Dla mnie – zarówno jako konsumenta, jak i przedstawiciela Panasonic – wejście w życie zapisów Dyrektywy ErP jest dobrą wiadomością.

Z punktu widzenia użytkownika klimatyzatorów etykieta energetyczna to czytelna informacja wskazująca, jakie jest zużycie energii danego urządzenia. Dzięki niej sposób opisywania klasy efektywności urządzeń został ujednolicony, a do powszechnego użycia wprowadzono takie określenia, jak współczynniki SEER i SCOP. To oznacza, że konsumenci mogą łatwo zrozumieć, jakie koszty wytwarzania energii cieplnej będzie generowała dana jednostka zarówno w okresie letnim, jak i zimowym, a także porównać ze sobą poszczególne klasy produktów oraz oferty różnych producentów.

Wchodzące we wrześniu 2015 r. rozszerzenie Dyrektywy ErP dotyczące urządzeń grzewczych na pewno w pewien sposób znormalizuje rynek HVAC. Co prawda wydaje się, że porównanie urządzeń wytwarzających ciepło jest trudniejsze, a to ze względu na wykorzystywanie przez nie różnego rodzaju mediów, jak gaz, prąd, węgiel itp. Jednak dzięki etykietom energetycznym i te produkty będzie można łatwo ze sobą porównać, a użytkownik będzie widział różnicę w kosztach wytwarzania energii z różnych źródeł.

Również dla Panasonic, jako producenta urządzeń klimatyzacyjnych, Dyrektywa ErP jest krokiem w dobrą stronę, gdyż od lat stawiamy na rozwój rozwiązań przyjaznych środowisku. Już teraz wiemy, że nasze pompy ciepła powietrze-woda będą miały klasę A++. Przygotowujemy również etykiety energetyczne, które będą pokazywały klasę energetyczną nie tylko dla klimatu umiarkowanego (a to jest minimum wymagane przez tę dyrektywę), ale także dla klimatu zimnego, do którego zalicza się Polska.

Tomasz Lenarczyk, Panasonic Appliances Air Conditioning Europe


Wprowadzenie systemu etykiet energetycznych i wymogi ekoprojektu będą mieć kluczowe znaczenie dla branży pomp ciepła. Już teraz wiadomo, że pompy ciepła będą uzyskiwać najwyższe współczynniki efektywności sezonowej hs i najwyższe klasy energetyczne (w przypadku pomp gruntowych w pakietach z regulatorami – nawet klasę A+++). Jeszcze mocniej będzie to widoczne po zredefiniowaniu klas energetycznych. W połowie lipca tego roku Komisja Europejska zaproponowała wprowadzenie jednolitej skali etykiet efektywności energetycznej „od A do G”. Nowa unijna propozycja, która może być wdrożona w ciągu kilku lat, spowoduje, że najbardziej efektywne urządzenia grzewcze będą mieć tylko klasę C (pompy ciepła gruntowe), pompy powietrze/woda klasę D, zaś kotły kondensacyjne tylko klasę E lub G. Co ważne – oznaczenia będą znajdować się na pomarańczowym lub czerwonym polu.

Wśród mieszkańców Unii jest pełne zrozumienie i świadomość korzyści wynikających ze stosowania unijnych etykiet efektywności energetycznej urządzeń zużywających energię. Świadczy o tym fakt, że około 85% konsumentów korzysta z nich, podejmując decyzję o zakupie określonego produktu.

W mojej ocenie nowe przepisy szybko przemienią rynek urządzeń grzewczych w Polsce – podobnie jak to było w przypadku rynku w Wielkiej Brytanii. Ponad osiem lat temu wprowadzono tam wymóg stosowania kotłów kondensacyjnych i ceny tych urządzeń spadły o ok. 35-40%, pociągając za sobą w dół ceny pomp ciepła, szczególnie tych powietrznych. A Jak będzie u nas? Jestem przekonany, że bardzo podobnie. Już niedługo się o tym przekonamy. Jedno jest pewne – czekają nas czasy przełomu i przemian. Jeszcze tak niedawno nowością rynkową był kocioł niekondensacyjny z zamkniętą komorą spalania, a kotły kondensacyjne, ze względu na cenę, były dostępne tylko dla wybranych. Myślę, że podobną historię będą miały pompy ciepła czy pompy ciepła hybrydowe.

Paweł Lachman, PORT PC


Ważne – z punktu widzenia polskich odbiorców – jest zagadnienie dotyczące wdrażania w życie dyrektywy ErP do polskiego porządku prawnego. Pomimo prac mających na celu wyjaśnienie wątpliwości w dalszym ciągu istnieją problemy związane z interpretacją niektórych zapisów. Brak jednoznacznych wyjaśnień tych interpretacji może mieć negatywny wpływ na rozwój niektórych segmentów rynku instalacyjno-grzewczego.

Jeżeli wdrażanie rozporządzeń pójdzie dobrze, to z pewnością będzie to miało pozytywny wpływ na rozwój rynku instalacyjno-grzewczego w Polsce. Nie należy jednak przeceniać tego wpływu, z uwagi na proces decyzyjny, który jest specyficzny dla rynku instalacyjno-grzewczego w Polsce – znaczący wpływ na decyzję na tym etapie ma instalator. Natomiast etykietowanie jest skierowane bardziej do użytkownika końcowego. W założeniu wizualizacja stopnia efektywności energetycznej danego urządzenia pozwoli użytkownikowi końcowemu zastanowić się nie tylko nad kosztem początkowym takiego produktu, ale także nad realnymi oszczędnościami w trakcie jego eksploatacji. W związku z tym klient końcowy zacznie od instalatora wymagać, aby instalowany kocioł, podgrzewacz do wody czy pompa ciepła, poza walorami cenowymi, zapewniały także mniejsze zużycie gazu, oleju opałowego czy energii elektrycznej.

Takie podejście może przyczynić się do wyraźnego zwiększenia znaczenia urządzeń o wysokiej sprawności, do których należą np. kotły kondensacyjne, pompy ciepła, instalacje kolektorów słonecznych czy instalacje do mikrokogeneracji. Zwiększenie popularności tego typu urządzeń i masowość ich stosowania może w konsekwencji poprawić ich dostępność dla klientów, którzy wcześniej z powodu kosztów inwestycji nie mogli sobie na nie pozwolić.

Większy wpływ na rozwój rynku z pewnością będzie miało wprowadzenie regulacji dla grupy towarowej LOT1. W konsekwencji z rynku mogą zniknąć wyroby producentów, którym – z uwagi na małą liczbę sprzedawanych urządzeń – nie będzie się opłacało inwestowanie w zmianę konstrukcji, aby spełnić nowe wymagania. Samo etykietowanie raczej nie spowoduje w szybkim tempie zniknięcia z rynku produktów, których sprawność bądź efektywność energetyczna będą znacznie niższe od nowoczesnych urządzeń, ale za to znacznie tańszych niż te bardziej efektywne energetycznie.

Janusz Starościk, SPIUG


Wdrożenie rozporządzeń Parlamentu Europejskiego dotyczących etykiet efektywności energetycznej oraz warunków tzw. Ekoprojektu stawia przed producentami zdecydowanie wyższe wymagania, co do jakości oraz sprawności urządzeń grzewczych. Znajdzie to na pewno odzwierciedlenie w stosowaniu w nich innowacyjnych rozwiązań, które pozwolą na mniejsze zużycie energii i tym samym obniżenie kosztów eksploatacji. Nowe wytyczne narzucą również konieczność większego zaangażowania producenta, czy sprzedawcy w proces rzetelnego informowania klienta o parametrach energetycznych urządzeń. Dzięki temu użytkownicy będą mieli możliwość podejmowania świadomej decyzji zakupowej. Na dzień dzisiejszy duży wpływ na wybór kotła, czy podgrzewacza miał instalator, który wykonywał np. kompletną instalację, bądź też projektant. Wraz z wejściem w życie obowiązku oznakowania klienci będą mogli sami ocenić, czy parametry urządzenia spełniają ich oczekiwania.

Dla producentów jest to również zmiana w dotychczasowej filozofii określania sprawności urządzeń. Należy tutaj pamiętać, że podstawą przypisania urządzenia do konkretnej klasy energetycznej będzie wartość tzw. sezonowego współczynnika efektywności, czyli stosunek wykorzystanej energii do zużytej energii pierwotnej.

Ponadto rozporządzenia niepodważalnie wpłyną również na zmiany popytu oraz trendy rynkowe, wypierając ze sprzedaży niskoefektywne urządzenia grzewcze – m.in. tradycyjne kotły gazowe na rzecz kotłów kondensacyjnych o wysokiej sprawności. Dużą rolę zaczną odgrywać również kompleksowe rozwiązania grzewcze oparte na współpracy urządzeń kondensacyjnych z odnawialnymi źródłami energii.

Żaneta Lisowska, Termet


Dzień 26 września tego roku istotnie wpłynie na rynek branży grzewczej w Polsce i pozostałych krajach UE. Tego dnia zacznie obowiązywać Dyrektywa 2010/30/UE, która wprowadza obowiązek etykietowania produktów związanych z energią, tj. wykorzystujących, przetwarzających i magazynujących energię. Oznakowanie będzie miało wspólny mianownik, jakim jest efektywność energetyczna, a więc skuteczność wykorzystania energii nieodnawialnej. W podobny sposób etykietowane są dziś takie produkty, jak lodówki, pralki czy opony. Obowiązkowi temu podlegać będą przede wszystkim urządzenia grzewcze gazowe i olejowe oraz pompy ciepła o mocy grzewczej ≤ 70 kW, a także zbiorniki wody użytkowej o pojemności ≤ 500 litrów. Założenie jest czytelne i określa jednoznacznie oznaczenie skuteczności wykorzystania paliwa nieodnawialnego do produkcji ciepła w przypadku źródeł ciepła i skuteczności izolacji cieplnej w przypadku zbiorników ciepłej wody użytkowej.

Etykiety dla urządzeń grzewczych zawierają klasy efektywności energetycznej w skali od najwyższej A++, a więc określającej najwyższą efektywność energetyczną, do najniższej G. Przy czym każda kolejna klasa efektywności, licząc od najniższej, określa pewien minimalny próg, który musi zostać osiągnięty.

Warto zwrócić uwagę na ramy klasyfikowania urządzeń. Dla przykładu dwa różne urządzenia o sezonowej efektywności energetycznej 90 oraz 97% będą sklasyfikowane pod tą samą etykietą A. W przypadku sezonowej efektywności energetycznej te 7% to ogromna różnica, której niestety kupujący nie dostrzeże. Klasa wyżej, a więc A+, to jeszcze większe widełki – od 98 po 124%. Wyobraźmy sobie dwa urządzenia klasy A+ różniące się w sezonowej efektywności energetycznej o 26% – urządzenia identyczne pod względem oznaczenia na etykiecie, a technologicznie z dwóch różnych epok!

Wyposażenie urządzenia np. w regulator pogodowy, czujnik temperatury pomieszczenia (wpływający na pracę czy instalację solarną do wspomagania ogrzewania ciepłej wody) wpływa w oczywisty sposób na zmniejszenie wykorzystania energii nieodnawialnej. Te dodatkowe wyposażenie będzie wpływało zatem na końcową sezonową efektywność energetyczną i tym samym klasę efektywności energetycznej na etykiecie. W takim jednak przypadku produkty oznaczane będą tzw. etykietą zestawu.

Pewnym zagrożeniem dla powodzenia kwestii etykietowania jest brak informacji ze strony państwa dla klientów końcowych. Cały ciężar szerzenia wiedzy poprzez artykuły czy szkolenia branżowe przejęły na siebie firmy produkujące urządzenia związane z ww. dyrektywą. Z pewnością samo oznakowanie znane już z innych produktów nie będzie dla kupującego jakąś zagadką, ale wg mnie to za mało. Bo czy klasa A oznacza już bardzo dobry produkt, czy nie? Czy A+ jest już przesadą i nieuzasadnionym wydatkiem, czy nie?

Szymon Lenartowicz, Akademia Viessmann

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij