„Polska węglem stoi”, „polskie czarne złoto”… Któż nie zna tych haseł gloryfikujących jedno z najpopularniejszych na naszym rodzimym rynku paliw?! Tym większym zaskoczeniem jest lobbowanie zmiany przepisów na takie, które wywrócą ten rynek paliw do góry nogami. Zakaz stosowania paliw stałych w granicach miasta Krakowa budzi wiele, często skrajnych, emocji. Warto jednak na ten temat rozmawiać, bo problem zanieczyszczenia powietrza w tym pięknym mieście jest znany od dawna i nie dotyczy abstrakcji, a jakości powietrza, jakim oddychają zarówno mieszkańcy, jak i turyści z całego świata odwiedzający Kraków.

Redukcja wskazana

Przyjęty przez Kraków zakaz stosowania paliw stałych (w tym również drewna służącego do opalania kominków) jest bezsprzecznie szczytny, bo związany z poprawą jakości życia mieszkańców. Czy jednak nie nazbyt radykalny w sposobie realizacji? Może warto byłoby choć podjąć próbę obniżenia emisji gazów poprzez stosowanie rozwiązań umożliwiających ich redukcję? Czy nie można zakazać stosowania pewnej grupy paliw, takiej „niereformowalnej”, z natury bardzo szkodliwej, lub zakazać stosowania pewnej konstrukcji urządzeń grzewczych? W zmianach przepisów widać jedynie, że ich autorzy wyjście z brudnej, patowej sytuacji widzą w wydaniu całkowitego zakazu eksploatacji wszelkich urządzeń grzewczych spalających węgiel i drewno. Po prostu zakaz dla wszystkich pieców i kotłów na paliwa stałe. Nawet dla kominków. To powinno być rozwiązanie ostateczne, a nie pierwsze możliwe do realizacji. Z reguły jest tak, że obraz pewnego wycinka rzeczywistości opieramy na jednostkach najbardziej się wyróżniających. Czy obraz trujących paliw stałych nie jest przypadkiem kreowany przede wszystkim przez użytkowników tzw. śmieciuchów, do których wrzuca się dosłownie wszystko, co jest w stanie spłonąć?

Checinski213-1

Do jednego worka…

Co w takim razie z mieszkańcami Krakowa, którzy używają porządne, ekologiczne kotły (np. 5 klasy) i opalają je paliwami wysokiej jakości? Wynika z tego, że zostają postawieni w jednym szeregu z tymi, którzy w największym stopniu przyczyniają się do obniżenia jakości powietrza. Nie do końca przekonuje nas w tym miejscu argument dotykający stopnia zamożności, bo palenie „byle czym” nie jest – niestety – jedynie domeną uboższych gospodarstw domowych. A próby wyjaśniania, że nie można do nikogo wejść w celach kontrolnych (sprawdzić co dzisiaj pali w swoim „śmieciuchu”), tłumacząc się tym, że takie incydentalne, prewencyjne kontrole stanowiłyby naruszenie dóbr osobistych, wydaje się być wymyślonym argumentem zwolenników proponowanych zmian. Przecież zakaz stosowania określonych urządzeń czy paliw jest również naruszeniem czyichś wieloletnich przyzwyczajeń, a do tego wymuszeniem na tych osobach poniesienia sporych kosztów, na które wielu ludzi po prostu nie stać. Problem dotyka z pewnością również sfery mentalnej i narzekania z jednej strony na pewien stan rzeczy, a z drugiej robienie dokładnie tego samego. Wszyscy w końcu oddychamy tym samym powietrzem i bez uświadomienia sobie pewnych zagrożeń, a przede wszystkim ich konsekwencji, żaden zakaz niewiele tu zmieni.

Droga na skróty?

Czy droga przyjęta na razie w Krakowie, a podchwytywana przez władze kolejnych polskich miast, nie wydaje się być drogą „na skróty”?

Przekładając ten kierunek zmian na branżę motoryzacyjną, w tej chwili nie powinniśmy używać samochodów. No chyba że jedynie tych elektrycznych lub na paliwa wodorowe. Szacuje się, że transport (w skali globalnej, nie krajowej) odpowiada za 20% emisji gazów cieplarnianych. To dwukrotnie więcej niż emisja z domów mieszkalnych i budynków biurowych oraz handlowych! A jednak proekologiczne cele w branży samochodowej udaje się wprowadzać metodami nie aż tak drastycznymi. Ciągle ulepsza się konstrukcje w silnikach (pomijamy tu doniesienia sprzed kilku miesięcy dotyczące jednego z największych niemieckich producentów), w układach spalinowych; zakładane są katalizatory, filtry itd. Można zmniejszyć zagrożenie (emisję), nie zabierając „dobrodziejstwa” w postaci własnego samochodu.

Tak samo można przecież postąpić, a przynajmniej spróbować, w dziedzinie spalania paliw w domowych urządzeniach grzewczych.

Checinski213-2

Kilka możliwości

Wydaje nam się, że jest co najmniej kilka możliwości mniej drastycznego cięcia, czyli wytworzenia kompromisu polegającego na dalszym stosowaniu paliw stałych, ale ze znacznym ograniczeniem dotychczasowego poziomu emisji gazów cieplarnianych i innych trujących świństw:

* „Zielone światło” dla drewna i dla węgla o ustalonej i potwierdzonej jakości.

Takie rozwiązanie byłoby również drastyczne (choć nieco mniej niż aktualnie promowane), stawiające wyraźnie widoczną granicę między tym, co można, a czego nie, ale pozostawiające w użytkowaniu kominki i nieliczne kotły na zgazowane drewno oraz węgiel podlegający obowiązkowym procedurom kontrolnym (czego nie ma aktualnie). Warto przypomnieć, że zarówno urządzenia grzewcze, jak i instalacje kominowe podlegają wymaganiom normowym i wyłącznie na tej podstawie są wprowadzane do obrotu rynkowego. Nie ma jednak wciąż sparametryzowanych właściwości paliw węglowych, na podstawie których można by określać ich przydatność i stopień szkodliwości dla środowiska.

Sporo gospodarstw domowych ma kominek, którym mogłoby dogrzewać się, ograniczając wydatki na prąd czy gaz, do których wprowadzana zmiana przepisów zmusza. Poza tym polska tradycja budowlana „burzy się”, gdy nie można zbudować domu z kominkiem, choćby do okazjonalnego palenia w niektóre jesienno-zimowe wieczory.

* Wymiana kotłów starego typu na nowsze – pozostając przy tym samym paliwie.

Skoro istnieje możliwość dofinansowania różnych OZE (pompy ciepła, kolektory słoneczne itd.) być może warto podjąć próbę wprowadzenia subsydiów dla nowoczesnych i bezpiecznych kotłów oraz wysokiej jakości paliw węglowych o niskiej emisji szkodliwych substancji. Korzyścią płynącą z takiego rozwiązania byłoby także wspieranie naszej rodzimej gospodarki, wszak zarówno paliwa węglowe, drewno, jak i urządzenia grzewcze na te paliwa są najczęściej polskim produktami.

* Zmiana techniki palenia, edukacja w użytkowaniu urządzeń grzewczych.

Jedną z prób poprawy w obszarze spalania węgla jest promowany ostatnio na szczeblach centralnych polski wynalazek, tzw. błękitny węgiel (uszlachetniony węgiel kamienny), przy spalaniu którego występuje wielokrotnie mniejsza emisja szkodliwych pyłów i gazów).

Warto tu zauważyć pewne próby sformalizowania działań na rzecz przywrócenia „zielonego światła” kominkom, np. przez Komitet Obrony Kominków – KOK2016 (komitet zrzeszający ludzi, którzy nie zgadzają się z zakazem palenia drewnem w kominkach w Krakowie i innych miastach Polski) czy też działania Fundacji Ochrony Zabytków – Monumenta Poloniae. Fundacja ta podejmuje próby zainteresowania władz państwowych pięknymi, zabytkowymi piecami kaflowymi, których wiele znajduje się w starych kamienicach Krakowa i dla których ustawa „antysmogowa” jest ogromnym zagrożeniem. Wszak „mebel” nieużywany nie jest potrzebny i w wielu domach będzie uznany za niepotrzebnie zajmujący przestrzeń życiową. Jak te zabytki ocalić od zapomnienia?

Warto również przywołać działania ludzi promujących efektywne i czyste spalanie paliw stałych (np. www.czysteogrzewanie.pl), gdyż edukacja i uświadamianie to jedne z podstawowych dróg ograniczenia szkodliwych zjawisk. Zdajemy sobie sprawę, że taki kierunek zmian zawsze jest procesem długofalowym, ale rezultaty osiągane w ten sposób są znacznie bardziej trwałe i pożądane społecznie.

Stanowisko w powyższej sprawie zabrała również Krajowa Izba Kominiarzy, wskazując szereg bardzo racjonalnych argumentów przemawiających za bezzasadnością i nieracjonalnością zakazu w takiej formie, w jakiej został on wydany.

Łukasz Chęciński

Mariusz Kiedos

Prenumerata Magazynu Instalatora

2 myśli na temat “Odprowadzanie spalin z urządzeń grzewczych na paliwa stałe

  • 21 czerwca 2016 o 22:19
    Permalink

    Dzięki za inicjatywę! Popieram i podpisuję się! Niestety jest to wbrew histerycznym reakcjom tzw. ekologów. Najpierw musi ich dotknąć zakaz palenia papierosów i grillowania (a może nawet smażenia) na terenie administracyjnym Krakowa, by zaczęli myśleć. Jak długo czekać by zwalczyć idiotyzm?

    Odpowiedz
  • 27 lipca 2016 o 09:35
    Permalink

    Zgadzam się z tym, że społeczeństwo powinno się edukować w temacie niskiej emisji. Niestety posidamy zbyt małą wiedzę o tym groźnym zjawisku, stąd upór niektórych przy zatrzymaniu np. pieców węglowych w swoich domach. Myślę, że wystarczyłoby takim ludziom podetknąć taki artykuł pod nos: http://blog.dedietrich.pl/w-2030-roku-smog-nadal-bedzie-naszym-wrogiem/ i od razu zmieniliby zdanie! Smog niszczy nasze zdrowie i środowisko, myślę, że powinniśmy wreszcie się obudzić i wymieniać te stare instalacje grzewcze na nowoczesny sprzęt jak np. kotły kondensacyjne.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij