Zgodnie z zapowiedzią w tym artykule mieliśmy przyjrzeć się technologicznym innowacjom, które pozwoliły uczynić z rzymskich łaźni publicznych przybytki zaspokajające najbardziej wyrafinowane gusty.

Cysterny i akwedukty

W starszych domach łaziebnych, głównie tych z okresu Republiki, woda pochodziła z cystern, studni i źródeł, ale już w 100 r. p.n.e. dziewięć akweduktów zapewniało każdemu mieszkańcowi stolicy imperium 300 galonów wody dziennie, co ważne, biorąc pod uwagę, że termy stanowiły jeden z najbardziej wymagających i uprzywilejowanych jej użytkowników. Zaopatrywane były przez sieć wodociągów i rur połączonych z dnem zbiornika, gdzie woda przepływała z największą siłą. Z głównego rezerwuaru biegła ona systemem pomp i ołowianych rur do ogrzewającego ją paleniska, a stamtąd – do poszczególnych pomieszczeń łaźni.
Warto pamiętać, że stolicę Imperium zaopatrywała w wodę sieć akweduktów licząca w II w. n.e. 420 km, z czego 47 km przebiegało nad powierzchnią ziemi. Niespełna dwieście lat później sieć ta wydłużyła się o kolejne 250 km. Nieprzypadkowo jednym z symboli rzymskiej cywilizacji stał się monumentalny akwedukt.

Baseny

Baseny i sale w łaźniach ogrzewano dzięki kolejnej innowacji – systemowi centralnego ogrzewania, zwanego hypocaustum. Stworzony w schyłku II wieku napełniał wytwarzanym przez piec gorącym powietrzem pustą przestrzeń pod podłogami i między ścianami. Ogrzewana w ten sposób posadzka, wykonana z płyt kamiennych, cegieł bądź kafli, stawała się czasem tak gorąca, że użytkownicy term musieli chodzić w sandałach, aby chronić stopy. Pomieszczenia o najwyższej temperaturze znajdowały się bezpośrednio nad piecem, natomiast pomieszczenia zimne i szatnie umieszczano najdalej od niego.

Łaźnie z kamienia i betonu

Wczesne łaźnie wznoszono z kamiennych bloków – do czasu wynalezienia rzymskiego betonu, stanowiącego mieszankę odłamków cegieł i kamieni w zaprawie z wapna, piasku i pyłu wulkanicznego. Wynaleziono go w I w. p.n.e.; umożliwił on wznoszenie ogromnych i bardziej wystawnych budowli. Ważne stało się zwłaszcza pojawienie się betonowych sklepień, co zaowocowało powstawaniem ogromnych, przestronnych pomieszczeń, umożliwiając przemianę skromnych domów łaziebnych w wystawne termy epoki cesarstwa.
Te wspaniałe przybytki były dla Rzymian tym, czym obecnie są restauracje, place miejskie, siłownie, uzdrowiska i ośrodki rekreacyjne. Nawet sami cesarze, choć do dyspozycji mieli pałacowe łaźnie, korzystali często z term publicznych. Szczególnie ważne były one jednak dla obywateli mieszkających na co dzień w ciasnych, klaustrofobicznych czynszówkach, pozbawionych wody i toalet. Wizyta w łaźni była dla nich naprawdę wspaniałym przeżyciem. Wielkie, przepełnione światłem sale dawały im posmak luksusu i namacalnie ukazywały wielkość cesarstwa.

Koniec term

Zmierzch term wiąże się z upadkiem Cesarstwa Rzymskiego. Mniejszy dostęp do kąpieli wynikał bardziej z agonii imperium, ale też wiązał się z pojawieniem i upowszechnieniem nowej religii – chrześcijaństwa. Pierwsi wyznawcy Chrystusa żyli pod rządami Rzymian, a termy przedstawiały dla nich poważny dylemat. Rzymskie zwyczaje kąpielowe kojarzyły się z hedonizmem, a w wielu wypadkach również z grzechem i jawnym rozpasaniem. Były jednak tak naturalnym elementem codziennego życia, że wyrzeczenie się ich wydawało się po prostu niemożliwością. Jeden z teologów w II w. n.e. udowadniał nieszkodliwość wyznawców nowego kultu, dowodząc, że tak jak forum i cyrku nie unikają także publicznych łaźni. Trzeba pamiętać, że w pierwszych wiekach swego istnienia chrześcijaństwo współistniało z rzymską tradycją. Zdecydowana większość władz kościelnych nie zabraniała wiernym kąpieli w towarzystwie przedstawicieli własnej płci, o ile odbywała się z właściwych pobudek.

Kąpiele ascetów

Stosunek doktryny chrześcijańskiej do ciała był ambiwalentny: z jednej strony uznawano je za świątynię Boga, z drugiej – za źródło zepsucia poprzez podatność na pokusy. Ten drugi aspekt z czasem przeważył. Skrajni asceci nie uznawali kąpieli w jakiejkolwiek formie. Znalazła się ona na cenzurowanym głównie jako źródło rozbudzenia w kobiecie, istocie słabej, zainteresowania własnym wyglądem, skąd już tylko jeden krok do grzechu. Popularne było twierdzenie, że „czyste ciało i suknia kryją nieczystą duszę”. W IV i V w. brud stał się wręcz chrześcijańskim atrybutem świętości. Jedyną formą oczyszczenia miał być chrzest, który jako „kąpiel odnowy” przeciwstawiano normalnej toalecie.
Do tematu powrócimy w kolejnym artykule.
Aleksandra Trzeciecka

Prenumerata Magazynu Instalatora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij