W trakcie montażu rurociągów preizolowanych druty alarmowe łączy się ze sobą, tworząc tytułowe pętle pomiarowe. Powinny one być tak zaprojektowane, aby umożliwiały nadzór nad całym zrealizowanym rurociągiem, a także zapewniały możliwość lokalizacji awarii, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Czy łączyć systemy alarmowe?

Co roku w Polsce buduje się kilometry nowych rurociągów preizolowanych. Część z nich łączy się z istniejącymi sieciami. Znów pojawia się dylemat, czy łączyć powstający system alarmowy z istniejącym? Nie chodzi oczywiście o utratę gwarancji, jaką daje wykonawca, ale o ewentualne roszczenia. Jeśli systemy nie zostaną ze sobą połączone, wtedy nie ma problemu. Nowa pętla pomiarowa jest mierzona oddzielnie i jeżeli wystąpi awaria czy wada, następuje zgłoszenie do gwaranta. Ale gdy obydwa systemy alarmowe zostaną spięte w jedną pętlę pomiarową, pojawia się pewien problem.

Mianowicie – jak wykazać gwarantowi, że błąd występuje na odcinku, który zrealizował. Pierwsza myśl, jaka przychodzi do głowy, to po prostu nie mieszać obwodów i wraz z nowym odcinkiem sieci tworzyć pętlę alarmową. Myśl słuszna, ale gdy buduje się tylko kilku- lub kilkunastometrowe przyłącza liczba punktów pomiarowych wzrasta, przez co kontrola jest dużo bardziej czasochłonna. Sytuacja taka nie jest dobra dla eksploatującego. Rozwiązaniem, które może pomóc uniknąć niepożądanego zjawiska, jest zasada, że łączymy systemy pod warunkiem, że istniejąca sieć jest w dobrym stanie. Mimo to wciąż nie ma jednoznaczności w przypadku stwierdzenia np. awarii. Może ona przecież wystąpić zarówno na nowym, jak i starym odcinku rurociągu.

W przypadku pojedynczych przyłączy do diagnozy stanu samego przyłącza często wykorzystuje się pomiar pomiędzy drutami. Rysunek 1 przedstawia wycinek systemu alarmowego, jaki miałem okazję odebrać.

Pacek207rys1

Od istniejącej magistrali ciepłowniczej zostało wykonane krótkie przyłącze, a druty alarmowe zostały połączone w jedną pętlę pomiarową. W trakcie pomiaru pętla była rozwarta w pobliskich węzłach na istniejącym obwodzie.

Mierząc rezystancję izolacji z budynku oznaczonego na rysunku jako węzeł, uzyskałem następujące wyniki: dla rurociągu zasilającego – drut biały 4,3 MΩ, czerwony > 200 MΩ. Zakreślony obszar na rys. 1 przedstawia, co mierzy się pomiędzy drutami, którego wynik w tym przypadku wynosił > 200 MΩ. Jest to technika, która tylko częściowo rozwiązuje problem z określeniem, czy źle jest na odcinku objętym gwarancją. Dlaczego tak jest, mówią wyniki uzyskane na rurociągu powrotnym – drut biały 0,69 MΩ, czerwony 0,0 kΩ, pomiędzy drutami 0,61 MΩ. Chociaż zwarcie metaliczne drutu do rury przewodowej i zawilgocenie nie występowało na nowym odcinku rurociągu, co ustaliłem na podstawie kolejnych pomiarów, to na podstawie wyniku uzyskanego pomiędzy drutami nie można jednoznacznie stwierdzić, czy przyłącze jest dobrze wykonane.

Mimo to lepiej jest łączyć ze sobą pętle alarmowe w jedną, nawet jeśli istniejąca nie jest w dobrym stanie. W intencji eksploatującego powinno być doprowadzenie rurociągów do odpowiednich standardów technicznych. Jest jeszcze jedno, jak na razie w Polsce mało popularne, rozwiązanie problemu. Chodzi o wyprowadzenie drutów alarmowych spod ziemi na powierzchnię. Robi się to na różne sposoby, np. poprzez wspawanie w płaszcz HDPE kolanka, tak jak to przedstawia fot. 1, i doprowadzenie do studzienki jak na fot. 2.

Pacek207-1 Pacek207-2

Możliwości jest wiele, zamiast studzienki stosuje się np. słupki telekomunikacyjne, skrzynki. Montując takie wyprowadzenie w okolicy mufy granicznej między nowym a istniejącym systemem alarmowym, w zupełności pozbywamy się wątpliwości, po czyjej stronie leży usunięcie awarii czy usterki. Do pełnego nadzoru łączy się ze sobą wyprowadzone druty alarmowe w jedną pętlę pomiarową. W momencie gdy zostanie stwierdzona nieprawidłowość, mamy możliwość rozdzielenia obwodu na odcinek objęty gwarancją i istniejący.

Przy projektowaniu i budowie pętli pomiarowych również zdarzają się pewne niedociągnięcia. Rys. 2 przedstawia błędnie zaprojektowany schemat alarmowy, jaki można spotkać, ale na szczęście są to pojedyncze przypadki.

Pacek207rys2

W opisie na temat budowy otwartego układu alarmowego można znaleźć wzmiankę, że na początku pętli alarmowej montuje się detektor (rys. 2, węzeł 1), a na jej końcu wstawia się końcówkę zerującą (rys. 2, węzeł 4). Jest to tylko wybiórczo potraktowana idea układów otwartych. Najważniejsze, żeby drut biały był drutem czujnikowym i by był odpowiednio łączony na trójnikach, czego zabrakło w prezentowanym schemacie. W rezultacie przyłącze do węzła 3 (rys. 2) będzie wyłączone z nadzoru. Innym popełnianym błędem jest niewłaściwy dobór urządzeń do systemu alarmowego.

Często wykorzystuje się detektory przystosowane do pracy z końcówkami zerującymi, np. serii ACN Levra. Jest to przyrząd przewidziany do pracy z wkładkami filcowymi w mufach, a więc o niskim progu czułości. Tymczasem jest stosowany na sieciach bez filców. Przez to może się zdarzyć, że rurociągi będą miały bardzo mocno zawilgoconą izolację, a urządzenie będzie wskazywać stan dobry. Nie powinno być sytuacji, że np. w węzłach przewody są spięte i schowane pod zakończeniem termokurczliwym. Również, jeśli to konieczne, należy wyprowadzić druty spod ziemi. Mając więcej punktów, z których można wykonać pomiar, zwiększa się szansa na szybką i udaną lokalizację, a zmniejsza tym samym nakład pracy i środków.

W gestii eksploatujących jest stworzenie wygodnych do kontroli pętli pomiarowych. Dostęp do drutów alarmowych, jak i przyłącza masowego, czyli rury przewodowej, powinien być w miarę bezproblemowy. Sam wykonuję pomiary i mógłbym przytoczyć mnóstwo sytuacji, gdy trzeba się przecisnąć między armaturą albo rozebrać izolację w węźle, żeby móc się podłączyć przyrządami. Na fot. 3 można zobaczyć, jak została wyprowadzona masa i oznaczone kable.

Pacek207-3

Warto zwrócić również uwagę na końcówki zerujące, które do pomiarów trzeba wykręcić. Jeżeli nie ma zamontowanego urządzenia, z którym miałyby współpracować, wtedy można je zdemontować, ponieważ nie pełnią żadnej funkcji. Można spotkać wiele sytuacji, gdy na początku pętli pomiarowej znajduje się detektor, a w ostatnim węźle końcówka zerująca. Gdy długość pętli pomiarowej mieści się w granicach zasięgu urządzenia, nic nie stoi na przeszkodzie, aby wykorzystać nieużywany drut alarmowy i przenieść ją do tego samego pomieszczenia co przyrząd. Patrząc na rysunek 2, detektor i końcówka będą w węźle 1. Zaoszczędzi to czas ekipie pomiarowej, która przed wykonaniem czynności musi najpierw odłączyć zarówno urządzenie, jak i końcówkę, a potem połączyć wszystko tak, jak było pierwotnie.

Piotr Pacek

Literatura:

Materiały firmy Logstor.

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij