Jak to dawniej o czystość dbano… – Schyłek łaźni

W poprzednim artykule starałam się zaakcentować zmianę, jaką pojawienie się nowej religii – chrześcijaństwa – spowodowało w pojmowaniu istoty higieny i czystości ciała. W tym, co jeszcze niedawno uznawane było za naturalną potrzebę utrzymania go w czystości, liczni teologowie zaczęli upatrywać źródło grzechu, rozpusty, a wręcz brudu kalającego wystawioną na nieustanne pokusy duszę.

W miarę jak do przeszłości odchodziło rzymskie imperium, umierała też kultura rzymskich łaźni. Jednocześnie jednak w zmieniającym się świecie – w którym polityczne i ekonomiczne problemy utrudniały utrzymanie wielkich term, w których kąpał się lud – cesarze, biskupi i papieże nadal wznosili i rozbudowywali pełne przepychu balnea w swoich rezydencjach.

Enklawy luksusu

Tak więc łaźnie nie służyły już powszechnemu pożytkowi, ale stały się przybytkiem arystokratów. W VI w. biskup Rawenny wyremontował, wyłożył marmurami i ozdobił mozaikami łaźnie sąsiadujące z jego pałacem. Zezwolił przy tym łaskawie, aby dwa razy w tygodniu korzystało z nich niższe duchowieństwo. Jeszcze trzysta lat później papież Grzegorz IV odnowił wspaniałe termy w Pałacu Laterańskim. Te enklawy luksusu trudno jednak uznać za reprezentatywne dla całego społeczeństwa. Na terenie Włoch i zachodniego Bizancjum najazdy Longobardów doprowadziły do chaosu i upadku władzy państwowej. Kiedy Goci w 537 r. zniszczyli rzymskie akwedukty, termy już nigdy nie wróciły do dawnej świetności. Rzym tonął w zamęcie i nie potrafił już sprostać trudnemu zadaniu, jakim było zaopatrzenie term w wodę. W mieście funkcjonowało jednak nadal osiemset zakładów kąpielowych – prostych łaźni składających się z kilku pomieszczeń, które przetrwały jeszcze przez jakiś czas. Niestety, choć barbarzyńscy najeźdźcy podziwiali niektóre dokonania upadającego imperium, łaźnie do nich nie należały. Wiązało się to z ich obyczajami – woleli kąpiele w strumieniach, o ile tylko pozwalała im na to pogoda. Nic więc dziwnego, że zakłady kąpielowe popadły w ruinę i zostały całkowicie opuszczone.

Wspomnienie term

O wiele dłużej przetrwały domy kąpielowe we wschodniej części Cesarstwa Bizantyjskiego. Przykładem może być tu egipska Aleksandria, której władze przeznaczały w VI w. niemal trzecią część budżetu na ogrzewanie miejskich łaźni. W Syrii, Judei i Arabii – rejonie ścierania się wpływów chrześcijańskich i islamskich – niewielkie łaźnie stanowiły rzymsko-arabską hybrydę. Zniknął więc teren do ćwiczeń, a sala z zimną wodą straciła na znaczeniu i rozmiarach. Jej miejsce zajęła duża aula do spotkań towarzyskich. Ta właśnie hybryda przekształciła się w łaźnię turecką – hamam. Jej bywalcy myli się już nie we wspólnym basenie, ale przy umywalniach, gdzie łaziebni namydlali ich i szorowali szorstką rękawicą, która zastąpiła znany nam już strigil. Mimo wszystkich różnic hamam był jedyną pozostałością wspaniałych term rzymskich. Za jego pośrednictwem obyczaj mycia powrócił do średniowiecznej Europy.

Kapiel w klasztorze

Z okresu wczesnego średniowiecza nie przetrwały do dziś żadne wanny czy kadzie kąpielowe. Wczesnośredniowieczne zwyczaje higieniczne, które znamy najlepiej, to te praktykowane przez ówczesnych mnichów. Klasztor musiał zapewnić warunki bytowe często setkom mężczyzn. Na swój użytek zakonnicy – inspirując się znanymi im dokonaniami rzymskich inżynierów – opracowali skomplikowane, oparte na grawitacji systemy wodno-kanalizacyjne.

Do tematu powrócimy w kolejnym odcinku.

Aleksandra Trzeciecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij