zaplanowanego początku remontu i… od razu zaczęła wprowadzać swoje porządki. Najpierw, zgodnie z ustalonym wcześniej harmonogramem, wyłączyła wodę. Z robotą wystartowali w pierwszej klatce, u Walczaków. Walczakowa nabrała wody jak na wojnę – do wanny, kotła i dwóch wiader. Pamiętała jeszcze poprzedni remont, kiedy to trzy dni nie było wody w kranach i trzeba było latać z kubłami do hydrantu przed blokiem. Nie wiedziała, że tym razem ma być inaczej. Monterzy sprawnie wycięli stare rury i zaczęli znosić lekkie, szare plastikowe rurki.
Tymczasem pana Polikarpa zżerała już ciekawość, co też ci magicy od plastików wyczyniają na jego terenie. Wdrapał się więc na piętro, przywitał z Walczakową, która od razu poczęstowała go kawką z fusami (panie Poliku, jak zwykle, dwie łyżeczki cukru?) i… zaczął patrzeć monterom na ręce. Szybko okazało się, że w mieszkaniu działy się rzeczy dziwne, a nawet niepojęte dla pana Polikarpa.
Monter odmierzył coś na szarej rurce i bez trudu pociął ją na kawałki czerwonymi nożycami, podobnymi trochę do ogrodniczego sekatora z konserwatorskiej kanciapy. Następnie końcówki tych kawałków zaczął strugać tak, jak temperuje się ołówek! Tego już było za wiele dla pana Polikarpa.

Bez słów, stanowczym wzrokiem zażądał wyjaśnień. Wcale niezmieszany instalator cierpliwie odpowiedział:
– To są polipropylenowe rury zwane Stabi, wzmocnione folią aluminiową. Żeby połączyć je z kształtkami trzeba najpierw na końcówkach rur usunąć metalową folię, właśnie za pomocą takiej temperówki. – Podał panu Polikarpowi srebrzysty walec z otworem z każdej strony. – Rury te przeznaczone są dla instalacji ciepłej wody, ponieważ pod wpływem wysokiej temperatury mało się wydłużają. Do wody zimnej mamy tutaj zwykłe rury z polipropylenu – te z gładką powierzchnią, różniące się od chropowatych na zewnątrz rur Stabi.
Nie spodobała się panu Polikarpowi ta różnorodność, choć zaraz przypomniał sobie, że dawniej też były różne rury stalowe, inne do wody ciepłej i inne do zimnej.
„No to remis – pomyślał – zobaczymy teraz, jak to się łączy”.

I tu dopiero się zaczęło. Z metalowej walizeczki monter wyjął osobliwy przyrząd z długim kablem, wyglądający jak skrzyżowanie żelazka z lutownicą. Do płyty „żelazka” przykręcił z obu stron dziwne nakładki. Następnie wetknął wtyczkę kabla w gniazdko i… poszedł na balkon kulturalnie zapalić papierosa.
Pan Polikarp z nieufnością obserwował czerwone światełko na przyrządzie i czekał na dalszy bieg wypadków. Wkrótce lampka zgasła, zapaliła się druga, zielona, i niemal w tym samym czasie pojawił się monter z pomocnikiem.
– No to grzejemy – rzucił zagadkowo, aż Walczakowa wychyliła głowę z pokoju – dawaj kolanko. Kobieta natychmiast wycofała się w popłochu.
Monter jedną ręką włożył kawałek rurki w nakładkę z dziurą, jednocześnie drugą ręką nałożył plastikowe kolanko na nakładkę z przeciwnej strony przyrządu. Poczekał kilka sekund, szybkim ruchem odciągnął złączkę oraz nadtopioną rurę i równie szybko je połączył, wsuwając rurę w kielich złączki. Po chwili powtórzył operację z nowym kolankiem i zaczął majstrować przy pionie instalacyjnym.

Pan Polikarp nie wytrzymał. Ciekawość zawodowa wzięła górę, postanowił więc przyjrzeć się bliżej niezwykłemu urządzeniu. Podszedł do przyrządu, chwycił za aluminiową płytę i… zasyczało, zaskwierczało, a pan Polikarp wrzasnął. Walczakowa znów wyskoczyła z pokoju obok, a monter odwrócił się i niewzruszonym głosem powiedział:
– Ha, ciekawość kosztuje, a czasem nawet boli. To jest zgrzewarka nagrzana do 260 Celsjuszów! W tej temperaturze rura i kształtka nadtapiają się i po połączeniu tworzą jedną całość. To się nazywa zgrzewanie. Włóż pan rękę do wanny, to przynajmniej woda się nie zmarnuje.

Z dłonią zanurzoną w wannie pan Polikarp dalej obserwował, jak monterzy sprawnie łączą kolejne fragmenty instalacji. Był zdumiony szybkością i łatwością, z jaką odtwarzali starą instalację w łazience Walczakowej. Ileż to czasu trwałoby cięcie i gwintowanie rur stalowych? A wciągnąć tu na górę to całe żelastwo! Na konserwatywnym instalacyjnym światopoglądzie pana Zenka zaczęły pojawiać się rysy.

Wkrótce instalatorzy, po podłączeniu urządzeń i założeniu ekranu osłaniającego rury, zakończyli pracę w mieszkaniu Walczaków.
– O piątej będzie pani miała wodę – powiedział na pożegnanie jeden z monterów. Walczakowa aż oniemiała. To już? Tak szybko? Nawet nie ma czego za bardzo sprzątać? Tyle wody zmarnowało się w tej wannie. Dobrze chociaż, że pan Polik mógł się nieco ochłodzić.
I tak, dzień po dniu, wyglądały roboty we wszystkich lokalach bloku. Zawsze, każdego dnia pod wieczór, woda płynęła już w rurach we wszystkich mieszkaniach, więc przed „Wydarzeniami”, nie mówiąc o „Wiadomościach”, lokatorzy mogli korzystać z dobrodziejstw bieżącej wody.
– A długo choć te rury wytrzymają? – zagadnął jednego z pracowników pan Polikarp jeszcze pod koniec prac.
– Na pewno kilka razy dłużej niż to pańskie żelastwo.
– Roześmiał się chłopak. – Tylko co my będziemy robić, jak już wymienimy wszystkie rury w mieście?

Ta szczera odpowiedź młodego montera ostatecznie przekonała pana Polikarpa do nowych technologii instalacyjnych. System plastikowych rur zyskał nowego zwolennika (na osiedlu już nazywają go panem Polipropem), a spółdzielnia ma wreszcie postępowego konserwatora.
Piotr Bertram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij