ABC kanalizacji. Przepychanie rury

zobacz artykuł w formie pdf zobacz pdfa zobacz pdfa 

Inny rodzaj zakorkowań instalacji to zatory łazienkowe. Często powodem ich występowania są włosy gromadzące się wewnątrz przewodu kanalizacyjnego. Jeśli kiedyś zaobserwujemy bulgotanie w brodziku lub umywalce, będzie to znaczyło, że instalacja na pewnym odcinku zaczyna się zapychać. Niezmiernie ważne jest w takich sytuacjach należyte postępowanie z sypkimi środkami udrożniającymi, ponieważ potrafią one tak dokładnie zapchać kanalizację, że miniproblem urasta do megaproblemu. Następna niedogodność to zapchany sedes. Jest to najszybsze do usunięcia zakorkowanie. Wystarczy odkręcić śruby mocujące klozet i wyjąć zalegający papier. Czyszczenie sedesu przy użyciu sprężyny proszę włożyć między bajki. Może tylko uszkodzić sedes.

Ciekawym, aczkolwiek trudnym do usunięcia, zatorem jest odkładający się latami na ściankach rur proszek do prania. Nie każdy detergent całkowicie rozpuszcza się w niskich temperaturach (a w takich zwykle pierzemy), a po długim czasie potrafi się on nagromadzić w rurze i tak ją zblokować, że nawet elektryczna sprężyna sobie nie poradzi. Pomoże natomiast specjalne urządzenie ciśnieniowe.

Zapchanie sypkimi środkami do udrażniania kanalizacji jest to najpaskudniejsze zapchanie, bo najtrudniej sobie z nim poradzić nawet największemu specjaliście. Do tych niebywałych sytuacji dochodzi wtedy, gdy instalację kanalizacyjną traktujemy takim środkiem, kiedy już się zapcha, a nie wcześniej – zapobiegawczo. W takiej sytuacji środek ten wraz z wodą dotrze do miejsca, gdzie jest zator i… tam się zatrzyma. Po paru godzinach woda powoli spłynie, a środek ów skamienieje. Efekt będzie taki, jakby instalacja została zapchana gipsem. Wtedy pozostaje nam skorzystać z maszyny ciśnieniowej, tzw. WUKO. Jest to ostatnia instancja w branży przepychającej.

Na co trzeba zwrócić uwagę? Po pierwsze przewody kanalizacyjne powinny być ułożone z należytym spadkiem. Nie wolno kłaść ich poziomo. Poprawne wykonanie kanalizacji wiąże się z właściwym doborem kolanek. Należy zużyć ich jak najmniej. Koniecznością jest unikanie kolanek o kącie 90o. Zamiast tego powinno się dać dwie kształtki po 45o, gdyż w razie zapchania sprężyna może nie wejść w kanalizację. Polska Norma B-01707 zezwala stosowanie średnicy 40 mm przy pojedynczych podejściach do umywalek, zlewów i bidetów, gdy spełniony jest warunek niewystępowania więcej niż 3 zmian kierunków trasy instalacji. Jednak odradzam tego typu pomysły, bo może pojawić się problem z ewentualnym odetkaniem zapchanej kanalizacji, dlatego że sprężyna hydrauliczna będzie miała problem z wyłamaniem się na pierwszym zakręcie instalacji 40 mm. Zresztą w niektórych sklepach i hurtowniach hydraulicznych rury i kształtki 40 i 32 mm są droższe od tych, co mają średnicę 50 mm. Moim zdaniem to przesądza, jaką średnicę należy zastosować. Jest jeszcze jeden ważny punkt – często pierzemy w niskich temperaturach, w których proszek do prania nie rozpuszcza się całkowicie i powoli zaczyna osadzać się wewnątrz przewodu kanalizacyjnego. Nie trudno się domyślić, że trudniej będzie się zakorkować rurze 50 mm niż 40 mm, bo jej przekrój jest większy. To jest kolejny powód, aby odejść od zastosowań małych średnic.

Bardzo ważnym, montowanym obligatoryjnie, elementem każdej instalacji kanalizacyjnej jest rewizja na pionie. Bez niej (w pewnych sytuacjach) trzeba by rozcinać instalację, aby dostać się ze sprężyną do poziomu. Smutna perspektywa, zwłaszcza jeśli nad głową mamy 10 pięter z łazienkami w ciągłym użyciu.

Każdy, kto zna starą żeliwną kanalizację w bloku, wie, że zapchania pionu nie są żadną osobliwością. Najgorszą pozycję w takiej sytuacji zajmuje ten lokator, którego mieszkanie znajduje się bezpośrednio powyżej zatoru, często jest to parter. Dobrym pomysłem w takiej sytuacji, aczkolwiek może nieco kontrowersyjnym, jest montaż zasuwy burzowej f 50 pod zlewem, co uniemożliwi niekontrolowany wypływ wody przez odpływ kuchenny. Trzeba niestety dodać, że montaż tego urządzenia przeniesie problem do sąsiada z góry. Może on również założyć taką zasuwę, co rozwiąże problem. Na pewno jest to jakiś patent na nieczułą administrację, której niespieszno jest wymienić piony kanalizacyjne. Taki montaż zaleca wielu producentów zasuw i nie znam zakazu takiego stosowania. Administrację może nie obchodzić, że zalewa tego, co mieszka na parterze, ale jak zaleje tych z góry, to problem zaczyna się robić społeczny, a to będzie trudniej zbagatelizować administracji. W końcu, jak powiedział „polski hydraulik”, trzeba sobie jakoś radzić.

Każdy dom, posiadający orynnowanie odbierające wodę z dachu do kanalizacji, powinien mieć zamontowany często niedoceniany osadnik bezsyfonowy. Zwyczajowo jest nazywany czyszczakiem lub rewizją, lecz to inna rewizja niż ta na kanalizacji. Osadnik bezsyfonowy w środku ma zwyczajną kratkę ustawioną na ogół skośnie. Pozbawiony jest syfonu, gdyż zebrana w nim woda zimą zamarzłaby na dworze. Głównym zadaniem rewizji jest zatrzymywanie zanieczyszczeń i liści, aby nie dostawały się do poziomów kanalizacyjnych. Jej okresowe nieczyszczenie doprowadza do sytuacji, kiedy woda z rynny wylewa się na elewacje i budynek ulega zawilgoceniu, a elewacja zniszczeniu. Natomiast brak tej kratki lub zastąpienie osadnika zwykłą rewizją kanalizacyjną powoduje zatkanie się poziomów kanalizacyjnych, które z reguły mają mniejszy spadek niż poziomy sanitarne. Tak więc stosowanie rewizji sanitarnych w miejscu wprowadzenia rur spustowych deszczówki do kanalizacji jest poważnym błędem.

Paweł Czarneta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij