W artykule tym chcemy zwrócić Państwa uwagę na skutki błędu w wyborze właściwego komina, gdyż czasem okazuje się, że montaż komina wykonano prawidłowo, tylko że… komin z kotłem nie za bardzo do siebie pasują.

W całym procesie budowlanym montaż komina czy też systemu kominowego wydaje się być tylko drobną cegiełką w ogromie całości budowy. Trzeba przecież prosto wybudować ściany, właściwie łącząc jej poszczególne elementy, prawidłowo wykonać stropy, nadproża, wieńce, konstrukcję i pokrycie dachu oraz wiele innych elementów. Ba! Zacząć trzeba od porządnych fundamentów. Zagłębiając się w tematy grzewczo-instalacyjne, trzeba znaleźć fachowca, by perfekcyjnie ułożyć elementy ogrzewania podłogowego, speca od instalacji gazowej i hydraulika od instalacji cieplnej. Komin przy tych różnych elementach to „mały pikuś”. Biorąc pod uwagę coraz bardziej szczegółowe instrukcje montażu systemów kominowych (często opisowo-fotograficzne lub opisowo-obrazkowe) oraz opinię majstra: „Panie, kominy to ja od 25 lat buduję, z tym też sobie poradzę… bułka z masłem”, można się nie martwić, tylko trzeba jechać do sklepu, wybrać kocioł lub kominek – taki, żeby się podobał domownikom. Pan więc jedzie, a Majster muruje (jeśli komin jest tradycyjny z cegły lub systemowy ceramiczno-betonowy), względnie instaluje (jeśli komin jest stalowy). Jak się ustrzec przed błędami, na jakie newralgiczne punkty zwrócić szczególną uwagę i czy na pewno pozwolić na wykonanie montażu komina dowolnym specjalistom, z którymi akurat mamy do czynienia? To postanowiliśmy zostawić sobie na następny raz. Dziś jednak chcemy zwrócić Państwa uwagę na skutki błędu w wyborze właściwego komina. Przyjmijmy więc założenie, że montaż komina odbył się ze szczególną starannością, po co najmniej dwukrotnym przeczytaniu instrukcji montażu, z czego raz w całości na dzień przed montażem, a drugi – zerkając raz po raz do szczegółowych fragmentów – podczas montażu czy składania komina. Jednak ostatecznie mogłoby się okazać (a praktyka wskazuje, że takie przypadki nie należą do rzadkości), że prawidłowo wykonano montaż komina, tylko że… komin z kotłem nie za bardzo do siebie pasują. Niestety diagnoza ta rodzi się w bólach i to najczęściej po długotrwałym leczeniu objawowym.

Błąd projektanta albo użytkownika

Do zastosowania niewłaściwego komina może dojść zwykle w dwóch przypadkach. Zły wybór komina mógł wykonać już projektant, korzystając z szablonowego komina wykorzystanego przy swoim poprzednim projekcie, a na budowie nikt błędu nie wykrył i zgodnie z projektem komin zamówiono oraz wybudowano. Z mojej praktyki wynika, że takie sytuacje, choć dość rzadko, niestety się zdarzają.

Znacznie częściej jednak błąd, o którym mowa, w swojej nieświadomości popełnia przyszły użytkownik komina. Mogą tu wystąpić dwa scenariusze: zmiana komina zaprojektowanego na komin wizualnie bardzo podobny, ale z nieznanego wcześniej powodu tańszy, lub zastosowanie komina wskazanego w projekcie, jednak przy zmianie w ostatniej chwili urządzenia grzewczego. Zamiast zakupu tego kotła, który wpisano do projektu, inwestor zdecydował się na inny – taki, który bardziej będzie odpowiadać jego oczekiwaniom. Niestety zmiana ta nastąpiła bez konsultacji z autorem projektu, który być może w porę zareagowałby, uświadamiając inwestorowi kłopoty, w jakie się pakuje.

Na kilku przykładach wprost z życia wskażemy najczęściej spotykane pomyłki i skutki tych błędów. Będą one dotyczyły komina ceramicznego oraz stalowego. Ot, żeby żaden z dwóch najpopularniejszych materiałów nie czuł się bardziej poszkodowany.

Przypadek pierwszy

Zgłoszenie dotyczy komina stalowego jednościennego, nieizolowanego, w którym stwierdzono skorodowanie wielu elementów. Komin ten, a właściwie wkład kominowy umieszczony w kanale z cegły, pracował jako przewód kominowy odprowadzający produkty spalania z kotła na tzw. ekogroszek. Klasyfikacja normowa komina wyglądała następująco: T400 N1 D 3 G100 oraz T200 N1 W 2 O00, co wskazywało na konieczność stosowania komina tylko do paliw typu drewno, jeżeli warunki pracy komina miały być mokre lub na dowolne paliwo, jeżeli będą zapewnione suche warunki pracy. Deklarowana przez producenta temperatura spalin na wylocie z kotła wynosiła 160ºC, co praktycznie nie dawało szans na użytkowanie komina w warunkach suchych. Wilgotne i bardzo agresywne chemicznie substancje będące pochodnymi węgla w bardzo krótkim czasie rozpoczęły korozję wżerową stali. Zdjęcie skorodowanego elementu kominowego przedstawia fot. 1.

Kiedos201-1

„Przeżarcie” materiału komina na wylot było potem już tylko kwestą czasu. Średni ubytek materiału w miejscu rozpoczętego wżeru to ok. 0,1-0,2 mm rocznie. Przy kominie o grubości ścianki 0,5 mm oznaczało to, że po ok. 3 latach na kominie będą dziury na wylot. Proces destrukcji trwałby nieco dłużej, gdyby komin był zaizolowany, ponieważ ocieplenie chroniłoby spaliny przed szybkim wychładzaniem. Być może udawałoby się nawet utrzymać w miarę suche warunki pracy komina, ewentualnie do zawilgocenia dochodziłoby sporadycznie i proces korozji byłby znacząco odsunięty w czasie. Błędem okazała się zamiana kotła (pierwotnie w planach był kocioł na drewno) na urządzenie spalające węgiel. Jeszcze gorzej (o ile można tak powiedzieć) byłoby w przypadku podjęcia decyzji o zastosowaniu kotła na miał węglowy. Jest to paliwo, o którym mówi się, że daje warunki mokre jeszcze przed spaleniem. Żeby się o tym przekonać, wystarczy wziąć garść miału do ręki i zacisnąć pięść. W parze z realizacją zmiany kotła powinna była pójść zmiana komina.

Przypadek drugi

Zgłoszenie dotyczy komina ceramicznego, nieizolowanego, na którym pojawiły się zacieki i plamy. Po pewnym czasie wilgoć ujawniła się także od spodu posadzki („spuchnięte” panele podłogowe w pobliżu komina).

Również i w tym przypadku do komina podłączono urządzenie grzewcze na paliwo stałe, w tym przypadku był to miał węglowy. Komin, który zastosowano, dopuszczony był jednak do pracy wyłącznie w warunkach suchych (T400 N1 D 3 G100), w związku z czym również w tym przypadku doszło do nieoczekiwanych negatywnych zjawisk. Substancje wilgotne przesiąkły przez struktury materiałowe komina, objawiając się w pierwszej fazie niemiłym zapachem (opisywanym subiektywnie jako „zapach suszonych śliwek”), a kilka miesięcy później wystąpiły dodatkowo plamy na powierzchni tynku zastosowanego na zewnętrznej powierzchni komina. Użytkownik próbował jeszcze ratować się domowymi sposobami, na próbę zastosował przy trójniku kominowym nieznaną nam substancję, którą pokrył część komina w kotłowni (dla obserwacji), ale nie przyniosło to rozwiązania problemu, migracja wilgoci postępowała nadal. Zdjęcie fragmentu komina przedstawia fot. 2.

Kiedos201-2

Obydwa przypadki są bardzo podobne. Świadczą o zastosowaniu komina w niewłaściwych dla niego warunkach. Opisane przykłady różnią się tylko ze względu na materiał i rozwiązania konstrukcyjne w obu kominach. Komin z wkładem stalowym ulega destrukcji i zagraża migracją substancji wilgotnych (ale także spalin!) dopiero wtedy, gdy utraci swoją szczelność (np. gdy skoroduje na całej grubości), natomiast komin z wkładem ceramicznym nie podlega destrukcji, względnie postępuje ona bardzo powoli, natomiast przesiąka substancjami wilgotnymi i dość szybko podsuwa je przed oczy zaskoczonego użytkownika. Ewentualnie wcześniej anonsuje się przykrymi zapachami.

Przypadek trzeci

Innym przykładem nieprawidłowego doboru na linii kocioł-komin może być podłączenie kotła kondensacyjnego do komina o właściwościach, które nie sprostają warunkom stwarzanym przez spaliny generowane przez takie urządzenie. A są to warunki wilgotne. Ogólnie zakłada się, że każdy kilowat mocy kotła można przełożyć na 0,1 l kondensatu w ciągu godziny. W sezonie grzewczym ilość kondensatu spływającego po wewnętrznych ściankach przewodu kominowego możemy więc wyrażać w litrach. Zdarza się, że projekt domu zakłada zastosowanie tradycyjnego komina murowanego lub komina systemowego o właściwościach odpowiednich dla paliw generujących spaliny suche, co wynika z planowanego urządzenia grzewczego w postaci kotła węglowego. Jeśli jednak inwestor stwierdzi, że chciałby mieć wysokosprawny kocioł kondensacyjny, to decyzja ta musi się koniecznie wiązać ze zmianą przewodu odprowadzającego spaliny. Kominy ceglane odprowadzając spaliny z kotła kondensacyjnego będą się zachowywały jak gąbka, wchłaniając kondensat wytrącający się w kominie, aby po jakimś czasie „oddać” go na zewnątrz. Podobnie może wyglądać sytuacja w przypadku komina ceramicznego, którego wkład nie odpowiada wymaganiom normy EN 1457-2, na podstawie której dopuszcza się do stosowania przewody ceramiczne przeznaczone do eksploatacji w warunkach wilgotnych. W obu przypadkach rezultat będzie taki sam – na zewnętrznej powierzchni komina prędzej czy później pojawią się mokre plamy. Zawsze należy pamiętać, że kocioł i komin muszą być do siebie odpowiednio dobrane. Zmiana urządzenia grzewczego w wielu przypadkach wiąże się z koniecznością zastosowania innego komina, niż był pierwotnie planowany.

Wydymianie na kotłownię

Oczywiście błędnie można również zdecydować o średnicy przewodu kominowego, mimo że typ komina będzie poprawny. Pół biedy, jeśli jest to przesada „w górę” – komin o przekroju większym niż optymalny będzie sobie radził dobrze z technicznego punktu widzenia. Gorzej przy kominie „za ciasnym”. Rośnie w takim kominie ryzyko braku ciągu grawitacyjnego i zjawiska wydymiania przez kocioł na kotłownię lub innych nieprawidłowości w pracy kotła, które mogą kończyć się częstym samoczynnym wyłączaniem się urządzenia grzewczego. Wracając do komina o zbyt dużym przekroju, spaliny zamiast w miarę szybko unosić się w kierunku wylotu z komina, będą się w nim „kotłowały”, opóźniając swoją migrację do atmosfery. Komin ten będzie mimo to działał prawidłowo, podobnie zresztą jak urządzenie grzewcze. Ponieważ wydłużona w czasie będzie droga spalin przez komin, to należy się liczyć ze zwiększonym tempem odkładania zanieczyszczeń na powierzchni komina. Finalnie może być potrzebna większa częstotliwość wykonywania niezbędnego oczyszczania powierzchni komina z zalegającej sadzy, choćby w obawie przed wystąpieniem jej nieoczekiwanego samozapłonu (pożar sadzy). Innym aspektem komina przewymiarowanego może być nieco większe zużycie paliwa, choć jest to trudne do zaobserwowania. Wspomniane problemy mogą jednak dotyczyć komina mocno przewymiarowanego (np. komina o powierzchni co najmniej 50% większej niż optymalna powierzchnia przekroju).

Mariusz Kiedos

Łukasz Chęciński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij