W poprzednim artykule zaczęłam omawiać zwyczaje higieny we wczesnośredniowiecznych klasztorach męskich, w których musiano znaleźć kompromis między charakterystyczną dla tego okresu niechęcią do folgowania cielesnym potrzebom a koniecznością zapewnienia znośnych warunków bytowych nawet setkom mężczyzn.

Zakonnicy opracowali na swój użytek złożone, grawitacyjne systemy wodno-kanalizacyjne, których drewniane lub – na sposób rzymski – ołowiane rury doprowadzały wodę z odległości często kilku kilometrów. Regulowana kurkami wpływała następnie do kuchennych zlewów, pralnianych cebrów oraz umywalni bądź kamiennych żłobów, w których mnisi obmywali przed posiłkami dłonie i twarz. Idąc za przykładem Jezusa, witali gości przez obmycie im rąk i nóg.

O własną czystość dbali bez uciekania się do pełnych ablucji, zarezerwowanych na rzadkie, wyjątkowe okazje. Mnichom, którzy nie mogli się uporać z żądzami cielesnymi, ordynowano zimne kąpiele, ciepłe pozostawiając dla chorych. Reguła św. Benedykta, spisana w VI w., rezerwowała je jedynie dla niedomagających i starców: chorym należy udostępnić korzystanie z łaźni, ilekroć jest to dla nich wskazane; zdrowym zaś, a zwłaszcza młodym, trzeba na to rzadziej pozwalać.

Z zapisków wiemy, jak takie kąpiele wyglądały. I tak, w klasztorze w Canterbury przed Bożym Narodzeniem mnisi gromadzili się i grupami byli wzywani do łaźni, gdzie jak najszybciej kąpali się – w milczeniu, we wnękach oddzielonych zasłonami. Kiedy już się wystarczająco umyje – głosiła reguła – nie będzie się ociągał, przedłużając kąpiel dla przyjemności, ale wstanie, odzieje się i wróci do klasztoru. Klasztory dopuszczały na ogół trzy kąpiele rocznie przed wielkimi świętami: Bożym Narodzeniem, Wielkanocą, Zesłaniem Ducha Świętego. Ci jednak mnisi, którzy świętość stawiali ponad umiłowaniem czystości, mogli z nich zrezygnować.

Najczystszym miejscem wczesnośredniowiecznej Europy była jednak znajdująca się pod panowaniem Arabów Hiszpania. Inaczej niż w chrześcijaństwie – w islamie dbałość o higienę osobistą stanowiła religijny nakaz i nieprzypadkowo podróżnik opisywał w IX w. andaluzyjskich Arabów jako najbardziej chędogich ludzi na ziemi, podczas gdy chrześcijanie z północnej części Półwyspu Iberyjskiego nie myli się i nie prali ubrań, które zmieniali dopiero wtedy, gdy rozpadały się na kawałki. Arabska Hiszpania pełna była basenów, fontann i łaźni; każda dzielnica miała swój zakład kąpielowy. Kiedy w 1236 r. chrześcijanie zdobyli Kordobę, w mieście funkcjonowało trzysta łaźni tureckich, nie licząc dysponujących ciepłą i zimną wodą prywatnych łazienek.

Wczesnośredniowieczna niechęć do utrzymywania ciała w czystości zaczęła ustępować już w XI w. Niektóre nawyki z początków wieków średnich, w tym brak dbałości o higienę, zaczęły razić zarówno kler, jak i ludzi świeckich. Diametralną różnicę można zauważyć, porównując wskazania św. Benedykta z radami, jakie pojawiają się w traktacie z XIII w., przeznaczonym dla pustelnic. Nakazywał im mycie się zawsze, gdy zajdzie taka potrzeba. Miały też prać odzienie, jako że brud nie jest miły Bogu. To stwierdzenie można uznać za rewolucyjny manifest nowej epoki. Oczywiście stare nawyki nie zmieniły się z dnia na dzień – zarówno kler, jak i osoby świeckie myli najczęściej dłonie, co było zresztą bardzo rozsądną praktyką, skoro posiłki spożywano rękoma. Mycie rąk postrzegano wówczas jako przejaw obycia i kultury.

O dalszej ewolucji obyczajów w tym względzie opowiem w kolejnym artykule.

Aleksandra Trzeciecka

Fot. Lavatorium w średniowiecznym klasztorze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona korzysta z ciasteczek (cookies) Więcej informacji

Ustawienia plików cookie na tej stronie są włączone na "zezwalaj na pliki cookie", aby umożliwić najlepszy z możliwych sposób przeglądania. Jeśli w dalszym ciągu chcesz korzystać z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub kliknięciu przycisku "Akceptuję", a następnie użytkownik wyraża zgodę na to.

Zamknij