Uwaga! Jesteś w ukrytej kamerze, czyli kwiatki instalacyjne. Rodzynek z zaworem

Na początku chciałbym przypomnieć czym jest zawór bezpieczeństwa i do czego służy. Zgodnie z PN-EN ISO -4126-1:2013-12(U), zawór bezpieczeństwa jest urządzeniem, które samoczynnie, bez energii innej niż energia czynnika, odprowadza określoną ilość tego czynnika, zapobiegając w ten sposób przekroczeniu uprzednio ustalonego bezpiecznego ciśnienia, winien być tak zaprojektowany, by ponownie się zamknął i uniemożliwił dalszy wypływ czynnika po przywróceniu normalnego stanu ciśnienia roboczego. W uproszczeniu – zawór bezpieczeństwa zabezpiecza przed przekroczeniem maksymalnego ciśnienia roboczego. Zgodnie z PN-EN1828+A1:2014-05(U) zawór bezpieczeństwa winien spełniać kilka warunków, m.in. powinien być zamontowany tak, by straty ciśnienia w rurociągu łączącym z instalacją nie przekraczały 3%, a straty w rurociągu spustowym 10% ciśnienia nastawianego na zaworze. Powinien także być dostępnym w bliskim sąsiedztwie przewodu wylotowego źródła ciepła. Pomiędzy źródłem ciepła a zaworem bezpieczeństwa zabroniony jest montaż jakiejkolwiek armatury odcinającej. Gdy stosuje się więcej niż jeden zawór bezpieczeństwa, przepustowość najmniejszego nie może przekraczać 40% przepływu całkowitego. Wycofana w 2011 roku norma PN-B-02415:1991 zalecała, by długość rury odprowadzającej wodę z urządzenia upustowego nie przekraczała 2 m oraz by jej średnica wewnętrzna była co najmniej równa wewnętrznej średnicy króćca dopływowego urządzenia upustowego. Natomiast w PN-B-02414:1999, dodatkowo, zakazuje się na przewodzie łączącym przestrzeń wodną źródła ciepła z króćcem odpływowym zaworu bezpieczeństwa zmniejszenia powierzchni przekroju wewnętrznego. Tyle teoria, a oto praktyka?

Zdjęcie nr 1 przedstawia fragment instalacji technologicznej kotłowni.

Widać tu zamontowane dwa zawory bezpieczeństwa, każdy z nich z przedłużeniem wylotu, a obydwa zespolone ze sobą w miłosnym splocie. Dlaczego dwa? Myślę, że po prostu, jeden zbyt często pracował, a dwa lepiej zabezpieczają użytkownika przed niezbyt pożądaną kałużą wody w kotłowni. Średnica rur stanowiących przedłużenie wylotów obu zaworów jest mniejsza niż średnica wylotów, ale nic to w porównaniu do ich wspólnego połączenia czy też samego punktu włączenia. Autor nie wiedział, a może zapomniał w ferworze walki, iż nie dopuszcza się łączenia wylotów zaworów bezpieczeństwa, gdyż w przypadku ograniczenia upustu wspólnego o odpływu nie zadziała żaden z zaworów. Ponadto, widoczny tu sposób połączenia w całość zawsze będzie preferował jeden z zaworów. Różne straty ciśnienia na odpływie, choć zawory bezpieczeństwa identyczne, spowodują lepsze, (o ile można w tym przypadku mówić o jakimś „lepszym”), zadziałanie tego, któremu będzie „łatwiej”, czyli temu, który będzie miał mniejsze straty na odpływie. Dla tego rodzaju montażu niemożliwy jest dozór zaworów, bo jak sprawdzić, który z nich uległ np. uszkodzeniu, który z nich jest nieszczelny etc. Tak stworzoną z artyzmem „grupę bezpieczeństwa” zamontowano, co prawda, dość blisko źródła ciepła, ale odcinek pomiędzy kotłem a punktem jej włączenia został zwężony, jak rozumiem, z powodu ograniczeń w zaopatrzeniu. Rurociąg, np. stalowy czarny czy też miedziany, zastąpiono elegancko złożonym wywijasem składającym się z łatwych w montażu, a zapewne „będących pod ręką”, kształtek ocynkowanych. W tym miejscu przypominam, za artykułem p. J. Drążkiewicza („Magazyn Instalatora” nr 1(53) styczeń 2003 r.): „warstwa cynku zaczyna tracić przyczepność już przy temperaturze 55°, a w temperaturach 60÷70°C  zmienia się biegunowość Zn-Fe i >>ocynk<< zaczyna być po prostu warstwą szkodliwą dla rury, powodując jej przyśpieszoną korozję”. Inną niebezpieczną rzeczą jest kompletny brak zabezpieczeń dla dwóch odcinków instalacji: jednego, „hipotetycznego” i rozwojowego mogącego zaistnieć na przedłużeniu trójnika za kotłem, i drugiego, odchodzącego w górę, a nie posiadającego żadnych zabezpieczeń przed wzrostem ciśnienia.

Zdjęcie nr 2 to kolejny hit, może nie sezonu, (nie przesadzajmy, na pewno go ktoś „przebije”), ale małe uznanie się należy, na pewno, za myślenie ponad przeciętność przekazu instrukcji montażu i nierutynowe działanie wobec zbyt częstego otwierania się zaworu bezpieczeństwa.

Według użytkownika, zawór bezpieczeństwa zbyt często pracował, co objawiało się ciągłym ubytkiem wody w instalacji ogrzewczej. Wezwany na miejsce „magik” znalazł bez zbędnego wysiłku rozwiązanie ciekawe i niedrogie – rurę wyrzutową przedłużył, lekko wywinął w bok, co by nikomu z twarzy skórka nie zeszła, gdyby w bezpośredniej bliskości się znalazł (taki rodzaj ostrzeżenia – obserwator się zastanawia co za obiekt zacz, pojmuje i się zapobiegliwie odsuwa na bezpieczną odległość). Instalator zamontował kolanko tworzywowe, na pewno niewytrzymałe na temperatury mogące zaistnieć w instalacji grzewczej, ale przecież tak samo w kuchni jest i wszyscy żyją, gdy gospodarz odcedza makaron nad zlewem. Szkoda tylko, że wezwanemu „na pomoc” hydraulikowi nie starczyło wyobraźni, by sprawdzić naczynie wzbiorcze, stan jego membrany, ciśnienie etc. Oczywiście, „tradycyjnie”, kształtki ocynkowane „na topie”, a przynajmniej, przed i za wymiennikiem.

Teraz zdjęcie nr 3. Tu zastosowano innowację podobną jak na zdjęciu nr 2, czyli „skok w bok”, zmniejszając przy „okazji” średnicę wypływu zaworu bezpieczeństwa. I znów kształtki ocynkowane górą (pewnie dołem też).

Zdjęcie nr 4 to niejako „summa summarum” uwag ze zdjęć poprzednich – czyli zwężenie średnicy wewnętrznej rury wypływowej zaworu bezpieczeństwa, wielość kształtek zwiększająca straty na tymże odcinku, kształtki ocynkowane na instalacji ogrzewczej, i, brak jakiegokolwiek zabezpieczenia na odgałęzieniu instalacji pomiędzy kotłem a zaworem bezpieczeństwa, a także materiał, z którego wykonano „przedłużkę” czyli polipropylen do zimnej wody. Ciekawe jest również „zabezpieczenie zabezpieczenia”, czyli ochlapanie tynkiem zaworu bezpieczeństwa, a może to nie tynk tylko efekt wycieku na źle wykonanych połączeniach? Ale to nie ma znaczenia, najważniejsze, że nic nie wycieka, przecież.

I zdjęcie nr 5 – rodzyneczek z zaworem grzejnikowym powrotnym na odpływie – sam miód – także pod względem urody. Odpływ z zaworu bezpieczeństwa zwężony, z armaturą odcinającą, w typie „odcięty, nie kapie i w twarz nie chlapie”. „Oczywiście”, instalacja materiałowo urozmaicona kształtkami ocynkowanymi, a zawór bezpieczeństwa „zabezpiecza” wyłącznie jedną gałąź instalacji ogrzewczej.

Prócz zaworów bezpieczeństwa ze zdjęcia nr 1, wszystkie mają wyloty skierowane w przestrzeń, jeśli nie kosmiczną to w kierunku, co najmniej bliżej nieokreślonym, zapominając o obowiązkowym sprowadzeniu wylotów jak najbliżej odpływów kanalizacji kotłowni, a stamtąd do, np. studzienki schładzającej.

Znając możliwości twórcze różnych „pomysłowych dobromirów” (nie obrażając właścicieli tegoż imienia), należy mniemać, że wybrane wyżej wymienione i pokazane instalacje nie wyczerpują znamion braku zdrowego rozsądku i na pewno zaskoczą jeszcze czymś bardziej wyszukanym i wykwintnym. Ponoć w Polsce brak innowacyjności, a wystarczy przebieżka po osiedlu domków jednorodzinnych, a przy okazji chlebem i piwem (bezalkoholowym), po staropolsku, gościnnie się uraczyć.

Maciej Sławuta

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij