Ubezpieczenie instalacji słonecznej. Kolektor w trąbie (powietrznej)

zobacz artykuł w formie pdf zobacz pdfa zobacz pdfa

Spustoszenie, jakie spowodował orkan „Ksawery” na terenie Polski w dniach 5-7 grudnia 2013 r. wywołało wiele obaw u użytkowników kolektorów słonecznych, ogniw fotowoltaicznych czy małych siłowni wiatrowych o ich bezpieczeństwo. Pierwsze zniszczenia takich instalacji spowodowane przez żywioł miałem okazję już oglądać w roku 1999. Była to średnia instalacja słoneczna ze sporym zestawem paneli na dachu restauracji „Zacisze” w Łowiczu. Dozorując zaprojektowaną instalację, która jako pierwsza w Polsce była włączona w system sieci miejskiego ogrzewania, wskazywałem wykonawcy konieczność wzmocnienia mocowania konstrukcji stalowej, zainstalowanej na wysokości 5 kondygnacji. Instalatorzy strasznie wtedy narzekali na mnie, ale uparłem się przy tej konieczności. Pamiętam, że tydzień później, przez Łowicz i okolicę przetoczyła się nawałnica, a wiatr wiał z prędkością 130 km/h! Niektórzy widzieli nawet trąbę powietrzną wiejącą z siłą 2-3 stopnia w skali „F”. Powalone ogrodzenia, powyrywane olbrzymie drzewa i pozrywane dachy w relacji telewizyjnej, omal nie przyprawiły mnie o zawał. Wyobrażałem sobie spadające panele kolektorów słonecznych z wysokości 5 piętra na gości hotelowych (czy pracowników sądu lub prokuratury), mogących znajdować się pod budynkiem. Natychmiast udałem się na miejsce kataklizmu. Widziałem bardzo duże zniszczenia i z drżeniem nóg wchodziłem na dach, gdzie znajdowała się instalacja słoneczna. Okazało się, że wzmocniona konstrukcja ocalała bez uszkodzeń! Pomyślałem wówczas, że gdybym pozostawił instalację bez wzmocnień nie tylko uległaby ona całkowitemu zdmuchnięciu z dachu, ale z pewnością dokonała by zniszczeń samochodów zaparkowanych pod budynkiem, nie mówiąc o zagrożeniu zdrowia i życia ludzi. Po raz pierwszy wystąpiłem wtedy z propozycją do korporacji ubezpieczeniowej z pytaniem o możliwość ubezpieczenia kolektorów słonecznych od zniszczeń. Okazało się to jednak niemożliwe. Gdyby kolektory słoneczne stanowiły integralną cześć dachu, byłyby traktowane jako cześć budowli, a wówczas ubezpieczenie domu przed gradobiciem, nawałnicą, uderzeniem pioruna, było dopuszczalne ze stawką ok. 300-400 zł/rok.

Co ubezpieczać?

Co jednak powinno się ubezpieczać, mając na uwadze nową instalacje słoneczną? Jednym z droższych elementów są same kolektory słoneczne, szczególnie te pracujące w systemie „heat pipe”. Grubość szklanej ścianki kolektorów próżniowych lub rurowych wynosi od 0,8 do 1,2 mm. Co prawda jest to szkło hartowane o dużej wytrzymałości, ale, niestety, nie jest odporne na uderzenie gałęzi lub fruwających w powietrzu elementów poderwanych przez wiatr.

Na chwilę obecną ubezpieczenie nie sprowadza się tylko i wyłącznie do pokrycia szkody w wypadku uszkodzenia samych kolektorów. Odpowiedzialność za upadek kolektora słonecznego z dachu pokrywa polisa z odpowiedzialności cywilnej. Każdy bowiem właściciel obiektu budowlanego lub nieruchomości ponosi odpowiedzialność cywilną za zniszczenia spowodowane upadkiem elementów z jego dachu (np. kolektorów słonecznych). Jako ciekawostkę dodam, że miałem okazję korzystać z takiej polisy przez wiele lat, dokonując przelicznika dolarowego do wpłacanej składki w  złotówkach. Koszt takiego ubezpieczenia był porównywalny do obecnych składek tj. ok. 200-300 zł/rok – przy sumie ubezpieczenia do 5000 dolarów.

Ubezpieczyć instalację czy nie?

Czy trzeba ubezpieczyć instalację na wypadek innych nieprzewidzianych zdarzeń? Zdecydowanie tak. Do takich nieciekawych sytuacji możemy zaliczyć pękniecie lub rozerwanie instalacji hydraulicznej, z której wylewający się płyn (najczęściej glikol) zalewa sufit, szafę, komputer, dokumentację etc. Takie zdarzenia są na szczęście zdefiniowane w typowych ubezpieczeniach od tzw. zalania. Usuwanie skutków awarii zniszczeń po zalaniu glikolem nie należy do łatwych zadań. Ponieważ glikol jest cieczą oleistą, pozostawia bardzo duże plamy, trudne do usunięcia. Ściany, sufity muszą być w pierwszej kolejności myte, zaś następnie neutralizowane jest podłoże, gruntowane i ponownie malowane. Miejsca przecieków muszą być nie tylko dokładnie zdiagnozowane, ale też powinny być jasno określone przyczyny zalania. Wyeliminowanie przyczyn, jest gwarancją na przyszłość skutecznego pozbycia się problemu z nawrotem usterki. Jednym z przypadków pęknięć instalacji słonecznej jest sztywne połączenie rur miedzianych, bez możliwości kompensacji rozszerzania się rur w wyniku ich nadmiernego nagrzania.

Kradzież i zniszczenie

Co się dzieje w przypadku kradzieży lub zniszczenia instalacji słonecznej? Pierwsze kradzieże jakie miały miejsce w Polsce obejmowały ogniwa fotowoltaiczne, i to te o małej mocy (z uwagi na małe gabaryty). Działo się to na początku XXI wieku. Widziałem też w 2012 r. też budynek okradziony z instalacji miedzianych, wykutych ze ściany. Nie mogłem uwierzyć jak można dokonać takich zniszczeń. Złodzieje, którzy włamali się do budynku w znacznym stopniu wykończonego, wyrywali kable ze ściany, rury instalacyjne i także „piony instalacji słonecznej” ze zlutowanych już rur miedzianych. Zniszczenia były tak potworne. Gdyby porównać koszt budowy nowej instalacji solarnej, nie pokrywałby on odtworzenia dokonanych zniszczeń, bowiem trzeba byłoby doliczyć koszty usuwania uszkodzeń na poszczególnych stropach i przepustach, a także utrudnienia.

Łupem złodziei padły w tym wypadku rury miedziane i cześć instalacji sterującej i elektrycznej oraz urządzenia dostępne w pomieszczeniu technicznym. Na szczęście kolektory słoneczne zlokalizowano na wysokości 4 kondygnacji, a dostęp do nich był bardzo ograniczony. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności w  czasie kradzieży nie było kolektorów. Oszacowane straty wyniosły jednak ponad 50 tys. zł.

Jak zabezpieczyć więc budynek? Zdecydowanym i skutecznym środkiem odstraszającym dla intruza był i jest alarm elektroniczny z czujkami ruchu i centralą nadawczą przekazujący sygnał do operatora firmy ochrony mienia. Nie wymieniam nazwy firmy, ale wskazuję na następujące problemy i koszty, tj.:

* zainstalowanie systemu z 10 czujkami: 90 zł/czujkę + centrala nadawcza 900 zł,

* zainstalowanie systemu niezależnego zasilania 280 zł;

* układ sterowania 380 zł.

Łączna kwota systemu instalacji alarmowej z nadajnikiem, czujkami, sygnalizacją dźwiękową to koszt jednorazowy ponad 2600 zł. Do tego trzeba doliczyć koszty miesięcznego monitoringu, a także interwencje patroli. Na początku to około 400 zł, i kolejno 100-140 zł/miesiąc.

Kradzież elementów instalacji

Czy można zabezpieczyć instalację przed kradzieżą w całości instalacji czy też poszczególnych elementów? Zdecydowanie tak, kiedy jest ona w miejscu trudnodostępnym, np. na dachu. W przypadku, kiedy jednak dojście na dach możliwe jest z miejsca publicznego, konieczna jest instalacja systemu alarmowego również na poziomie dachu. Demontaż kolektorów z dachu jest łatwy dla profesjonalistów, ale trudny dla amatorów i bardzo ryzykowny. Okazuje się, że włamania i kradzieże odbywają się w dzień, przy obecności na ulicy osób trzecich. Jest to możliwe dlatego, że złodzieje przypominają „instalatorów”, którzy zamiast naprawiać kradną instalacje i jej elementy. Pocięte rury miedziane są sprzedawane jako złom. Miałem okazję dokonywać oceny takich zniszczeń i po wykonaniu kosztorysu z przerażeniem stwierdziłem, że kwota zniszczeń obejmowała gównie przepusty stropowe (trudnodostępne miejsca), gdzie na nowo trzeba było wykonywać podejścia i układać instalacje wraz z izolacją. Koszty robót, mając właśnie na uwadze usuwanie zniszczeń i utrudnienia, powodują wzrost ceny robót o 200-300%. Czy w takim wypadku zabezpieczenie domu i instalacji przed kradzieżą jest konieczne? Uważam, że należy zabezpieczać dom, w tym również wskazywać na ubezpieczenie instalacji lub „konstrukcji domu z instalacjami”. Rozmawiając z jednym z managerów od ubezpieczeń, przyznano mi wyjątkowość poruszanego tematu. Potwierdzono jednak, że istnieje możliwość ubezpieczenia każdego elementu o większej wartości, gdzie wraz z ajentem można dokonać opisania, czyli zdefiniowania „przedmiotu ubezpieczenia” oraz wskazania „wartości przedmiotu ubezpieczenia”, a także wskazania „wielkości kwoty odpowiedzialności ubezpieczyciela” za ewentualne zniszczenia lub kradzież. Decydującym elementem jest tzw. wartość i kwota ubezpieczenia. Ważna jest również terminologia określeń użytych w umowie, bowiem po nieszczęśliwym zdarzeniu okazuje się, że właściciel płaci firmie ochroniarskiej znaczne sumy, ale tak naprawdę w przypadku powstania szkody pozostaje sam, bez odszkodowania.

W przypadku zaś firmy ubezpieczeniowej właściciel może otrzymać odszkodowanie, ale znikomo małe, ponieważ wskazane określenia dotyczyły innych przypadków, niż te o które nam chodziło. Okazuje się, że tzw. wandalizm jest objęty ubezpieczeniem, ale jedynie do kwoty 5000 zł. Posiadanie takiego ubezpieczenia musi być jednak powiązane z ubezpieczeniem „od kradzieży” (np. do 5000 zł) oraz „od zdarzeń losowych” (do 10 000 zł). Składka w skali roku wynosi u jednego z ubezpieczycieli 240,37 zł/rok (w tym ubezpieczenie obowiązkowe „od przepięcia prądu – do 5000 zł – oraz stłuczenia elementów szklanych – do 1000 zł).

Zniszczenia umyślne, które obecnie muszą być także rozważane, obejmują świadome uszkodzenie lub unieruchomienie instalacji, która nie nadaje się do dalszej eksploatacji. Takie działania, okazuje się, są zdefiniowane w kodeksie karnym w art. 288 kk (Uszkodzenie rzeczy): „§1 Kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”. Jeśli zatem, mamy określony zapis prawny, dlaczego nie można łatwo dokonać ubezpieczenia naszej instalacji? Trudno na te pytanie odpowiedzieć. Wydaje się, że zdarzenia zniszczeń są przypadkami losowymi w małej skali. Również brak zainteresowania tą tematyką, a także oferta ubezpieczeniowa, nie uwzględnia rzeczywistych potrzeb. Bardzo ważną kwestią jest tzw. ocena własna. Jeżeli uznamy samodzielnie, że instalacja słoneczna jest zagrożona przez, np. możliwość upadku znajdującego się w pobliżu drzewa, proponuję dokonywanie corocznej oceny, zaś w przypadku wątpliwości warto nawet wykonać prewencyjne zabiegi profilaktyczne, jak np. obniżenie wysokości drzewa lub też przycięcie gałęzi tzw. podkrzesanie korony drzewa.

Teren nieruchomości, gdzie znajdują się instalacje może być również niszczony przez chuliganów, którzy przykładowo obrzucą ją kamieniami. Widziałem zniszczony w taki sposób kolektory tubowych. Kolektory płaskie, które mają powłokę szklaną grubości 4 mm są bardziej odporne na uderzenia punktowe, i do dziś nie spotkałem się ze świadomym zniszczeniem ich przez wandali. Jeśli chodzi zaś o, coraz bardziej dostępne, ogniwa fotowoltaiczne, przekazywałem informację policji o zniszczeniach paneli zasilających automaty rejestrujące wydawanie rowerów, dokonanych przez chuliganów. Pogięty panel PV znajdował się na wysokości 2,5m nad ziemią i praktycznie nie nadawał się do naprawy! Inne przypadki kradzieży ogniw PV można zauważyć przy jezdniach, gdzie sygnalizacja drogowa zasilana jest właśnie z energii z nich pozyskiwanej. Zastosowane prymitywnej metody: grotów kolcowych, pierścieniowo umieszczonych na podstawie instalacji PV – skutecznie odstrasza intruzów.

Warto jednak przypomnieć stare hasło: przezorny zawsze ubezpieczony. Nawet jeśli chodzi o instalacje wykorzystującą promieniowanie słoneczne.

dr inż. Zbigniew T. Grzegorzewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij